-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
Artykuły
- Wtorek, 06 Grudzień 2011
![]() |
| W piątek Tomasz Gronet realizował w Żnińskim Domu Kultury kolejny odcinek programu "Goniec prowincjonalny". Na zdjęciu rozmawia o trudnej sztuce tworzenia pałuckich haftów. fot. Remigiusz Konieczka |
Żnin, wyróżnienie, dziennikarz
Pan od biednych ludzi
"Jako ostatni dziennikarz przeprowadziłem wywiad z prof. Aleksandrem Bardinim. Miał opinię pożeracza dziennikarzy, bali się z nim rozmawiać. Chcąc przełamać lody, powiedziałem, że bałem się tej rozmowy, gdyż koledzy mówili o nim jako pożeraczu dziennikarzy. Bardini stwierdził wtedy, że pewnie od tego pożerania biorą się jego kłopoty żołądkowe" - wspomina Tomasz Gronet, żninianin, wyróżniony niedawno dziennikarz bydgoskiego oddziału Telewizji Polskiej.
Tuż przed rozpoczęciem nagrania: rzut oka na kamerzystę, na dźwiękowca, ostatnie ustalenia z rozmówcami. W końcu operator mówi: - "Poszła". I zaczyna się realizacja programu telewizyjnego. Od ponad 12 lat żninianin, Tomasz Gronet pracuje w Telewizji Polskiej Oddział w Bydgoszczy. Od tego czasu zajmował się wieloma tematami, ale wyróżnienie otrzymał za reportaż o chorej Kasi, która dzielnie wkroczyła w dorosłe życie.
BOGATA PROWINCJA
Dokładnie tydzień temu, w piątek po południu, w korytarzach Żnińskiego Domu Kultury panował ożywiony ruch. Dziewczęta i chłopcy ze żnińskiego zespołu pieśni i tańca krzątali się w garderobie. Muzycy nerwowo palili papierosy. Obok, w świetlicy, ekipa telewizji bydgoskiej przygotowywała się do nagrania. Dziennikarz TVB Tomasz Gronet realizował kolejny odcinek autorskiego programu "Goniec prowincjonalny".
- "Chcemy pokazać to, co ciekawego dzieje się na wsiach, w gminach i miasteczkach. To, co przez media jest często niezauważane, co można zauważyć na prowincji. Z tym, że mówię o prowincji w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dziś media ogólnopolskie gonią za sensacją. Nie ma dla nich tematu, jeśli nie wypadnie trup z szafy. A w małych środowiskach dzieje się bardzo dużo. I tym programem chcę oddać hołd ludziom i ich działalności" - mówi Tomasz Gronet.
DZIURA W RAMÓWCE
Tomasz Gronet pracuje w bydgoskim oddziale Telewizji Polskiej od czerwca 1993 roku. Wcześniej ukończył polonistykę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.
- "Jeżeli wtedy w ogóle myślałem co będę robił w przyszłości, to o dziennikarstwie bałem się marzyć" - szuka w pamięci Tomasz Gronet. Na piątym roku studiów dostał propozycję pisania do gazety uniwersyteckiej. Zarobki z pisania w gazecie nie pokryły kosztów utrzymania i właśnie dlatego Tomasz Gronet powrócił do Żnina. Tutaj podjął pracę nauczyciela. Po prawie dwóch latach pracy w szkole usłyszał w radiu, że bydgoski oddział TVP poszukuje kandydatów na dziennikarzy. Zgłosił się i w lutym 1993 roku wziął udział w konkursie. Konkurs składał się z kilku etapów. W jednym z nich kandydat otrzymał tekst do czytania, w którym znajdowały się wyrazy obcego pochodzenia, nazwiska zagranicznych polityków i artystów i in. Kolejny sprawdzian, to symulacja awarii w programie na żywo.
- "Ja zapowiadałem pewien materiał filmowy. Otrzymywałem informację z reżyserki, że mam minutę na wypełnienie dziury, ponieważ materiał nie pójdzie. Pamiętam, że zapowiedziałem rozmowę z nowym wojewodą bydgoskim. Ta improwizacja spodobała się komisji. Zostałem przyjęty. Na początek na próbę" - wspomina Tomasz Gronet.
Dziennikarz dodaje, że poruszał wiele tematów na telewizyjnej antenie. Zaczynał od "Zbliżeń", programu informacyjnego TVB. Był także współautorem trzygodzinnych programów w piątkowe wieczory.
- "Od "Zbliżeń" zaczynali wszyscy dziennikarze. Wtedy ośrodek bydgoski realizował prawie tylko "Zbliżenia" - mówi dziennikarz.
PAN OD BIEDNYCH LUDZI
Po dwóch latach zajął się publicystyką. Zaczynał od magazynów interwencyjnych, od problemów mieszkańców naszego regionu. Później, wspólnie z Małgorzatą Rogatty, współtworzył "Telewizyjny Magazyn Edukacyjny". Z młodzieżą szkół średnich rozmawiał w programie "Trudna sztuka krytyki" o muzyce, filmie, czy literaturze. Wspólnie z wydawnictwem PWN realizował program "Sapere aude", w którym przeprowadzał rozmowę z autorem książki - nowości na rynku wydawniczym. Później program zmienił tytuł na "Biblioteka". Ostatnio tworzył program "Okolice", który poświęcony był sprawom wsi.
- "W pracy dziennikarza telewizyjnego ośrodka regionalnego rzadko można sobie pozwolić na specjalizację. Realizując stałe programy, powracałem cyklicznie do tematów interwencyjnych. Były także lata, gdzie programów poruszających tematy społeczne nie było. Ja jednak takich rzeczy chętnie się podejmowałem. Bywało też tak, że jeśli ktoś dzwonił do ośrodka telewizyjnego i chciał ze mną rozmawiać, a nie pamiętał nazwiska, to prosił o kontakt z panem od biednych ludzi. I tak później w telewizji mnie określano. Ale byłem z tego usatysfakcjonowany, ponieważ często poprzez moją pracę, udawało mi się ludziom pomagać" - mówi Tomasz Gronet.
WYRÓŻNIENIE
- "Na początku reportaż był tą formą, którą mogłem robić obok informacji" - wspomina dziennikarz TVB. - "To było to, co mnie interesowało i wciągało".
Kilka tygodni temu za reportaż zatytułowany "Kasia" Tomasz Gronet otrzymał wyróżnienie na Ogólnopolskim Konkursie dla dziennikarzy "Oczy Otwarte". Do finału wybrano pięć nominacji. Zwycięzca otrzymał pierwszą nagrodę, a pozostali nominowani wyróżnienia. Zwycięzcę wybierała kapituła, w której skład - obok dziennikarzy - wchodzili społecznicy.
Tomasz Gronet otrzymał wyróżnienie za opowieść o 18-letniej Kasi z porażeniem mózgowym.
SŁOWA PISMA
Reporter po raz pierwszy zetknął się z Kasią 10 lat temu. Wtedy, w 1994 roku, realizował reportaż "Porządek miłości" o Katarzynie i Krzysztofie Liszczach, którzy adoptowali chorą Kasię. Wcześniej państwo Liszczowie zaopiekowali się jej starszym bratem. Nie wiedzieli o jej istnieniu. Zanim podjęli decyzję o adopcji drugiego dziecka, bardzo mocno się zastanawiali, ponieważ lekarze orzekli, że dziewczynka oprócz tego, że jest porażona, to również głęboko upośledzona umysłowo. Adopcja wiązała się z opieką nad dzieckiem do końca życia i małżeństwo rozważało, czy mogą jej brata obciążyć tak dużą odpowiedzialnością w przypadku ich choroby lub śmierci.
- "Szukając odpowiedzi otworzyli Pismo Święte. Przeczytali w nim o tym, że porządek miłości nie jest porządkiem z tego świata i co mądre w oczach świata, jest głupie w oczach Boga. Słowa Pisma spowodowały, że zdecydowali się na adopcję" - wyjaśnia Tomasz Gronet.
Rodzice Kasi zajęli się jej rehabilitacją. Skontaktowali się z ośrodkiem w Filadelfii. Wdrożyli w Polsce program rehabilitacji, który wymaga całodobowej opieki nad chorą osobą. Bierze w nim udział od 2 do 5 osób. W pomoc zaangażowali toruńskich studentów. Po 6 latach ciężkiej pracy Kasia poszła do pierwszej klasy normalnej szkoły podstawowej.
- "Wtedy zacząłem robić pierwszy reportaż. W wieku ośmiu lat Kasia uczyła się języków obcych i posługiwała się komputerem. Postawa jej rodziców to przykład na to, że nie można się poddawać w chwili, kiedy pojawia się dziecko niepełnosprawne. Poprzez wiarę i ciężką pracę można osiągnąć cuda. Jak wyszedłem z domu państwa Liszczów po pierwszej wizycie, to miałem przeświadczenie, że spotkałem ludzi świętych. Spotkałem zwykłych ludzi, którzy przez to co robili, byli i są świętymi" - opowiada Tomasz Gronet.
Krzysztof Liszcz jest twórcą Fundacji "Daj Szansę" w Toruniu i ośrodka rehabilitacji, który diagnozuje i określa program rehabilitacji dla ludzi chorych. Także o tym ośrodku Tomasz Gronet realizował reportaż.
WSPANIAŁA KASIA
W ubiegłym roku Kasia skończyła 18 lat. W kolejnym reportażu Tomasz Gronet postanowił opowiedzieć i przypomnieć o losach dziewczyny.
- "Kiedy rozpoczynałem pracę nad tym reportażem Kasia otrzymała nagrodę w konkursie "Ośmiu wspaniałych". Dziesięć lat temu opowiedziałem historię jej rodziców. Teraz to Kasia była główną bohaterką reportażu" - mówi dziennikarz.
Dziewczyna skończyła kurs dla ratowników. Dzięki temu może wspierać psychicznie ofiary wypadków. Jej marzeniem jest ukończenie psychologii. Kasia jest także wolontariuszką w szpitalu dziecięcym w Toruniu. Jest osobą aktywną, choć nie w pełni sprawną fizycznie. Porusza się przy pomocy wózka (tzw. balkonika). Dodatkowo okazało się, że cierpi na zespół FAS (alkoholowy zespół płodowy), ponieważ jej biologiczna matka piła w czasie ciąży. Program rehabilitacji jej choroby pomógł także w wyleczeniu zespołu FAS. Kasia stworzyła internetowe forum chorych na zespół FAS.
- "Kasia jest osobą, którą można określić jako bezpośrednio podłączoną do Pana Boga. Działalność daje jej siły fizyczne. Spowodowała to, że rodzice adoptowali jeszcze dwójkę dzieci porzuconych przez matkę. Powiedziała wtedy - kto ma się zająć dziewczynkami jeśli nie oni. Podstawową cechą jej charakteru jest wyjście do drugiego człowieka. W reportażu chciałem opowiedzieć o niej poprzez jej działalność" - mówi Tomasz Gronet.
OKO KAMERY
Realizacja reportażu trwała dwa dni - jeden na wiosnę, drugi jesienią 2004 roku. Ale dni zdjęciowe poprzedzone były rozmowami z bohaterką reportażu.
Autor wielu rzeczy dowiedział się od jej rodziców. Sama Kasia nie czuła niechęci do kamery. Wokół niej zawsze pojawiało się wielu ludzi, jest osobą otwartą.
Reporter po zakończonych zdjęciach musi dokonać wyboru, które rzeczy wyciąć, a które zostawić. W przypadku reportażu "kasia" Tomasz Gronet z kilkugodzinnego materiału musiał zrobić 20-minutowy reportaż.
- "Wydaje mi się, że to co najistotniejsze w życiu Kasi, udało mi się uchwycić w materiale" - twierdzi dziennikarz.
Zdaniem Tomasz Groneta, efekt pracy dziennikarza telewizyjnego uzależniony jest od pracy zespołu. Przez wiele lat Tomasz Gronet współpracował z dźwiękowcem Wojciechem Kuzmanem i operatorem Ireneuszem Dawidziakiem.
- "Rozumieliśmy się bez słów. Dobry operator potrafi dostrzec wiele rzeczy, których dziennikarz może nie zauważyć. Operator jest współautorem reportażu. Zdarzły się sytuacje, że zajęty rozmową nie zwracałem uwagi na szczegóły. Po jej zakończeniu mówiłem operatorowi zrób mi jeszcze to, czy inne ujęcie, a on odpowiadał, że już to ma. Wtedy mówimy, że operator ma instynkt" - wyjaśnia Tomasz Gronet.
REWOLUCJONIŚCI I ŚWIĘCI
W reportażu ważne jest to, aby pokazać historię człowieka. Poruszając wiele problemów zdarza się, że trzeba namawiać osoby do wystąpienia przed kamerą.
- "Cała sztuka polega na tym, aby przekonać ludzi. Miałem tylko jeden przypadek, w którym odmówiono mi. Zawsze jest tak, że rozmawiam i przekonuję tak długo, aż ta osoba wyrazi zgodę na udzielenie wypowiedzi. Trwa to 10, a czasami 40 minut. W tym wypadku, w którym mi odmówiono, nie nalegałem. Była to dyrektorka jednej ze szkół podstawowych we Włocławku. Reportaż opowiadał o tym, że Rada Miejska nie wyraziła zgody na nadanie szkole imienia Józefa Piłsudskiego. Wtedy poczułem atmosferę "czerwonego Włocławka" przedwojennych komunistów. Mimo że były lata dziewięćdziesiąte, oni żywili niechęć do Piłsudskiego tak jak w latach trzydziestych. Miałem przed sobą 80-letnich rewolucjonistów. Nie zdziwiłem się, dlaczego pani dyrektor nie chciała wypowiedzieć się przed kamerą" - opowiada Tomasz Gronet.
Tomasz Gronet po podjęciu pracy w telewizji stwierdził, że to zajęcie jest tym, które go satysfakcjonuje.
- "Praca ta daje możliwość kontaktu z wieloma ludźmi. Realizując "Wieczory galowe" w Ratuszu Staromiejskim w Toruniu rozmawiałem z wieloma ciekawymi osobami. Jako ostatni dziennikarz przeprowadziłem wywiad z prof. Aleksandrem Bardinim. Miał opinię pożeracza dziennikarzy, bali się z nim rozmawiać. Na początku Aleksander Bardini pochwalił moją marynarkę. Ja z kolei chcąc przełamać lody, powiedziałem, że bałem się tej rozmowy, gdyż koledzy mówili, że pożera dziennikarzy. On stwierdził wtedy, że pewnie od tego pożerania biorą się jego kłopoty żołądkowe. Później rozmowa przebiegała już w miłej atmosferze" - wspomina Tomasz Gronet. - "Poznane osobistości nie mają nic z gwiazdy. Są normalnymi ludźmi. Im większy artysta, tym więcej w nim normalnego człowieka".
KONIEC ZDJĘĆ
Tomasz Gronet daje ekipie znak, że zakończył rozmowę. Operator gasi światła, pakuje kamerę. Dźwiękowiec zwija kable. Statywy są składane. Tomasz Gronet dziękuje rozmówcom za udział w nagraniach. Bije brawo zespołowi ludowemu za wspaniałe wykonanie kolęd. Przed dziennikarzem montaż i oczekiwanie na emisję programu.
Rozmowa z pałuckimi hafciarkami i występ zespołu ludowego w "Gońcu prowincjonalnym" już w styczniu.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 723 (51/2005)






