-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Czwartek, 10 Listopad 2011
![]() |
| ...w Strzelnie fundatorzy zasiadali na emporze podobnie jak Karol Wielki w swojej akwizgrańskiej kaplicy... fot. Jacek Kowalski |
Gotyk na Pałukach - część VII
Tajemnicze empory czyli - kto tu rządzi
Empory... jeszcze dziś budzą dreszcz emocji. Nic dziwnego. Kto dostrzeże w narożu zakrystii tajemne przejście, czasem nieużywane od dziesięcioleci - czuje się jak odkrywca. Wszak za tym przejściem trafia na kręte schodki, którymi można wspiąć się do miejsca o dziwnym przeznaczeniu i niejasnej historii, sięgającej często dalej niż pół tysiąca lat wstecz.
![]() |
| ...czy pomieszczenie ponad kaplicą św. Barbary w strzeleńskiej bazylice - to dawna empora mniszek?... fot. Jacek Kowalski |
Spoglądamy z wysoka
Te małe pomieszczonka powstały po to, aby wielki pan zarazem zasiadał wysoko, ale aby też dał się widzieć swoim poddanym i dumnie omiatał ich wzrokiem. W średniowieczu taka sytuacja możliwa była przede wszystkim w kościele. Nie stało to w sprzeczności z teoretyczną równością wiernych wobec Boga, bo przecież każdy z wiernych ma do odegrania w życiu inną rolę. Jak napisano w jednej ze średniowiecznych ballad francuskich, sam Pan Bóg -
...aby ziemię w jedności zachować,
Każdemu inne zlecił powinności:
Stąd ten - poddanym ma być, ten - panować,
Aby strzec Wiary i Sprawiedliwości.
Dlatego też niejeden możny rycerz, któremu Stwórca powierzył część pieczy nad Wiarą i Sprawiedliwością, zasiadał wraz ze swoją rodziną w miejscu zapewniającym, jak powiadają historycy sztuki, odpowiednią „ostentację władzy”. Czyli - dobitne i naoczne okazywanie „kto tu rządzi” i kto za trwałość porządku tego świata odpowiada.
W każdym z kościołów miejsce takie pozostawało jednak tylko do dyspozycji człowieka, który na dodatek ze swojej szczodrobliwości budował daną świątynię albo łożył na jej rzecz. Bądź - reprezentował tego, który był fundatorem. Bo potem, naturalną koleją losów, miejsce owo przypadało fundatorskim spadkobiercom.
Otóż właśnie miejsce owo bardzo często przybierało kształt tak zwanej empory. I tu pierwsze wyjaśnienie. Empora jest niczym innym jak balkonem znajdującym się wewnątrz świątyni lub też odrębnym pomieszczeniem (czy też jego częścią) umieszczonym znacznie wyżej niż świątynna posadzka i widomie połączonym z wnętrzem świątyni za pomocą jakichś otworów. Mogą to być zarówno szerokie i wysokie arkady, jak tylko niewielkie przezrocza, przypominające okna. Typów empor było i jest bardzo wiele.
![]() |
| ...kto dostrzeże „tajemne” przejście - czuje się jak odkrywca... Gotycki portalik prowadzący na emporę w Łeknie. fot. Jacek Kowalski |
![]() |
| ...w Gębicach starostowie Oporowscy wyglądali z empory poprzez dwa eleganckie przezrocza o wykroju „w ośli grzbiet”... fot. Mikołaj Potocki |
Z Konstantynopola na Pałuki
Zanim empory pojawiły się na Pałukach i Ziemi Mogileńskiej - były już wszędzie w Europie i w chrześcijańskiej części Azji. Żeby wypunktować przykłady główne, dajmy na to - w Hagia Sophia w Konstantynopolu i w kaplicy Mariackiej w Akwizgranie. Tam zasiadali na nich cesarze; w Konstantynopolu bizantyjscy, w Akwizgranie ci z rodu Karolingów i następni. Obie te empory znajdowały się po zachodniej stronie świątyni, a zatem naprzeciwko ołtarza, ale też od ołtarza wyjątkowo daleko... I pewnie dlatego w późnym średniowieczu z takiego umieszczania empor raczej rezygnowano. Powstawały wówczas raczej tylko tuż przy ołtarzu - zwykle bezpośrednio ponad zakrystią, niemal vis-a-vis kapłana odprawiającego Najświętszą Ofiarę.
Nadużycie
Teraz jednak muszę się przyznać, że pisząc powyższy akapit popełniłem pewne nadużycie. Nie każda empora musiała służyć możnym do pokazywania się ludowi - mogła też być emporową kaplicą, chórem muzycznym, albo w ogóle nie emporą, tylko skarbczykiem. Niestety, obecnie nie zawsze da się to stwierdzić z pewnością. Kroniki i dokumenty średniowieczne tylko niekiedy informują nas o tym wprost, w czasach nowożytnych zaś dawne empory często przerabiano, zmieniając ich przeznaczenie... wreszcie, już za komuny, czyniono z nich salki katechetyczne (z reguły zamurowując dawne przezrocza lub arkady). Obecnie zaś są zazwyczaj zwykłymi lamusami, a o ich dawnej roli mało kto pamięta.
No, to czas przypomnieć. Zwłaszcza, że na Pałukach i Ziemi Mogileńskiej tak empor, jak ich rodzajów - dostatek.
Strzelno po raz pierwszy
Zacznę od romańszczyzny, bo to ważny początek. Strzeleński kościół św. Prokopa (dawniej św. Krzyża) zbudowano jednocześnie z sąsiednią bazyliką w końcu XII lub w samym początku następnego wieku. Podczas gdy w bazylice modliły się niemal wyłącznie siostry norbertanki i ich kapelanowie, sąsiednia rotunda przeznaczona była pewno dla okolicznej ludności... tudzież dla wielkich panów i pań z fundatorskiego rodu. Może nawet przede wszystkim dla nich? Wszak przygotowali tu sobie miejsca wiecznego spoczynku; zachował się nawet fragment jednego z nagrobków.
![]() |
| ...za portalikiem kręte schodki wiodą w głąb (czy raczej wzwyż) półtysiącletniej historii... Wejście na emporę w Kwieciszewie. fot. Jacek Kowalski |
![]() |
| ...w Łeknie wejście na emporę prowadzi przez monumentalne wieżyczki w fasadzie fary... fot. Mikołaj Potocki |
Ale przede wszystkim w Strzelnie panowie i panie fundatorzy zasiadali podczas nabożeństw (jeśli faktycznie zasiadali) w pomieszczeniu na wieży. Empora otwarta jest przez piękne biforium do nawy, na wprost ołtarza. Zupełnie jak w Akwizgranie. Oczywiście nie mówię tu o skali i kształcie budowli, bo Strzelno przy Akwizgranie musi wypaść blado oraz inaczej; chodzi mi wyłącznie o sposób ustawienia empory względem prezbiterium. Niestety, nie zachowała się w dawnym kształcie. Biforium z kolumienką (skądeś przywleczoną „romańską”? czy odtworzoną?) jest tylko fantazyjną rekonstrukcją, wykonaną podczas powojennego remontu. Autentyczny jest za to dawny, romański parapet, oddzielający wnętrze od nawy.
Tym niemniej właśnie kościół św. Prokopa daje doskonałe pojęcie o tym, jak wyglądały niegdyś liczne empory romańskich kościółków w naszej części Europy. Wiemy o nich całkiem dużo, jako że niedawno zmarły śp. profesor Andrzej Tomaszewski im właśnie poświęcił sporą książkę. Mieściły się często w wieżach lub były z wieżami związane. By podobnych daleko od Strzelna nie szukać - wystarczy podjechać na sąsiednie Kujawy, do kościoła Najświętszej Maryi Panny w Inowrocławiu (tak zwanej Ruiny) czy parafialnego w Kościelcu Kujawskim.
Popularność takich empor w Polsce, Czechach i na Węgrzech zastanawia. Wygląda na to, że w naszej romańskiej architekturze wyjątkowo długo trwała tradycja czasów karolińskich. Zapewne - związana też z jakąś specjalną, tajemniczą dziś dla nas liturgią, skoro na tych najstarszych emporach (choć nie na wszystkich...) spotyka się też kamienne ołtarze umieszczone tak, aby stojącego przy nich kapłana widziano i z wnętrza empory, i z wnętrza kościoła.
Żnin - Góra
Empory w zachodnich wieżach przestały być popularne wraz z nastaniem gotyku. Co nie znaczy, że znikły. No, przecież wciąż je widywano w starszych kościołach i korzystano z nich, a od czasu do czasu pojawiały się też w kościołach nowo wznoszonych. Najlepszym dowodem - parafialna świątynia w żnińskiej Górze.
Kościół to niby gotycki, ale architekt pragnął najwyraźniej zbudować coś na kształt starej romańskiej, grodowej świątyni. To taki „gotycki neoromanizm”. Mimo tego zatem, że posłużył się cegłą, część detali świadomie postarzył. I to właśnie w tej części, w której znalazła się empora. O ile bowiem do prezbiterium wiódł niegdyś spiczaście zakończony łuk tęczowy (dzisiejszy, półkolisty, pochodzi sprzed stu lat zaledwie), nawę zaś oświetlały lekko zaostrzone okienka - to zachodnia część świątyni posługuje się tylko i wyłącznie łukiem pełnym. A zatem: pełnym łukiem otwierała się arkada na piętrze do salki, która - jako empora pełną gębą - oświetlana jest do dziś przez jakby „romańskie”, też łukiem pełnym zamknięte; obok dużej arkady mamy też stary portal; i w nim króluje łuk pełny. No, można by się ewentualnie zastanawiać, czy okienka wieży nie były kiedyś lekko ostrołukowe (bo może to tylko nadgorliwy konserwator przerobił je na zamknięte półkoliście?).
![]() |
| Potężne skarpy zakrystii w Czeszewie każą podejrzewać, że i nad nią znajdowała się kiedyś empora, dziś nieistniejąca... fot. Mikołaj Potocki |
Generalnie jednak kościół w Górze miał po prostu przypominać porządne, stare, romańskie kościoły z pańską emporą, przeznaczoną dla fundatora i właściciela, którym był arcybiskup (dlatego przecie wieś nazywana była przez wieki Gorą Arcybiskupią).
Łekno
Fara w Łeknie ma w swojej zachodniej fasadzie, patrzącej na jezioro, ku nieistniejącemu dziś kościołowi cystersów - dwie dość wysmukłe, symetryczne względem siebie wieżyczki. Do wnętrza obu wieżyczek prowadzą z nawy małe, aczkolwiek całkiem ozdobne portaliki, którymi można dostać się na schody, a ze schodów - na obecny chór organowy. Czyli na emporę. Czy od samego początku była to tylko empora muzyczna, przeznaczona na organy? Bóg raczy wiedzieć.
Może jednak tak, bo od ołtarza głównego miejsce to oddalone jest tak bardzo, że trudno przypuszczać, aby chcieli tu zasiadać dawni właściciele miasta.
Po co więc i dlaczego empora ta powstała? Możliwe, że pojawiła się jako efekt „transakcji wiązanej”, czyli jako skutek umieszczenia owych dziwnych wieżyczek w zachodniej fasadzie. Skoro bowiem pojawiły się one, to należało je do czegoś wykorzystać - zatem umieszczono w nich schodki, dając możliwość wyjścia z nich na przewidywaną emporę. Jeśli empora taka już wówczas, czyli po połowie XV wieku powstała, była zapewne drewniana.
W tym miejscu można by postawić bardzo śmiałą hipotezę. Otóż jak wiadomo, obecną farę łekieńską zbudowano w ciągu XV wieku, bodaj na zlecenie prywatnych właścicieli miejscowości, rycerzy z rodu Pałuków. Wznosił ją wszakże majster najpewniej związany z łekieńskimi cystersami. Przemawia za tym szereg przesłanek. Przez cały wiek XV cystersi powoli przenosili swój klasztor do Wągrowca, zarazem likwidując swoją placówkę w Łeknie. I oto w murach łekieńskiej fary tkwią kamienie, pochodzące niemal na pewno z rozbieranego tu kościoła cystersów. A zatem tak czy inaczej właściciel miasta bądź sami mieszczanie musieli się z mnichami dogadać w kwestii użyczenia rozbiórkowego materiału. Następnie - kształt fasady kościoła farnego, właśnie owe małe, zachodnie wieżyczki, to nieomal kopie znacznie wcześniejszych, gotyckich rozwiązań typowych dla kościołów cysterskich: w Chorin, Pelplinie, Oliwie, Koronowie. Nie ma tu innego wytłumaczenia, jak tylko takie, że budował tu architekt doskonale obznajmiony z cysterską tradycją.
Pozostaje pytanie: czy w tradycji tej mieści się również idea zachodniej empory? Owszem. Otóż empora taka, na której pojawiali się margrabiowie brandenburscy, powstała w cysterskim kościele w Chorin. Wchodziło się na nią właśnie po schodkach umieszczonych we wnętrzu takich wieżyczek, jak w Łeknie. Co prawda w momencie budowania łekieńskiej fary burgrabiowie dawno obrócili się w proch. Czy zatem forma ksiażęcej empory nadal była na tyle atrakcyjna, aby skusić rycerzy z rodu Pałuków? Czy może formę wieżyczek powtórzono po prostu bezwiednie, jako element nie do końca rozumiany, ale pełen splendoru? Raczej właśnie to drugie...
![]() |
| ...w Kwieciszewie bardzo okazałą emporę poddano w latach powojennych gruntownej renowacji i regotyzacji... fot. Jacek Kowalski |
![]() |
| ...pałucką serię nadzakrystyjnych empor kończą ich renesansowe i barokowe kontynuacje w Kcyni i Smogulcu... Piętrowa zakrystia w Smogulcu. fot. Mikołaj Potocki |
Wągrowiec
Arcyciekawe śledztwo dotyczące empor przeprowadzić też można w Wągrowcu. Świadkami w śledztwie będą mury prezbiterium i przylegających do niego zakrystii (dawnej i obecnej), pochodzące z końca XV w. Wtedy zapewne zaczęto wznosić prezbiterium fary. Mury mówią o tym, że z niewiadomych do końca przyczyn twórcy kościoła za wszelką cenę emporę mieć chcieli - i kiedy z pewnych powodów musieli ją zlikwidować, natychmiast zdecydowali się na budowę drugiej.
Otóż wygląda na to, że z początku przy prezbiterium znajdowały się dwie zakrystie, do których prowadziły z zewnątrz niziutkie, niewielkie portaliki. W tych czasach obecna kaplica Różańcowa, która stoi przy południowej ścianie prezbiterium, nie była wcale kaplicą. W parterze bowiem mieściła zakrystię, a nad tą zakrystią - emporę (no, uczciwie przyznajmy: emporę lub inne pomieszczenie). Mówi o tym wieżyczka schodowa, dziś nieczynna, która przy murach obecnej kaplicy stoi. Tak więc dostęp na piętro był superwygodny, elegancki.
Jednak wieżyczka od dawna nie mieści już schodów; została z nich wypatroszona odkąd zlikwidowane zostało piętro. Potem przez długie lata był tu zaledwie skarbczyk. Bo pomieszczenie na piętrze - czyli, jak rzekłem, zapewne dawna empora - przestało istnieć, gdy mieszczanie zadecydowali, że przy kościele winna powstać obecna kaplica Różańcowa. W tym celu nakazali budowniczym połączyć zakrystię z emporą w jedno pomieszczenie. Zlikwidowano więc dzielący je strop. Następnie trzeba było jeszcze wykuć w ścianach wysokie, ostrołukowe arkady, które od tego czasu łączą kaplicę zarówno z nawą, jak z prezbiterium. Że wykuto je wtórnie, widać to od razu - w przeciwieństwie do innych są krzywe, nieregularne, tak jakby z trudem wycięte w grubym, tortowym cieście.
Ale coś za coś. Kiedy przestała istnieć dawna zakrystia i empora, zamienione na kaplicę Różańcową, odczuto potrzebę powstania empory nowej. I dobudowano ją - jeszcze w epoce gotyku - od północy, ponad drugą zakrystią. To dobudowane piętro stoi nadal, jest bardzo imponujące, z wielkimi oknami. Niestety, w trakcie renowacji zniesiono sklepienie ciasnawej i niskiej zakrystii, podwyższając ją o wysokość niegdysiejszej empory... i teraz jest to jedno pomieszczenie. Po emporze pozostało samo tylko zamurowane przezrocze. Widać je do dziś doskonale za ołtarzem na północnej ścianie prezbiterium.
Wągrowiecka empora podkreślała zapewne szacowność fundatorów, czyli opatów wągrowieckiego klasztoru - właścicieli miasta.
Strzelno po raz drugi
Kiedy na przełomie XV i XVI wieku kościół panien norbertanek spłonął, nastąpiła gotycka przebudowa. Ponieważ kamienne mury niespecjalnie ucierpiały od ognia, pracami objęto przede wszystkim nowe sklepienia, o których już tutaj pisałem. Tylko przylegający od południa do prezbiterium niewielki aneks został przy tej okazji zupełnie zburzony, po to, aby na jego miejscu powstała pokaźnych rozmiarów dwupiętrowa, gotycka konstrukcja. W parterze mieści ona do dziś kaplicę św. Barbary. Natomiast nie wiadomo, do czego służyło wysokie, pięknie sklepione pomieszczenie na piętrze. Na zewnątrz otwiera się ono na świat Boży przez szerokie, ostrołukowe okna, a z transeptem i prezbiterium łączą je wyższe jeszcze, półkoliście zamknięte przezrocza (są one w obecnym kształcie zapewne barokowe; mimo to zostały decyzją konserwatora pomalowane po romańsku w imię stylistycznej jedności, jaką postanowiono nadać wnętrzu bazyliki).
Nasuwa się myśl, że mamy tu do czynienia ze specjalnym pomieszczeniem, przeznaczonym dla panien norbertanek. Ich zakon należy do kontemplacyjnych i wymaga ścisłego oddzielenia zakonnic od reszty wiernych, a nawet od innych duchownych. Sprawa była dość prosta w czasach, kiedy po prostu nikt oprócz mniszek nie miał do bazyliki wstępu. Ale wkrótce bazylika stała się powszechnie odwiedzanym sanktuarium, mieszczącym wiele relikwii i popularnym w całej okolicy. Mniszki musiały znaleźć sobie jakieś odrębne pomieszczenie dla spokojnej modlitwy. Być może więc tu tkwi przyczyna powstania loży nad kaplicą św. Barbary? Z jej wnętrza norbertanki mogły dyskretnie, a zarazem dość bezpośrednio uczestniczyć w liturgii... Albo też mamy do czynienia z miejscem obrad - zakonnym kapitularzem? Tej kontrowersji na razie nie rozstrzygniemy.
Gębice, Kwieciszewo, Czeszewo, Kcynia, Smogulec
Jak dotąd - śledziliśmy najciekawsze pałuckie empory, czyli te o najbardziej zawikłanej historii. Pozostały może mniej niezwykłe, acz równie często niezauważane.
W Gębicach na poddaszu zakrystii widać dwa eleganckie, od dawna zamurowane przezrocza o wykroju w ośli grzbiet. Z tego kształtu wynikałoby, że powstały razem z kościołem, tuż po roku 1500. A zatem wyglądali sobie przez nie ku ołtarzowi gębiccy starostowie - Oporowscy. I oni też pewnie kazali je wymurować.
Inaczej stało się w Kwieciszewie, gdzie empora została nadbudowana w jakiś czas po wzniesieniu zakrystii, co widać gołym okiem. Czy była potrzebna dla splendoru arcybiskupowi lub, później, katedralnej kapitule gnieźnieńskiej - to znaczy kolatorom kościoła? Nie mamy na to pytanie odpowiedzi.
Tak samo jak nie wiemy, czy istniała empora w Czeszewie. Przebudowana zakrystia czeszewskiego kościoła, mieszcząca pod sobą pokaźną kryptę, ma na narożach potężne skarpy. Po cóżby były potrzebne, gdyby budowniczy nie przewidywał sklepionego piętra?
Serię nadzakrystyjnych empor kończą ich renesansowe i barokowe (czy „barokowo-neogotyckie”) kontynuacje w Kcyni i Smogulcu. Wystawniejsze niż miejscowe, gotyckie pierwowzory - ukazują siłę trwania tradycji.
Jacek Kowalski
Pałuki nr 1029 (44/2011)
















