Artykuły

Dramatyczna akcja na jeziorze w Wolicach
    Rowerzysta pod lodem
    Dzięki ofiarności dwóch wędkarzy mieszkaniec Barcina przeżył zdarzenie, do którego doszło tydzień temu na Jeziorze Kierzkowskim w Wolicach. Od plaży, gdzie kiedyś była przystań "Szkunera", barcinianin chciał sobie skrócić drogę na drugi brzeg jeziora i wjechał na lód. W pewnym momencie tafla nie wytrzymała. Zaczął rozpaczliwie walczyć o życie.

    Mieszkający w Barcinie Czesław Łukaszyk i jego kolega z Wolic Bronisław Czapliński wędkują, nawet zimą, regularnie. Tydzień temu byli na rybach na Jeziorze Kierzkowskim. Łowili pod lodem na północno-zachodnim brzegu jeziora, około 200 metrów od wiaduktu nad kanałem łączącym Jezioro Kierzkowskie z Jeziorem Wolickim. Na rybach spotkali się tamtego dnia około 8:00.  
czap8.jpg
Czesław Łukaszyk prezentuje jak przydatne mogą być zakończone gwoździem kołki kiedy człowiek chce się wydostać z wody na lód
fot. Karol Gapiński

    - "Byliśmy na płoteczkach" - opowiada Czesław Łukaszyk, na co dzień od wielu lat ochotnik barcińskiej Straży Pożarnej.
    Tydzień temu nie było mrozu. Temperatura oscylowała wokół 1-2 stopni Celsjusza. Ale lód na jeziorze utrzymywał się.
    - "To bardzo zdradliwy lód. Widać nawet teraz takie ciemniejsze place na tym lodzie. W tych miejscach właśnie grubość tafli jest mniejsza. Tutaj nie ma jakiś prądów, wirów, które by powodowały, że jezioro w tych miejscach nie zamarza. Ale kiedy wieją silne wiatry, to fala powoduje, że w niektórych miejscach lód jest cieńszy niż gdzie indziej" - tłumaczy Bronisław Czapliński, wytrawny wędkarz i znawca tajemnic jeziora.
    W zeszły czwartek na ryby wybrał się również Marian M. z Barcina. Z miasta przyjechał rowerem na plażę, gdzie niegdyś była przystań żeglarska. Na drugi brzeg jeziora, w okolice, gdzie wędkowali Bronisław Czapliński i Czesław Łukaszyk, Marian M. mógł dostać się objeżdżając jezioro drogą w lesie i dalej na nasypie kolejowym w kierunku Jadownik. Ale to oznacza ponad kilometrową trasę, tymczasem lód na jeziorze kusił, żeby tę drogę sobie skrócić.
    - "Jak go zobaczyliśmy, że wjeżdża na ten lód, to już się za głowy złapaliśmy, że na to się zdecydował. Przecież to strach. Nawet coś krzyczeliśmy do niego, ale nie wiem, czy słyszał" - przedstawia Bronisław Czapliński.
    - Był już jakieś 100 metrów od nas. Zobaczyliśmy, że zapadł się pod lód. Początkowo myśleliśmy, że po prostu upadł na tym śliskim lodzie. Ale dobiegło nas wołanie: - "Pomocy, ratunku!" - opowiada Czesław Łukaszyk.
    Marian M. oparł się na lodzie łokciami. Również jego rower częściowo opierał się na krze.
- "Nie wiem, po prostu nie wiem, coś mi rozum odebrało. Jestem zapalonym wędkarzem, nie chciało mi się jechać wokół jeziora, chciałem sobie skrócić drogę, a mało brakowało, skróciłbym sobie życie. Tam w okolicy było chyba 4 wędkarzy, ale praktycznie to Bronisław Czapliński mi pomógł. Inni bali się podejść, że ten lód zapadnie się i pod nimi" - opowiada Marian M.
    - "Bronek jest lżejszy. Zaraz znaleźliśmy kij do obstukiwania lodu, czy się przed nami nie zapadnie, tak, jak pod tamtym rowerzystą. Bronek, jak mówię, jest lżejszy, szedł pierwszy. To on go uratował. Ja asekurowałem całą tę akcję" - mówi skromnie o swoim udziale w akcji Czesław Łukaszyk.
    Kij niesiony przez ratowników posłużył też do udzielenia pomocy tonącemu.
    - "On oparty na tej krze, był gdzieś tak do klatki piersiowej zanurzony w wodzie. Na dodatek jeszcze pedał roweru dostał mu się do buta gumowego, który miał na sobie, i to go też jeszcze wciągało bardziej pod wodę" - opisuje Bronisław Czapliński.
    - "Kiedy tam wpadłem, to już myślałem, że to koniec. Nie widziałem dla siebie szansy. Żegnałem się z życiem. Ale nagle pojawiła się szansa. Początkowo woda mnie wciągała, lód się kruszył. Ale nagle ta woda uniosła mnie jakimś sposobem" - mówi Marian M.
Tej szansy rowerzysta się chwycił. Udało mu się wyrzucić na lód część ciała. - "Piersiami już byłem na lodzie. Później jeszcze udało mi się zarzucić na lód jedną nogę. Bronisław Czapliński podawał mi tamten kij. Zdołałem się wydostać, ale jeszcze przed chwilą nie widziałem dla siebie możliwości przeżycia" - opowiada Marian M.
    - "Powiem panu, że tutaj, gdzie on wpadł do wody, jest głębokość 30 metrów. Miał chłop szczęście, że my tutaj byliśmy. Albo by po prostu utonął, albo by zamarzł w wodzie" - mówi Bronisław Czapliński.
    Marian M. dostał natychmiast gorącej kawy, którą w termosie mieli jego wybawiciele. - "Nie mamy samochodu, żeby można go było odwieźć do miasta. Zresztą najlepiej dla niego było, żeby się ruszał, bo inaczej by się wychłodził. On się trząsł, jak galareta, nie potrafił nawet wytłumaczyć, dlaczego zdecydował się jechać przez jezioro. Doradziliśmy mu, żeby brał rower i szybko szedł bez zatrzymywania się do domu" - powiedział Bronisław Czapliński.
    Czesław Łukaszyk i Bronisław Czapliński argumentują swą chęć opisania tego zdarzenia w gazecie tym, że należy ostrzegać ludzi przed pochopnym zachowywaniem się na lodzie.
    - "Czasami dzieciom, młodzieży przychodzą do głowy takie niebezpieczne pomysły. Ale, jak widzieliśmy w tym przypadku, także dorosłym ludziom. Ja mam radę do wszystkich wędkarzy, którzy chodzą wędkować na lód oraz dla wszystkich innych, którzy wchodzą na lód. Choćby nie wiem, jak silne mrozy były, to trzeba być zawsze przygotowanym. Jak czasami widzę, że ktoś nawet samochodem sobie wjedzie na lód na jeziorze, to po prostu aż strach ogarnia, czego ludzie nie wymyślą. Chcę wszystkich zachęcić do tego, żeby wybierając się np. na ryby na lód, mieli ze sobą coś, co noszę ja" - w tym miejscu Czesław Łukaszyk pokazuje dwa kołki powiązane sznurkiem, które nosi na szyi. Kołki te zakończone są gwoździami. - "Chodzi o to, że jeśli się pod kimś lód załamie, to nie sposób złapać punkt zaczepienia np. paznokciami. A takie kołki są wtedy niezwykle przydatne. Mogą uratować życie. To jest sposób, który wykorzystują wędkarze lodowi od lat. Ale zawsze warto takie sposoby rozpowszechniać" - opowiada Czesław Łukaszyk.

   Karol Gapiński
Tygodnik Barciński Pałuki nr 8/2005


Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry