Artykuły

Trzemeszno, burmistrz, komisja finansów, stanowisko
     Zdzichu, Marycha i Rychu prześladują burmistrza
     Krzysztof Dereziński był podczas komisji finansów wyraźnie niedysponowany. Targały nim emocje. Był roztrzęsiony, płakał, krzyczał. Skrytykował Pałuki, Radę Miejską i mieszkańców. W dramatycznym wystąpieniu, pełnym wulgaryzmów, poinformował o planowanej rezygnacji ze stanowiska burmistrza.

     BURMISTRZOWI PUSZCZAŁY NERWY
     Dramatyczny przebieg miała końcowa część obrad komisji finansowej Rady Miejskiej w Trzemesznie 24 listopada. Wszystko za sprawą niecodziennego zachowania burmistrza Krzysztofa Derezińskiego.
W ubiegłym tygodniu burmistrz zachowywał się nerwowo już wcześniej, najpierw 22 listopada podczas zebrania mieszkańców osiedla nr 2, a później podczas obrad komisji społecznej 23 listopada.
     Przypomnijmy, że na wtorkowe spotkanie z mieszkańcami burmistrz mocno się spóźnił. Gdy dotarł na zebranie, część mieszkańców wyszła z sali komentując, że czują się przez burmistrza zlekceważeni (pisaliśmy o tym w Pałukach tydzień temu). Podczas zebrania burmistrz zdenerwował się na słowa jednego z mieszkańców Trzemeszna - Jacka Zielińskiego. - Pan na razie stęka i nic nie zrozumiałem. Mam dosyć pańskiego bla, bla. Każdy może szczekać. Nie po to tu pędziłem jak wariat, żeby takiego oszołomstwa słuchać - krzyczał w kierunku mieszkańca burmistrz Dereziński.
     W środę burmistrz spóźnił się na obrady komisji społecznej. Zdenerwował się, gdy wypomniał mu to przewodniczący komisji Tadeusz Kostka. Nerwowo tłumaczył, że spóźnił się, bo załatwiał ważne sprawy służbowe. Radny Kostka komentował, że burmistrz zachowuje się jak dziecko.
     PRZYSZEDŁ Z GAZETĄ
     W czwartek odbywały się obrady komisji finansowej Rady Miejskiej. Burmistrz przyszedł na nie z najnowszym numerem Pałuk. Po części obrad wyszedł i pojawił się ponownie pod koniec posiedzenia komisji. Sprawiał wrażenie mocno zmęczonego i niedysponowanego. Nie zabierał głosu, a gdy pytał go o coś wiceburmistrz Dariusz Jankowski, to odpowiadał mu, że się wyłączył. Zabrał głos dopiero w punkcie Wolne głosy.
     Jak stwierdził, chciał skorzystać z tego, że redaktor Pałuk jest na sali, bo nie będzie polemizował na łamach prasy, gdyż - jak mówił - z góry byłby przegrany i to nie ma sensu. Dodał, że ma małą uwagę i chce prosić o obiektywizm. Mówił, że nie może zgodzić się z komentarzem na ostatniej stronie. Wyjaśniał, że redaktor ma prawo zwrócić mu uwagę, że powinien się tak, a nie inaczej zachowywać w pewnych sytuacjach. Jednak według burmistrza nie było w tym obiektywizmu i powinno się przedstawić całą sprawę, jaka miała miejsce.
     PAN JACEK - BOHATER NARODOWY
     Według burmistrza pewne wulgarne wypowiedzi mieszkańca Trzemeszna, który przyszedł na zabranie, powinny być także zamieszczone.
     - W momencie pewnych wypowiedzi i takich - jakby to powiedzieć - cytatów, no jestem troszeczkę zbulwersowany. Bo jeżeli pan Jacek jest bohaterem narodowym, bo dzisiaj jest, bo tam w gazecie on tam jest ładnie, taki fajny. Nie wiem do końca po co przyszedł i co chciał mi powiedzieć. Ale jest mieszkańcem i miał prawo przyjść.  
     Nie wyartykułował swojej wypowiedzi, a przy okazji uważam, że ubliżył - komentował burmistrz.
     Krzysztof Dereziński przypomniał sytuację z zebrania, kiedy to mieszkańcy wyrażali swoje niezadowolenie z jego spóźnienia i niektórzy wtedy ostentacyjnie wyszli.
     - Wiedziałem, że się spóźnię na to zebranie, spóźniłem się więcej niż mogłem. Ludzie mają prawo czuć się zlekceważeni. Ale ja nie mam prawa czuć się zlekceważony. Nie, bo ja nie mam tego prawa dzisiaj. Kiedyś w komunie mogłem zgnoić. Dzisiaj ja nie mam prawa się odnieść. Jakiś tam pan wstaje, wychodzi. Niech se pan burmistrz teraz obraduje. Jakiś tam drugi pan życzy mi szczęścia czy nie wiem czego. Złośliwie bardzo. Pan redaktor tego nie widzi. Wręcz uważam, że jest po stronie tych ludzi. Bo dzisiaj jest w modzie bombardować burmistrza - mówił.
     Dodał, że nie miał szansy wytłumaczyć, dlaczego się spóźnił, bo od razu był na niego atak mieszkańców. Podobnie na komisji, którą sam zwołał, gdzie też - jak tłumaczył - był od razu na niego atak.
     PRZYJDZIE ZDZICHU, RYCHU
     Po przerwie w swojej wypowiedzi burmistrz urywającym się głosem kilka razy pytał: - Jak ja mam się bronić? Zaznaczył jednocześnie, iż sobie nie życzy, aby redaktor napisał o tym, że płakał podczas swego wystąpienia.
     - Przyjdzie Zdzichu, Rychu. Ma w dupie miasto. On przyjdzie po to, żeby zaistnieć, bo będzie gazeta. On przyjdzie dowalić burmistrzowi. Z nim przyprowadzi Marychę, Zdzichę. Stu na jednego. Pytam się. Jak mam się bronić? - pytał burmistrz.
     Później podniesionym głosem, momentami krzycząc, krytykował Pałuki za to, że reporter gazety nie był obecny na uroczystości rocznicy liceum. A za to gazeta pisze na dwóch stronach - jak to stwierdził burmistrz - o Stachu Redmannie, który się nachlał herbatki.
     - A że Redmann się nachlał i nie przyszedł i później mamy cykl artykułów, to mamy. Tak? Że jakąś przepiórkę, nie wiem, czy kocicę, czy coś z drzewa, na pierwszej stronie, Ottona Szymkowa, strażacy dzielni Strzelna znieśli, mamy - ironizował.
     PRASA NIE WIDZI CHAMA
     Burmistrz zapowiedział też swoją rezygnację ze stanowiska. - Ja niestety jestem tylko człowiekiem.      Mam dosyć tej funkcji. Odejdę - mówił, po czym powrócił do krytyki Pałuk: - Jeżeli jest wolność słowa i demokracja, to niech będzie z każdej strony. Także ze strony prasy lokalnej, która ma w dupie niektóre uroczystości i krzyczącego burmistrza zobaczy, ale chama, który mi wcześniej ubliżył, nie zobaczy.
Argumentował, że prasa lokalna nie zauważa również, iż niektóre zebrania organizowane są tylko po to, żeby dokopać burmistrzowi.
     - Kiedyś kto powiedział władzy komunistycznej veto, to po prostu albo nie żył, albo nie miał życia.      A dzisiaj jest inaczej. Dzisiaj powiedzieć burmistrzowi to jest w modzie. Przyjdzie Jacek, placek, czy nie wiem kto. Nie wyartykułuje zdania. Bo, żeby miał merytoryczny głos w dyskusji. A za nim Zdzichu, Rychu i ten. Wszyscy przychodzą wyć na burmistrza. To jest cel tych zebrań - mówił.
     MAM TO W DUPIE
     Krzysztof Dereziński przyznał, że mówi emocjonalnie i powtórzył, że ma już dosyć.
     - Jest koniec pewnej granicy, niech mnie opiszą. Ja mam dosyć. Żegnam się z tą moją życiową przygodą. Ale pytam się. Czemu służy to i pytam się, czy za to ginęli ludzie kiedyś? Za taką demokrację i za taką wolność słowa? Za to, żeby walić tylko i wyłącznie w tych, którzy odpowiadają za decyzje. A w tych, którzy za nic nie odpowiadają, gloryfikować ich. Pytam się. I to pytanie dzisiaj pozostawię. Jestem emocjonalnie roztrzęsiony. Niech se prasa napisze co chce. Powiem ogólnie w tej chwili brzydko - mam to w dupie, bo ogólnie mam to w dupie wszystko, w tej chwili. Tak? Moja cierpliwość i znoszenie strzałów z zewnątrz skończyła się. Jest mnóstwo spraw w samorządzie trzemeszeńskim. Niektóre z mojej winy zawinione, niektóre nie, ale mam dosyć. Ja nie muszę być burmistrzem. To nie jest dla mnie jakieś coś. Chciałem być człowiekiem. Mam prawo po ludzku mieć dosyć. I tyle - mówił roztrzęsiony.
     W tym momencie głos zabrał przewodniczący komisji Krzysztof Szapował. Wcześniej radni w ciszy słuchali wystąpienia burmistrza. Rady Szapował zapewnił, że nie chciał przerywać, bo każdy ma prawo do wypowiedzi.
     Ale burmistrz zaraz mu przerwał i stwierdził: - Jestem zgnojony. Przez prasę, mieszkańców i radnych, nie wszystkich. I koniec. I mam dosyć. Skończyłem.
     DZISIAJ SIĘ WKUR...
     Przewodniczący Krzysztof Szapował ponownie doszedł do głosu i mówił o tym, że wszyscy odpowiadają za sprawowanie swoich funkcji. Mówił, że często tak on, jak i inni radni, interweniowali u burmistrza w różnych sprawach, dlatego, że prosili o to mieszkańcy. I nie chciał nikogo atakować.
     - Wielu radnych w ten sam sposób się zachowuje. Oni reprezentują pewne grupy społeczne i walczą o interesy. To jest demokracja - tłumaczył radny Szapował.
     Wypowiedź radnego ponownie przerwał Krzysztof Dereziński.
     - Bo jestem zły na siebie, że pękłem tutaj. Ja w tej chwili wychodzę, przepraszam bardzo. Nie, żebym pana nie szanował. Jestem zły na siebie, miałem nie pęknąć. Ale ja mam dosyć w tej chwili. Tak? I proszę to uszanować. Tak? Dosyć. A nie mam od was pomocy ogólnie jako od Rady - wyraził żal do radnych.
Później burmistrz znów zaczął krzyczeć. - Mam Tadzia Kostkę (radny Rady Miejskiej, przyp. wol) ekologa number one w gminie. Tak? I jeszcze kilku innych. I prasę, która obiektywnie pisze o wszystkim. Tak? Obiektywnie. Tak? I ja jako jedyny w tej gminie nie mogę się wkur... . Bo reszta może. To ja się dzisiaj wkur... .
     Po chwili dodał: A pan redaktor niech napisze co chce, czy się wkur..., czy nie. Z Bogiem - i wyszedł z sali.
     - Nie chcę komentować tego oświadczenia, natomiast każdy z nas ma pewne granice. Ja nie bronię tutaj ani broń Boże pana burmistrza, ani nikogo, ani prasy. Natomiast sami powinniśmy sobie zdawać sprawę z odpowiedzialności, która ciąży na nas na każdym kroku - i krótko po tej wypowiedzi radny Krzysztof Szapował zakończył obrady komisji.
     EPILOG
     Następnego dnia, w piątek 25 listopada, jakby nigdy nic burmistrz Dereziński przyszedł normalnie do pracy. Uczestniczył w tym dniu między innymi w uroczystości brylantowych i złotych godów. 50 lat małżeństwa obchodzili w  tym dniu także jego rodzice (piszemy o tym na str. 23). Brał także udział w Domu Kultury w podsumowaniu konkursu recytatorskiego (piszemy o tym na str. 16). Przywitał się z reporterem i pozował z laureatami do zdjęcia.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1033 (48/2011)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry