-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
Artykuły
- Wtorek, 13 Grudzień 2011
Żnin, Zakład Energetyki Cieplnej, wierzyciel, prezes
Wierzyciele czekać w nieskończoność nie mogą
W grudniu prezes żnińskiego Zakładu Energetyki Cieplnej Leszek Falkowski powiedział do dyrektora żnińskiego szpitala Romana Cieślewicza: - "Jeżeli starosta i pan nie przejmują się, że ileś ludzi umrze, to ja też nie będę się tym przejmował i wam odetnę ciepło". Do tak drastycznych posunięć jednak nie doszło, gdyż szpital zapłacił część zadłużenia.
O długach szpitala wobec Zakładu Energetyki Cieplnej pisaliśmy w ub.r. w numerze 20. Przypominamy, że w 2002 r. ZEC sprzedał szpitalowi ciepło za 350.247,32 zł. Dodając zadłużenie szpitala za 2001 r. w wysokości 145.941,87 zł szpital powinien zapłacić ZEC 496.189,19 zł. Wpłaty na konto ZEC dokonane przez szpital w 2002 r. wyniosły 94.596,36 zł. Prezes ZEC Leszek Falkowski został zmuszony do odsprzedaży znacznej części wierzytelności za 80% ich wartości, by zdobyć pieniądze na zakup opału i dalsze ciągłe dostawy ciepła do wszystkich odbiorców. Wartościowo odsprzedano 271.567,66 zł należności szpitala, z tego ZEC otrzymał 215.581,81 zł. Różnicę w wysokości 55.985,85 zł zatrzymały firmy windykacyjne jako wynagrodzenie za wyegzekwowanie długu szpitala. Podobna sytuacja wystąpiła w 2003 r. Sprzedaż ciepła na potrzeby szpitala wyniosła 184.279,18 zł. Dodając zadłużenie szpitala za 2002 r. w wysokości 129.425,07 zł, lecznica powinna zapłacić ZEC 313.704,25 zł. Wpłaty dokonane przez szpital do maja 2003 r. wyniosły zaledwie 24.080,72 zł. Prezes ZEC ponownie został zmuszony do odsprzedawania wierzytelności szpitala ze stratą dla obu stron (szpitala i ZEC).
ZMUSZENI DO SPRZEDAŻY WIERZYTELNOŚCI
Prezes ZEC Leszek Falkowski uważa, że kupowanie wierzytelności szpitala przez firmy windykacyjne to jedyna metoda, by otrzymać niemalże całą kwotę wierzytelności. Od 7 do 8% tej kwoty biorą firmy windykacyjne.
- "Lepiej mieć 93% należności teraz, niż wątpliwe 100% nie wiadomo kiedy. Będzie to spłacane przez lata, jeżeli w ogóle zostanie spłacone. Jeżeli ja sprzedaję wierzytelności to wiem, że w ciągu 14 dni otrzymam wszystkie pieniądze. Płacę od tej sumy 7% firmie windykacyjnej, czyli o tyle dostaję mniej i reszta w ogóle mnie nie interesuje. Te 7% bierze firma, która wierzytelności kupuje. To jest ich zysk. Z tego żyją" - dodał prezes.
Sprzedaż wierzytelności firmom windykacyjnym jest niekorzystna nie tylko dla wierzyciela, który musi 7% sumy oddać na jej konto ale również dla dłużnika. Szpital musi bowiem zapłacić tej firmie 100% kupionej należności oraz ustanowione od zaległych zapłat ustawowe odsetki, kwoty nakazu zapłaty, egzekucji komorniczych. Na sprzedaży wierzytelności w 2002 r. ZEC stracił ponad 55.000 zł, a w 2003 r. około 29.000 zł.
- "Nasza sytuacja skłoniła nas do takich działań. W ubiegłym roku w obecności starosty zawarłem porozumienie z dyrektorem szpitala, że zaległości będą nam mogli przez 5 miesięcy spłacać. Nie dotrzymali jednak tej ugody. Ostatnią ugodę podpisałem z dyrektorem szpitala w grudniu 2003 r. Chodziło o zapłatę 70.000 zł, a zapłacili 50.000 zł. Zatem częściowo ugoda została uregulowana z czego jestem zadowolony. Dyrektor szpitala mówił, że postara się resztę zapłacić" - powiedział Leszek Falkowski.
ALBO PIENIĄDZE ALBO ZIMNY SZPITAL
Prezes ZEC nie wyobraża sobie, by doszło do sytuacji, iż ciepłownia odetnie szpitalowi ciepło, a pacjenci będą przewożeni do innych szpitali. Niemniej do takiej sytuacji mogło w grudniu dojść, o czym alarmował dyrektor Roman Cieślewicz. Dlaczego?
- "Ja bez przerwy interweniuję, lecz przy ignorowaniu moich działań skierowałem pismo, że odetniemy szpitalowi ciepło. Powiedziałem Cieślewiczowi, że jeżeli starosta i pan nie przejmują się, że ileś ludzi umrze, to ja też nie będę się tym przejmował i wam odetnę ciepło. I dlatego doszło do tej ugody w grudniu, na bazie której dostaliśmy te 50.000 zł" - wyjaśnia Leszek Falkowski.
Prezes ZEC w ub.r. wynajął dwie firmy zajmujące się kupnem wierzytelności. Jednej z nich szpital nie zapłacił. Zdaniem Leszka Falkowskiego firmy windykacyjne również biorą pod uwagę mizerną kondycję szpitali. Nie ma zatem wielu chętnych firm, które kupowałyby wierzytelności szpitala.
Obecnie szpital jest winien ZEC 66.969,11 zł należności przeterminowanych oraz 35.000 zł należności nieprzeterminowanych. Żeby szpital wyszedł na zero, musiałby zapłacić ciepłowni 100.000 zł do końca stycznia.
- "Mamy zawarte porozumienie, że od stycznia br. szpital będzie mi płacił 40.000 zł co miesiąc. Zgodziłem się na taki układ. Gdyby co miesiąc po tyle płacili, to we wrześniu powinni wyjść na zero, gdyż latem ceny za ciepło się zmniejszają" - mówi prezes. Leszek Falkowski nie ukrywa, że być może w br. znów zostanie zmuszony do sprzedaży wierzytelności szpitala w celu ratowania ZEC.
- "Będę czekał do końca stycznia. Jeżeli tych 40.000 zł mi nie wpłacą to na początku lutego będę musiał coś robić" - zapewnia Leszek Falkowski.
KŁOPOTY INNYCH
Szpital nie płaci na bieżąco, co powoduje, że firmy kooperujące z lecznicą narażają się na spore straty. Sam dyrektor Roman Cieślewicz przyznał, że szpital nie spłaca żadnych ugód podpisanych z wierzycielami, z których coraz więcej traci cierpliwość.
Podczas ostatniej sesji Rady Powiatu w Żninie starosta Zbigniew Jaszczuk poinformował, że Zarząd Powiatu zapoznał się z pismem Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Handlowo-Usługowego "Martina" ze Żnina informującym o stanie zadłużenia szpitala z tytułu żywienia pacjentów. Ponieważ "Martina" podpisała umowę ze szpitalem a nie z Zarządem Powiatu, dlatego też szpital musi uregulować z firmą zobowiązania. Starosta dodał, że w pewnym momencie "Martina" zażądała od szpitala minimum 100.000 zł, by w dalszym ciągu prowadzić żywienie. W międzyczasie weszła do szpitala firma, która zaoferowała dużo niższą cenę za wyżywienie pacjentów.
Roman Cieślewicz podkreślał na jednym z posiedzeń Rady Społecznej Szpitala, że cena wyżywienia pacjenta jest za duża. Stawka proponowana przez "Martinę" wynosiła 13,50 zł na jednego pacjenta na dobę. Roman Cieślewicz po rozmowach z dyrektorami innych szpitali dowiedział się, że nie powinna ona przekraczać 10 zł. Zgodnie z planem finansowym dyrektor widział możliwość spadku kosztów wyżywienia o 10.000 zł miesięcznie. Dyrektor ogłosił przetarg, do którego nikt się nie zgłosił. Do chwili rozstrzygnięcia ponownego przetargu usługi żywieniowe zapewniała - ponosząc przy okazji dalsze straty - "Martina". Czy firma ma z tego tytułu problemy? Czy zmuszona była wziąć kredyt?
Właściciel "Martiny" Mirosław Walczak powiedział nam, iż nie chce dyskutować na temat wierzytelności. Dodał jedynie, iż podejmuje działania, by odzyskać swoją wierzytelność w taki sposób, by nie zaszkodzić szpitalowi.
TRZEBA SIĘ UKŁADAĆ
Z dyrektorem Romanem Cieślewiczem nie udało nam się porozmawiać. Przewodniczący Rady Społecznej Szpitala, wicestarosta Michał Pęziak powiedział nam, że spłacenie przez szpital wierzytelności nie nastąpi ani dziś ani jutro. Na przyszłość żnińskiej lecznicy patrzy z optymizmem.
- "Pod koniec grudnia szpital otrzymał kwotę, którą obiecało ministerstwo zdrowia. Liczę również na te przekształcenia w spółkę użyteczności publicznej i negocjacje mające na celu zawarcie układów z wierzycielami. Znaczna część tych długów publicznych wobec ZUS i Urzędu Skarbowego ma być umorzona, a z pozostałymi trzeba będzie się układać. Chcemy też szpital wesprzeć poprzez wykupienie dodatkowych świadczeń medycznych" - dodał wicestarosta.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 621 (2/2004)





