Artykuły

Stodólno
     104 lata Marianny Krukowskiej
     Marianna Krukowska jest najstarszą mieszkanką gminy Strzelno. Cieszy się świetną kondycją, zarówno intelektualną, jak i fizyczną. Podczas naszej wizyty w jej domu opowiadała historię swojego życia, recytowała wiersze oraz śpiewała przeróżne przyśpiewki ludowe.

104. urodziny Marianna Krukowska świętowała w obecności rodziny i władz Strzelna. Na zdjęciu z panią Marianną znajdują się: Zofia Krukowska, przewodniczący Rady Miejskiej Piotr Pieszak, Bartłomiej Ślęzak, Natalia Ślęzak, kierownik USC Joanna Stranc, burmistrz Ewaryst Matczak, Jagoda Kluczewska, Anna Kluczewska, Szymon Kluczewski, Maria Kluczewska, Paweł Kluczewski, Magdalena Kluczewska, Agnieszka Ślęzak, Stanisława Starzyk.
  fot. Magdalena Lachowicz

     Marianna Krukowska urodziła się 18 sierpnia 1907 r. w Mielnie koło Skulska. Jubilatka jest najstarszym dzieckiem Franciszka i Wiktorii Lewandowskich. Oprócz niej w rodzinie było jeszcze 5 dzieci. Wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszkała w Goplanie koło Skulska.
     Najtrudniejszym okresem w jej życiu, jak sama opowiada, była śmierć matki, która zmarła mając zaledwie 30 lat. Osierociła sześcioro dzieci, z których najmłodsza córka miała wówczas 5 miesięcy. Ponieważ Marianna Krukowska była najstarszym dzieckiem, częściowo zastępowała matkę w domu, przejmując jej rolę w opiece nad młodszym rodzeństwem.
     Po roku ojciec Marianny Franciszek ożenił się po raz drugi. Wybranką jego serca została Maria Kamińska. Jak opowiada Marianna Krukowska, nie był to najszczęśliwszy moment w jej życiu. Otóż macocha nie potrafiła zastąpić dzieciom rodzonej matki. - Była bardzo surowa, często na nas krzyczała. Wydzielała także jedzenie. Do śniadania nie było kawy, czy herbaty. Chleb był pieczony, ale zamknięty. Jedliśmy natomiast żur z ziemniakami albo polewkę. Jak pączki piekła, to każdy się najadł, a resztę do spiżarni schowała i nie dała zjeść, tylko wyciągała dla siebie. Gdy mój brat najmłodszy stanął przy niej i patrzył jak zajadała pączki, to ona mówiła „choćbyś te duże oczy wypatrzał, to i tak nie dostaniesz ani kawałka” i nie dała. Nie była dla nas dobrą matką - opowiada Marianna Krukowska.
     Ze związku Franciszka z Marią na świat przyszło jeszcze 4 dzieci. W związku z tym Marianna Krukowska miała jeszcze czworo przybranego rodzeństwa: 2 braci i 2 siostry. Z rodzeństwa żyje prawdopodobnie jeszcze jedna siostra, ale nie ma już z nią kontaktu.
     Ojciec jej był dekarzem i - jak opowiada Marianna Krukowska - ciężko pracował, kryjąc wówczas dachy słomą i trzciną. Aby pomóc w utrzymaniu rodziny, Jubilatka pracowała u gospodarzy w polu i przy zwierzętach. Pracowała ciężko, bo praca na roli nie należy do lekkich. Wykonywała czynności, które zwykle wykonują mężczyźni. Orka, siewy, żniwa, to tylko niektóre prace, jakie spadły na barki pani Marianny. - Było ciężko, ponieważ wówczas orka odbywała się przy pomocy pługa ciągniętego przez konia. Zboże kosiliśmy zaś kosą i ręcznie zbieraliśmy plony. Jednak miłość do rodzeństwa pokonała wszystkie trudności, jakie przyniósł mi los - wspomina Marianna Krukowska. W 1930 r. Marianna wyszła za mąż za Piotra Krukowskiego. Ślub odbył się w Skulsku. Z tym okresem wiąże się kolejna opowieść Jubilatki.
     - Razem z przyszłym mężem mieliśmy metryki spisane w języku rosyjskim. Z takimi metrykami udaliśmy się do proboszcza w Kościeszkach, aby dać na zapowiedzi. Niestety, nie wiem, czy nie umiał on tego przeczytać, czy był taki chimerny, ale tak się zdenerwował, że rzucił okularami tak, że szkła się potłukły. Ja się bardzo zdenerwowałam. Więc, gdy zaczął odpytywać mnie katechizmu nic nie mogłam wypowiedzieć. Zdenerwowany napisał  w papierach, że nie umiem pacierza. Zapowiedział, że będę musiała przyjść na dodatkowe lekcje. Ja wtedy powiedziałam, że na żadne lekcje nie pójdę, najwyżej ślubu nie będzie. Przecież umiałam się modlić - opowiada pani Marianna.
     Ostatecznie ślub państwa Krukowskich odbył się w kościele w Skulsku.
     - Cztery pary nas było. Ksiądz, ten ze Skulska, odczytał zapiski, że nie umiem pacierza i powiedział, abym zmówiła „Ojcze nasz”. Ja bez zastanowienia całą modlitwę odmówiłam. Wtedy ten ksiądz powiedział, że ksiądz w Kościeszkach to pierdus, bo ja pacierz umiem. To było dopiero przeżycie - kontynuuje opowieść pani Marianna.
     Młode małżeństwo los rzucał w różne miejsca. Najpierw mieszkali u rodziców Piotra w Żółwinach (gm. Jeziora Wielkie), potem przenieśli się do Strzelna Klasztornego. W końcu przyszedł rok 1938, przyjechali wówczas do Stodół (gm. Strzelno), gdzie zamieszkali w parafialnym budynku folwarcznym, ponieważ Piotr Krukowski pracował jako woźnica w parafii. Później przeprowadzili się do własnego domu, również w Stodołach, gdzie Marianna wraz z córką Czesławą i jej rodziną mieszka do dziś. Państwo Krukowscy wychowali 5 dzieci: Stanisławę, Władysława, Kazimierza, Zofię i Czesławę.
     Nastał rok 1939, który pani Marianna wspomina ze łzami w oczach: - To był straszny okres w naszym życiu. Pytaliśmy „Czy nie ma już Boga, czy o nas zapomniał”? Wieczorem w domu to nawet dziecko nie mogło zapłakać, bo zaraz pukali do okien. Po wkroczeniu hitlerowskiego okupanta do Polski nasza rozmówczyni razem z mężem pracowała u Niemca w gospodarstwie. Jak opowiada, Niemcy nie przebierali w środkach, aby wymusić posłuszeństwo, potrafili bić i nie patrzyli, czy to dorosły, czy dziecko. -  Dobrze, że mój mąż umiał mówić po niemiecku, to się z nimi dogadywał. Czasami też ich woził tam, gdzie chcieli. Ale i tak strach było wyjść z domu - opowiada Marianna Krukowska.
     Okupacja to straszne wspomnienia dla Marianny Krukowskiej, ale jednak całe jej życie to w większości dobre chwile. Najwięcej radosnych momentów wiąże się z rodziną. Z przyjemnością wspomina narodziny swoich dzieci, to jak zaczynały chodzić, mówić. Po wojnie rodzina Krukowskich gospodarzyła na 10-hektarowym gospodarstwie. Gospodarstwo po rodzicach przejęła córka Czesława Kluczewska, a po niej trafiło ono w ręce wnuczki pani Marianny, Agnieszki Ślęzak i jej męża Sławomira. Rok 1993 przyniósł kolejny cios dla Marianny Krukowskiej i jej rodziny, w wieku 88 lat zmarł jej mąż Piotr Krukowski.
     Pytamy Jubilatkę o receptę na długowieczność. Słyszymy, że takiej nie ma. Żałuje, że nie może już sama iść do kościoła, ale cieszy się, że co miesiąc odwiedza ją w domu ks. proboszcz z komunią. - Przychodzi i mówi, że będziemy się spowiadać, a ja wtedy odpowiadam, ale z czego, przecież ja nie grzeszę, nigdzie nie wychodzę, nikogo nie zabiłam. Wtedy razem odmawiamy „Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu” i jest dobrze. Powiedziałam księdzu kiedyś, że ja to chyba mam pokutę na tej ziemi. Ale on mi powiedział: „To nie pokuta, to jest zasługa i łaska od Boga” - opowiada Jubilatka.
     Marianna Krukowska zdradziła też, że nigdy nie chodziła do lekarza. Nigdy poważnie nie chorowała, nie znała także bólu głowy czy żołądka, nigdy nie zażywała tabletek. - Kiedyś łamało mamę w plecach, wezwaliśmy lekarza. Okazało się, że to nerwobóle. Doktor Rutkowski zapisał tabletki, ale mama powiedziała, że żadnych tabletek brać nie będzie, bo może się otruć. Ponadto mówiła: „Jakie tam nerwobóle, przecież ja się nie denerwuję”. W rezultacie lekarz zapisał mamie klika zastrzyków, bo tabletek nie chciała - wspomina córka pani Marianny, dziś 81-letnia Stanisława Starzyk. O zdrowym żołądku pani Marianny świadczyć może fakt, że do dzisiaj je, co poda jej rodzina. Nie jest wybredna. - Zje wszystko co ugotujemy. Najbardziej jednak lubi czerninę z kluskami ziemniaczanymi. Podczas uroczystości wypije także kieliszek wina, wódki, piwa, czy szampana - opowiada córka pani Marianny Zofia Krukowska. Dla Marianny Krukowskiej nie istniały jednak papierosy, nigdy nie sięgnęła po tę używkę.
     Do dzisiaj sama się ubierze i uczesze. Na spacer przed dom wychodzi najczęściej w asyście prawnuka Bartka. Wnuczka Agnieszka, z którą mieszka pani Marianna, mówi, że babcia potrafi znaleźć wspólny język z każdym pokoleniem. Potrafi porozmawiać o wszystkim. Jubilatka uwielbia oglądać seriale. Do jej ulubionych zalicza się Moda na sukces, jednak po zmianie obsady w filmie nie zawsze może skojarzyć pewne fakty. Filmy to nie jedyna rzecz, które Jubilatka lubi oglądać. Z programów informacyjnych nie opuszcza Teleexpressu. Uwielbia także teleturnieje, a szczególnie Familiadę. Marianna Krukowska mimo wieku cieszy się doskonałą pamięcią.
     Pamięta wydarzenia sprzed dziesiątków lat, podobnie jak te sprzed kilku dni. Wnuk Paweł stwierdza, że czasem młodzi nie pamiętają jakichś momentów z życia, wówczas idą po pomoc do babci, która pamięta wszystko. - Czasami musi się zastanowić, ale po chwili i tak sobie przypomni. Takiej kondycji to tylko pozazdrościć. Niekiedy zastanawiam się, że trzeba byłoby babcię nagrywać, bo koledzy to czasami nie wierzą, że babcia ma już 102 lata - opowiada Paweł Kluczewski.
     Wiek nie ogranicza także ruchowo Marianny Krukowskiej. Cały czas - jak mówi - interesuje się gospodarstwem. Żałuje, że nie ma już w nim zwierząt hodowlanych, ale wymogi unijne ograniczyły hodowlę. - Nie ma u nas ani krowy, ani świnki, są tylko kaczki i kurczaki. Teraz młodzi to wolą iść i kupić wszystko gotowe w sklepie. To nie tak, jak ja ziarno cepem młóciłam albo krowy doiłam - opowiada Marianna Krukowska.
     Jubilatka bardzo lubi towarzystwo i pogaduszki z najbliższymi, a kondycji może jej pozazdrościć wiele młodszych osób. Członkowie rodziny wymieniają też inne okoliczności, które sprawiły, że Jubilatka cieszy się dobrym zdrowiem w tym dostojnym wieku. Jak mówią, babcia jest osobą niezwykle pogodną. Rzadko widać smutek na jej twarzy. - Potrafi jednak okazać swoje niezadowolenie. Wtedy nie odzywa się wcale albo coś odburknie pod nosem, wtedy wszyscy wiedzą, że coś jest nie tak. Ale pomimo wszystko, w całym swoim życiu spisała się na medal - opowiada Zofia Krukowska. Sama Jubilatka twierdzi, że to jej córki oraz cała rodzinka jest stuprocentowa. Cieszy się, że wychowała tak dobre dzieci oraz wnuki.
     Rodzina twierdzi zgodnie, że Marianna nigdy nie odmówiła wsparcia drugiemu człowiekowi. Ponieważ miała umiejętność nastawiania stawów oraz naciągania kręgosłupa, do jej domu zawsze stały kolejki ludzi proszących o pomoc. - Wielu z nich uchroniłam przed garbem - wspomina Jubilatka. Może to ta dobroć, która bije od naszej babci wraca do niej z nawiązką i dlatego cieszy się takim zdrowiem - tłumaczą członkowie rodziny.
     O jubileuszu 104. urodzin Marianny Krukowskiej pamiętały władze Strzelna. Do Stodólna przybyli burmistrz Ewaryst Matczak i kierownik USC Joanna Stanc oraz przewodniczący Rady Miejskiej Piotr Pieszak. W dzień urodzin Jubilatkę odwiedził z życzeniami sołtys Stodół Marian Kapłoniak. O sędziwej Jubilatce nie zapomniał także były sołtys Książa Władysław Kopeć.
     O Mariannie Krukowskiej pamiętały także dzieci oraz 15 wnuków, 35 prawnuków i 27 praprawnuków. Do życzeń 200 lat życia dołącza się redakcja Pałuk. 

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1019 (34/2011)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry