-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Czwartek, 06 Październik 2011
![]() |
| Straż pożarna już dwukrotnie, bezpodstawnie wzywana była do interwencji w bloku nr 3 w Płaczkowie fot. Roman Wolek |
Mieszkańcy Płaczkowa
Żyją w strachu
Mieszkaniec Bydgoszczy dwa razy wzywał już telefonicznie służby ratownicze do interwencji w Płaczkowie. Raz do wymyślonego pożaru bloku, drugi raz do wybuchu butli z gazem w tym samym budynku.
Mieszkańcy Płaczkowa (gm. Trzemeszno) od kilkunastu dni żyją w strachu. Anonimowy rozmówca dzwoni na pogotowie, policję oraz do straży pożarnej, wzywając te służby o pomoc i prosząc o przyjazd w różnych sprawach do jednego z mieszkań w bloku nr 3 w tej miejscowości. Dwukrotnie w ten sposób zaalarmował już strażaków. Pierwszy taki telefon miał miejsce 20 września. Mężczyzna informował o tym, że pali się mieszkanie w jednym z bloków w Płaczkowie. Na miejsce pojechał samochód z jednym zastępem straży OSP Trzemeszno. jednak okazało się, że był to fałszywy alarm.
Do podobnego przypadku doszło przed południem, we wtorek 27 września. Znów telefonicznie straż pożarną - prawdopodobnie ten sam mężczyzna - powiadomił o wybuchu butli z gazem w tym samym mieszkaniu w bloku w Płaczkowie. Tym razem na miejsce przyjechała karetka pogotowia oraz samochody straży pożarnej z: Trzemeszna, Mogilna i Wylatowa. Do Płaczkowa jechał także samochód strażacki PSP Gniezno. Gdy ponownie okazało się, że alarm jest fałszywy, samochód z Gniezna zawrócił z powrotem w Trzemżalu.
- Takie fałszywe alarmy są bardzo niebezpieczne, bo strażacy jadą do Płaczkowa, a mogą być przecież potrzebni w tym czasie gdzie indziej. Na przykład strażacy z Gniezna jak jechali do Płaczkowa, to mieli zgłoszenie o pożarze altany w Gnieźnie - mówi naczelnik OSP Tomasz Schillak.
Jak powiedziała nam sołtys Szydłowa Barbara Pisuła, mieszkańcy Płaczkowa po tych telefonach boją się teraz o swoje zdrowie i życie. Niektórzy obawiają się wychodzić z domu po zmroku.
- Człowiek się boi. Wszyscy się boją. Wczoraj to wieczorem były pustki we wsi - mówi Lucyna Rosiak - mieszkanka Płaczkowa.
- My się boimy. To jest jakiś furiat. Może na przykład rzeczywiście nasz blok podpalić - mówi jedna z mieszkanek bloku nr 3.
- To jest jakiś chory człowiek. Mówią, że ukrywa się w kukurydzy, po drugiej stronie drogi. Ja się nie boję, bo musiałbym się chyba wszystkiego bać - twierdzi Zenon Sobczak.
Mieszkańcy Płaczkowa powiedzieli nam także, że mężczyzna, który ich zdaniem wzywał straż, był kiedyś związany z jedną z mieszkanek bloku nr 3 i teraz z przyczyn osobistych próbuje ją w ten sposób niepokoić.
Asp. Anna Osińska, rzecznik prasowy KPP Gniezno, powiedziała nam, że policji znane są personalia osoby, która bezpodstawnie wzywała straż pożarną do Płaczkowa. Jest to mieszkaniec Bydgoszczy. Przeciwko niemu policja skieruje wniosek do sądu o ukaranie za fałszywe alarmowanie straży pożarnej.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1024 (39/2011)






