Artykuły

Właściciel pizzerii Ceylon nie jest ofiarą księdza
     Sprawa karna coraz bliżej
     Dwa tygodnie temu opublikowaliśmy artykuł o wyłudzeniach na szkodę jednej z parafianek, o które podejrzany jest ksiądz wikariusz parafii w Barcinie. Sprawa zatacza coraz szersze kręgi. Do poszkodowanej zgłosiła się kolejna osoba, która twierdzi, że ksiądz wyłudził i od niej pożyczkę.

Wbrew temu, o czym mówi się w Barcinie, Siththapperuma Arachchigie Prasad Sunanda Perera nie ma powodów do trosk, bo akurat on nie pożyczył księdzu wikariuszowi żadnych pieniędzy ani też nie częstował go - jak sądzą mieszkańcy - darmowymi posiłkami w swej pizzerii
           fot. Karol Gapiński

     Przed dwoma tygodniami przedstawiliśmy w naszej gazecie historię Marii Janiny Pankowskiej-Chirek, która wikariuszowi Grzegorzowi G. pożyczyła półtora roku temu 30.000 zł i nie może się doczekać zwrotu długu. Po publikacji rozdzwoniły się telefony.
     Zgłosiło się do nas kilka osób, które stwierdziły, że prawdopodobną ofiarą wyłudzeń ze strony księdza Grzegorza G. jest właściciel pizzerii Ceylon w starej części Barcina. Zapytaliśmy zatem Siththapperuma Arachchigie Prasada Sunanda Pererę, właściciela tej pizzerii, który pochodzi ze Sri Lanki, czy rzeczywiście pożyczył pieniądze księdzu Grzegorzowi G. i teraz ma problemy z ich odzyskaniem. Przedsiębiorca branży gastronomicznej powiedział: - Nie, to nie jest prawda. Ksiądz      Grzegorz nie pożyczył ode mnie żadnych pieniędzy. Ludzie tak mówią na mieście z tego powodu, że pewnie często u mnie w pizzerii widują tego księdza i myśleli, że on mnie wykorzystał finansowo. Ale tak nie było. Podobnie nie żywiłem go tutaj za darmo, jak niektórzy myślą w Barcinie. Ksiądz często jadał u nas w lokalu, ale za wszystko płacił. Może czasami dawałem mu kawę za darmo, ale to nie dlatego, że mówił, iż nie ma pieniędzy na nią, ale po prostu robiłem to z uprzejmości - powiedział nam obywatel Sri Lanki, który prowadzi pizzerię w Barcinie.
     Syn poszkodowanej Andrzej Chirek dodał, że ksiądz wikariusz nie jada posiłków w domu księdza proboszcza, gdzie przygotowuje je gospodyni. - Jak mi ongiś powiedział ksiądz proboszcz w parafii św. Jakuba, wikariusz nie chciał jeść tych posiłków, bo mu nie smakują - wyjaśnia powody wizyt w Ceylonie Andrzej Chirek.
Plotkę więc dementujemy, ten trop okazał się fałszywy.
     Był jednak i jeden telefon poważny. Do poszkodowanej zatelefonowała pani, która oznajmiła, że sama również jest ofiarą księdza Grzegorza G. Jak mówi, pożyczyła duchownemu 6.000 zł i też nie może doczekać się zwrotu pieniędzy. - W tej sytuacji, jeśli jest dwoje poszkodowanych i ta druga pani poszkodowana będzie podzielała moje zdanie, to jestem zdecydowany złożyć w Prokuraturze Rejonowej w Szubinie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez księdza Grzegorza G. przestępstwa wyłudzenia - powiedział nam Andrzej Chirek, syn poszkodowanej. Jeśli prokuratura uzna, że są przesłanki do wszczęcia dochodzenia, to stanie się tak na podstawie artykułu 286 kodeksu karnego. Według tego zapisu, w przypadku udowodnienia winy księdzu Grzegorzowi G. grozić będzie kara do 8 lat pozbawienia wolności.
     Jednocześnie do Andrzeja Chirka zgłosiła się dziennikarka programu Interwencja, przygotowywanego przez telewizję Polsat. Dziennikarze są skłonni wyemitować o sprawie księdza Grzegorza G. reportaż. Jednak Andrzej Chirek zastanawia się, czy jego matka byłaby w stanie wytrzymać stres związany z nagraniami przed kamerą. Przypomnijmy, że poszkodowana kobieta niedługo skończy już 90 lat i nie czuje się najlepiej.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1028 (43/2011)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry