Artykuły

Kowalewo, droga, GDDKiA, sąd
     Pozwał do sądu GDDKiA
     Mieszkaniec Kowalewa Henryk Makaroński pozwał do sądu Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad Oddział w Bydgoszczy. Domaga się odszkodowania za zniszczone uprawy. Twierdzi, że rów przydrożny jest tak mały, że woda z jezdni zalewa jego pole i niszczy to, co na nim rośnie.

Henryk Makaroński przed salą rozpraw w Sądzie Rejonowym w Szubinie czeka na wejście
    fot. Remigiusz Konieczka

     O problemach mieszkańca Kowalewa pisaliśmy w sierpniu ubiegłego roku. Henryk Makaroński wraz z rodziną mieszka tuż przy drodze krajowej nr 5. Jego posesja znajduje się na rogu drogi krajowej i ul. Szkolnej. Pole przylega do zachodniej krawędzi drogi na wylocie z Kowalewa w kierunku Szubina. Henryk Makaroński twierdzi, że podczas obfitych opadów deszczu woda z jezdni zalewa jego pole, ponieważ rów odwadniający jest zbyt płytki. Zażądał od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Oddział w Bydgoszczy odszkodowania, bo woda zamiast do rowu, leci na jego pole, zalewa uprawy i nie pozwala uzyskać z tytułu ich sprzedaży, przychodów.
     Mieszkaniec Kowalewa powiedział nam, że w tym roku w lutym i w lipcu znów jego pole było zalane. Twierdzi, że podczas modernizacji drogi krajowej rów oddzielający jezdnię od drogi został przez budowlańców zasypany, a po wybudowaniu wysepki spowalniającej, po poszerzeniu pasa drogowego, modernizacji zatoki autobusowej, nie został odtworzony w takiej postaci jakiej był przedtem.
     - Zboże mi wygniło - mówi Henryk Makaroński. - Najlepsze pole zostało zalane. Zostawiłem je ugorem. Drugi rok ponoszę straty. Hektar jęczmienia, 2,5 hektara żyta i  pół hektara pszenżyta, poszło 20 arów. Nie jest im wstyd, żeby 50 metrów rowu nie zrobić? Przychodzi ulewa i 1-2 godziny wody nie ma. Jest na polu, a rów suchy.
     Mieszkaniec Kowalewa domaga się 7 tys. zł odszkodowania. GDDKiA twierdzi, na podstawie oględzin na miejscu,że do żadnego zalewania nie dochodzi, a jeśli - to do zalania niżej położonego pola i są to zjawiska naturalne, wynikające z działania sił przyrody. Pracownik chodził w półbutach po dnie rowu i nie stwierdził, by woda wylewała się z niego na pole. Generalna dyrekcja podważa również wysokość odszkodowania, bo twierdzi, że mieszkaniec Kowalewa nie udokumentował strat.
     Sąd zlecił wykonanie opinii biegłemu z dziedziny budowy dróg. Ten wydał opinię, w której - jak to ujął - obśmiał projekt budowy wysepek i samą generalna dyrekcję. Powiedział, że to co zrobiła GDDKiA, to sztuczne rozpychanie drogi co spowodowało załamanie się prostoliniowego przebiegu rowu, a projekt uznał za fatalny. - Takiej dokumentacji nie zaliczyłby u mnie żaden student - stwierdził w swojej opinii biegły Andrzej Nowicki.
     Powiedział, że wybudowana wysepka spowalniająca jest bez sensu, bo jest 130 metrów od skrzyżowania, na którym zamontowana została sygnalizacja świetlna.- Nic tak nie spowalnia ruchu jak taka sygnalizacja - uważa biegły.
     Andrzej Nowicki uznał powód Henryka Makarońskiego za uzasadniony. Dodał, że inwestor, czyli generalna dyrekcja powinna od nowa zaprojektować i przebudować ten odcinek drogi z rowem przydrożnym, który będzie spełniał swoje zadania.
     GDDKiA wraz z projektantem twierdzą, że remont drogi został wykonany zgodnie z dokumentacją i sztuką budowlaną, że pod zatoką jest odprowadzenie wody, że remont wykonany został bez konieczności poszerzenia istniejącego pasa ruchu, a wiec nie ingerował w okoliczne działki. Na wniosek generalnej dyrekcji biegły został powołany na świadka i w obliczu sądu również na projekcie i inwestorze suchej nitki nie zostawił. - Przebudowa drogi została wykonana błędnie. Mogę nawet powiedzieć, że projektu nie było, skoro nie uwzględnił odwodnienia. To są kpiny. Istniejący rów zasypano, bo zaczął przeszkadzać. W tej sytuacji rowu nie odtworzono., a to co jest, to jakaś prowizorka. Pas drogowy był poszerzony, w wyniku czego zasypano rów. Psu na budę te roboty potrzebne - powiedział Andrzej Nowicki.
     Radca prawny GDDKiA Oddział. w Bydgoszczy, Sławomir Waleński wniósł jeszcze o powołanie na świadka autora projektu, ale sędzia Grzegorz Zieliński uznał, że jego zeznania nic już nie wniosą. Skierował sprawę do biegłego w dziedzinie rolnictwa, który ma oszacować wysokość strat Henryka Makarońskiego. Ten powiedział nam, że będzie walczył do końca.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1030 (45/2011)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry