-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Czwartek, 29 Grudzień 2011
Żnin, opiekunka, Ośrodek Pomocy Społecznej, pies
Połamała na psie miotłę
Aleksandra Musiałowska nie ma wątpliwości, że gdyby nie pomoc opiekunki z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Żninie, zostałaby zagryziona przez rozwścieczonego psa. Życie zawdzięcza odwadze opiekunki, która bez skrupułów chwyciła co miała pod ręką broniła zarówno podopieczną i jej malutkiego czworonoga. Właściciel psa twierdzi, że historia jest wyssana z palca, bo jego pies zawsze jest przywiązany.
![]() |
| Piesek Aleksandry Musiałowskiej cały czas leży wystraszony w kącie. Zestresowane zwierzę nie reaguje na polecenie właścicielki fot. Arkadiusz Majszak |
![]() |
| Aleksandra Musiałowska nie chce być więźniem we własnym domu, jednak po przedwczorajszym zdarzeniu w najbliższym czasie nie będzie opuszczać mieszkania fot. Arkadiusz Majszak |
Aleksandra Musiałowska ze Żnina to starsza, schorowana kobieta. Jest inwalidką. Mieszka samotnie. Porusza się na wózku inwalidzkim. Codziennie rano odwiedza ją pracownica Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Pani Aleksandra relacjonuje, że około 7:30 zjawiła się u niej opiekunka z MOPS. Kiedy otworzyła drzwi od mieszkania, tuż za opiekunką wbiegł do domu rozwścieczony pies.
DUŻO KRWI
- Wpuszczam opiekunkę do mieszkania. Ona wchodzi, a za nią wskakuje amstaf i atakuje mojego psa. Kiedy stanęłam w obronie mojego psa, amstaf złapał mnie za nogawkę i zaczął gryźć. Opiekunka jest zdrową i młodą kobietą. Wzięła miotłę, torebkę i zaczęła też go z całej siły kopać. Pies uciekł. Ja jestem schorowaną kobietą. Inwalidką. Mnie ten pies by zagryzł. Ja bym sobie z nim nie poradziła. To, że teraz rozmawiamy, to tylko dzięki opiekunce. Gdyby nie ona, to ja i pies byśmy z życiem nie uszli - uważa Aleksandra Musiałowska, której towarzyszy przestraszony mały kundelek. Zwierzę poczuło siłę szczęk amstafa po raz drugi. Efektem spotkania z drapieżnikiem była utrata sporej ilości krwi.
- Dopiero co zdążyliśmy tę krew posprzątać - mówi pani Aleksandra. I opowiada: - Tak jest od kilku lat. Psy wychodzą z posesji na ulicę. Ulica ta jest często uczęszczana przez dzieci, które idą do szkoły i pozostałych mieszkańców. Ten amstaf, o którym rozmawiamy, zagryzł już na śmierć dwa psy, a cztery ciężko ranił - w tym mojego. Był on kiedyś bardzo mocno pogryziony przez tego amstafa, ale dzięki pomocy weterynarza jakoś się z tego wylizał. Założone miał dwa szwy. Zgłosiłam tamtą sprawę na policję. Trafiła ona do sądu i czeka na swój bieg. O dzisiejszej (27 grudnia - am) historii rano również powiadomiłam policję.
OSTRZEC INNYCH PRZED TRAGEDIĄ
Nasza rozmówczyni relacjonuje, że rejon osiedla górskiego, na którym mieszka, terroryzują dwa psy: amstaf i mieszaniec. Twierdzi, że psy nie mają szczepień oraz są niekarmione. Zaznacza, że są głodne do tego stopnia, że potrafią zagryźć kurę i zjeść ją z piórami. - Nie raz widziałam - mówi. I dodaje, iż obawia się, że jeśli nikt w porę nie zareaguje i nie zrobi na osiedlu porządku, to dojdzie do tragedii. Przyznaje, że patrzy przez okno na idące do szkoły lub wracające stamtąd dzieci i patrzy z trwogą i boi się, by żadnego nie zaatakował pies.
- Psy są agresywne, bo są głodne. Za każdym razem, kiedy wyjeżdżam wózkiem inwalidzkim, boję się, że wypuści psa i zagryzie mnie na śmierć. Taki amstaf ma dwie tony nacisku na pysk. Przykre jest to, że moje dotychczasowe interwencje cały czas są bezskuteczne - żali się pani Aleksandra.
Nasza rozmówczyni mówi, że po ostatnim zdarzeniu co najmniej przez miesiąc nie będzie wychodzić z domu. Musi dojść do siebie. Nie potrafi zrozumieć, jak to możliwe, że czyjś pies, który jest agresywny, może wtargnąć do cudzego mieszkania, co w jej przypadku stanowi ogromne niebezpieczeństwo, gdyż z uwagi na inwalidztwo ma ograniczoną sprawność ruchową. Opiekunka odwiedza ją tylko rano. Później zdana jest tylko na siebie. Musi wybrać się na wózku do lekarza, czy na zakupy. - Nie chcę być więźniem we własnym domu - zaznacza.
POŁAMAŁA NA PSIEMIOTŁĘ
Danuta Berenda, pracownica żnińskiego MOPS, która opiekuje się Aleksandrą Musiałowską opowiada, że kiedy codziennie rano zjawia się u swojej podopiecznej, jej piesek radośnie merda ogonem, staje na tylnych łapkach i przyjaźnie poszczekuje. Nie inaczej było też przedwczoraj przed 7:30. Piesek na swój sposób witał się z opiekunką, która podejrzewa, że to szczekanie musiało zwabić amstafa, który przebiegł jej między nogami i wtargnął do mieszkania pani Aleksandry. Od razu rzucił się na znacznie mniejszego psa pani Aleksandry i zaczął go gryźć. Do szamotaniny doszło w przedpokoju, później wystraszony kundelek uciekał do pokoju i kuchni. Nieproszony gość nie odstępował swojej ofiary. Później zaczął szarpać za nogawkę właścicielkę domu
- Pani Ola była w takim szoku, że nie wiedziała co się dzieje. Chwyciłam instynktownie miotłę. I tę miotłę na tym psie połamałam. Tą miotłą udało nam się tego psa za drzwi wyrzucić. Miał kremowy kolor, obrożę na szyi i nie wyglądał na zagłodzonego. Wręcz przeciwnie. Bałam się, bo to przecież taka groźna rasa. Całe szczęście, że ta miotła była pod ręką - wspomina Danuta Berenda. Z relacji opiekunki wynika, że tuż po zdarzeniu podopieczna zadzwoniła po policję. Kiedy funkcjonariusz wszedł do domu, był zaskoczony tym co zobaczył.
- Jak wszedł, to nie wiedział co się stało. Przyznam, że ja też w życiu jeszcze tyle krwi nie widziałam. Jak po świniobiciu. Trudno teraz po zdarzeniu uwierzyć, że doszło do takiej sytuacji, że obcy pies wbiegł do domu. To pierwsze w moim życiu takie zdarzenie z agresywnym psem. Mam poczucie winy, że ten pies za mną wszedł do mieszkania. Z drugiej strony szczęście, że tam byłam, bo nie wiem jakby się to skończyło - przyznaje Danuta Berenda.
TO NIE NASZ PIES
Mieszkający po sąsiedzku właściciel psa rasy amstaf tłumaczy, że jego zwierzę cały czas jest przy budzie na łańcuchu. Wraz ze swoją żoną wyjaśnia, że pies nie jest w ogóle spuszczany z łańcucha, by biegał po osiedlu.
- To pies tej pani dzieci zaczepia. Zgłaszałem tę sprawę w sierpniu na policji. Pies tej pani cały czas lata po ulicy - podkreśla mężczyzna. I dodaje: - To jej kundel wchodził do nas na podwórko. A „Wera” sobie nie pozwoli, żeby obcy kundel na podwórku biegał. Fakt, że piesek sąsiadki wbiegł kiedyś na moje podwórko i został pogryziony.
Nasi rozmówcy zaprzeczają, by to ich pies wtargnął do mieszkania Aleksandry Musiałowskiej. Może inny? Tłumaczą, że mają jednego psa, karmią go jak należy i nie wypuszczają luzem. Na dowód właściciel wychodzi z nami przed dom i pokazuje, że pies jest na łańcuchu i dostaje pożywienie. Pies grzecznie jadł ze sporych rozmiarów wiaderka i nie wyglądał na zagłodzonego. - To ta pani jest bardzo złośliwa. Mąż dwa lata temu poszedł do niej i zwrócił jej uwagę, żeby pilnowała swojego psa. Od tamtego czasu wszystko robi po złości - mówi żona właściciela psa.
USTALANIE WŁAŚCICIELA
Komisarz Piotr Kliczkowski z Komendy Powiatowej Policji w Żninie przyznaje, że funkcjonariusze zostali powiadomieni o zdarzeniu. Udali się do właściciela amstafa. Na terenie posesji nikogo nie było lub właściciel nie chciał otworzyć drzwi.
- Trwają czynności mające ustalić właściciela psa, który wszedł do mieszkania pani Musiałowskiej - tłumaczy Piotr Kliczkowski. Jeśli policjanci ustalą właściciela psa, to zostanie ukarany mandatem za pozostawienie go bez opieki.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1037 (52/2011)







