-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
Artykuły
- Czwartek, 22 Lutego 2007
Za swoje, za swoje...
Sytuacja na rynku pracy jest na tyle trudna, że pracodawcy mogą wybierać spośród kandydatów na określone stanowisko, wybrzydzać i wymagać coraz to większych kwalifikacji. Dlatego nie ma się co dziwić, że młodzi ludzie, którzy kończą szkołę średnią, maszerują ze świadectwami maturalnymi do kilku uczelni, zdają kilka egzaminów wstępnych i dostają się do kilku szkół wyższych, wybierając ten kierunek i tę szkołę, która najbardziej im odpowiada.
Wiadomo też, że samo ukończenie studiów wyższych i zdobycie dyplomu na rynku pracy może się nie liczyć, jeśli nie podeprze się tego odpowiednim wykształceniem dodatkowym i doświadczeniem w pracy na określonym stanowisku. Młodzi ludzie jeszcze przed ukończeniem 30 roku życia mogą pochwalić się kilkoma dyplomami i biegłą znajomością jednego języka obcego.
Bywa czasem i tak, że młody człowiek kończy studia i nic. Zostaje osobą bezrobotną, bez możliwości dalszego kształcenia i pracy. Dlatego, kiedy znajdzie się upragnione zajęcie, to pierwszym krokiem jest podjęcie studiów podyplomowych. Pracodawca widzi, że zależy nam na stanowi-sku, a my podnosimy swoją wiedzę w zakresie wykonywanych obowiązków.
Przepisy mówią też, że pracodawca może skierować swojego pracownika na studia. Taki wypadek miał miejsce w Żninie w Urzędzie Miejskim.
Sprawa zwrotu kosztów nauki ówczesnemu wiceburmistrzowi, a obecnemu burmistrzowi wzbudziła wiele kontrowersji. Na słupach ogłoszeniowych w mieście pojawiła się anonimowa informacja skierowana do studentów, aby przychodzili do burmistrza, który będzie im zwracał koszty nauki. Była to oczywista nieprawda, ale w sekretariacie burmistrza pojawiły się osoby, które ów żart wzięły za prawdziwy i chciały rozmawiać z burmistrzem w sprawie zwrotu za studia.
W ocenie komisji rewizyjnej, przyjmując z kasy 3.200 zł bez poparcia dokumentami ówczesny zastępca popełnił wykroczenie i dlatego sprawa trafiła do prokuratury, a nie do Regionalnej Izby Obrachunkowej. Komisja uważała, że jedynie skierowanie albo umowa są tymi dokumentami, które pozwalają ustalić, czy i ile pracodawca może zwrócić pracownikowi za dokształcanie. Sprawa się toczy.
Niezależnie od wymiaru prawnego i - ewentualnie - karnego pozostaje aspekt poczucia przyzwoitości.
Mnóstwo osób, które pracy nie mają, płaci niemałe pieniądze za zdobycie wiedzy, która umożliwi im jej otrzymanie.
Burmistrz Żnina - który pracę ma - nie krępuje się finansować swych studiów z budżetu.
Możliwe, że okaże się iż wszystko gra z prawnego punktu widzenia. Możliwe, że ustne skierowanie na studia, jakiego udzielił ówczesnemu wiceburmistrzowi jego szef wystarcza.
Jednak zwykłe poczucie przyzwoitości nie powinno pozwolić osobie, która mimo braku stosownego wykształcenia zajęła wysokie stanowisko, by dokształcać się na koszt podatnika.





