-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
Artykuły
- Środa, 16 Czerwiec 2010
Prawo własności kontra brak tytułu do dożywocia
Zaniedbane sprawy własności w rodzinie
Renata i Bronisław Plewowie mieszkali w budynku należącym do siostry pani Renaty. Nie mieli żadnej umowy najmu i dzierżawy, nie płacili czynszu - jak w rodzinie. Z nowym właścicielem, spadkobiercą siostry Renaty Plewy (jej wnukiem) - nie mogli się już dogadać. Muszą się przeprowadzić.
Renata Plewa od 70 lat mieszka w Oćwiece. Trafiła tam wraz z rodzicami
i rodzeństwem, kiedy przesiedlili ich Niemcy. W 1958 roku wyszła za mąż
za Bronisława Plewę. Zamieszkali w budynku, który został zaadaptowany na
mieszkania po świniarni. Połowę domu zajmowali Renata Plewa i jej mąż -
jako najemcy. Drugą połowę siostra pani Renaty - i to ona była
właścicielką całego domu (otrzymała go w spadku po poprzednim
właścicielu - Jerzym Wesołowskim w zamian za opiekę). Siostra Renaty
Plewy przekazała nieruchomość synowi. Ten zapisał nieruchomość swojemu
synowi i obecnym właścicielem domu jest wnuk siostry Renaty Plewy -
policjant.
BEZ UMOWY
Małżeństwo Plewów to starsi ludzie. Pani Renata ma 76 lat. Mąż o 2 lata
więcej - po wylewie, z pierwszą grupą inwalidztwa i pod stałą opieką
żony. Oboje chorują na miażdżycę i choroby układu krążenia. Mieszkanie
zajmowane przez Plewów to pokój, kuchnia, korytarzyk i toaleta o łącznej
powierzchni 36 m2. Wcześniej był tam chlew, który zaadaptowali na część
mieszkalną. Podczas kilkudziesięcioletniego pobytu w mieszkaniu
małżeństwo dobudowało na własny koszt pomieszczenie gospodarcze,
chlewik, garaż, pomieszczenie do przechowywania opału, wymienili
pokrycie dachowe, doprowadzili wodę oraz wybudowali szambo.
Dawniej Renata i Bronisław Plewowie nie mieli żadnej umowy najmu
i dzierżawy. Nie płacili czynszu. Ponosili tylko koszty utrzymania
mieszkania i przynależnych pomieszczeń gospodarczych, polegające na
wymianie okien, drzwi oraz przeprowadzaniu koniecznych remontów.
KONFLIKT
Nowy właściciel zaczął korzystać ze swojego prawa do nieruchomości.
Robił porządki w drzewostanie, z ujęciem wody dla letników, zaproponował
także ciotce podpisanie umowy najmu.
Tymczasem Renata Plewa starała się o nabycie prawa do mieszkania przez
zasiedzenie. Sąd oddalił wniosek. Wniosła apelację do Sądu Okręgowego
w Bydgoszczy, która również została oddalona.
Właściciel twierdzi, że konflikt rozpoczął się właśnie wtedy, gdy Renata
Plewa wystąpiła do sądu o zasiedzenie mieszkania, które jest jego
własnością. Tłumaczy, że odkąd przegrała sprawę, wykorzystuje wszystkie
metody walki z nim, łącznie z pismami do jego przełożonego. Jako
najświeższą sprawę podaje, że tydzień temu Renata Plewa urządziła
awanturę właścicielom domków letniskowych, znajdujących się na terenie
właściciela mieszkania, że zginęły jej 4 deski z pomostu. Twierdzi, że
wyzywała letników.
Według Renaty Plewy konflikt rozpoczął się, gdy wnuk siostry podłączył
rurę wodociągową do sąsiedniego, niezamieszkanego mieszkania
i doprowadził stamtąd ujęcie do domków letniskowych. Kiedy letnicy
czerpali wodę, w jej mieszkaniu woda z kranu ledwo kapała. Zwracała
uwagę właścicielowi domu, że ma odłączyć wodę w domkach od jej
mieszkania, bo nie ma wody i płaci większe rachunki. - Powiadomiłam
gminę, żeby odcięli podłączenie. Powinien się podłączyć do głównej
sieci, a nie mojej. I on od tego czasu zaczął się mścić - wspomina
płacząc nasza rozmówczyni.
Właściciel twierdzi, że Renata Plewa oskarżyła go przed urzędnikiem, że
kradnie jej wodę, a ona płaci przez to wysokie rachunki. Dodaje, że woda
do domków letniskowych podłączona jest legalnie, na co posiada
pozwolenia.
Leszek Kuchciński, kierownik Zakładu Robót Publicznych w Gąsawie
wyjaśnia, że właściciel otrzymał warunki na przyłącze wody do
mieszkania, a nie na działki. Otrzymał już zalecenia, które musi
wypełnić. - My sprawdzimy, czy te zalecenia wykonał. Jeżeli nie, to
będzie miał wodę odciętą. Warunki były wydane na mieszkanie, a nie na
działki. Tymczasem faktycznie korzystają z tego domki znajdujące się na
gruncie tego pana - przyznaje Leszek Kuchciński.
NIESTETY CZŁONEK RODZINY
Renata Plewa mnoży przykłady przykrych zdarzeń, których doświadczyła
z mężem od właściciela. Relacjonuje, że właściciel mieszkania zniszczył
urządzenia wybudowane w przeszłości przez małżonków.
- Ściął wierzbę, pozbawiając nas latem miejsca wypoczynku. Kiedy były
mrozy pootwierał okna w sąsiednim, niezamieszkałym mieszkaniu, przez co
przemarzały ściany od strony naszej kuchni. Pomimo że ogrzewaliśmy
mieszkanie, w kuchni było tak zimno, że nie można było w niej przebywać.
Zagrodził nam dostęp do kur i musieliśmy zrezygnować z dalszej hodowli.
Wyrzucił nam wędzarnię na podwórko. Zaczął rozbierać szopkę. Mówił przy
tym, że jest policjantem, więc mu wszystko wolno. Wezwałam policję
i uniemożliwili mu to - opowiada pani Renata.
Właściciel ripostuje: - Niczego tej pani nie zniszczyłem. Obciąłem
jedynie gałęzie, które zagrażały dachowi budynku. Rynna była pełna
liści. Zaznacza, że złożył przeciwko ciotce pozew do sądu
o zadośćuczynienie za naruszenie jego dóbr osobistych.
Nasza rozmówczyni interweniowała u komendanta powiatowego policji
w Żninie Piotra Stachowiaka, przełożonego właściciela posesji.
- Funkcjonariusz policji, którego zadaniem jest obrona i ochrona
obywatela jak również aspekt zaufania społecznego do instytucji policji
w naszym wypadku absolutnie nie ma zastosowania, a wręcz przeciwnie
obawiamy się o nasze życie i zdrowie ze strony takiego funkcjonariusza,
który nie dość, że jest naszym sąsiadem, to jeszcze niestety członkiem
rodziny.(...) Teraz na stare lata przychodzi nam nie spać po nocach
i ubolewać nad takim traktowaniem. Każda rozmowa z właścicielem lokalu
jest przez niego nagrywana telefonem komórkowym. (...) Postawa moralna
jaką reprezentuje pana pracownik daleko odbiega od norm społecznych
zwyczajowo przyjętych jak również w naszym odczuciu podważa autorytet
instytucji policji jako organu prawa i porządku publicznego
w demokratycznym państwie polskim - czytamy w piśmie do komendanta.
W odpowiedzi komendanta Piotra Stachowiaka czytamy, że głównym zadaniem
policjantów była reakcja na zgłoszenie Renaty Plewy i niedopuszczenie do
naruszenia prawa i porządku publicznego. Policjanci próbowali również
nakłonić skłócone strony do zawarcia ugody. Nie dopatrzyli się działań
niezgodnych z obowiązującymi przepisami. Nie potwierdzono, by zarzuty
kierowane pod adresem właściciela mieszkania znalazły swoje
odzwierciedlenie. Komendant uznał, że skarga w kwestii naruszenia przez
właściciela mieszkania zasad etyki zawodu policjanta poza służbą jest
bezzasadna.
MIELI MIESZKAĆ DO ŚMIERCI
- Co nam panie życia zostało? To jeszcze będę się musiała przenosić. Nie
wiem jak mąż to zniesie; jest bardzo przyzwyczajony do tego mieszkania -
mówi Renata Plewa. Jej brat nie może nadziwić się, jak starszym,
schorowanym ludziom można nakazać przeprowadzać się w inne miejsce.
- Przecież wolą starszego brata było, żeby siostra mieszkała tu do
śmierci. Pierwszy właściciel tej nieruchomości - Jerzy Wesołowski -
w testamencie zapisał ją starszemu bratu i siostrze. Starszy brat mówił,
że Renata może mieszkać tu do śmierci. To jest sedno tej sprawy -
zaznacza brat pani Renaty. Jak usłyszeliśmy, starszy z braci nie był
zainteresowany nieruchomością, dlatego jedyną właścicielką została
siostra jego i Renaty Plewy.
Właściciel mówi, że pierwszy raz słyszy, by cokolwiek babcia mówiła, że
ciotka ma do śmierci mieszkać w mieszkaniu, które zostało na niego
przepisane. - Nigdzie takie coś nie było zapisane, że będzie tam
mieszkać - dodaje ojciec właściciela mieszkania, poprzedni właściciel,
siostrzeniec pani Renaty.
Sołtys Oćwieki Józef Budzicki nie chce się wypowiadać na temat
konfliktu, gdyż - jak mówi - są to sprawy rodzinne. Dodał, że z obiema
stronami konfliktu żyje w zgodzie.
CO TERAZ
Renata Plewa twierdzi, że za mieszkanie płaci 1.000 zł miesięcznie. Nowy
właściciel zaprzecza. Zaproponował rodzinie podpisanie umowy na kwotę
300 zł co miesiąc, ale po negocjacjach zgodził się obniżyć czynsz do 150
zł miesięcznie. Umowę podpisał na pół roku. Był gotów przedłużyć ją pod
warunkiem, że ciotka przestanie jątrzyć, ale ze względu na ciągłe
konflikty - nie przedłuży. Staruszkowie mogą mieszkać w mieszkaniu
policjanta do końca października.
Pani Renata - Cóż, musimy się wyprowadzić, chociaż z moją siostrą byłam
dogadana, że będę mieszkać tu do śmierci. Na stare lata musieliśmy sobie
znaleźć nowe mieszkanie i niedługo się przeprowadzimy - żali się.
BRAK USTANOWIENIA PRAWA DOŻYWOCIA
Siostrzenica pani Renaty, córka dawnej właścicielki podkreśla, że nie
może się pogodzić, że starsi ludzie będą musieli się wyprowadzić z domu,
w który spędzili całe swoje wspólne życie.
- Ciocia Renata i moja mama to są siostry. One żyły w zgodzie - mówi
kobieta. I dodaje: - To są starzy, chorzy ludzie. Też mi ich żal.
A teraz idą w obce miejsce. Starych drzew się nie przesadza. Jak mama
była właścicielką domu, to było wciąż mówione, że do śmierci mogą w tym
mieszkaniu mieszkać.
Radca prawny Bogusław Szymczak, który w sprawie o zasiedzenie
reprezentował państwa Plewów w sądzie, wyjaśnia, że aby uniknąć
sytuacji, w jakiej znaleźli się Renata Plewa z mężem, powinno się
ustanowić jeszcze za życia właściciela prawo dożywocia w formie aktu
notarialnego. - Wówczas wnuk nie miałby prawa nic zrobić - tłumaczy
Bogusław Szymczak. - Tylko brak notarialnego ustanowienia prawa
dożywocia spowodował problemy państwa Plewów - zaznacza Bogusław
Szymczak.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 957 (25/2010)






