Artykuły

Antoni Tokarski w czasach konspiracji
       fot. archiwum rodzinne Stanisława Tokarskiego
Sklep przy ul. Śniadeckich w Żninie, w którym w czasie okupacji pracował Antoni Tokarski
        fot. Bartosz Woźniak

Losy żnińskiego kolumba
     O Antonim Niwie Tokarskim
     Przez ponad 20 lat od zakończenia II wojny światowej powstańcze losy Antoniego nie były znane najbliższej rodzinie. Przypadek sprawił, że jego brat Stanisław natrafił na szczątkowe informacje. Nadal jednak wiele faktów z wojennego okresu życia Antoniego Tokarskiego okrytych jest tajemnicą.
     Należał do pokolenia określonego mianem kolumbów, a więc mło

dzieży, która w momencie wybuchu II wojny światowej była na etapie odkrywania świata, wchodzenia w dorosłe życie, budowania trwałych przyjaźni i przeżywania pierwszych miłości. Dramatyczna sytuacja, w jakiej znalazło się państwo polskie we wrześniu 1939 r. sprawiła, że w jednej chwili życie tych młodych ludzi uległo diametralnej zmianie, zmuszając ich do podejmowania trudnych, często tragicznych wyborów. Na tle pozostałej części społeczeństwa, kolumbów charakteryzowała z jednej strony młodzieńcza fantazja i poświecenie, z drugiej natomiast świadomość wielkiego ryzyka i odpowiedzialności w walce z okupantem.
     Antoni Tokarski urodził się w Żninie 14 maja 1921 roku jako pierwsze dziecko Stanisława i Leokadii Tokarskich. Jego rodzice byli w Żninie znanymi i szanowanymi właścicielami zakładu i sklepu rzeźnickiego, wykształconymi w tym zakresie jeszcze w czasach zaborów pod pruskim panowaniem. W czasie II wojny światowej, w wyniku polityki narodowościowej prowadzonej przez Niemców na zajętych terenach, jego rodzina została wysiedlona ze Żnina (o wysiedleniach m.in. tej rodziny pisaliśmy w Pałukach nr 18/2011).
     PRACA W SKLEPIE
     Antoni jednak, jako już pełnoletni, otrzymał od landrata (odpowiednik polskiego starosty) nakaz pozostania na miejscu. Jednocześnie podlegał narzuconemu obowiązkowi pracy, którą rozpoczął około listopada 1939 r. Z uwagi na dobre wykształcenie - przed wojną ukończył Gimnazjum im. Braci Śniadeckich - i znajomość języka niemieckiego, skierowano go do niezbyt ciężkiej pracy, biorąc pod uwagę czas okupacji, a mianowicie do sklepu bławatnego, jak kiedyś określano sklep z tkaninami. Kierował nim Niemiec o nazwisku Henning. Wykorzystując swoje stanowisko w sklepie i mając stały kontakt z klientami, Antoni wydawał Polakom materiały ponad limit, czyli poza systemem kartkowym, który obowiązywał w czasie wojny. Właściciel zorientował się w praktykach swojego pracownika i zdecydował się poinformować o tym fakcie niemiecką policję, czyli gestapo.

Pamiątkowy podpis Antoniego Tokarskiego na zdjęciu, dedykowany przyjaciółce z pracy w Żninie 19 marca 1942 r.
              fot. archiwum rodzinne Stanisława Tokarskiego
Antoni Tokarski z okresu pracy w sklepie w Żninie pod okupacją niemiecką
            fot. archiwum rodzinne Stanisława Tokarskiego

     UCIECZKA DO GG
     Był już wtedy rok 1942. W porę ostrzeżony, Antoni zdołał uciec z terenu Rzeszy, w której znalazł się obszar Pałuk na mocy dekretu Hitlera z 8 października 1939 r. Antoni przez zieloną granicę udał się do Generalnego Gubernatorstwa, gdzie przebywali już jego rodzice i rodzeństwo, wysiedleni w sierpniu 1940 r. Będąc poszukiwanym i nie chcąc się zdekonspirować, nie skontaktował się z rodziną, która mieszkała wówczas w Czarnym Dunajcu na Podhalu. Zdawał sobie sprawę, że gdyby to zrobił, sprowadziłby na siebie i swoich najbliższych jeszcze większe niebezpieczeństwo. - W tym czasie cztery razy gestapo przychodziło do naszego domu i sprawdzało, czy nie ukrywa się w nim Antoni - wspomina jego brat Stanisław Tokarski. Dopiero później przez jakiegoś znajomego przekazał rodzinie informację, gdzie przebywa, ale już nigdy nie było mu dane zobaczyć się z rodzicami i rodzeństwem.
     Antoni Tokarski ukrywał się, z pewnością pod zakonspirowanym nazwiskiem, w Ochotnicy, w powiecie nowotarskim. Podczas okupacji niemieckiej był to dystrykt Kraków. Dobra znajomość języka niemieckiego pomogła mu znaleźć pracę w tamtejszym sekretariacie gminy.  W gminie do jego obowiązków należało między innymi sporządzenie listy osób, które miały być deportowane na roboty do Niemiec. Kiedy zbliżał się termin obwieszczenia nazwisk ludzi przeznaczonych do wywózki, zabrał tę listę i wyrzucił. W ten sposób również się zdekonspirował, więc musiał uciekać z Ochotnicy.
     W WARSZAWIE
     Wydarzenie to zbiegło się z ogłoszoną pod koniec lipca 1944 roku mobilizacją żołnierzy Armii Krajowej w Warszawie. Antoni Tokarski udał się więc do stolicy. Tam zamieszkał w jednym pokoju z księdzem Bogdanem Pelcem, który po wybuchu powstania przeniósł się pod Warszawę i został kapelanem powstańców, a po zakończeniu wojny proboszczem w Barcinie, Żninie i Wrześni. - Po wojnie ksiądz Pelc zwrócił się do nas z zapytaniem, co się dzieje z Antkiem. My nie mieliśmy żadnych informacji. Dopiero on nam opowiedział o tym, że brat udał się do Warszawy, aby walczyć w powstaniu - wspomina Stanisław Tokarski.
     Walczył w Zgrupowaniu Pułku Baszta na Górnym Mokotowie, określanym wówczas jako niemiecka dzielnica mieszkaniowa. Został tam zaszeregowany do I plutonu dowodzonego przez Włodzimierza Szarego Gołaszewskiego, najliczniejszego (ponad 90 osób) w kompanii B 3, w batalionie Bałtyk.

Epitafium na grobie rodziny Tokarskich poświęcone Antoniemu jako powstańcowi Warszawy
          fot. Bartosz Woźniak
Wśród nazwisk poległych powstańców w Parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie, na granitowym Murze Pamięci wygrawerowane jest także nazwisko Antoniego Tokarskiego ps. „Niwa”
          fot. Bartosz Woźniak

     Oddziały pułku Baszta już kilka dni przed wybuchem powstania znajdowały się w stanie gotowości. Żołnierze oczekiwali na rozwój wypadków w prywatnych mieszkaniach, rozlokowani według sekcji. Pluton Antoniego Tokarskiego tuż przed powstaniem przebywał w willi prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego na ul. Szustra 72.
     Pierwotnym celem natarcia kompani B 3 była Szkoła Powszechna im. Gen. Stachiewicza przy ul. Różanej, gdzie stacjonowała kompania SS w liczbie 120 ludzi. Tuż przed godziną W opuścili oni w większości gmach szkoły, co spowodowało zmiany operacyjne kompanii. Całość jej sił miała być skierowana na wsparcie uderzenia na Szkołę Rękodzielniczą przy ul. Kazimierzowskiej, obsadzonej przez około 400 SS-manów. Pluton Antoniego Tokarskiego miał uderzyć od strony wschodniej. Jego zadaniem było też osłanianie całości sił powstańczych w kierunku Szkoły Powszechnej przy ul. Narbutta 14.
     Duża liczebność plutonu nie szła niestety w parze, mimo zwiększenia zakresu zadań, z dostateczną ilością broni, na którą składały się: 2 pistolety maszynowe, 8 karabinów, około 40 pistoletów różnych kalibrów i po granacie na każdego powstańca. Skrócenie okresu mobilizacji znacznie utrudniło możliwości poprawy sytuacji w tym zakresie. 1 sierpnia przed godz. 1700 (godzina W) pluton otrzymał rozkaz wymarszu od pchor. Szarego. Z okrzykiem Hurrra, niech żyje Polska! wybiegli z willi. Na ulicy Szustra było wielu przechodniów, którzy najpierw schowali się w bramach, by za chwilę wyjść i obserwować, co się właściwie dzieje. Jakaś starsza kobieta spoglądająca z okna krzyknęła z przerażeniem: Jezus Maria, to powstanie!
     Wkrótce doszło do pierwszych walk. Pluton Antoniego Tokarskiego wkroczył m.in. do mokotowskiego budynku stacji telefonów, aby sprawdzić, czy nie ma tam jeszcze Niemców. Ze wszystkich stron padały strzały. Powstańcy zbiegali pod ściany domów. W końcu dotarli do ul. Madalińskiego przez ogródki za ul. Wiśniową. Zajęli mały domek ostrzeliwując z niego Niemców ukrytych za wozem z sianem. Natknęli się jednocześnie na dwa niemieckie czołgi, które po kilkunastu wystrzałach wycofały się stanowiąc ochronę dla niemieckich żołnierzy. Pluton zajął wówczas kilka domów między ul. Wiśniową i Łomnicką. Następnie padł rozkaz ataku w kierunku Szkoły Rękodzielniczej. Powstańcy z dowódcą Szarym znaleźli się poza garażami Zakładu Oczyszczania Miasta przy ul. Melsztyńskiej. Przechodzili wąskim przejściem między ścianą garaży a drewnianym płotem, gdy natknęli się na niemieckich żandarmów. Ci otworzyli ogień z karabinów maszynowych. W wyniku braku osłony i możliwości odwrotu, a także słabego uzbrojenia, w jednej chwili padło wielu zabitych i rannych powstańców. Wśród nich był także strzelec Antoni Niwa Tokarski.
     W zbiorach archiwalnych Muzeum Powstania Warszawskiego pod datą 1 sierpnia znajduje się zapis dotyczący Antoniego Tokarskiego ps. Niwa. Brzmi on następująco: ranny, niezabrany. Prawdopodobnie więc w pierwszym dniu powstania zmarł wskutek odniesionych ran.
     PAMIĘĆ O ANTKU
     Miejsce jego pochówku nigdy nie zostało odnalezione. Być może później, po zakończeniu walk, został pochowany wśród wielu nieznanych z nazwiska powstańców warszawskich w ich kwaterze na cmentarzu powązkowskim.
     Stanisław Tokarski po raz pierwszy trafił na informację o powstańczych losach swojego brata podczas pobytu na trzymiesięcznym szkoleniu wojskowym w Mogilnie w 1965 roku. Odbywał służbę w tamtejszej Wojskowej Komendzie Uzupełnień w funkcji pisarza. W wolnej chwili, czytając gazetę Żołnierz Wrocławski, w jednym z tekstów dostrzegł nazwisko brata wymienione wśród poległych powstańców. - Skontaktowałem się z redakcją w sprawie uzyskania bliższych informacji, kazali nawet przysłać zdjęcie. Wysłałem, ale nigdy nie odpowiedzieli. Pewnie dlatego, że w tamtych czasach nie można było jeszcze otwarcie mówić o Armii Krajowej - z żalem mówi Stanisław Tokarski.
     Wiele lat później informacje o bracie znalazł także we wspomnieniowej książce Lesława Bartelskiego Mokotów 1944. Warto przy tym pamiętać, iż zdobycie takich informacji, zwłaszcza w pierwszych latach po wojnie, w czasach rządów komunistów, nie było łatwe ze względu na zakaz mówienia i pisania o Armii Krajowej i powstaniu warszawskim.
Na cmentarzu miejskim w Żninie znajduje się grobowiec rodziny Tokarskich, na którego płycie umieszczono epitafium wspominające Antoniego Tokarskiego jako powstańca warszawskiego. Tam każdego roku, 1 sierpnia, w rocznicę jego śmierci i zarazem wybuchu powstania, rodzina zapala znicz. Ze względu na niepewność co do dnia śmierci, na pomniku widnieje napis: 8 [sierpień - przyp. bw] 1944.
     Kiedy poznaje się losy takich postaci jak Antoni Tokarski, wraca niczym bumerang odwieczny dylemat nieodłącznie związany z polską historią: Bić się, czy nie bić? On sam zapewne nie miał wątpliwości, że należy się bić. Potwierdził to swoimi odważnymi działaniami i decyzjami w czasie wojny, których zwieńczeniem był udział i bohaterska śmierć w powstaniu warszawskim. Był jednym z dwojga żninian, obok Marii Piotrowiczówny (pisaliśmy o niej w Pałukach 31/2009), którzy uczestniczyli w walkach o stolicę. Takie wartości, jak honor i ojczyzna, nie były mu obojętne. Tak był wychowany i według tych zasad postępował. A przecież mógł dokonać innych wyborów. Podczas hitlerowskiej okupacji miał niezłą pracę w sklepie, później w gminie. Mógł przeczekać wojnę i wrócić do domu. Jednak narażając własne życie, chciał pomagać ludziom w tragicznych czasach. O Polsce też nigdy nie zapomniał i za nią zginął.

     Najważniejsza literatura
L. Bartelski, Mokotów 1944, Warszawa 1986.
L. Bartelski, W znaku Baszty, wspomnienia i refleksje lipiec 1944 - styczeń 1945, Warszawa 1997.
W. Bartoszewski, Powstanie Warszawskie, Warszawa 2009.
N. Davies, Powstanie `44, Kraków 2004.
T. Łubieński, Ani tryumf, ani zgon... Szkice o Powstaniu Warszawskim, Warszawa 2004.
B. Wojciechowski, W powstaniu na Mokotowie, Warszawa 1981.

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1015 (30/2011)

   Inne artykuły o Powstaniu Warszawskim:

    Pałuczanie w Powstaniu Warszawskim

   Porucznik Maria Piotrowiczówna

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry