Artykuły

Żnin, ekspansja, "Smithfield Foods", Rada Powiatowa Izby Rolniczej
     Izba ostrzega
     Józefa Błajet, przewodnicząca Rady Powiatowej Izby Rolniczej w Żninie, ostrzega rolników przed umowami z "Smithfield Foods" czy "Primą": - "Umowa ta całkowicie ogranicza rolnika-producenta, jednocześnie przerzucając na niego pełną odpowiedzialność za zagospodarowanie odchodów zwierzęcych i ewentualne skutki prawne wynikające ze złego zagospodarowania". Wszyscy jedyną szansę polskich hodowców świń widzą w Spółdzielni "Polski Orzeł".
     Izba Rolnicza widzi duże zagrożenie ze strony "Smithfield Foods". Firma ta ma już w Polsce pięć dużych zakładów mięsnych z grupy "Animex", które nabyła w latach 90. decyzją Ministra Skarbu. Firma ta pragnie maksymalnie rozwinąć produkcję tuczników dla tych zakładów. Rozwój odbywa się dwoma drogami - poprzez budowę dużych ferm tuczu przemysłowego oraz przez produkcję usługową u zainteresowanych rolników. Produkcja usługowa polega na chowie macior, z których pozyskiwane są prosięta, bądź na odchowie tuczników z zachowaniem sposobu i warunków tuczu dyktowanych przez tę firmę. 
     Takie ogromne fermy tuczu przemysłowego niekorzystnie oddziaływują na środowisko naturalne, stanowią zagrożenie ekologiczne. Z tego powodu w Stanach Zjednoczonych dalsze tego typu inwestycje stały się niemożliwe z uwagi na sprzeciw lokalnych społeczności i samorządu rolniczego.
     Firma "Smithfield" podjęła poprzez spółkę "Prima" działania w kierunku nawiązania niekorzystnej dla rolników współpracy w zakresie tuczu usługowego według procedur firmy "Prima".
     - "Izba Rolnicza jest w posiadaniu wzorcowej umowy, jaką firma podpisuje z rolnikami. Umowa ta całkowicie ogranicza rolnika-producenta, jednocześnie przerzucając na niego pełną odpowiedzialność za zagospodarowanie odchodów zwierzęcych i ewentualne skutki prawne wynikające ze złego zagospodarowania. Produkcja prosiąt i tuczników odbywa się ściśle według procedur firmy "Prima". Wszelkie pasze i preparaty pochodzą tylko z tej firmy" - mówi przewodnicząca Rady Powiatowej Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej w Żninie Józefa Błajet.
     Przewodnicząca poinformowała, że w Stanach Zjednoczonych podobny system firmy "Smithfield" doprowadził do bankructwa wielu gospodarstw farmerskich i przejęcia ich przez tę firmę.
     Docelowe założenia tej firmy w Polsce przewidują utrzymanie stada loch we własnych lub współpracujących obiektach na poziomie 300 tysięcy sztuk, co przy zastosowaniu przemysłowych form tuczu da roczną produkcję sięgającą 6 milionów tuczników. Taka skala produkcji skupiona w ręku firmy posiadającej 5 dużych zakładów pracy może doprowadzić do wyniszczającej konkurencji wobec gospodarstw rodzinnych produkujących tuczniki.
     - "Na posiedzeniu Powiatowej Rady Izb Rolniczych w Żninie prezesi "Cerplonu" zapewnili, że nie wzrośnie skala produkcji na tej fermie. Wiadomo, że plany "Primy" dotyczące tego obiektu, to modernizacje umożliwiające utrzymanie stada podstawowego macior w wysokości 3 tysięcy sztuk, a to daje rocznie około 60 tysięcy prosiąt, czyli o pięć razy więcej niż dotychczasowa produkcja. Jeżeli "Cerplon" nie dotrzyma swych zapewnień z posiedzenia Rady, samorząd rolniczy będzie się temu sprzeciwiał zabiegając u odpowiednich podmiotów, żeby nie wyraziły zgody na taką modernizację" - powiedziała Józefa Błajet.
     Zdaniem przewodniczącej Rady, odpowiedzią rolników na zagrożenie, jakie niesie "Smithfield" i "Prima", jest organizowanie się w grupy producenckie i współudział w budowie ubojni spółdzielczej "Polski Orzeł". To da rolnikowi gwarancję zbytu i z czasem udział w zyskach.
     O "Polskim Orle" pisaliśmy już w ubiegłym tygodniu. Pomysł takiej spółdzielczości rolników w naszym województwie zrodził się podczas pobytu przedstawicieli Izby Rolnej w Danii. W Danii na zasadzie takiej spółdzielczości działa "Duńska Korona", pięć dużych ubojni, w których udziałowcami są rolnicy i oni mają wpływ na podział zysków. Inicjatorem tworzenia "Polskiego Orła" była Kujawsko-Pomorska Izba Rolnicza, obecnie spółdzielnia jest już jednostką prawną, do której zainteresowani rolnicy mogą składać deklaracje członkowskie dostępne w biurach Izb Rolniczych i biurach ODR.
     Zdaniem przedstawicieli samorządów rolniczych naszego województwa, takie spółdzielnie stanowią szansę dla rolników.
     Za "Polskim Orłem" opowiedział się też kierownik biura ODR w Żninie Władysław Kiszka. Przyznał, że sam zdecydowany jest na złożenie deklaracji członkowskiej i wpłacenie swego udziału.
     - "Pomysł i tworzenie "Polskiego Orła" pojawił się znacznie wcześniej niż zagrożenie ze strony "Primy". "Cerplon" i inne fermy mają prawo do takiego tuczu. Nikomu nie można zabronić działalności zgodnej z przepisami do chwili, kiedy firma ta przekroczy dozwolone parametry".
     Od dłuższego już czasu w prasie rolniczej pojawiają się komentarze rolników, którzy weszli w umowy z tymi firmami i stali się niewolnikami na swoich gospodarstwach.
     - "Orzeł" jest konkretną propozycją dla rolników, mającą przyszłość pod warunkiem, że rolnicy sami tego nie zniszczą. Spółdzielczość rolnicza funkcjonuje w krajach unijnych już od dawna, a my też wejdziemy do UE w tym roku" - powiedział Władysław Kiszka.
     Rolnik z Niedźwiad Wojciech Michalczak jest członkiem Zjazdu Delegatów Spółdzielni "Polski Orzeł". Rocznie produkuje 600 sztuk tuczników. Wcześniej miał do 800 sztuk, lecz z uwagi na suszę i kryzys w rolnictwie zmniejszył stado. Dziś przyznaje, że sam początkowo wraz z kilkoma innymi rolnikami odstawiał świnie do "Animexu", z czasem pojawiły się problemy i przestali odstawiać tam świnie. - "Jedyną szansą dla nas rolników może być szybkie tworzenie naszej spółdzielni. Ja tu szukam drogi wyjścia, bo za chwilę, kiedy na wszystkie fermy w okolicy wejdzie "Smithfield" i zaleje rynek, to my nie będziemy mieli gdzie sprzedać naszego towaru. Nie mówię już o katastrofie ekologicznej. Ze Stanów Zjednoczonych firma ta jest wypierana ogromnymi karami, u nas znaleźli oni punkt zaczepienia i chętnych do współpracy. W krajach rozwiniętych, w krajach unijnych dopłaca się nawet rolnikowi produkującemu na takich zasadach jak dotychczas polski rolnik, ucieka się od przemysłowych tuczów, warunkując to jakością mięsa i jego walorami. Do tego dochodzi zanieczyszczenie ekologiczne" - mówi Wojciech Michalczak.
     Rolnik dodał, że jeśli tucz w tych fermach będzie na dotychczasowym poziomie, to nie widzi zagrożenia, ale już dziś wszyscy wiedza, że tak się nie stanie. W dodatku umowa z "Cerplonem" owiana jest tajemnicą, nie wiadomo, ile sztuk przypadnie na 1 m2
     Wojciech Michalczak apeluje do rolników, by zastanowili się nad współpracą z "Polskim Orłem". 

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 621 (2/2004)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry