-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
Artykuły
- Czwartek, 14 Październik 2010
Wychować człowieka
Po gwałtach w Żninie wielu z nas zadaje sobie pytania, jak do tego doszło. Jak mogło do tego dojść? Co jest tego przyczyną? Jesteśmy przerażeni. Przerażeni zdemoralizowaniem młodzieży, nawet jeszcze dzieci.
POSŁANIEC
Na posłańca, przynoszącego złe wieści, zazwyczaj przenosi się część winy za nie. Pałukom dostało się więc za artykuł opisujący wrześniowy gwałt na trzynastolatce z powiatu żnińskiego. Czytam, że sięgnęliśmy bruku. Że żal dziewczyny, jej rodziców, że będą skazani na ostracyzm. Słyszymy, że trzeba było wyciąć wulgarne fragmenty, nie przedstawiać wszystkiego tak dosłownie, bo mogły ten tekst przeczytać dzieci. Z drugiej strony słyszymy wyrazy oburzenia, że nie podaliśmy inicjałów, a przecież trzeba napiętnować, że pisaliśmy niby anonimowo, a przecież wszyscy wszystko wiemy.
W pisaniu o gwałtach nie ma dobrego wyjścia. Gazeta jest tak samo odpowiedzialna za to, co napisze, jak i za to, czego nie napisze. Tak jak człowiek - odpowiada za to co zrobi, ale też za to przed czym się uchyla.
No właśnie - do tego co napisał brukowiec Pałuki dośpiewujemy plotki, ploteczki, spekulacje.I oburzamy się na Pałuki. Na swoje wścibstwo i swoją ciekawość - nie. A spekulowali także ci, którzy nas krytykują. Najciekawsza wiadomość: kto gwałcił - zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem. I kto był gwałcony? Czy nikt z tych, którzy nas krytykują, nie próbował się więcej dowiedzieć o tej sprawie?
DLA OPAMIĘTANIA SIĘ, NIE DLA DZIECI
Lektura była przerażająca - także dla nas. I rzeczywiście nie dla dzieci. Zresztą - nie była to dla nich lektura. Przecież wiemy, że nie wszystko jest dla dzieci. Jesteśmy rodzicami, opiekunami i możemy ustrzec dzieci przed taką lekturą. Z drugiej strony - tak wychowywać, aby dzieci same wiedziały, że to nie jest lektura dla nich.
Martwimy się o bezpieczeństwo dzieci, a nagle widzimy - i to przedstawiał artykuł - demoralizację i brutalność młodzieży, a może jeszcze dzieci. Opublikowaliśmy szczegóły sprawy, bo powinna ona być przedmiotem naszych myśli i zmartwień. A i tak była to tylko część. Część tego co udostępnił nam prokurator. I podkreślił - udostępniając - że czyni to dla opamiętania się. Że takie opamiętanie musi przyjść - nikt nie ma chyba wątpliwości.
Te gwałty dotyczyły i dotyczą osób z naszej społeczności, naszej rodziny, naszych sąsiadów, znajomych, znajomych naszych znajomych, więc dotyczą też nas. I to też przeraża. Wiemy teraz, że niewinne kiedyś wagary z kolegami mogą mocno skomplikować przyszłość naszego dziecka. Czy trząść się przed każdym wyjściem dziecka do kolegów?
NIE ASERTYWNOŚĆ, A PRZYZWOITOŚĆ
Dostało się też teraz Marcie Złotnickiej (patrz list z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej), która podała w wątpliwość skuteczność podjętych przez poradnię działań. Przypomnijmy niektóre zagadnienia programu naprawczego: nauka radzenia sobie ze złością (w tym konferencja „stop przemocy”), zapoznanie uczniów z aspektem prawnym przemocy oraz konsekwencjami prawnymi i psychicznymi jej stosowania, rozwijanie asertywności, umiejętności społecznych (proszenie o pomoc, reagowanie na cudze zaczepki), szkoła dla rodziców - rodzice mają się nauczyć m.in. stawiania jasnych granic i wymagań, wspierania samodzielności.
Poradnia broni się, że jej działania nie są sztampowe, a przecież hasła stop agresji czy stop przemocy realizowane są od lat. Z ćwiczeniem asertywności to samo.
I czy naprawdę - w obliczu tych tragedii, do których doszło w ostatnich miesiącach, powtarzam: tragedii - trzeba kształtować asertywność i ćwiczyć radzenie sobie ze złością? Czy gdyby dziewczyna była asertywna - nie poszłaby z kolegami na wagary? Czy gdyby chłopcy nie napili się alkoholu na imprezie i umieliby panować nad swoją agresją - nie zgwałciliby koleżanki?
Czujemy, że problem leży głębiej. Nie w braku asertywności, nie w braku umiejętności radzenia sobie ze złością, a - ogólnie i niefachowo to nazywając - w braku przyzwoitości.
Tu pojawia się pytanie, jak wychować przyzwoitego człowieka. Jak wychować człowieka? W kontekście tego pytania najsensowniejsza z propozycji poradni to szkoła dla rodziców. Rodzice mają się nauczyć m.in. stawiania jasnych granic i wymagań, a także wspierania samodzielności swoich pociech.
KOCHAĆ i WYMAGAĆ
Poznać granice między dobrem a złem - to podstawa przyzwoitości. Pisała o tym Marta Złotnicka po pierwszym gwałcie (Nazwać czyn po imieniu).
Przypomnę, bo to bardzo ważne: Jasne, że po jednym, nawet najgorszym czynie, nie można żadnego człowieka przekreślać, że należy dać mu drugą szansę. Ale przestępstwo trzeba nazwać po imieniu. To o czym napisała Marta Złotnicka znajdujemy w słowach ks. Jacka Prusaka: Kulturę współczesną charakteryzuje przyzwolenie. Niecnota została częściowo zmedykalizowana. Nie ma dzieci niegrzecznych, są takie, które cierpią na ADHD. Nie ma pijaków, są osoby cierpiące na chorobę alkoholową. Nie ma rozpustników, są seksoholicy. Nie ma obżartuchów, są bulimicy. Nie ma lenistwa, jest syndrom przewlekłego zmęczenia.(...) Znajdujemy pojęcia-wytrychy, aby takie zachowania tolerować.
Nazwanie rzeczy po imieniu - to jedno, związane z tym odróżnianie dobra od zła - to drugie, a jeszcze inna sprawa to wybranie dobra. Co zrobić, żeby naszym dzieciom chciało się wybierać dobro? Wymagać. Wymagać od siebie, bo przyzwoitość to m.in. ciągłe wymaganie od siebie, stawianie sobie wymagań, nieuciekanie drogą na skróty.
Wymagamy od świata całego, ale od siebie - nie. Wymagamy np. od nauczycieli innowacyjności, tego, żeby nauczyli nasze dzieci, ale broń Boże nie stresowali. Wymagamy, wymagamy, wymagamy... A czy zawsze mamy do tego prawo? Spójrzmy na to z innej nieco strony: czy nasze dziecko ma zawsze przygotowaną kanapkę do szkoły? Czy my swój obowiązek spełniamy? To drobnostka? Owszem. Ale jeśli od siebie nie wymagamy - od innych - tak po prostu - nie wypada.
NIE NAPSOCIĆ
O tym, czego rodzice oczekują od poradni, bardzo ciekawie pisała Józefa Hennelowa (U nas w rodzinie J. Hennelowa , Wydawnictwo Znak, 1989 r.):
- Dlaczego pani przestała chodzić do poradni?...
- A po co ja mam tam chodzić, kiedy od nich stale tylko słyszę, że zawsze coś nie tak. Albo on zachowuje się nie tak jak należy, albo ja robię te - jak oni to mówią? - błędy wychowawcze. Wychodzi na to, że ja, matka, sama chłopca swego do zguby pcham.
- Rozumiem. A proszę mi powiedzieć, jak pani by chciała, żeby oni z panią mówili?
- A no, zwyczajnie, żeby mi dali dobrą radę, jak kobieta kobiecie, a nie mądrzyli się swoją uczonością. Gdy mi się ciasto na Wielkanoc nie uda,to już nic nie pomoże, że ktoś mi będzie dudnił nad uchem, że drożdże stare były, że wyziębiłam. Ja potrzebuję poratowania, żebym wiedziała, co ja jeszcze z tego mego syna mogę zrobić, żeby się do cna nie zmarnował. Niechby mi powiedziała któraś: Babki to już z tego ciasta nie zrobisz, ale placek jeszcze wyjdzie! Albo nawet, żeby poradziła, skoro już i placek się nie uda, jak z tego ciasta chociaż świąteczne kluski skombinować - to ja bym ją w rękę ucałowała. A jak mi głowę zawracają, że zawsze ktoś zawinił, to ja do rodzonego dziecka zbliżyć się nie śmiem, żeby jeszcze więcej nie napsocić.
Właśnie przepisów - wskazówek przerażeni rodzice oczekujemy (nie wymagamy) - i od poradni, i od wychowawców, i od Kościoła (bo przecież gwałty działy się w naszych parafiach). Wskazówek - czego od siebie i swoich dzieci wymagać? Co robić albo czego nie robić, żeby nie napsocić w wychowywaniu, żeby wychować człowieka?
Dorota Księska
Pałuki nr 973 (40/2010)





