-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Środa, 28 Grudzień 2011
![]() |
| Plantator Jurand Świec demonstruje przedwojenny akt własności cukrowni Żnin. Niestety, była to tylko demonstracja fot. Remigiusz Konieczka |
![]() |
| W oczekiwaniu na decyzję w sprawie przyszłości żnińskiej cukrowni fot. Remigiusz Konieczka |
Żnin, cukrownia, likwidacja, rozmowy, zakład pracy
Czekamy na decyzję
Od poniedziałku ubiegłego tygodnia trwają spotkania i rozmowy spowodowane wstępną likwidacją cukrowni w Żninie. W czwartek odbyło się spotkanie z posłem Tomaszem Markowskim, w poniedziałek z posłami Eugeniuszem Kłopotkiem, Grzegorzem Gruszką i Grażyną Pijanowską. W poniedziałkowe popołudnie w siedzibie Krajowej Spółki Cukrowej w Toruniu trwały pierwsze konsultacje związkowców, plantatorów i samorządowców z członkami zarządu KSC.
Dzień 20 lutego 2004 roku można nazwać czarnym piątkiem dla cukrowni w Żninie. Wtedy do zakładu z Krajowej Spółki Cukrowej przyszedł faks, z którego treści jasno wynikało, że w cukrowni produkcja cukru w tym roku nie zostanie podjęta. Treść tego pisma wywołała burzę nie tylko w zakładzie, ale w całym mieście. Hiobowa wieść szybko dotarła poza granice gminy, a nawet powiatu. W cukrowni powstał Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny, który ogłosił podjęcie akcji protestacyjnej, oflagowanie zakładu i wywieszenie transparentów.
TRZY KIERUNKI DZIAŁAŃ
W czwartek 26 lutego w Żnińskim Domu Kultury odbyło się spotkanie pracowników cukrowni z posłem Tomaszem Markowskim (Prawo i Sprawiedliwość). Poseł przypomniał niedawne spotkanie w Bydgoszczy w sprawie restrukturyzacji Krajowej Spółki Cukrowej (patrz "Pałuki" nr 7/2004), po którym uczestnicy rozchodzili się w niedosycie, ponieważ nie otrzymali informacji co będzie dalej z ich zakładami.
- "W tej sytuacji musimy się zastanowić czy jest jakaś szansa, czy są jakieś możliwości uratowania tego zakładu. Nie chcę żebyście państwo myśleli, że przyjechał poseł i cudownie odmieni sytuację. Nie mam niestety takiej mocy sprawczej, bo nie jestem w koalicji rządzącej, ale mogę podpowiedzieć z jakimi propozycjami możecie wyjść do władz Krajowej Spółki Cukrowej" - powiedział Tomasz Markowski.
Poseł wskazał na trzy kierunki działań, które mogliby podjąć pracownicy cukrowni w celu uratowania zakładu. Po pierwsze pracownicy muszą się dowiedzieć, w jaki sposób została podjęta decyzja w sprawie zamknięcia produkcji cukru, po drugie zbadać czy istnieją możliwości podjęcia w cukrowni produkcji innych produktów oraz po trzecie sprawdzić czy jest możliwość poszukania inwestora, który kupiłby zakład, który funkcjonowałby poza KSC.
Poseł przekonywał, że potrzebna jest dyskusja na temat cukrowni. Dlatego powinna powstać grupa osób, której zadaniem będzie opracowanie powyższych scenariuszy postępowania. W skład grupy wchodziliby przedstawiciele władz samorządowych, pracownicy i plantatorzy cukrowni. Asystent posła Rafał Rospenda powiedział, że Łukasz Wróblewski - rzecznik prasowy KSC zapewnił go, że żadna decyzja w sprawie likwidacji nie zapadła. Powiedział, że nie można czekać na to co zrobi Toruń, tylko trzeba działać. Zaproponował obecnemu na spotkaniu wiceburmistrzowi Jarosławowi Jaworskiemu opracowanie pakietu, w którym zawarte byłyby propozycje władz samorządowych, jakie przedstawiliby Krajowej Spółce Cukrowej w czasie rozmów, podobne do tych, jakie zaoferował burmistrz Janikowa. - "Żebyśmy przebili Janikowo, to muszą być lepsze propozycje" - powiedział Rafał Rospenda.
TRZYMAJMY SIĘ TEGO CO MAMY
Wiceburmistrz Jarosław Jaworski powiedział, że taka grupa chyba już funkcjonuje. Uważa, że można powołać zespół, ale nie odpowiedział na pytanie w sprawie pakietu propozycji dla KSC, ponieważ muszą być spełnione określone warunki prawne.
- "Myślimy o tym, aby utrzymać stan teraźniejszy, ponieważ cukrownia jest najlepsza w kraju" - powiedział wiceburmistrz.
Szef Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjnego Marek Wojciechowski powiedział, że związki do tej pory może działały w sposób opieszały, ale jak można było protestować skoro zakład funkcjonował prawidłowo. Lobbing prowadziły te zakłady, które miały kłopoty z pozyskaniem kredytu. Teraz ten lobbing działa w celu utrzymania kiepskich cukrowni.
SKĄD SIĘ WZIĘŁY PROBLEMY
Marek Wojciechowski powiedział, że problemy żnińskiej cukrowni rozpoczęły się z chwilą jej inkorporacji z Krajową Spółką Cukrową. Nie wiadomo w jaki sposób dobrze dotychczas funkcjonująca cukrownia uzyskała ujemny wynik finansowy. Do nowo utworzonej spółki żnińska cukrownia wniosła podstawowy (30 mln zł), a oprócz niego kapitał zapasowy (1 mln zł). Do KSC wchodziły spółki z kapitałem ujemnym.
Szef MKP stwierdził, że należy bronić cukrowni z limitem produkcji cukru, bo co w cukrowni będzie wytwarzane - musztarda albo gwoździe. Zarzucił KSC, że decyzja o zamknięciu opierająca się na wysokości produkcji to kłamstwo, a zakład jest firmą rentowną.
PRZEPRASZAM, ŻE STRZELAM
Jeden z pracowników cukrowni Waldemar Przybył powiedział, że jak przeczytał treść pisma z KSC, to go szlag trafił. Porównał to do sytuacji takiej, w której przepraszałby osobę za to, że chciałby ją zastrzelić i prosiłby ją jeszcze o zrozumienie i wybaczenie. - "W większości przypadków ze żnińskiej cukrowni ciągnięto gdzie się da. Czy na to mamy spokojnie patrzeć?" - pytał się Waldemar Przybył.
Mieczysław Gęsicki, szef Okręgowego Związku Plantatorów powiedział, że wszystkie cukrownie dobre i złe zostały wrzucone do jednego worka. Perełką wśród nich była Cukrownia Żnin SA, a dowodem tego były terminowe zapłaty plantatorom.
- "W Janikowie od razu się zorganizowali. We wtorek [24 lutego - przyp. rk] pojechali do Torunia, zrobili awanturę i tak grozili, że chciano wzywać policję" - mówił Mieczysław Gęsicki. Dodał, że ze Żnina także powinien paść tak silny akcent.
- "Plantatorom nie jest wszystko jedno. Zależy im na tym, aby pozostała cukrownia w Żninie i do niej chcemy odstawiać buraki" - zakończył Mieczysław Gęsicki.
DZIAŁANIA DYREKCJI
Szef powiatowej "Solidarności" Edmund Bolewski zapytał obecnego na spotkaniu zastępcę dyrektora cukrowni Tadeusza Kaszaka, co zrobiła dyrekcja, aby ratować cukrownię, czy były rozmowy dyrekcji z burmistrzem: - "Mówi się, że związkowcy walczą, a dyrekcja nic" - mówił Edmund Bolewski. - "A gdzie jest dyrektor? Może nie jest zainteresowany przyszłością zakładu".
Dyrektor Tadeusz Kaszak wyjaśnił, że wszystkie rozmowy prowadził dyrektor Tadeusz Stolarek. Po rozmowach na przełomie września i października 2003 r. w KSC przekazał pracownikom cukrowni, że decyzje w sprawie likwidacji nie zapadły, a w sprawie likwidacji miały być brane pod uwagę czynniki ekonomiczne, a nie układy polityczne. Dyrektor dodał, że przez cały czas prowadzony był sprawny skup, należności były wypłacane terminowo, a zakład był rentowny. Co dyrekcja mogła zrobić, to zrobiła wszystko, aby KSC nie miało pretekstu do zamknięcia cukrowni. Gdyby doszło do zamknięcia, bo zakład byłby nierentowny, to winę za to ponosiłaby dyrekcja.
![]() |
| Dyrektor Tadeusz Stolarek odpowiada na kierowane pod jego adresem zarzuty. Nad jego głową - znak ostrzegawczy "inne niebezpieczeństwa" fot. Remigiusz Konieczka |
PRZED BRAMĄ
W poniedziałek przed bramą wjazdową do cukrowni już przed godziną dziesiątą zaczęli gromadzić się plantatorzy, którzy odstawiają buraki do żnińskiej cukrowni. Na polecenie dyrekcji brama nie została otwarta, a plantatorzy nie zostali wpuszczeni. Dochodziło do przepychanek, a z ust rolników w stronę strażników, dyrekcji i części pracowników padały wyzwiska.
- "Ta brama nas dzieliła, dzieli i będzie dzielić jak jej nie otworzycie" - krzyczał jeden z rolników. Brama nie została otwarta.
W tym czasie w gabinecie dyrektora trwały rozmowy dyrekcji z przybyłymi na spotkanie posłami ziemi bydgoskiej: Eugeniuszem Kłopotkiem (Polskie Stronnictwo Ludowe), Grzegorzem Gruszką (Sojusz Lewicy Demokratycznej). W pewnym momencie posłowie wyszli przed bramę, a Eugeniusz Kłopotek powiedział rolnikom, aby wybrali przedstawicieli, którzy będą mogli wejść na teren cukrowni i uczestniczyć w rozmowach w Toruniu.
Świetlica Cukrowni Żnin w momencie wejścia do niej posłów była już pełna. Pracownicy cukrowni donosili krzesła i wieszaki. Za stołem zasiedli obydwaj posłowie ziemi bydgoskiej oraz Grażyna Pijanowska (SLD) - posłanka ziemi pałuckiej z Wągrowca, starosta Zbigniew Jaszczuk, wicestarosta Michał Pęziak, przewodniczący Rady Powiatu Bolesław Cieniawa, wiceburmistrz Żnina Jarosław Jaworski oraz wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Żninie Fabian Heinich.
BO RĘKA USCHNIE
Jako pierwszy głos zabrał rolnik z Górek Zagajnych Jurand Świerc. Powiedział, że jako 16-letni chłopak jeździł do cukrowni w Żninie i pamięta zawieszony w jednym z pomieszczeń obraz Matki Bożej. Obraz ten wisiał nawet w czasach stalinizmu, a teraz naród gnębiony jest gorzej niż za Stalina. Pokazał kopie przedwojennych udziałów cukrowni i powiedział, że ta cukrownia jest plantatorów, a kto podniesie rękę na cukrownię, to mu ona uschnie. Jego zdaniem na naszych terenach tradycja uprawy buraka cukrowego jest silna, a teraz tę tradycję się niszczy. Matka Boska nie pozwoli zniszczyć cukrowni.
- "Mnie nie interesuje to czy ktoś jest z prawej czy lewej strony, ale kto co robi. Miller mówi, że wrócimy do normalności. Normalności pustych półek i Pewexów. Do tego wrócimy, bo nic w Warszawie się nie robi" - mówił Jurand Świerc.
KŁOPOTEK Z CUKROWNIĄ
Poseł PSL Eugeniusz Kłopotek apelował o przedstawianie argumentów merytorycznych. Dzięki nim parlamentarzyści będą mogli poprzez interpelacje i interwencje w Ministerstwie Skarbu, walczyć o cukrownię w Żninie.
- "Boleję nad tym, że Witos się w grobie przewraca. PSL miało bronić rolników. Niech pan da słowo, że zrobi pan wszystko, aby uratować cukrownię. Niech pan będzie mężczyzną, patriotą i Polakiem. To jest poważna sprawa i niech pan to przemyśli" - mówił do posła PSL rolnik z Górek Zagajnych.
- "Chciałbym, aby tyle patriotyzmu ile jest we mnie było u wszystkich Polaków. Jak Kłopotek daje słowo, to kto mnie bliżej zna, to wie, że go dotrzyma. Ale wiecu wyborczego może już wystarczy i skoncentrujmy się na cukrowni w Żninie" - powiedział Eugeniusz Kłopotek.
CUKROWNIA TO NIE TRUP
Przewodniczący Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjnego Marek Wojciechowski powiedział, że skutki zamknięcia cukrowni dla rynku i dla miasta będą bardzo duże. Dużą stratę poniesie także powiat. Marek Wojciechowski powiedział, że w każdym powiecie powinna być jedna cukrownia. Po likwidacji w powiecie inowrocławskim byłyby trzy cukrownie, a w Żninie nic. Dodał, że w województwie lubelskim działa przy wojewodzie Wojewódzkie Forum Gospodarcze i teraz widać jakie cukrownie są likwidowane.
- "Załoga w Żninie zasługuje na pomoc. Pomoc nie jest hańbą. Cukrownia w Żninie nie jest trupem gospodarczym i warto ją wspierać" - powiedział Marek Wojciechowski.
Pomoc w ratowaniu cukrowni zaoferowała posłanka z Wągrowca Grażyna Pijanowska. Stwierdziła, że takiego zakładu nie można zamknąć jednym cięciem.
POTRZEBNA RESTRUKTURYZACJA
Poseł Grzegorz Gruszka powiedział, że restrukturyazacja KSC musi nastąpić, ponieważ spółka wymaga dokapitalizowania. Jego zdaniem udało się powołać koncern cukrowniczy i trzeba zrobić wszystko, aby umożliwić mu funkcjonowanie. Poseł powiedział, że prawdopodobnie to koncerny zagraniczne, zbijając ceny cukru poniżej kosztów produkcji, chciały przejąć limity KSC. Grzegorz Gruszka jednoczesnie zadał pytanie czy restrukturyzacja musi objąć ten zakład. Podkreślił, że cukrownie budgoskie po wyborach do zarządu mają tam swojego przedstawiciela, który będzie dbał o interesy zakładów z grupy bydgoskiej, a jest nim Stanisław Pawlak - dyrektor cukrowni w Kruszwicy.
- "I mamy efekt jego działania" - padł głos z sali. Poseł odpowiedział, że program restrukturyzacji opracowano zanim Stanisław Pawlak został członkiem zarządu. Grzegorz Gruszka zapewnił, że nie ma zamiaru pojechać do Tuczna, Janikowa czy Kruszwicy i nie będzie mówił czegoś innego. Powiedział, że chodzi o to, aby uratować miejsca pracy, a nie populizm i zaapelował o konkretne argumenty przemawiająca za cukrownią.
NIEPRAWDZIWE DANE
Pracownik cukrowni Jacek Ludwiczak podważył dane, jakie zostały umieszczone w programie restrukturyzacji warszawskiej firmy "Pro-Invest". Przypomnijmy, że te dane ujrzały światło dzienne na przełomie sierpnia i września 2003 r. i od razu wzbudziły podejrzenia - nie tylko pracowników firmy.
- "Jak można ocenić cukrownię nie widząc jej" - pytał się Jacek Ludwiczak. - "W opracowaniu podano, że możliwość przejęcia produkcji cukru przez Cukrownię Żnin wynosi zero. To jest kłamstwo". Dodał, że dane są tendencyjne i nieprawdziwe.
- "Może przesłane dane były nieścisłe?" - pytała poseł Grażyna Pijanowska.
- "Jak to. Przecież to ja je przygotowywałem" - odpowiedział Jacek Ludwiczak, który podkreślił, że co prawda w grudniu KSC opracowała własny program restrukturyzacji, ale dziwi się dlaczego ten program jest w całości tajny. Jeżeli ma być przeprowadzona dyskusja, to dane powinny być jawne, a ocena uczciwa i rzetelna.
BO TO DOBRA CUKROWNIA JEST
Jacek Ludwiczak podkreślił, że oblicze cukrowni w ostatnich latach bardzo się zmieniło, ponieważ dużo zainwestowano w rozwój zakładu. Cukrownia jest wydajna pod względem technicznym i organizacyjnym, bo zarządzanie cukrownią, to nie tylko zarządzanie maszynami, ale i ludźmi. Dlatego mimo małego przerobu zakład ma wysoki wskaźnik wydajności.
Także jakość cukru jest bardzo dobra. Potwierdza to atest żnińskiego cukru, jakiego zażądała firma "Pepsi". - "Żadna z bydgoskich cukrowni takiego atestu nie ma. To świadczy jaką jakością i jaką technologią produkcji dysponujemy. Można odnieść wrażenie, że próbuje się zamknąć te cukrownie, które się da, a później będziemy myśleć" - powiedział Jacek Ludwiczak.
Jeden z rolników podtrzymał słowa Jacka Ludwiczaka: - "Tę krowę, która jest mleczna i stoi w oborze pal w łeb, a ta słaba zdechnie sama".
LEKKA HUMORESKA
- "W opracowaniu firmy "Pro-Invest" pisze się, że produkcji nie można zwiększyć powyżej 20 tys. ton, a ja wiem, że produkowano nawet 39 tys. ton. Tam pisze się jeszcze jedną rzecz, że plantatorzy mają wozić buraki do Brześcia. Pozostaje tylko się pośmiać. Można to potraktować w postaci lekkiej humoreski" - powiedział starosta Zbigniew Jaszczuk. - "Samorząd powiatowy ani gminny nie otrzymał żadnej informacji o zamiarze likwidacji cukrowni. Nas się traktuje jak zło konieczne. Jak cukrownia znalazła się w kołchozie dwudziestu kilku cukrowni, to kłopoty się zaczęły. Jak ja słyszę takie pomysły, że na placu będzie hurtownia węgla, bo plac cukrowni jest duży, to pozostaje się tylko śmiać".
OKŁAMUJĄ NAS
Jan Zabłocki, wiceprezes związku plantatorów stwierdził, że posłowie okłamują wszystkich. - "Kłopotek mówi, że mamy się zebrać i przedstawić argumenty w Toruniu. To wszystko już było mówione i wałkowane. Pan poseł Gruszka wielkie oczy robi, że takie dane są. Albo posłowie nie chcą wiedzieć albo nie panują nad sytuacją. Wszyscy założyli końskie okulary i twierdzą, że mamy 40% nadwyżki cukru i powiedzieli, że dlatego trzeba zamykać. Przecież jak coś jest słabe to samo padnie".
Mieczysław Gęsicki powiedział, że wielu rolników z niecierpliwością czekało na powstanie Polskiego Cukru, ale widząc sposób kierowania firmą srodze się na niej zawiodło.
PIERNIKÓW NIE JEDLI
W poniedziałek o godzinie 16:00 rozpoczęły się w Toruniu w siedzibie KSC rozmowy z członkami zarządu spółki, a delegacją ze Żnina złożoną z pracowników, plantatorów i władz samorządowych.
Obecny w Toruniu Fabian Heinich powiedział, że decyzje żadne nie zapadły. Rozmowy trwały trzy godziny (od 16:00 do 19:00). Obydwie strony przedstawiły swoje racje. Delegacji ze Żnina udało się nakłonić przedstawicieli KSC do wizyty w cukrowni. Zdaniem Fabiana Heinicha jest to duży sukces, ponieważ można domniemywać, że decydenci wcale cukrowni nie widzieli.
Szef MKP Marek Wojciechowski powiedział, że było to jakby pierwsze spotkanie grupy roboczej. Żnińska delegacja liczyła 15 osób. Związkowcy pytali, jaki jest sens ekonomiczny przenoszenia produkcji cukru do zakładów o wyższej produkcji. Argumenty przedstawione przez związkowców były takie same jak na zebraniu z parlamentarzystami. Eskalacji akcji protestacyjnej na razie nie będzie. Wszystko zależy od wyników rozmów w Żninie.
Zapytaliśmy wiceburmistrza Jarosława Jaworskiego czy złożył jakieś propozycje kierownictwu KSC, podobne do tych jakie złożył burmistrz Janikowa. Jarosław Jaworski powiedział, że rozpoczyna przygotowania do przedstawienia w czasie rozmów propozycji podobnych do tych, jakie złożył burmistrz Janikowa. Dodał jednak, że jest daleki od składania obietnic bez pokrycia. Wiceburmistrz myśli raczej o wykorzystaniu ulg dla przedsiębiorstw, które utrzymują wysoki stan zatrudnienia. Poza tym gmina mogłaby przejąć od KSC te obiekty czy nieruchomości, które nie są wykorzystywane w procesie produkcji cukru.
Rzecznik KSC Łukasz Wróblewski poinformował nas, że z zadowoleniem została przyjęta chęć współpracy z samorządem, chociaż szkoda, że tak późno. Być może uda się wypracować wspólne stanowisko co do przyszłości zakładu. Powiedział, że ostateczne decyzje w sprawie liczby i lokalizacji wygaszanych cukrowni zapadną w połowie marca. Do tego czasu będą prowadzone rozmowy i konsultacje między innymi w Żninie.
Dowiedzieliśmy się, że dyrektor cukrowni Tadeusz Stolarek poszedł na urlop i nie będzie go do 6 kwietnia.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 629 (10/2004)








