Artykuły

Zdecydowana większość pracowników łabiszyńskiego "Pol-Ant" pracuje tu od początku istnienia zakładu. Kiedyś zarabiali dużo, potem nastąpił krach. Jednak pracodawcy nie chcą nikogo zwalniać i za wszelką cenę utrzymać firmę i stan zatrudnienia tym bardziej, że 70% pracownic - jak mówią właściciele łabiszyńskiej firmy "Pol-Ant" - to jedyne żywicielki rodziny.
        fot. Arkadiusz Majszak

Łabiszyn , szwaczki, Pol-Ant, pracodawca
     Pracownice: pracujemy ponad siły
     Pracodawca: też nie mam łatwego życia
     Szwaczki pracujące w firmie "Pol-Ant" uważają, iż są wykorzystywane przez pracodawcę jak za czasów rewolucji przemysłowej. Mówią, że mogą pracować dla dobra firmy nawet kilka dni za darmo, ale to ile i za ile muszą pracować ostatnio przechodzi ludzkie siły. Pełnomocnik Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Usługowo-Handlowego "Pol-Ant" w Łabiszynie Leszek Nowicki ubolewa, że dobre czasy dla przemysłu odzieżowego się skończyły. Kiedyś pracownicy jego firmy otrzymywali znacznie większe pensje.
     Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Usługowo-Handlowe "Pol-Ant" funkcjonuje w Łabiszynie od 1992 r. Pomieszczenia dzierżawi od gminy. Zatrudnia 38 pracowników - mieszkańców gminy Łabiszyn (tych jest najwięcej) oraz gminy Barcin. Zakład zajmuje się szyciem ubrań dla kontrahentów z kraju i zagranicy.
     OBELGI
     W miniony piątek sekretarka pełnomocnika PPUH "Pol-Ant" Leszka Nowickiego odebrała telefon. Zaniepokoił on pełnomocnika.
     - "Ktoś się przedstawił za redaktora naczelnego "Pałuk" i pytał czy będziemy pracować w sobotę, bo będą nas obserwować. Sekretarka nic mu nie odpowiedziała i przyszła mnie o tym telefonie poinformować. Wtenczas zadzwoniłem do was" - relacjonuje Leszek Nowicki. W momencie gdy pełnomocnik "Pol-Ant" dzwonił do naszej redakcji wyjaśniliśmy mu, że redaktor naczelny "Pałuk" Dominik Księski do niego nie dzwonił. Ale tamatem zainteresowaliśmy się.
     Leszek Nowicki przyznaje, że już wcześniej odbierał telefony z obelgami kierowanymi pod jego adresem: - "Kiedyś otrzymałem telefon o 16:00. Dzwonił mężczyzna i zwrócił się do mnie następującymi słowami: "Jak ty będziesz długo trzymał te kobiety?" Gdy zapytałem kto dzwoni, odpowiedział: "odp... się". Żona też takie telefony otrzymywała" - dodaje Leszek Nowicki. Pełnomocnik "Pol-Ant" nie zgłaszał na policję faktu, że wraz z żoną otrzymywali telefony z obelgami i pogróżkami. - "Policja przyjmie zawiadomienie i co dalej?" - zastanawia się Leszek Nowicki.
     Leszek Nowicki i jego żona Antonina, która jest szefową zakładu, upatrują źródeł telefonów w zwiększonej ilości pracy w ich firmie. Twierdzą, że dzwonią najprawdopodobniej mężowie pracownic.
     - "Chodzi o to, że jest natężenie pracy, a pracownicy nie wyrabiają normy. Norma, którą dajemy to norma obowiązująca prawie we wszystkich zakładach" - mówi Leszek Nowicki.
     BYŁY LEPSZE CZASY
     Antonina Nowicka dodaje, że kiedyś jej pracownicy zarabiali godziwie. Nawet inspektor pracy, który przyjeżdżał na kontrolę dziwił się, że w firmie "Pol-Ant" pracownicy zarabiają tak dużo.
     - "Te wysokie pensje wynikały z tego, że miałam stałego kontrahenta z zagranicy. Wysoko stała marka niemiecka. Była wysoka wydajność. Nie oszczędzaliśmy wtedy na pracownikach. Organizowaliśmy wycieczki na Wybrzeże, spotkania w Lubostroniu. Pracownicy otrzymywali duże uposażenie. Teraz czasy są, jakie są. Robię co mogę, żeby te panie miały pracę. W tej chwili ściągnąć kontrahenta z zagranicy to nie jest prosta sprawa" - uważa Antonina Nowicka.
     Poprzedni kontrahent z Niemiec, dzięki któremu firmie wiodło się tak dobrze, postanowił podziękować firmie "Pol-Ant" za współpracę i znalazł nowego producenta w Turcji. Powodem rezygnacji ze współpracy z firmą z Łabiszyna okazała się niższa cena wytworzenia wyrobu przez Turków. Tak doszło do krachu w "Pol-Ant".
     PÓŁ GODZINY DŁUŻEJ W PRACY
     "Pol-Ant" szyje obecnie spodnie. Zakład wyspecjalizował się zresztą w tej branży. Pracownicy pracują 8 godzin. Zdarza się jednak, że część towaru jest do poprawienia lub, że pracownicy  nie wyrobią normy. Wówczas muszą dokonać poprawek i wyrobić normę na dany dzień po godzinach pracy. Antonina Nowicka nie ukrywa, że wynika to z zawartej z pracownikami umowy, którą wszyscy podpisali.
     - "My nie chcemy po godzinach siedzieć. Maksymalnie zdarza się pracować pracownikom dwie godziny dłużej, gdy nie wyrobią normy. Jeżeli zdarzą się poprawki to pracownicy też muszą ich dokonać po godzinach. Jeżeli nie dokonamy poprawek, to kary, które musimy ponieść są bardzo duże. Przyjeżdża technik z zagranicy i sporządza protokół, w którym wyszczególnia co należy jeszcze w produkcie poprawić. Nieraz musimy nawet 600 sztuk spodni poprawić. Chcąc uniknąć płacenia kary, musimy" - mówi Antonina Nowicka.
     Zdarza się również, że pracownicy firmy "Pol-Ant" są zmuszeni pracować w soboty. Wówczas także dokonują poprawek oraz szyją kolejne ubrania (wyrabiają normę), gdyż gotowy produkt musi zostać oddany w terminie, a kontrahent nie będzie czekał. Jeśli pracownicy "Pol-Ant" mają w danym dniu normę do wykonania 240 ubrań, a wykonają 200, to nawet jeśli odejdą od maszyn o 15:00, będą musieli te dodatkowe 40 ubrań wykonać w kolejnych dniach. - "To nie jest mój wymysł. Musi dotrzeć do tych pań, że te 10-11 spodni na osobę musi być w ciągu dnia wykonane. Chyba nikogo nie zbawi zostać pół godziny dłużej niż odwlekać z wykonaniem czegoś w danym dniu na kolejne dni" - dodaje Antonina Nowicka.
     PENSJE NA CZAS
     Właściciele zakładu mówią, że pensje wypłacane są na czas. Działalność "Pol-Ant" i jej zasoby są jednak uzależnione od kontrahentów, z którymi podpisują umowę i tego, kiedy się z łabiszyńskim zakładem rozliczą. Obecnie pracownicy "Pol-Ant" otrzymują pensję w wysokości najniższej krajowej (nieco ponad 800 zł brutto). Antonina Nowicka nie ukrywa, że niekiedy - gdy pracownicy nie wyrobią normy - dopłaca do interesu.
     - "Teraz mamy różnych kontrahentów. Nie mamy jednego stałego. Mamy załóżmy w danym miesiącu trzech kontrahentów. Pierwszy daje mi termin do 10 stycznia, drugi do 19 stycznia, a trzeci do 6 lutego. Dlaczego trzech naraz? Jeśli nie wezmę od razu tych trzech kontrahentów to wskoczy w moje miejsce inny przedsiębiorca" - obawia się Leszek Nowicki.
     NIE PÓŁ GODZINY DŁUŻEJ, A  13 GODZIN I JESZCZE SOBOTY
     "Pałuki" dotarły do osoby, która przez 12 lat pracowała w firmie "Pol-Ant". Została zwolniona z pracy w ub.r. z powodu zmniejszenia załogi. W tym samym okresie z pracy odeszło 6 osób. Nasza rozmówczyni wspomina zakład niemiło.
     - "Ja byłam po prostu wykańczana nerwowo. Tam działy się takie sceny, że nawet nie będę tego opowiadać. Pracowaliśmy ponad swoje siły. Zdarzało się, że od 7:00 do 20:00. Za nadgodziny nie mieliśmy płacone ani złotówki. Nikt nas nawet nie pytał, czy chcemy zostać na nadgodzinach, czy nie" - opowiada była pracownica "Pol-Ant".
     Nasza rozmówczyni choć nie pracuje już w zakładzie doskonale wie co na bieżąco w nim się dzieje, gdyż utrzymuje znajomość z osobą, która w dalszym ciągu jest tam zatrudniona. Pracownicy pracują obecnie w każdą sobotę i nie otrzymują z tego tytułu ani złotówki.
     - "Była inspekcja pracy i zawsze ze wszystkiego się wybronią. Przechodziliśmy tam koszmar. Wyzwiska, których pod naszym adresem używał pan Nowicki były różne. Wyzywał nas na przykład od zaśniętych karpi. Normy, które tam narzucono są nie do zrealizowania. Dziewczyny nie mogą głowy od maszyny unieść do góry, bo od razu są wyzywane. Koleżanka, która nadal tam pracuję wróciła w ostatnią sobotę z pracy o 19:00. I nie dostanie za to ani złotówki. Właściciele nigdzie nie odnotowują tego, że pracuje się w sobotę. Teraz nie ma Niemców i właściciel bierze kontrahentów stąd i chce te biedne dziewczyny zmarnować" - dodaje była pracownica.
     Osoba, która pracuje obecnie w firmie "Pol-Ant" wyjaśnia, że wraz z koleżankami pracuje w każdą sobotę. Jedyna wolna sobota była na początku stycznia. Przed dwoma tygodniami w sobotę panie ze szwalni pracowały od 7:00 do 19:30, a panie z prasowalni od 7:00 do 21:30.
     - "W naszym zakładzie jest gehenna. Za soboty nie mamy płacone ani grosza. Pracujemy za najniższą krajową. W ubiegłym tygodniu od poniedziałku do piątku pracowałyśmy po 10 godzin. Nie jestem zadowolona z istniejących tu warunków pracy". 
     PENSJE NIE NA CZAS
     - "Wypłaty nie otrzymujemy na czas" - kontynuuje nasza rozmówczyni - "Nie zawsze otrzymamy ją do dziesiątego. Nieraz jest to 14 lub 15 dzień miesiąca. Nie można się odezwać, bo właściciele nas zastraszają. Każą zabrać torebkę i sobie iść. Ja jestem zmuszona tu pracować, bo teraz nie ma możliwości wyboru. To co się jednak tu dzieje ostatnio jest nie do pomyślenia". 
     PRACOWNICE POTWIERDZAJĄ: BYŁY LEPSZE CZASY
     - "Tak jest dopiero od roku. Były w tej firmie lepsze czasy. Były płacone wszystkie soboty i nadgodziny. Ja rozumiem, że jedno drugiemu może pomóc. Chodzi mi o relacje pracodawca - pracownik. Nawet powinno się pomóc. Przyjdzie się więc w jedną i drugą sobotę, ale żeby cały miesiąc za darmo?" - dziwi się pracownica.
     Kolejne panie z firmy "Pol-Ant", z którymi rozmawialiśmy jednogłośnie potwierdzają, że pracują w anormalnych warunkach.
     - "Kiedyś naprawdę było lepiej. Teraz jest dużo gorzej. Kiedyś naprawdę było dobrze, bo niejedni zazdrościli nam pensji, po prostu wszystkiego. Teraz jednak tak jest niemal w każdej prywatnej firmie. Orientowałam się bowiem, jak wyglądają zarobki w innych zakładach. Tam też jest źle. Zdarza się, że pracujemy ponad siły. Jesteśmy wykorzystywane. Nic więcej nie powiem, bo wie pan każdemu w tych czasach zależy na pracy" - powiedziała kolejna pracująca w "Pol-Ant" kobieta.
     Większość z pań obawiając się restrykcji ze strony pracodawców mówiła krótko: - "Nie zamierzam się na ten temat wypowiadać, bo mam takie szefostwo i wiem co może się stać".
     PRACA PONAD SIŁY A NIEŁATWE ŻYCIE
     Przeprowadziliśmy rozmowy z 9 paniami. Wszystkie zgodnie uważają, że pracują ponad siły.
     Właścicielka łabiszyńskiego "Pol-Ant" Antonina Nowicka podkreśla, że poświęciła swojej firmie sporo zdrowia. Ciągle z mężem szuka nowych rynków zbytu, nowych rozwiązań. Uważa, że jeśli ktoś myśli, że prowadzenie firmy to kupa pieniędzy i łatwy chleb, powinien sam spróbować założyć własny interes, a wtedy by się przekonał, ile nerwów można na tym stracić.
     Leszek Nowicki: - "Chciałbym też, żeby pracownicy potrafili uszanować pracę w tak ciężkich czasach i wzięli pod uwagę, że pracodawca też nie ma łatwego życia".

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 624 (5/2004)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry