Artykuły

Według Katarzyny Malińskiej sąsiedzi nie powinni wzywać policji zaraz, gdy usłyszą coś przez ścianę, bo 2-letnia Paulina i 8-miesięczna Agatka są takie same, jak inne dzieci i w domu nigdy nie siedzą całkiem cicho, jak myszy pod miotłą
            fot. Karol Gapiński

W bloku socjalnym w Barcinie
     Policję wezwał anonim
     W jednym z mieszkań w bloku socjalnym w Barcinie przy ul. Dworcowej mieszka małżeństwo z trojgiem dzieci.

     W ubiegłym tygodniu ktoś poinformował policję, że w tym mieszkaniu konieczna jest interwencja. Okazało się, że ta interwencja nie była uzasadniona. Rodzice dzieci uważają, że niektórzy mieszkańcy bloku celowo nasyłają na nich policję oraz opiekę społeczną, żeby spowodować, by rodzina nie uzyskała przedłużenia umowy najmu na mieszkanie, które zajmuje.
     W bloku socjalnym, który przy ul. Dworcowej w Barcinie został wybudowany na zlecenie gminy, mieszkańcy są ulokowani na podstawie umów terminowych, które wkrótce wygasną. Lokatorzy tych socjalnych mieszkań w wielu przypadkach piszą wnioski o przedłużenie umowy. Niektórzy, jak państwo Katarzyna i Sławomir Malińscy, chcieliby nawet nie tylko przedłużenia umowy z gminą, ale też przydziału na większe mieszkanie, gdyż ich rodzina się powiększyła. Obecnie mają córki w wieku 10 lat, 2 lata i 8 miesięcy.
     - My nie zalegamy z opłatami, ale chcielibyśmy mieszkać w większym mieszkaniu, bo teraz jesteśmy w jednej izbie. Tymczasem teraz kończą się umowy najemców w tym bloku z gminą. Wiem, że w wielu mieszkaniach są zakwaterowani dłużnicy. I ci, którzy zalegają z opłatami na rzecz gminy, to mogą się pewnie teraz czuć zagrożeni, że np. my chcemy to wykorzystać i uzyskać przydział na ich większy od zajmowanego przez nas teraz lokal. Dlatego robią nam świństwa i nasyłają opiekę społeczną, a teraz nawet policję - mówi pan Sławomir.
     Zdarzenie miało miejsce w ostatni piątek. Około 21:00, jak przyznaje Sławomir Maliński, było w ich mieszkaniu głośno. - Chciałem zdyscyplinować najstarszą córkę i zapowiedziałem jej, że w związku z jej wcześniejszym zachowaniem za karę zostanie jej odebrany telefon komórkowy. Wtedy córka zaczęła głośno piszczeć i ogólnie rzecz ujmując zachowywała się histerycznie. Dlatego z pewnością było głośno. Ktoś w bloku, gdy dobiegały go hałasy od nas, błędnie musiał wysnuć wniosek, że coś złego robimy dzieciom, że je np. bijemy. Tymczasem tak nie było. Uważam, że donos w naszej sprawie na policję był powodowany czyjąś obawą, że czyhamy na tego kogoś mieszkanie - twierdzi ojciec rodziny.
     Pani Katarzyna podkreśla, że wszystko przecież działo się w bloku, a nie w domku jednorodzinnym. - Dlatego sąsiedzi powinni zdawać sobie sprawę z tego, że przez ściany mieszkają inni ludzie, którzy normalnie żyją. A u nas to są przecież dzieci, w tym małe, więc co w tym dziwnego, że głośniej się zachowują? Że czasami zapłaczą albo krzyczą? A wszystkie inne dzieci, w tym dwuletnie czy ośmiomiesięczne, to takie cichutkie aniołki, że teraz nagle u nas komuś przeszkadzają dziecięce krzyki? Przecież wiadomo, że dziecko często bywa żywe i głośne, bardziej niż człowiek dorosły. Jednak w tym przypadku zastanawia nas coś jeszcze. Było dopiero po dziewiątej wieczorem, więc to chyba jeszcze nawet nie cisza nocna? A poza tym, jeśli ktoś uważa, że u sąsiada jest za głośno, to chyba raczej powinien najpierw iść do niego, zapukać, powiedzieć, że coś mu przeszkadza. Powiedzieć po prostu, żeby było ciszej. A tu od razu zadzwoniono na policję - zastanawia się pani Katarzyna.
     Jej małżonek dodaje, że także w tym bloku był już podobny przypadek, że ktoś wezwał od razu policję do sąsiada, zamiast najpierw z nim porozmawiać, gdy tamten słuchał głośno muzyki. To było zresztą nawet w porze dziennej. - Ja rozumiem, że komuś może hałas przeszkadzać. Ale też czy policja musi od razu interweniować, nawet gdy jeszcze nie ma ciszy nocnej? - dziwi się Sławomir Maliński.
     - Taka interwencja rzeczywiście była przeprowadzona w ostatni piątek przez policjantów w Barcinie. O 2110 udali się do mieszkania wskazanego przez anonimowego zgłaszającego. Przedstawił on funkcjonariuszom okoliczności, które go zaniepokoiły we wskazywanym mieszkaniu. Nie mogę zdradzać, co go zaniepokoiło na tyle, że skontaktował się z policją. Policjanci podjęli interwencję i okoliczności wskazywane przez anonimowego zgłaszającego nie potwierdziły się. Na tym zakończyliśmy nasze czynności - powiedział nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie.
     Państwo Malińscy dziwią się też zainteresowaniu, które ma względem nich opieka społeczna. Uważają, że źródło tego zainteresowania też musi leżeć w donosach ze strony nieprzychylnych Malińskim sąsiadów. - Jakiś czas temu byliśmy wzywani do opieki i rozpytywali. Sądzimy, że to dlatego, iż ktoś nas błędnie podejrzewa, że nie dbamy o nasze dzieci, że dzieje się im krzywda, że są bite, że chodzą brudne i nie oprane. A to kompletna nieprawda - zarzekają się rodzice dziewczynek. Uważają, że zainteresowanie rodziną ze strony policji czy opieki społecznej nie jest tak naprawdę uzasadnione, a dla nich jest to nieprzyjemne, gdyż w wątpliwość poddane zostają w ten sposób ich umiejętności w opiekowaniu się dziećmi i domem.
     Jednak dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej Dorota Dokładna zapewniła nas, że  rodzina, o której mowa, nie jest objęta zainteresowaniem ośrodka z powodu wyłącznie tego, że przychodzą donosy. - Interesowaliśmy się tą rodziną już wcześniej, nie tylko teraz. I nie dlatego, że - jak sądzą ci państwo - pojawiły się złośliwe donosy ze strony sąsiadów, którym zależy na przedłużeniu umowy na mieszkanie socjalne. Nasze zainteresowanie jest z racji tego, że w przeszłości pojawiały się różnego rodzaju problemy. Rodzina ta wymaga wsparcia. M-GOPS to nie tylko pomoc finansowa, ale też pomoc w codziennym funkcjonowaniu i reagowaniu na sygnały czyjegoś zaniepokojenia. I my to również musimy realizować. Często po prostu profilaktycznie. Niejako dmuchamy na zimne - tłumaczy Dorota Dokładna.
     Według pani dyrektor, ważne też jest w życiu codziennym między sąsiadami, żeby dmuchać na zimne i gdy jesteśmy świadkami jakichś sytuacji, zdarzeń, czasami czegoś, co się dzieje za ścianą, powinniśmy reagować. Nie jako donosiciele, a po prostu czujni sąsiedzi. - Oczywiście nasze zainteresowanie sytuacją w tej rodzinie ma podstawy. Gdybyśmy byli całkiem spokojni, to nie musielibyśmy się nimi interesować - zakończyła Dorota Dokładna.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1025 (40/2011)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry