-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
Artykuły
- Czwartek, 24 Listopad 2011
![]() |
|
Psotka w nowym domu, z nowymi właścicielami czuje się szczęśliwa fot. Irena Bujalska-Łęgowska |
Strzelno, policja
Powiesili i bili Psotkę, dostali 5 miesięcy więzienia
Oprawcy pójdą siedzieć do więzienia, gdyż kara została wydana bez zawieszenia. Dodatkowo zapłacą 2.300 zł grzywny. Animalsi zabrali suczkę do Bydgoszczy, gdzie przeszła operację. Tam także znalazła nowych właścicieli i wraca szybko do zdrowia.
W czwartek 27 października przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy toczyła się rozprawa przeciwko dwóm mieszkańcom Strzelna: 45-letniej Violetcie L. i jej przyjacielowi, 42-letniemu Leszkowi W., którzy w bestialski sposób styczniowego poranka pobili suczkę Psotkę. Sprawa prowadzona była przed bydgoskim sądem, po tym jak mieszkańcy Strzelna odwołali się od wyroku Sądu Rejonowego w Mogilnie, który w tej sprawie zapadł 2 sierpnia.
POWIESILI I BILI
Przypomnijmy, że do skatowania psa doszło w parku miejskim w Strzelnie. O całym zajściu na numer alarmowy Komendy Powiatowej Policji w Mogilnie zadzwoniła anonimowa osoba i przekazała informację o prawdopodobnym uśmierceniu psa. Policja wraz ze strzeleńską strażą miejską ustaliła wówczas, że prawdopodobnie mężczyzna z kobietą chcieli pozbyć się suczki, zabijając ją. Powiesili psa za szyję na drzewie, po czym suczka okładana była konarem drzewa tak długo, aż nie dawała oznak życia. Potem oprawcy zdjęli ją ze sznura i wyrzucili do przydrożnego rowu, myśląc, że nie żyje. Suczka trafiła wówczas pod opiekę lekarza weterynarii w Strzelnie. Zatrzymanym mieszkańcom Strzelna zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt postawiony został zarzut usiłowania uśmiercenia psa, za co grozi do 1 roku pozbawienia wolności. Zaznaczono jednak, że jeśli w toku dalszego śledztwa okaże się, że sprawcy działali ze szczególnym okrucieństwem, będzie im grozić kara pozbawienia wolności do 2 lat.
OPERACJA
W międzyczasie losem maltretowanej suczki zainteresował się Bydgoski Klub Przyjaciół Zwierząt Animals. Zabrali psa ze strzeleńskiej lecznicy do bydgoskiej kliniki, gdzie przeszła operację. W toku przeprowadzonych badań - jak mówiła naszemu reporterowi szefowa Animalsów Irena Bujalska-Łęgowska, która była oskarżycielem posiłkowym w sprawie, okazało się, że pies był bardzo zaniedbany, strasznie wychudzony, zarobaczony i odwodniony. Ponadto w wyniku pobicia suczka straciła wzrok. Obrońcy zwierząt poszukali też dla pieska zastępczego domu.
ZWIERZĘ TO NIE RZECZ
Przedstawiciele bydgoskiego Klubu Przyjaciół Zwierząt wnieśli sprawę do prokuratury. Pierwsza rozprawa przeciwko Violetcie L. i Leszkowi W., którzy brutalnie skatowali psa, odbyła się 20 lipca. Sąd wysłuchał zeznań wszystkich świadków zdarzenia. Ponieważ na rozprawie nie było oskarżonego, do dowodów w sprawie dołączone zostały tylko jego wyjaśnienia. Postępowanie odroczono do 2 sierpnia.
2 sierpnia pod przewodnictwem sędzi Beaty Szymańskiej odbyła się druga rozprawa, podczas której sąd uznał, że strzelnianie działali ze szczególnym okrucieństwem. Szefowa bydgoskich Animalsów powiedziała naszemu reporterowi, że sędzia uznała, iż zwierzę nie jest rzeczą, że czuje ból tak samo jak człowiek i wymaga od właścicieli bezwzględnej opieki. Ostatecznie podczas rozprawy zapadł wyrok, skazujący Violettę L. i Leszka W. na pięć miesięcy więzienia oraz kary pieniężne. Violetta L. musi zapłacić 1.500 zł, a jej kompan Leszek W. 800 zł kary. Ponadto skazani obciążeni zostali poniesionymi kosztami sądowymi po 1.270 zł.
Wyrok nie był prawomocny i mieszkańcy Strzelna mieli prawo się od niego odwołać. Tak też zrobili. Ostatecznie rozprawa odbyła się 27 października przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy, Wydział IV Karny Odwoławczy.
WYROK PODTRZYMANY
Bydgoski Sąd Okręgowy w pełni podtrzymał wyrok skazujący oskarżonych na 5 miesięcy więzienia bez zawieszenia. Mają oni także zapłacić w sumie 2.300 zł grzywny.
- Kary pięciu miesięcy więzienia za skatowanie psa są uzasadnione - tak uznał Sąd Okręgowy w Bydgoszczy. Dla nas jest to sukces, chociaż sąd utrącił nam 800 zł, które wcześniej było zasądzone w myśl ustawy o ochronie zwierząt. Była nawiązka na podstawie paragrafu karnego, a ten artykuł mówi, że może dostać te pieniążki osoba fizyczna, a to, że my jako organizacja byliśmy pokrzywdzonym, a ja jako osoba fizyczna byłam posiadaczem psa, to jednak zdaniem sędziny nie wypełnia tego artykułu i niestety te 800 zł nam wypadło. Ale sprawcy po odwołaniu tylko to zyskali, bo poza tym sąd wszystko podtrzymał - powiedziała nam Irena Bujalska-Łęgowska. Dodała także, że nie jest jej wcale żal takich ludzi.
Teraz dodatkowo wyrok podany zostanie do publicznej wiadomości i przez miesiąc będzie wisiał na tablicy ogłoszeń Urzędu Miejskiego.
Irena Bujalska-Łęgowska w rozmowie z naszym reporterem powiedziała także, iż w minionym czasie, między rozprawami, właściciele chcieli odzyskać psa. Cieszy ją fakt, że w zaistniałych okolicznościach, kiedy zapadł wyrok skazujący, będzie to już niemożliwe. - Wyrokiem sądu jest także przepadek psa do czasu zapadnięcia wyroku na rzecz Skarbu Państwa. Teraz, gdy wyrok jest prawomocny, to Psotka nigdy do nich nie wróci - powiedziała.
PIES WRACA DO ZDROWIA
Psotka ma od połowy lutego bardzo dobry dom i będzie to już jej dom stały. Obecnie podpisana jest formalna umowa adopcyjna. - Dzięki temu możemy kontrolować i wymagać. Nie po to zabiera się psa od jednych oprawców, żeby trafiła do drugich. Teraz Psotka ma prawdziwy dom. Przez ten czas utyła 3 kg. Nie jest już tak żarłoczna, jak była na początku. Wtedy po prostu wciągała jedzenie w siebie. Teraz je normalnie, nawet w misce coś zostaje. Jest tak, jakby uwierzyła w to, że nie będzie już głodna. Z oczami jest dużo lepiej, już widzi. Czasami tylne nogi się jej plączą, ale zdarza się to czasami, więc nie jest to dla niej uciążliwe. Ale biega i ogólnie wszystko jest w porządku - powiedziała Irena Bujalska-Łęgowska.
Dodała, że suczka odzyskała zaufanie do ludzi i ciężkie przeżycia nie spowodowały w jej psychice zmian.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1031 (46/2011)






