-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
Artykuły
- Czwartek, 01 Wrzesień 2011
Potrzebny wniosek o działanie sił wyższych
Bydło bez paszy, rolnik bez dopłat
W grę wchodzi nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Łąka niezebrana ani razu, stado bydła bez paszy na zimę i problem z dopłatami oraz atestem dla gospodarstwa ekologicznego - z tym wszystkim borykają się państwo Zdziarscy z Łabiszyna Wsi. Większość rolników nie odczuła wczesnowiosennego wystąpienia wody z koryta Noteci, skończyło się na strachu, jednak państwo Zdziarscy walczą z jej skutkami do dziś.
Karolina i Piotr Zdziarscy prowadzą gospodarstwo rolne w Łabiszynie Wsi. Zaczynali w 2002 r. właśnie od łąk we Władysławowie, które dzierżawili od Agencji Nieruchomości Rolnych, o powierzchni około 28 hektarów.
- Były łąki i nie wiedzieliśmy, co z nimi zrobić, więc załatwiliśmy sobie bydło - wspomina Piotr Zdziarski. - Zaczynałem od stada liczącego jedenaście sztuk, a nadwyżkę siana sprzedawałem, bo ta łąka dzierżawiona była wtedy jedną z najlepszych łąk ze względu na odpowiednią wilgoć, ale też ze względu na jakość tej łąki. Była zadbana, rosły tam zioła, szlachetne gatunki traw, wtedy to była świetna łąka.
Z biegiem lat rosło stado krów, a gospodarstwo państwa Zdziarskich zdobyło atest gospodarstwa ekologicznego. W tej chwili stado liczy 80 sztuk bydła, a na zimę zaplanowanych jest kolejnych 30 wycieleń. Oprócz 28 ha łąki dzierżawionej państwo Zdziarscy mają także 1,60 ha swojej własnej łąki, z której udało się zebrać ziarna. Ale potrzeby są o wiele większe.
Po wczesnowiosennym wystąpieniu wody z koryta Noteci na łąki dzierżawione przez Zdziarskich Piotr Zdziarski liczy straty, ale także koszty. Żeby wykarmić bydło, trzeba było kupić siano. Do tej pory musiał na ten cel przeznaczyć około 30-40 tys. zł, bo warunki w tym roku są trudne dla wszystkich rolników i plony oraz siano są w cenie. Szacuje, że z 28 ha dzierżawionych mógłby zebrać nawet 100 ton siana. Z tego udało mu się skosić około 30 procent. Teraz trwa walka o zebranie skoszonej trawy z pola. Piotr Zdziarski paszę kupi od rolnika prowadzącego zwykłe gospodarstwo, nie posiadające atestu gospodarstwa ekologicznego, więc bierze także pod uwagę to, że sam taki atest może stracić, skoro skarmi swoje bydło paszą nieatestowaną. Ponadto, jeśli zdecyduje się na dalsze użytkowanie tych łąk, to będzie musiał ponieść koszty rekultywacji, żeby tego dokonać, trzeba będzie ponieść koszty ekspertyzy, zakupu nasion i nawożenia.
![]() |
| Marek Milczek, Maciej Zdziarski, Piotr Zdziarski i Ryszard Latowski sprawdzają mapę i nazewnictwo poszczególnych kanałów fot. Magdalena Kruszka |
Pojawił się także problem z dopłatami. Do tej pory państwo Zdziarscy oprócz standardowych dopłat obszarowych otrzymywali także dopłaty z tytułu gospodarowania na niekorzystnych warunkach (ONW), ale także od 2008 roku realizowali pakiet rolnośrodowiskowy - rolnictwo ekologiczne, ekstensywna gospodarka na łąkach i pastwiskach. Są więc związani umową, że przez pięć lat będą użytkować ten teren zgodnie z założeniami Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, a jednym z warunków ubiegania się o dopłatę rolnośrodowiskową jest wykonanie przynajmniej jednego pokosu i zebranie siana do 30 września. Już teraz wiadomo, że na całym tym gruncie siana zebrać się nie uda.
- Wjeżdżaliśmy tam, gdzie się dało - mówi Piotr Zdziarski. - Już nie patrzyliśmy na jakość tej trawy, ale na to, żeby w ogóle coś zebrać. Ale jak w niektórych miejscach woda stoi na kilkadziesiąt centymetrów, trzcina porosła, to się z tym nic nie da zrobić. Raz się zakopaliśmy, trzeba było drugi sprzęt sprowadzać, żeby ciągnik wyciągnąć z tego bagna. Jak już skosiliśmy, to pojawił się problem, jak to z pola zwieźć. Co chwilę padało, wjechać na pole jeszcze można było, ale jak się załadowało siano i chciało zjechać, to znów wszystko lgnęło. Teraz mamy to siano zwinięte w balotach i będziemy po trochu zwozić.
Łąka państwa Zdziarskich jest najniżej położona w okolicy. Podobną sytuację ma jeszcze jeden użytkownik łąk, leżących w sąsiedztwie łąki pana Piotra, ale nie hoduje on bydła, więc sytuacją na swoim polu się nie przejmuje. Pan Piotr twierdzi, że może nawet o niej nie wiedzieć.
Wiosną, jak wielu rolników uprawiających pola w tej okolicy, złożył też wniosek do Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Poznaniu z informacją o stratach. Wniosek został odrzucony, ponieważ wystąpienie wody z koryta nie było skutkiem nieprzestrzegania przepisów przez właściciela wody: Jak można obiektywnie stwierdzić i wykazać, do zalania użytków rolnych w dolinie rzeki Noteci w styczniu-lutym 2011 roku nie doszło z winy RZGW, lecz zdarzenie to było następstwem działania sił przyrody, tzn. wystąpieniem zimowo-wiosennego wezbrania powodziowego ukształtowanego przez niekorzystną sytuację hydrometeorologiczną panującą w tym okresie. Zdaniem Zarządu nasze służby eksploatacyjne działały prawidłowo, zgodnie z zasadami gospodarowania wodami, wykorzystując istniejące możliwości retencyjne jeziora Gopło i zbiornika Pakość, jak i zdolności przepustowe koryta rzeki Noteć - pisał 11 kwietnia Dariusz Krzyżański, dyrektor RZGW w Poznaniu.
26 lipca państwo Zdziarscy wysłali pismo do Kujawsko-Pomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych we Włocławku, w którym informowali, że ze względu na poważne i długotrwałe zaniedbania w konserwacji i utrzymaniu Kanału Nowonoteckiego na odcinku Władysławowo do ujścia w Dębionku, które spowodowało zalanie gruntów i uniemożliwiło prace agrotechniczne, domagają się bezzwłocznej konserwacji oraz odszkodowania.
Z Włocławka przyjechała komisja, która postanowiła sprawdzić, jak cała sytuacja wygląda. - Na początku oni podważyli w ogóle to, że tam były łąki, bo to wygląda teraz jak grzęzawisko - mówi Piotr Zdziarski.
Komisja z Włocławka stwierdziła także, że przyczyną zalania są długoletnie zaniedbania w konserwacji systemu rowów melioracji szczegółowych, a rów główny odprowadzający wody z terenu łąk do Kanału Noteckiego jest konserwowany i prowadzi wody do odbiornika.
Rowy dopływające są zaniedbane, porośnięte krzakami, w których stoi i nie odpływa woda do rowu zbierającego, czego przyczyną są pozarywane przepusty na drodze gminnej i brak konserwacji rowów - czytamy w piśmie z Kujawsko-Pomorskiego Zarządu Urządzeń Wodnych i Melioracji we Włocławku.
Z tymi zarzutami nie zgadają się jednak pracownicy łabiszyńskiej spółki wodnej ani państwo Zdziarscy. Ryszard Latowski ze spółki wodnej tłumaczy, że rowy szczegółowe są regularnie czyszczone i drożne, natomiast nie widać śladów prac na kanale. Karolina Zdziarska wyjaśnia, że sami zdecydowali się zrobić przepust pod drogą gminną, sprowadzili ciężki sprzęt, podkopali drogę, wstawili rurę, a teraz ona cała jest w wodzie, która nie ma gdzie spłynąć.
Państwo Zdziarscy, wykorzystując każdą możliwość, zorganizowali specjalną komisję, w skład której weszli oprócz Ryszarda Latowskiego także Maciej Andrysiewicz z Urzędu Miejskiego w Łabiszynie, Marek Milczek z Izby Rolniczej, a także Maciej Zdziarski, ojciec pana Piotra.
Po spotkaniu sporządzony został protokół, w którym stwierdzono zastoiska wody na powierzchni ponad 2/3 łąk, uniemożliwiające skoszenie i zebranie siana oraz wykonywanie wszelkich zabiegów agrotechnicznych. Ustalono także, że główną przyczyną takiego stanu są wieloletnie zaniedbania w utrzymaniu i konserwacji głównych cieków wodnych, które uniemożliwiają odbiór wody z rowów szczegółowych.
W tej chwili państwo Zdziarscy walczyć będą o to, żeby nie zwracać dopłat, które od 2008 roku otrzymywali dzięki pakietowi rolnośrodowiskowemu. Złożą wniosek o uznanie działania sił wyższych.
Pracownicy Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Żninie tłumaczą, że taki wniosek jest jedyną możliwością, żeby ocalić otrzymane dopłaty.
- Ci państwo muszą złożyć dokumenty, które potwierdzą, że nie mogli zebrać tych łąk do 30 września z powodu działania sił wyższych, potem kierownik decyduje, czy faktycznie te siły wyższe zostaną uznane, czy nie - wyjaśnia Magdalena Koziej z biura powiatowego ARiMR w Żninie. - Jeśli faktycznie ta siła wyższa zostanie uznana, to zobowiązanie rolnośrodowiskowe w tym pakiecie uznaje się za zachowane i nie trzeba zwracać płatności. W takiej sytuacji, kiedy wiedzą, że w przyszłym roku także tych łąk nie uda się zebrać, można wystąpić z programu bez żadnych sankcji.
Jeśli jednak nie uda się zebrać siana z pozostałej części łąki, to państwo Zdziarscy będą musieli zrezygnować z dopłat bezpośrednich. Zmuszeni będą wycofać wniosek o dopłaty. Mogą to zrobić w każdej chwili do momentu powiadomienia o kontroli lub wezwania do wyjaśnień.
- Jeśli w momencie składania wniosku wiadomo było, że to siano nie będzie mogło być skoszone, to nie powinno się wnioskować o dopłaty - wyjaśnia Jacek Majchrzak z biura powiatowego ARiMR w Żninie.
W przypadku dopłat stawka rozgrywa się o niemałe pieniądze. Z tytułu pakietu rolnośrodowiskowego rolnikom z Łabiszyna Wsi przysługiwało 500 zł do hektara. Do tego doliczali jeszcze 562 zł za hektar jednolitych płatności obszarowych i 179 zł do hektara z tytułu ONW.
- Ta łąka jest na sprzedaż, a myśmy zastanawiali się, czy ją kupić - mówi Piotr Zdziarski. - Szczęście w nieszczęściu, że teraz ta sprawa z zalaniem wynikła, a nie po fakcie, bo teraz to wiemy, że bagno tu jest i bagno zostanie. Szkoda, że ani jednego pokosu nie udało się zrobić, bo teraz to te łąki są zmarnowane, została trzcina, reszta wygniła. To jest najniżej położony kawałek, więc nie możemy mieć pewności, że sytuacja się nie powtórzy, a w związku z tym inwestować w tę łąkę nie ma co.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1020 (35/2011)







