-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Czwartek, 27 Październik 2011
5 lat temu przeprowadziła się z rodziną z Warszawy do Wójcina
100 lat życia Stanisławy Kowalewskiej
Podczas uroczystego spotkania jubileuszowego pani Stanisława zdmuchnęła świeczki z ogromnego tortu i wypiła wspólnie z gośćmi lampkę szampana.
100 lat temu w Mordach na Podlasiu przyszła na świat mieszkanka Wójcina (gm. Jeziora Wielkie) Stanisława Kowalewska. Z tej okazji we wtorek 11 października Jubilatkę odwiedzili m.in. przedstawiciele władz gminy z wójtem Zbysławem Woźniakowskim i sekretarzem Grażyną Leśniewską, radna Grażyna Zwolińska, sołtys Wójcina Halina Płachcińska oraz uczennice miejscowej Szkoły Podstawowej Anna Podhorodecka, Kinga Jankowska i Aniela Purgat. Wszyscy złożyli Jubilatce urodzinowe życzenia oraz wręczyli bukiety kwiatów. Dostojna Jubilatka otrzymała także z rąk przedstawicieli ZUS okolicznościowy adres od wojewody kujawsko-pomorskiego Ewy Mes i premiera Donalda Tuska.
Stanisława Kowalewska z domu Kirylczuk urodziła się 8 października 1911 roku w Mordach na Podlasiu. Jako młoda dziewczyna przeprowadziła się do ciotki do Warszawy i tam w 1938 r. wyszła za mąż za Wacława Kowalewskiego. W związku małżeńskim pani Stanisława przeżyła 53 lata. Owdowiała w 1991 r. Z małżeństwa tego przyszło na świat dwóch synów: urodzony w 1939 r. Zenon oraz Witold, który urodził się w 1946 r. Jubilatka doczekała się 3 wnucząt - Katarzyny, Anny i Krzysztofa oraz 2 prawnuczek - Karoliny i Pauliny. Będąc w pełni samodzielną, mieszkała w Warszawie, jednak z czasem konieczna stała się pomoc, której udzielają jej syn Witold wraz z żoną Jadwigą, z którymi 5 lat temu przeprowadziła się do Wójcina.
Chociaż życie ją nie rozpieszczało, jest bardzo pogodną i w pełni sił osobą. Przed wojną pracowała w prywatnych firmach jako szeregowy pracownik, najpierw u Żydów przy produkcji świec oraz innych wyrobów ze stearyny i wosku, następnie u Niemców przy produkcji środków medycznych. Po wojnie wraz z mężem Wacławem prowadzili prywatny warsztat konfekcjonowania nici. - Po wojnie ludzie zaczynali prywatne inicjatywy, a że mój ojciec był obrotnym człowiekiem wraz z mamą zorganizowali sobie warsztacik konfekcjonowania nici. Kupowali nici w motkach i przewijali na szpulki. Ich interes nawet zaczął się dobrze rozkręcać. Później przyszła nacjonalizacja i rodzice musieli zlikwidować zakład i zaczynać od zera. Nie były to lekkie czasy - opowiada syn pani Stanisławy - Witold.
Jubilatka przeżyła dwie wojny światowe oraz Powstanie Warszawskie. Mieszkała wówczas na warszawskiej Starówce. W momencie wybuchu II wojny światowej, aby uniknąć śmierci musiała uciekać z malutkim wówczas synem Zenonem ze swojego mieszkania. Pomieszkiwała u ludzi, w różnych miejscach Warszawy. Na jakiś czas wyjechała na wieś, tam gdzie się urodziła. Jednak wróciła do Warszawy. - Później wybuchło powstanie. Mama opowiadała, jak z okna obserwowała moment, gdy Niemcy Getto podpalali. Widziała, jak Żydówka z dzieckiem na ręku skakała z dachu domu, żeby nie spłonąć żywcem. Takie wydarzenia mama pamięta. Doskonale pamięta, gdyż widziała na własne oczy, jak Niemcy zbombardowali Zamek Królewski w Warszawie. Stała wtedy w kolejce po masło - opowiada Witold Kowalewski.
Pomimo życia w bardzo ciężkich czasach jest bardzo szczęśliwą i pogodną osobą. Nigdy nie skarży się na jakiekolwiek dolegliwości. Nie chce też być tzw. kulą u nogi dla syna i synowej, z którymi mieszka. O jej dobrej kondycji świadczyć może fakt, że do dzisiaj, pomimo sędziwego wieku, bardzo ważna jest codzienna gimnastyka. Ćwiczy codziennie.
- Mama jest gotowa dzisiaj położyć się na dywanie i pokazać nam jak się ćwiczy kręgosłup. Ja mam dolegliwości związane z kręgosłupem, więc mama położyła się na dywan i powiedziała: Bo ty nie ćwiczysz, to trzeba ćwiczyć - opowiada synowa Jadwiga. Natomiast syn Witold wspomina, jak pani Stanisława pokazywała swojej synowej jak ćwiczyć, żeby brzucha nie mieć. - Mama pokazała z pięć razy, gdy żona zaczęła ćwiczyć już za pierwszym razem nie dała rady - dodaje pan Witold. O tym, że sport i ćwiczenia pomagają w życiu pani Stanisławy świadczyć może fakt, że w 1998 r., gdy miała już 87 lat upadła tak niefortunnie, że miała złamaną kość miednicy. Cała rodzina martwiła się, że pani Stanisława nie wstanie już z łóżka. Tymczasem ona po niecałym miesiącu zaczęła normalnie chodzić.
Pani Stanisława wraz z synem Witoldem i synową Jadwigą od 5 lat mieszka w Wójcinie. Tutaj kupili dom i przeprowadzili się z Warszawy. - Gdy osiągnęliśmy wiek emerytalny postanowiliśmy wyrwać się z miasta. Mieszkaliśmy w centrum Warszawy na jednym pokoju, 50 m od Pałacu Kultury i blisko Dworca Centralnego. W największym hałasie, wśród betonów, gdzie nie było nawet źdźbła trawy. Pomyśleliśmy, że oszalejemy na emeryturze w Warszawie, na tym jednym pokoiku. A, że wszyscy lubimy wędkować i jeździć na grzyby, więc zaczęliśmy szukać pięknego miejsca na tej ziemi. W internecie znaleźliśmy ten piękny dom na jeziorem w Wójcinie. Urzekła nas ta zieleń wokół domu. Natychmiast przyjechaliśmy, załatwiliśmy formalności, żeby nam ktoś sprzed nosa tego domu nie sprzątnął. Sprzedaliśmy mieszkanie w Warszawie. Tak od 2006 r. mieszkamy w Wójcinie i jesteśmy zauroczeni tym miejscem do dziś - opowiadają Jadwiga i Witold Kowalewscy.
W tym momencie synowa pani Stanisławy opowiedziała, ile to strachu najadła się cała rodzina, gdy pani Stanisława w wieku 96 lat sama wybrała się do lasu. Było to krótko po tym, jak sprowadzili się do Wójcina. Pani Stanisława umyśliła sobie, że w ogrodzie przed domem posadzi brzozę. W związku z tym poszła do lasu. - Ukryła się w krzakach i gołymi rękoma zaczęła grzebać w ziemi i wykopała trzy brzózki. Było to latem, jednak ja się zaniepokoiłam, że mamy dość długo nie ma w domu. Objechaliśmy z Witkiem całe to osiedle i nigdzie jej nie było. Wczasowicze pomagali nam jej szukać. Sąsiadka, która przyjeżdża sezonowo znalazła ją, jak z lasu wychodziła i trzymała te brzózki w ręku. Jak się jej zapytaliśmy, gdzie i skąd je wykopała, sama nie potrafiła powiedzieć. Musieliśmy je posadzić w ogródku. Od tej pory powiedziałam, że nigdzie już sama nie pójdzie - opowiada pani Jadwiga.
Dzisiaj wychodzi coraz rzadziej. Dłużej śpi, a śniadanie synowa podaje jej do łóżka. Zakłada słuchawki i słucha Radia Maryja. Później schodzi na toaletę i czeka na obiad. - Nie ma wręcz mowy, żeby mama nie umyła sobie nóg, czy zębów. W ciągu dnia idziemy sobie na spacer. Muszę powiedzieć, że wójcińskie powietrze jest pierwszym, którym można zdrowo pooddychać. Proszę sobie wyobrazić, że jak mieszkaliśmy w Warszawie mama miesiąc w miesiąc miała zapalenie płuc i sądzę, że ona takiego wieku w Warszawie by nie dożyła - opowiada pani Jadwiga.
Pani Stanisława nie zna także dolegliwości żołądkowych. Do dzisiaj je wszystko, co poda jej synowa.
Ma także doskonałą pamięć, jak mówią domownicy jest żywą skarbnicą wiedzy. Jedynym uszczerbkiem jej zdrowia jest słaby już słuch i wzrok. Ponadto, nie ma zaledwie czterech zębów, które straciła w tym roku. Oprócz tych czterech, ma wszystkie swoje zęby. - Jak byliśmy wyrwać pierwszego zęba, to pani doktor mało nie zemdlała i powiedziała, że ludzie przychodzą protezy wymieniać, a mama przyszła pierwszego stałego zęba wyrwać - dodaje pani Jadwiga.
Synowa jubilatki opowiada także naszemu reporterowi, że pani Stanisława w minioną niedzielę poszła na głosowanie, bo chciała oddać swój głos na Jarosława Kaczyńskiego.
Jubilatka sama o sobie mówi, że chętnie wychodzi przed dom wygrzać się na słońcu. Twierdzi, że bardzo jej się podoba w Wójcinie, ale czasami tęskni też za miastem. Jest zadowolona, że tak dobrze dbają o nią dzieci.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1027 (42/2011)






