Artykuły

Wyrazy twarzy tych osób mówią wszystko. Dyrektor przedszkola Zofia Eckert (z prawej) musiała zmierzyć się w końcu z problemem likwidacji placówki, dyrektor MZO Anna Królikowska (w środku) tłumaczyła rodzicom koszty reformy, natomiast dla wiceburmistrza Jarosława Jaworskiego było ono trudniejsze niż wszystkie spotkania z mieszkańcami wsi razem wzięte. 
   fot. Remigiusz Konieczka

Żnin, przedszkole, spotkanie, dyrektor
     Grad pytań
     Spotkanie w Przedszkolu Miejskim nr 2 w Żninie nie było łatwe, ani dla wiceburmistrza Jarosława Jaworskiego, ani dla dyrektor Miejskiego Zespołu Oświaty Anny Królikowskiej. Rodzice dzieci oraz mieszkańcy osiedla górskiego zadawali im bardzo szczegółowe pytania, na które domagali się szczegółowych odpowiedzi. W pewnym momencie padło nawet stwierdzenie, że przedstawiciele władzy samorządowej nie są do rozmowy przygotowani.
     Sprawa Przedszkola Miejskiego nr 2 została wywołana w październiku 2003, kiedy na sesji Rady Miejskiej wiceburmistrz Jarosław Jaworski przedstawił program restrukturyzacji gminnej oświaty. Dawne przedszkole cukrownicze miałoby według planu zostać zamknięte, a dzieci rozdzielone pomiędzy Przedszkole nr 1 przy ul. Browarowej i Przedszkole nr 3 na terenie dawnego "Spomaszu" przy ul. Szpitalnej. 
     Od listopada 2003 r. do stycznia 2004 r. odbywały się spotkania w szkołach wiejskich, które przeznaczono do likwidacji. Temat przedszkola został zepchnięty w cień. Został wywołany na nowo, bowiem pod obrady Rady Miejskiej w Żninie wiceburmistrz złożył projekt uchwały o zamiarze likwidacji Przedszkola Miejskiego nr 2 w Żninie. Rada Rodziców postanowiła zorganizować spotkanie z wiceburmistrzem Jarosławem Jaworskim i panią dyrektor Miejskiego Zespołu Oświaty Anną Królikowską oraz członkami Rady Osiedla Górskiego.
     CO MÓWIĄ LICZBY
     Rodzice byli ciekawi, jak wyglądają koszty utrzymania jednego przedszkolaka. Przy przedszkolu działa także oddział zerowy, w którym uczy się 28 sześciolatków. Do przedszkola jest przyprowadzanych 59 dzieci. Razem to 87 dzieci.
     Barbara Biniek pytała, dlaczego koszt utrzymania dziecka w "zerówce", które chodzi do  przedszkola wynosi 101 zł, a w PM nr 3 jest to 240 zł. Dyrektor MZO powiedziała, że w przypadku przedszkola cukrowniczego w koszty utrzymania "zerówek" nie wlicza się kosztów obsługi i nauczycieli. Natomiast w przedszkolu na Szpitalnej te koszty są liczone, bo tam są tylko "zerówki". Zdaniem rodziców, koszt ponoszony przez gminę na utrzymanie dzieci w "zerówce" powinien być równy dla wszystkich placówek.
     Barbara Biniek powiedziała też, że sposób obliczania kosztów utrzymania dziecka w przedszkolu jest błędny, bo dzieląc wydatki przez liczbę wszystkich dzieci otrzymuje się kwotę tylko o 10 zł wyższą od kosztów utrzymania dzieci w przedszkolu na Browarowej (bez wyżywienia). Jej zdaniem, koszty dla przedszkola cukrowniczego są wyższe, bo nie były wliczane koszty ponoszone przez rodziców. Anna Królikowska odpowiedziała, że obliczając koszt utrzymania przedszkolaka w placówce na Browarowej stosowała te same kryteria.
     PRZEPEŁNIONE PRZEDSZKOLA
     Rodziców interesowało także to, gdzie - po ewentualnym zamknięciu - będą musieli posyłać swoje pociechy. Dyrektor MZO powiedziała, że rozważane były dwa warianty. Pierwszy, to rozdysponowanie dzieci pomiędzy dwa istniejące przedszkola, a drugi, to zgoda rodziców na stworzenie placówki niepublicznej.
     - "Wcześniej nie mogłam zapisywać tam dzieci, bo nie było miejsc, a teraz znalazły się miejsca?" - pytała jedna z matek. 
     - "To przedszkole jest rozwojowe, a tam panuje ciasnota" - powiedział kolejna z matek.
     Wiceburmistrz Jarosław Jaworski powiedział, iż to rodzice weryfikują, jakie przedszkole ma zostać, poprzez większe zainteresowanie. Rodzice nie zgodzili się z tą kwestią. Stwierdzili, że w przedszkolu na Browarowej dzieci są upychane, a pani dyrektor powinna - w wypadku braku miejsc - odsyłać dzieci do innych placówek. Barbara Biniek zapytała, jak to jest możliwe, że przyjmuje się tam dzieci na granicy obowiązującego prawa, skoro według prezesa GUS na jedno dziecko może przypadać 2,4 m2, a tam jest mniej.
     Anna Królikowska odpowiedziała, że zbadanie, czy przepis ten jest realizowany, należy do zadań "Sanepidu". Dyrektor Przedszkola nr 1 przyjmowała dzieci na własną odpowiedzialność, bo odsyłała rodziców do innych placówek, ale to właśnie rodzice nalegali na to, aby przyprowadzać dzieci właśnie do tego przedszkola. W końcu przyjmowała dzieci na własną odpowiedzialność.
     W związku z tym przybyli na zebranie rodzice postulowali, aby dzieci z przedszkola na Szpitalnej przenieść do Przedszkola nr 2. Ich zdaniem, w Żninie nie ma lepszej placówki, która nadawałaby się na przedszkole, a przy Szpitalnej sąsiedztwo drogi krajowej nr 5 uniemożliwia zabawę dzieci na świeżym powietrzu, podczas gdy tutaj jest park i duże boisko z placem zabaw.
     NIE ZARABIAMY PO 2 TYSIĄCE
     Rodzice także negatywnie odnieśli się do pomysłu utworzenia placówki niepublicznej. Ich zdaniem, jest to nierealne, bo ich zarobki musiałyby oscylować w granicach 2-3 tysięcy złotych, a tyle nie zarabiają. Ponadto w Żninie upadają kolejne zakłady, więc rodziców nie będzie stać na łożenie na przedszkole.
     Zebranych interesowały kwoty, jakie gmina mogłaby zaoszczędzić na likwidacji Przedszkola nr 2. 
     Wiceburmistrz powiedział, że o realnych oszczędnościach będzie można mówić dopiero w 2005 roku. Barbara Biniek domagała się jednak podanie konkretnej kwoty. Wtedy wiceburmistrz wraz z dyrektor MZO zaczęli szukać odpowiedzi w dokumentach, co trochę trwało. 
     - "Jak jesteście przygotowani do spotkania?" - pytali zniecierpliwieni rodzice.
     - "Żeby udzielić dokładnej odpowiedzi, to musimy ją poszukać" - ripostował wiceburmistrz.
     Dyrektor MZO wyjaśniła, iż w wypadku przenosin dzieci do innych placówek, gmina będzie musiała jeszcze ponieść koszty zatrudnienia 2 lub 3 nauczycieli. Realnie może to dać oszczędność w wysokości ok. 150.000 zł. Natomiast w wypadku powołania placówki niepublicznej będzie to 25% oszczędności od kwoty utrzymania przedszkola publicznego (ok. 130 tys zł).
     Rodzice pytali, ile kosztuje średnio utrzymanie jednego pracownika w Urzędzie Miejskim. Wiceburmistrz odpowiedział, że jest to ok. 3 tys. Wtedy zaczęto się domagać rozpoczęcia oszczędności od administracji.
     Dyrektor MZO musiała także odpowiedzieć, o ile wzrośnie koszt dowozów dzieci do "zerówek" i przedszkoli z terenu osiedla górskiego do innych placówek. Koszt ten wzrośnie o jedną ósmą obecnego kosztu dowozu dzieci do szkół. Obecnie na dowóz miesięcznie wydaje się 50.000 zł, co w skali roku szkolnego (10 miesięcy) daje kwotę 500.000 zł. W koszty są także liczone zatrudnione opiekunki w niepełnym wymiarze godzin, które muszą być przy dowozie małych dzieci. Dodatkowo w ciągu miesiąca koszty te wzrosną o 6.250 zł, a w ciągu roku szkolnego o 62.500 zł.
     BRUTALNA PRAWDA
     Zebrani pytali się także o los pracowników przedszkola. Co będzie z nauczycielami? Czy znajdą zatrudnienie w innych placówkach?
     - "Czy jesteśmy w stanie zagwarantować pracę wszystkim nauczycielom. Oczywiście nie. Nie czarujmy się" - odpowiedział wiceburmistrz i dodał, że będzie to zależało od dyrektorów tych przedszkoli, które pozostaną. Prace może znaleźć od dwóch do czterech nauczycieli: 2-3 na Browarowej i 1 na Szpitalnej, a decydować mogą kwalifikacje nauczycieli. W związku z tym jedna z nauczycielek Renata Goździk powiedziała, że większość nauczycieli ma stopień magistra, a dwóch jest z licencjatem. 
     - "To my rodzice wiemy, jak pracują nauczyciele i nie powinno się stawiać stopnia decyzyjnego na wyższym szczeblu" - mówiła Barbara Biniek.
     - "A tu jest kadra dobra" - dodała jedna z matek. 
     Zwalniani nauczyciele otrzymają odprawy, a pracownicy obsługi nie. Rodzice chcieli dowiedzieć się, dlaczego pracownicy takich odpraw nie dostaną. Na to pytanie nikt nie odpowiedział.
     NIE LIKWIDUJCIE TYLKO ZOSTAWCIE
     - "Słucham i mam wrażenie, że i tak już przekreśliliście to przedszkole. Co zrobiliście, żeby je utrzymać?" - pytali się rodzice. - "Czy kosztem rozgrywek politycznych ma cierpieć nasze dziecko?" 
     Wiceburmistrz powiedział, że bez względu na to kto będzie radnym, realia reformy oświaty i tak wszystkich dopadną. Wyjaśnił, że propozycja wiąże się głównie ze zmianą właściciela budynku, którym od 1 października 2003 r. jest Krajowa Spółka Cukrowa w Toruniu.
     Na spotkaniu byli także przedstawiciele cukrowni, którzy powiedzieli, że budynek był budowany w 1955 roku z przeznaczeniem na przedszkole i jako przedszkole powinno funkcjonować, bo koszty ewentualnego dostosowania do innych wymogów są zbyt duże.
     Rodzice powiedzieli, że radni powinni obrać sobie za cel nie likwidację, ale utrzymanie placówki. Gdyby zdarzyło się, że przedszkole zostanie zamknięte, to w następnej kadencji w Radzie mogą nie zasiąść.
     ZAGŁOSUJE TAK SAMO
     Na zebraniu, jako członkowie Rady Osiedla, byli obecni radni Krzysztof Jóźwiak i Jerzy Kowalski. W pewnym momencie ktoś z rodziców zaproponował, aby w sprawie przedszkoli wypowiedzieli się radni, bo dotychczas unikali odpowiedzi.
     - "Będę głosował za tym, żeby zostawić przedszkole" - powiedział Krzysztof Jóźwiak.
     - "A jak będzie głosował radny Kowalski?" - zapytała Małgorzata Walkowiak, jedna z nauczycielek.
     - "Ja będę głosował tak samo jak Jóźwiak" - odpowiedział Jerzy Kowalski.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 627 (8/2004)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry