Artykuły

Artystka ludowa Grażyna Kasza przy pięknie ustrojonej choince w jej domu pokazuje reporterowi figurki z gliny wykonane przez jej ojca ponad 30 lat temu
  fot. Magdalena Lachowicz

Boże Narodzenie, święta, choinka, dzrewko, ozdoby
     O tradycji ubierania choinki
     Na świątecznym drzewku nie ma miejsca na ozdoby kupione w sklepach. Wiszą tam tylko własnoręcznie wykonane ozdoby papierowe lub szydełkiem oraz owoce i słodycze. A pod choinką stoi żłóbek wykonany jeszcze przez ojca pani Grażyny z glinianymi figurkami.

     Jednym z najpilniej przestrzeganych świątecznych zwyczajów jest strojenie choinki, która zajmuje honorowe miejsce niemal w każdym domu. Nie inaczej jest w domu twórczyni ludowej Grażyny Kaszy ze Strzelna.
Pomimo, że w dzisiejszych czasach w sklepach mamy duży wybór bombek i ozdób pani Grażyna ich nie kupuje. Choinka w jej domu udekorowana jest wyłącznie ozdobami wykonanymi własnoręcznie, owocami i słodyczami. Pani Grażyna opowiada naszemu reporterowi, że w jej rodzinnym domu choinkę ubierał zawsze ojciec Stanisław, któremu pomagała pani Grażyna wraz z siostrami Ireną i Elżbietą.
     - To była ojca działka, my mu tylko pomagałyśmy. To on załatwiał choinkę, zawsze żywą, przynosił ją do domu, a my dzieciaki - a były nas trzy siostry - siadałyśmy i robiłyśmy różne ozdoby - opowiada pani Grażyna.
     Te ozdoby były wówczas wykonywane z papieru. Najpierw siostry robiły różne łańcuszki, bo to było najłatwiejsze, a ojciec natomiast wycinał różne figurki. Mama Ludwika w tym czasie ozdabiała upieczone wcześniej pierniki. Ojciec pani Grażyny wycinał również przeróżne zwierzątka z piernika i one także zawieszane były na choince. Mijały kolejne lata, a w domu pani Grażyny co roku dorabiano kolejne ozdoby.
     - Potem była szkoła podstawowa, później średnia. Wszystkie dorosłyśmy i zamiast papieru weszło szydełko. Nie da się ukryć, w tej chwili szydełko bierze górę wśród ozdób zawieszanych na mojej choince. Znajdują się na niej gwiazdki, aniołki, dzwonki - dodaje pani Grażyna. W tej chwili Grażyna Kasza wykonuje także ozdoby typu decupauge, origiami, czyli to rękodzieło, które - jak mówi - jest obecnie na topie.
     W domu pani Grażyny oprócz tradycyjnej choinki stawiana jest także szopka bożonarodzeniowa, a właściwie tradycyjny żłóbek, który swoje miejsce ma zawsze u stóp pięknie udekorowanej choinki. Nie jest to też żłóbek kupiony w sklepie. Wykonany jest własnoręcznie jeszcze przez ojca pani Grażyny. Pierwsza szopka betlejemska w domu państwa Kasza wykonana była z papieru, jednak ta się nie zachowała. Wszystkie postaci i zwierzęta do niej wycinane były z papieru, a żłobek wykonany był przez ojca pani Grażyny ze słomy. Później pojawił się żłobek z gliny.
     - Żłóbek w moim domu zrodził się dzięki temu, że mój tato był taką prawdziwą złotą rączką. Kiedyś podał mi kawałek gliny i powiedział „bardzo mocno i długo urabiaj”. Glina musi być urobiona jak plastelina. Z tego kawałka gliny ojciec uformował figurki. Zaczął od Matki Bożej i Św. Józefa. Potem pojawił się grajek i zwierzątka. Ojciec dał mnie i moim siostrom tę możliwość, że mogłyśmy pomalować te figurki. Była to dla nas wielka radość - opowiada pani Grażyna.
     Te figurki są obecnie w domu pani Grażyny - jak sama mówi - traktowane jak relikwie. Cały czas są w takim stanie, jak przed laty. Tylko czasami pani Grażyna odnawia je malując, gdy kolory wyblakną. - Glinę jak się dobrze wyrobi, to potrafi służyć przez całe życie. W moim domu jak tylko będę ubierała choinkę, żłóbek zawsze będzie pod choinką - mówi pani Grażyna.
     Teraz mieszka tylko z mamą, ojciec zmarł 13 lat temu, a siostry założyły rodziny i wyprowadziły się z rodzinnego domu. W związku z tym od lat ubiera choinkę sama, zawsze na dwa dni przed wigilią. U jej stóp oprócz żłóbka betlejemskiego znajduje się ułożona z kamieni kaskada i stojący młyn.
     - Świąteczny wystrój, czyli choinkę i fontannę rozpoczynam na dwa dni przed wigilią, a to z tej przyczyny, że znajduje się tam masa rzeczy. W tym kamienie, które trzeba wyszorować, zamontowana jest kaskada, więc doprowadzona jest też woda. Jest też młyn, którego napędzają krople wody. Ja stworzyłam taką moją historię, że młyn ten wytwarza prąd, który używany jest do oświetlenia lampek na choince. Ale to jest tylko taka moja wymyślona bajka - opowiada pani Grażyna.
     Opowiadając nam o tradycji świątecznej kultywowanej w jej domu powiedziała także, iż własnoręcznie zrobione ozdoby, zwłaszcza te, które robiła w dzieciństwie, potrafią potem zadziwiająco długo pozostawać w domowej kolekcji.
     - Zrobione przez mojego ojca ozdoby do dzisiaj są pod choinką w moim domu - jest to, oprócz oryginalności, także cudowna pamiątka na kolejne lata - powiedziała reporterowi Pałuk Grażyna Kasza.

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1036 (51/2011)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry