Artykuły

     Czas pracy i interpretacje
     W dobie powszechnej kontestacji na niedoskonałość naszego prawa pojawiają się czasami tu i ówdzie liczni poprawiacze i interpretatorzy przepisów prawnych snując własne i jedynie słuszne poglądy. Rzecz do pewnego stopnia zrozumiała - daleko bowiem o swobodę w poruszaniu się po tak skomplikowanej materii. Widać to szczególnie na przykładzie przepisów podatkowych. Swoiste głosy do przepisów prawa można spotkać również w przypadku niektórych pracodawców. Dokonują oni własnej wykładni prawa, mając niezachwiane poczucie nieomylności, a nadto wprowadzają własne normy w przekonaniu, że nikt jak oni, nie jest w stanie zastąpić ich w tej ciężkiej misji. Rzecz, którą chciałbym tu poruszyć dotyczy skomplikowanej materii, jaką są przepisy o czasie pracy. Właśnie dlatego, że skomplikowanej – to dającej czasami pole do zaskakujących interpretacji.
     Warto w tym miejscu przypomnieć, iż 8-godzinny dzień pracy został wprowadzony w Polsce w 1924 roku - tak! tak! Za rządów ministra Grabskiego to się dokonało. Jak wiadomo, od tego czasu wiele zmian zaszło w całym systemie prawa polskiego, ale ta podstawowa norma dobowa – pozostała. Aktualnie obowiązującym przepisem prawnym, który reguluje tę kwestię jest art. 129 § 1 kodeksu pracy, zgodnie z którym: Czas pracy nie może przekraczać 8 godzin na dobę i przeciętnie 40 godzin w przeciętnie pięciodniowym tygodniu pracy w przyjętym okresie rozliczeniowym nieprzekraczającym 4 miesięcy. Jest to podstawowy kanon, punkt wyjścia do budowania różnych systemów czasu pracy. One z kolei mogą przewidywać różne okresy rozliczeniowe, czasami krótsze jak 4 miesiące, czasami dłuższe. Pozostawmy jednak te rozważania i skupmy się na tej podstawowej regule prawa pracy, bowiem ta właśnie reguła jest często mylnie interpretowana. Przepis ten wprowadza cztery parametry, tj:
     1. norma dobowa - nie może przekraczać 8 godzin na dobę,
     2. norma przeciętnie tygodniowa - przeciętnie 40 godzin,
     2. norma przeciętnie pięciodniowego tygodnia pracy - w przeciętnie pięciodniowym tygodniu pracy,
     4. okres rozliczeniowy - w przyjętym okresie rozliczeniowym nieprzekraczającym 4 miesięcy.
     Aby zatem powiedzieć, że pracownik pracuje zgodnie z tym przepisem, to nie może pracować dłużej, jak 8 godzin na dobę i nie więcej jak przeciętnie 40 godzin w tygodniu. To jednak nie wszystko, musi również mieć zapewniony przeciętnie pięciodniowy tydzień pracy w przyjętym okresie rozliczeniowym – co do zasady nie przekraczający 4 miesięcy. Jeśli pracownik pracuje właśnie w taki sposób mówimy wtedy, że pracuje w podstawowym systemie czasu pracy.
     Kolejnymi parametrami czasu pracy są niedziele i święta. Przepisem regulującym te kwestie jest art. 1519 § 1 kodeksu pracy. Zgodnie z nim: Dniami wolnymi od pracy są niedziele i święta określone w przepisach o dniach wolnych od pracy. Zostawmy na razie przepisy, które zezwalają na pracę w niedziele i święta, a także przepisy, które wprost zabraniają pracy w święta i podsumujmy to, co zostało powiedziane.
     Podstawowymi parametrami czasu pracy są; norma dobowa, norma tygodniowa, pięciodniowy tydzień czasu pracy, przyjęty okres rozliczeniowy, wolne niedziele i święta. Aby prawidłowo ocenić czas pracy pracowników wszystkie te parametry należy łącznie przeanalizować.
     Kodeks pracy zezwala pracodawcy na stosowanie kilku różnych systemów czasu pracy, np. przedłużających dobowy, bądź tygodniowy wymiar czasu pracy, zezwalających na pracę w niedziele i święta i stosowanie różnych – co do długości okresów rozliczeniowych. Jednakże, z jakimkolwiek systemem czasu pracy będziemy mieli do czynienia, w każdym z nich faktyczny czas pracy pracownika i tak musi zostać sprowadzony do wyżej wymienionych reguł. Np. jeśli pracownik pracuje w systemie równoważnym, może wówczas pracować do 12 godzin na dobę, to i tak przeciętnie nie może przekroczyć 40 godzin w tygodniu w przyjętym okresie rozliczeniowym. W każdym systemie czasu pracy - niezależnie od liczby przepracowanych godzin, pracownik musi mieć taką liczbę dni wolnych od pracy, ile jest niedziel, świąt i szóstych dni tygodnia (potocznie są to tzw. wolne soboty, choć pracodawca może ustalić pięciodniowy tydzień pracy, np. od wtorku do soboty, wtedy dniem wolnym będzie poniedziałek).
     Czas już przejść do przykładów radosnej twórczości niektórych pracodawców.
     Jedna z zatrudnionych osób zgłosiła mi następujący problem: Mój pracodawca ustalił, że mamy pracować rożną liczbę godzin w tygodniu, tzn. pracujemy od 5 do 7 godzin na dobę, tak aby w tygodniu wypracować 40 godzin. W praktyce pracujemy w soboty i niektóre niedziele, nie przekraczając przeciętnie 40 godzin w tygodniu. Czy jest to zgodne z prawem? Oczywiście, że jest to niezgodne z prawem. Cóż z tego, że pracodawca nie narusza norm dobowych, nie narusza również norm średnio-tygodniowych czasu pracy, jeśli narusza zasadę pięciodniowego tygodnia pracy, a także nie udziela innych dni wolnych od pracy, bądź nie wypłaca dodatkowego wynagrodzenia za pracę w niedziele. W takim „systemie” czasu pracy wątpliwe jest również, czy pracownicy mają zapewniony tygodniowy odpoczynek (35 godzin). To dość częsty błąd. Część pracodawców nie wiedzieć czemu skupiła wyłącznie uwagę na normach dobowych i tygodniowych, zapominając o pozostałych parametrach.
     Kolejny podobny zgłaszany problem: Pracodawca stwierdził, że u niego w zakładzie pracuje się od poniedziałku do soboty po 8 godzin. Za pracę w soboty płaci nam dodatkowe wynagrodzenie - 100%. Czy jest to zgodne z prawem? Wydawałoby się, że jest wszystko w porządku, bo przecież pracodawca płaci. Już samo stwierdzenie pracodawcy, że „u niego (…) pracuje się od poniedziałku do soboty” wskazuje na wyraźną chęć poprawiania niedoskonałego ustawodawcy. Cóż z tego, że płaci, skoro narusza regułę pięciodniowego tygodnia pracy? Oczywiście narusza w ten sposób przepisy prawa pracy! Reguła pięciodniowego tygodnia pracy – póki co – ma charakter powszechnie obowiązujący. Za pracę w szóstym dniu tygodnia pracownikowi przysługuje wyłącznie inny dzień wolny od pracy w danym okresie rozliczeniowym. Nie ma ekwiwalentności pieniężnej za pracę w tym dniu – tzn. dodatkowego wynagrodzenia. Jedyną formą przywracającą regułę pięciodniowego tygodnia pracy jest inny dzień wolny – i tyle. Zdaję sobie sprawę, że części pracowników ta zasada nie do końca satysfakcjonuje – woleliby zarobić, zamiast dnia wolnego. No, ale cóż na to poradzić, takie jest prawo. Poza tym, że w krajach UE reguła pięciodniowego tygodnia pracy jest od dawna normą, warto w tym miejscu przypomnieć postulat nr 21 Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, który później przekształcił się w Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność. Oto on: „Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy. Pracownikom w ruchu ciągłym i systemie czterobrygadowym brak wolnych sobót zrekompensować zwiększonym wymiarem urlopu wypoczynkowego lub innymi płatnymi dniami wolnymi od pracy”.
Ten i pozostałych 20 postulatów sformułowano w nocy z 16 na 17 sierpnia 1980 r. Czy pamiętamy jeszcze o tym?
     Jedna z osób pracujących w sklepie zgłosiła taki oto problem: Zawsze przed świętami pracodawca mówi nam, że mamy obowiązek pracy w „niedzielę handlową”, za którą nie przysługuje nam inny dzień wolny, ponieważ, jak twierdzi jest to „niedziela handlowa”. Czy jest to zgodne z prawem? Oczywiście, że jest to niezgodne z prawem. Takie pojęcie, jak niedziela handlowa nie występuje w prawie pracy. Niedziela, to niedziela. Praca w niedzielę jest pracą dozwoloną w handlu. W zamian za pracę w tym dniu pracodawca powinien udzielić pracownikowi innego dnia wolnego od pracy - co do zasady, w okresie 6 dni kalendarzowych poprzedzających lub następujących po takiej niedzieli. A jeżeli to nie będzie możliwe - do końca okresu rozliczeniowego. A jeśli i to nie nastąpi, pracownikowi przysługuje dodatkowe wynagrodzenie (proszę zwrócić uwagę, że jest to inna regulacja, jak w przypadku pracy w tzw. wolne soboty).
     Kolejny zgłaszany problem: Mój pracodawca ustalił, że pracujemy po 9 godzin, bo takie są potrzeby firmy. Nie otrzymujemy żadnych dodatków do wynagrodzenia. Ten przykład można by ocenić, jako strzał z grubego kalibru. Cóż nam wypracowane przez dziesięciolecia reguły prawne, cóż nam przepisy prawa pracy. Równie dobrze każdy z nas mógłby stwierdzić, że z uwagi na jego potrzeby od jutra nie płaci podatków albo w przypływie ułańskiej fantazji w weekendy zacząłby jeździć lewą, a nie prawą stroną drogi (wyjąwszy Wielką Brytanię rzecz jasna). Oczywiście mamy do czynienia z naruszeniem podstawowej normy dobowej czasu pracy.
     Z materiału tego może rysować się nieciekawy obraz polskiego pracodawcy, ale tak nie jest. Znam i odwiedzam wielu pracodawców, dla których poruszane wyżej problemy nie istnieją. Przepisy polskiego prawa pracy jakie są, takie są, ale dają możliwości w poszukiwaniu elastycznych systemów czasu pracy i ich dostosowania do potrzeb firm. Głównie zależało mi na tym, aby poprzez ten tekst dotrzeć do tych, którzy jakby na chwilę zapomnieli, że w demokratycznym kraju są normy prawne, które nie tylko każą płacić nam podatki, odprowadzać składki ubezpieczeniowe, nie kraść, nie zabijać, ale również przestrzegać przepisów prawa pracy, do poznawania których wszystkich gorąco zachęcam.

Krzysztof Krzemień

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry