Artykuły

Mecenas Jan Adam Balon składa wniosek dowodowy
     Związek między dolegliwościami matki i dziecka
     Dr Tomasz Zwolenkiewicz zaprzeczył słowom obrońcy oskarżonego Sebastiana Sz., by rozpowszechniał informacje w programie Tomasz Lis na żywo, że Wiktoria była regularnie bita od 6 miesiąca życia. Ordynator oddziału dziecięcego żnińskiego szpitala zeznawał wraz z dwoma innymi lekarzami. Na sali zabrakło biegłej, która sporządzała opinię z sekcji zwłok. Jej zeznania będą kluczowe dla sprawy.

     Przypomnijmy, że w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy toczy się postępowanie mające ustalić okoliczności śmierci niespełna dwuletniej Wiktorii ze Żnina. Na ławie oskarżonych zasiadają rodzice dziecka: Joanna M. i Sebastian Sz. Matce prokuratura stawia zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, a ojcu - znęcania się nad córką, co doprowadziło do jej śmierci.
     JA TAK NIE MÓWIŁEM
     Podczas rozprawy, która odbyła się przed tygodniem, sąd przesłuchał trzech lekarzy ze Żnina. Dr Tomasz Zwolenkiewicz, ordynator oddziału dziecięcego w Pałuckim Centrum Zdrowia wyjaśnił, iż miał do czynienia z Wiktorią jesienią 2009 roku podczas jednego z dyżurów. Dziewczynka została skierowana na oddział przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej z podejrzeniem zespołu dziecka maltretowanego. Ordynator stwierdził, że stan zdrowia dziecka jest na tyle dobry, że może zostać przewiezione do szpitala w Bydgoszczy. Tomasz Zwolenkiewicz zadzwonił do szpitala im. Biziela w Bydgoszczy i poinformował, że zamierza przekazać dziecko na oddział chirurgii dziecięcej. Wiktoria i jej matka zostały przewiezione do szpitala w Bydgoszczy.
     Ordynator zwrócił uwagę, że dziecko było ogólnie w stanie dobrym, niemniej na skórze dziewczynki występowały zasinienia. Przyznał, że może był stanowczy w swoich sądach, ponieważ był mocno zaangażowany w sprawę pierwszego dziecka Sebastiana Sz. Dlatego uważa, że jego osąd w sprawie Wiktorii mógł być nieobiektywny. Skierowanie lekarza z przychodni uznał jednak za zasadne i dlatego zdecydował o przekazaniu dziecka na chirurgię dziecięcą w Bydgoszczy.
     Kiedy dziewczynka przebywała w szpitalu w Bydgoszczy, Tomasz Zwolenkiewicz dzwonił pytając o stan zdrowia dziecka. Dowiedział się również, że został powołany biegły w celu ustalenia, czy obrażenia powstały w wyniku znęcania się nad dzieckiem. Opinii biegłego doktor nie znał. Jej treść poznał z prasy. Opinia, o której mówił Tomasz Zwolenkiewicz, była analizowana przez sąd na poprzedniej rozprawie. Zeznania składał wówczas biegły, który ją sporządzał. W opinii biegłego stwierdzone w październiku 2009 roku u 9-miesięcznej wówczas Wiktorii zasinienia na ciele nie wskazywały na przemoc. Były na tyle niewielkie i charakterystyczne, że nie miał podstaw stwierdzić, iż Wiktoria była maltretowana.
     Obrońca oskarżonego Marek Sałacki pytał ordynatora, dlaczego w programie Tomasz Lis na żywo stwierdził, iż dziecko było regularnie bite od 6 miesiąca życia. Tomasz Zwolenkiewicz wyjaśnił, że nie udzielał wywiadu dla redakcji programu Tomasz Lis na żywo. Podkreślił, że w programie wyemitowano reportaż, w którym wykorzystano kompilację materiałów o śmierci Wiktorii nagranych w różnym czasie. I dodał: - Nie wiem, skąd pan mecenas takie informacje posiada. Tam nie ma ani jednego zdania, które pan mecenas próbuje mi przypisać. To jest nieprawda. Na pytanie obrońców oskarżonych doktor wyjaśnił, iż nie może wykluczyć, że Wiktoria leżała na jego oddziale wcześniej, czyli przed pobytem z października 2009 roku. Zaznaczył, że kiedy widzi sytuację, iż mogło dojść do znęcania się nad dzieckiem, zawsze reaguje.
     DWA SINIAKI
     Maria H., lekarz z Pałuckiego Centrum Zdrowia pamięta, że na pewno raz miała kontakt z Wiktorią. Było to po wypisie dziecka z oddziału w Bydgoszczy.Wizyta została opisana w historii choroby. Znalazł się w niej opis wszystkiego, co pani doktor zauważyła u dziecka.
     - Pytałam matkę o przemoc, bo dziecko miało dwa siniaki. Matka powiedziała, że ma skierowanie do poradni hematologicznej.Ogólny stan dziecka był dobry - zeznała świadek. I zaznaczyła, że nie ma dużych doświadczeń z dziećmi maltretowanymi, ponieważ takie przypadki zdarzają się rzadko. Z doświadczenia wie, że zasinienia u dzieci zdarzają się w innych miejscach niż u Wiktorii, np. na główce. Dodała, iż siniak na klatce piersiowej mógłby być wynikiem upadku dziecka na jakiś przedmiot.
     WIZYTY BEZ DZIECKA
     Agnieszka Ł., lekarz z przychodni Epoka, pamięta wizyty matki z Wiktorią.
     - Pamiętam pierwszą wizytę, kiedy matka zgłosiła się z dzieckiem do szczepienia. Dziecko miało wówczas 6 tygodni. Stan dziecka nie budził wtedy moich wątpliwości. Nic nie stwierdziłam, co by miało istotne znaczenie w związku z tą wizytą - zeznała świadek. Na kolejną wizytę Joanna M. zgłosiła się z Wiktorią między 4. a 5. miesiącem życia. Dziecko było przeziębione i miało katar. Nic wówczas nie wzbudziło niepokoju Agnieszki Ł. Od tego czasu pani doktor nie widziała już Wiktorii. Natomiast Joanna M. zgłaszała się do niej dwukrotnie w przychodni w sprawie problemów z zasinieniami u dziecka.
     - Za pierwszym razem była bez dziecka mówiąc, że ma problem z siniakami. Mama tłumaczyła, że dziecko jak się przewróci lub uderzy, to występują zasinienia. Wypisałam jej skierowanie do poradni hematologicznej. Później mama jeszcze raz się zgłosiła twierdząc, że dziecko ma umówione, ale skierowanie zginęło. Była wtedy również bez dziecka. Ja już później z dzieckiem nie miałam kontaktów. Wiem ze słyszenia, że jakiś wynik badania był nieprawidłowy i mama została skierowana do centrum w Warszawie - zeznała świadek.
     SĄD CZEKA NA KLUCZOWE ZEZNANIA
     Podczas rozprawy kurator i oskarżyciel posiłkowy Wiktorii Sz. Jan Adam Balon złożył wniosek dowodowy. Mecenas wnosi o przeprowadzenie dowodu z odpisu wyciągu z dokumentacji Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Epoka w Żninie na okoliczność przyjęcia pacjentki Joanny M. i udzielenia trzydniowego zwolnienia lekarskiego od 25 do 28 stycznia w celu potwierdzenia, względnie zaprzeczenia, istnienia podnoszonego przez matkę zmarłego dziecka związku przyczynowego pomiędzy jej dolegliwościami i dolegliwościami dziecka na kilka godzin przed zgonem przez biegłych lekarzy, w tym dr Jolantę Przygońską, oraz dokumentacji fotograficznej wykonanej w zakładzie fotograficznym w Żninie 12 października 2011 r. na zlecenie kuratora, w postaci 9 zdjęć obrazujących wygląd i zachowanie niespełna dwuletniej Wiktorii, w celu oceny podnoszonych przez rodziców dziecka dowodów na jego prawidłowe zachowanie i brak cech powtarzających się i widocznych na ciele zasinień i otarć naskórka oraz możliwości występowania, w okresie udokumentowanym przez zdjęcia, cech znęcania się.
     Wnioski będą rozpatrywane podczas kolejnej rozprawy 24 października, na której będzie zeznawać biegła Jolanta Przygońska z Zakładu Medycyny Sądowej w Bydgoszczy, która sporządzała opinie z sekcji zwłok dotyczące przyczyny śmierci dziewczynki. Z opinii wynika, że do pęknięcia jelita mogło dojść na kilka, a co najwyżej kilkanaście godzin przed śmiercią i bardziej precyzyjne ustalenia nie są możliwe. Do urazu skutkującego pęknięciem jelita u Wiktorii mogło dojść również 24 stycznia pomiędzy 22:00 a 23:00. Ponadto w opinii czytamy, iż uraz jamy brzusznej skutkujący pęknięciem jelita był urazem spowodowanym narzędziem tępym o sile z pogranicza siły średniej i znacznej.

Arkadiusz Majszak
P.S. Pełne dane Tomasza Zwolenkiewicza podajemy na jego prośbę i za jego zgodą.
Pałuki nr 1027 (42/2011)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry