-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Czwartek, 05 Stycznia 2012
![]() |
| Do dziś w pobliżu poznańskiej katedry przy ul. Lubrańskiego, w miejscu gdzie zginął ks. Zygmunt Masłowski, stoi odsłonięty w 1935 r. pomnik upamiętniąjący zabitego księdza fot. Roman Wolek |
Poznań, katedra, Zygmunt Masłowski, 30 grudnia 1932 r.
Kulisy zamordowania w Poznaniu ks. Zygmunta Masłowskiego
Został zastrzelony dla 70 zł. Sprawcy po zabójstwie kupili nową odzież, zjedli kolację i poszli do kina Słońce na czechosłowacki film. Bronisław Bednarczyk i Jan Grelka zostali skazani na karę śmierci przez powieszenie. Do Poznania pociągiem z Warszawy przyjechał kat Braun wraz z pomocnikiem Cukierskim. Wyroki zostały wykonane.
![]() |
| Na starym, zdewastowanym cmentarzu przy ul. Spokojnej w Poznaniu powinien się znajdować grób ks. Masłowskiego, ale nie udało nam się go odszukać fot. Roman Wolek |
ZA ROK BĘDZIE 80. ROCZNICA
30 grudnia minie 79 lat od zamordowania w Poznaniu urodzonego w Orchowie ks. Zygmunta Masłowskiego. Kapłan ten jest dziś już postacią prawie zapomnianą w swojej rodzinnej miejscowości. Okoliczności jego morderstwa oraz schwytania i ukarania sprawców zbrodni były wydarzeniami, które w początku lat 30. ubiegłego wieku odbiły się szerokim echem w Poznaniu i całej Wielkopolsce.
Zygmunt Masłowski urodził się 7 lipca 1897 r. w Orchowie. Naukę rozpoczął w progimnazjum w Trzemesznie. W 1920 r. uczestniczył w kampanii antybolszewickiej. W 1919 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Poznaniu. Święcenia kapłańskie przyjął w grudni 1923 r. Swoją posługę kapłańską rozpoczął jako wikariusz w Ostrowie Wlkp. Od 1926 r. był nauczycielem religii w seminarium nauczycielskim w Wolsztynie. Od 1931 r. uczył religii w żeńskim seminarium nauczycielskim im. Słowackiego w Poznaniu. Uznawany był za jednego z najwybitniejszych katechetów poznańskiego okręgu szkolnego i bardzo dobrego wychowawcę. Zamordowany został 30 grudnia 1932 r. Miał wtedy 35 lat.
STRZAŁ W TĘTNICĘ
Do zabójstwa doszło w Poznaniu na Ostrowie Tumskim, kilkadziesiąt metrów od katedry. W piątek 30 grudnia ks. Masłowski przyjechał z Orchowa, gdzie był na pogrzebie swojej ciotki. Około 17:00 wyszedł ze swego mieszkania położonego na pierwszym piętrze przy ul. Lubrańskiego 1 i szedł w kierunku katedry. Planował odwiedzić swojego chorego kolegę. Zabity został strzałem z rewolweru w tętnicę.
Nie było naocznych świadków tej zbrodni. Sprawcy skradli księdzu 70 zł (stanowiło to wtedy wartość nieco ponad połowę średniej pensji, przyp. wol)
Gospodyni jednego z księży na odgłos strzałów wybiegła z domu. W chwili gdy zbliżała się do miejsca, skąd doszedł ją odgłos strzałów , przebiegli obok niej dwaj niepoznani osobnicy, z pozoru wyglądający na włóczęgów. W mroku ulicy ujrzała gospodyni postać jakąś leżącą pod płotem. Ku niesłychanemu przerażeniu poznała ks. Masłowskiego broczącego we krwi. Przechylony na prawy bok, wsparty plecami o płot nie dawał zamordowany kapłan znaku życia. W ręku trzymał ks. Masłowski portfel z porozrzucanymi papierami - opisywał Dziennik Poznański z 1 stycznia 1933 r.
KSIĘŻA ZADEPTALI ŚLADY
Gospodyni zaalarmowała mieszkających w pobliżu księży, którzy wezwali policję. Na miejsce przybyli: podinsp. Greffner, nadkom. Pitułej, kom. Nowakowski oraz kom. Grimm z psem policyjnym Oberonem. Jednak tropienie po śladach okazało się niemożliwe, gdyż ślady morderców zostały zadeptane przez księży, którzy przybiegli na miejsce morderstwa. Policja urządziła obławę w okolicach miejsca zbrodni. Podejrzanych osobników zatrzymywano i przewożono do komendy.
Ciało księdza przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej. 1 stycznia w godzinach przedpołudniowych na zarządzenie Prokuratury Sądu Okręgowego sekcję zwłok przeprowadził dr. Stanisław Łaguna.
Morderców ustalono i złapano jednak bardzo szybko dzięki zeznaniom gospodyni i listonosza, którzy opisali wygląd sprawców.
SPRAWCY ZNANI POLICJI
O fakcie tym informował dodatek nadzwyczajny Dziennika Poznańskiego, który ukazał się 3 stycznia 1933 r.
Sprawcami ohydnego mordu, dokonanego na śp. prof. Masłowskim, są dwaj notoryczni i dobrze znani policji przestępcy kryminalni a to: 24-letni Bronisław Bednarczyk, złodziej zawodowy, bez stałego miejsca zamieszkania, znany w świecie przestępczym pod pseudonimem „Częstochowa”. Bednarczyk który za kradzież był kilkakrotnie karany więzieniem, ostatnią swą karę ukończył w sierpniu ub. roku. 27-letni Jan Grelka, również znany włamywacz bez stałego miejsca zamieszkania, 13 razy sądownie karany opuścił więzienie, gdzie odsiadywał karę za kradzież, zaledwie przed niespełna dwoma tygodniami, bo 20 grudnia ub. r. - pisał o sprawcach morderstwa Dziennik Poznański w dodatku specjalnym.
Bronisław Bednarczyk pochodził z miejscowości Żuraw w powiecie częstochowskim. Z zawodu był robotnikiem. Jak Grelka urodził się w Solcu, koło Środy Wlkp. Również był robotnikiem.
Złapano ich 2 stycznia około 21:00 przy ul. Marszałka Focha u rogu ul. Śniadeckich. Starali się przedostać z dworca głównego na Łazarz. Policjanci czekali na nich obstawiając ulice w pobliżu dworca. Przy Bednarczyku znaleziono nabity rewolwer, którym zamordowano księdza. Był to rewolwer Dreis, kaliber 7,65.
Pogrzeb ks. Zygmunta Masłowskiego prowadził ówczesny biskup pomocniczy poznański Walenty Dymek. Na alejkach cmentarnych stały wielkie tłumy mieszkańców Poznania, którzy chcieli towarzyszyć zamordowanemu kapłanowi w ostatniej drodze. Ks . Masłowski pochowany został na cmentarzu parafii św. Marcina przy ul. Bukowskiej.
PIERWSZE PRZESŁUCHANIE
Podejrzanych o dokonanie morderstwa tuż po schwytaniu przetransportowano do pobliskiego komisariatu na ul. Berwińskiego a później przewiezioną karetką więzienną do gmachu policji przy pl. Wolności. Tam natychmiast ich przesłuchano. W przesłuchaniu uczestniczyli: prokurator Sądu Okręgowego Elznerowicz, naczelnik wydziału śledczego komisarz Nowakowski, st. posterunkowy Rychlewski i st. posterunkowy Kapturzan, podinspektor Greffner, nadkomisarz Pitułej i komisarz Sauter. Ustalono, że morderstwa dwaj podejrzani dokonali z przyczyn rabunkowych, a napad planowali dokonać od kilku dni.
Po przesłuchaniu trafili do więzienia na ul. Młyńskiej.
W trakcie śledztwa Jan Grelka nie przyznawał się do udziału w zabójstwie. Bronisław Bednarczyk przyznał się do dokonania morderstwa księdza wspólnie z Grelką i opisał szczegóły zbrodni.
STRZELIŁ Z 5 METRÓW
Jak zeznał, spotkał się z Grelką przypadkowo 28 grudnia i umówili się, że napadną na jakiegoś księdza. Na drugi dzień planowali zrealizować swój plan i na Ostrowie Tumskim zaczepili kilku księży, jednak wtedy do napaści zabrakło im odwagi. Podobnie zrobili kolejnego dnia, 30 grudnia. Jak się okazało krótko przed morderstwem spotkali oni ks. Masłowskiego na zakręcie ul. Lubrańskiego, gdy szedł do swojego domu. Poprosili go o jałmużnę i ją otrzymali. Wtedy nie zdecydowali się na niego napaść. Kilka minut później ks. Masłowski wyszedł ze swojego mieszkania i szedł ul. Lubrańskiego w kierunku Śródki. Bednarczyk i Grelka podeszli do niego i zażądali wydania pieniędzy. Ks. Masłowski zaczął krzyczeć i szamotać się z atakującym go Grelką. Bednarczyk wyjął wtedy rewolwer i zaczął nim grozić księdzu, żądając wydania pieniędzy. W końcu Grelka wyszarpał portfel z zawartością 70 zł, w banknotach 50 i 20 złotowych, a do swojego wspólnika krzyknął: - Bronek wal. Bednarczyk stojąc w odległości około 5 m od księdza strzelił do niego z rewolweru.
ZABILI I POSZLI DO KINA
Po zabójstwie uciekli w kierunku torów kolejowych, a później na Stary Rynek. Na ul. Klasztornej w sklepie odzieżowym za 38 zł skradzionych księdzu kupili nowe rzeczy. Przebrani poszli do łaźni, a później zjedli kolację na ul. Rybaki. O 2100 byli w kinie Słońce, gdzie obejrzeli film czechosłowacki Raj podlotków. Przenocowali na dworcu a o 6:00 rano pojechali pociągiem w okolice Środy Wlkp. do rodziców Grelki. Tam przebywali do 2 stycznia. Zaplanowali powrót do Poznania i napad na kupca Kazimierza Przybyłę. Po drodze do Poznania napadli na Leona Liedke, kradnąc mu 49 zł.
Podczas przeprowadzonej wizji lokalnej na ul. Lubrańskiego Grelka nadal nie przyznawał się do zbrodni. Zdenerwowało to Bednarczyka, który krzyknął do swojego kompana: - Ty się teraz wypierasz, boisz się stryczka, a mówiłeś sam, że idziemy na całość.
POSTĘPOWANIE DORAŹNE
Rozprawę w trybie postępowania doraźnego wyznaczono na 16 stycznia. Akt oskarżenia miał 4 i pół strony. Powołano na nią 16 świadków. Wstęp na sale dla widowni był tylko dla osób, które nabyły wcześniej w sądzie bilety. Próbowały ją zdobyć tłumy ludzi.
Prasa już przed procesem pisała o tym, że zabójcy ks. Masłowskiego na pewno zostaną skazani na śmierć.
Informował o tym m.in. 15 stycznia Dziennik Poznański w artykule pod znamiennym tytułem: Ohydni mordercy śp. ks. Masłowskiego staną w poniedziałek przed sądem doraźnym. Czeka ich kara śmierci.
Rozprawa sąd doraźnego rozpoczęła się 16 stycznia 1933 r. o 9:00 w Sądzie Okręgowym w Poznaniu.
Jak opisywał Dziennik Poznański z 17 stycznia: Rozprawa sądu doraźnego przeciwko zabójcom ś.p. ks. Masłowskiego, Bednarczykowi i Grelce zgromadziła na sali wielką ilość publiczności. Tym razem nawet galerję gdzie zwykle przesiadują bezrobotni i przyszli kandydaci na przestępców, wypełniła „doborowa” publiczność, wśród której znów przeważały kobiety.
BO KSIĘŻA MAJĄ PIENIĄDZE
Rozprawie przewodniczył prezes Sądu Okręgowego dr. Kornicki. Prokuraturę reprezentowali szef prokuratury dr. Eimer i podprokurator Elznerowicz.
Po odczytaniu aktu oskarżenia wyprowadzono z sali Grelkę, aby przesłuchać Bednarczyka. Jego zeznania przedstawione w sądzie różnicy się nieco od tych złożonych na policji.
Podczas rozprawy zeznał, że rewolwer nabył miesiąc wcześniej u pasera za dostarczenie mu 3 skradzionych rowerów. Zaplanowali z Grelką napaść na księży, bo spodziewali się, że oni zawsze mają pieniądze. Według jego słów, Grelka przed napadem miał mu powiedzieć: - Gdy napadnięty będzie się opierał, to kropniesz. Ks. Masłowskiego zaczepili po raz pierwszy krótko po 17:00. Ksiądz szedł od strony centrum z pakunkami. Bednarczykowi zabrakło jednak wtedy odwagi, żeby wyciągnąć broń więc poprosił tylko księdza o jałmużnę. Za chwilę jednak ksiądz Masłowski ponownie pojawił się na ulicy. Z zeznań Bednarczyka wynikał taki przebieg zdarzenia.
SZCZEGÓŁY ZBRODNI
Obaj napastnicy podbiegli do ks. Masłowskiego. Bednarczyk wyciągnął rewolwer i krzyknął: - Stać.
Grelka doskoczył do księdza, który zapytał: - Co pan ode mnie chce?
- Dawaj pieniądze i bądź cicho - miał powiedzieć Grelka.
- Jakże możecie żądać ode mnie pieniędzy, gdy daję wam jałmużnę? - odpowiedział ks. Masłowski. Z zeznać Bednarczyka wynika, że Grelka wyjął portfel, zabrał pieniądze i oddawał portfel z powrotem napadniętemu i wtedy ksiądz miał odtrącić jego rękę i sięgnąć do kieszeni, a Grelka odskoczył w bok i krzyknął: - Bronek wal, bo ksiądz ciągnie browning.
Wtedy Bednarczyk wystrzelił i rzucił się do ucieczki, a za nim Grelka.
Sędzia prowadzący rozprawę pytał Bednarczyka, czy strzelałby, gdyby Grelka nie wezwał go do użycia broni. - Nic podobnego. Byłem zgorączkowany i nie wiedziałem co robię - odpowiadał oskarżony. Ze łzami w oczach mówił, że jeśli Bóg przebaczy mu ten ciężki czyn to i sąd niech będzie dla niego łagodny, a jeśli Bóg mu nie przebaczy, to jest gotów ponieść karę na szubienicy, którą już widzi przed oczami.
JESTEM NIEWINNY
Zupełnie inną postawę prezentował drugi z oskarżonych Grelka, który nie przyznawał się do udziału w morderstwie. Jak zeznawał, 30 grudnia przypadkowo spotkał Bednarczyka tylko na chwilę około 16:00. Później miał go spotkać ponownie po 18:00. Jedynie dalsza część zeznać dotycząca wspólnych zakupów odzieży, pobytu w kinie, a później wyjazdu do rodziców Grelki była zbieżna z zeznaniami Bednarczyka. Potwierdził też informacje o dokonani napadu na Leona Liedke, ale jak zeznał, kazał mu to zrobić Bednarczyk grożąc śmiercią.
Po tych zeznaniach Janowi Grelce odczytano zeznania Bednarczyka. Grelka po spokojnym ich wysłuchaniu oświadczył, że to wszystko jest nieprawdą, a Bednarczyk specjalnie obciążył go zeznaniami, aby się zemścić, bo uważał go za konfidenta policji.
- Jestem niewinny. Chociaż nikt mi nie wierzy, bo jestem przestępcą, to jednak jestem niewinny - zaznaczył oskarżony, a publiczność przyjęła te słowa śmiechem.
Później przesłuchani zostali świadkowie którzy widzieli po 17:00 uciekających dwóch mężczyzn w pobliżu miejsca popełnienia morderstwa. Część z nich rozpoznała Bednarczyka. Żaden świadek nie rozpoznał z całą pewnością Grelki, opisywali jedynie, że np. był to człowiek podobnej do niego postury. Po przerwie w rozprawie wznowioną ją o 17:00. Zeznawali wtedy głównie policjanci, którzy prowadzili postępowanie w sprawie morderstwa.
Psychiatra prof. dr. Borowiecki stwierdził, że obaj oskarżeni są zdrowi i nie mogą w stosunku do nich zachodzić żadne okoliczności łagodzące związane ze stanem zdrowia. Po tym oświadczeniu rozprawę odroczono do dnia następnego.
MOWA PRZYJĘTA GRATULACJAMI
17 stycznia rozprawę rozpoczęło przemówienie podprokuratora Elznerowicza.
Przedstawiciel prokuratury przypomniał okoliczności zabójstwa i zatrzymania oskarżonych oraz prowadzonego śledztwa. Zupełnie innych przebieg, szczególnie w porównaniu do współczesnych wystąpień prokuratorów, miała mowa prokuratora dr. Eimera. Była to raczej moralna ocena całego zdarzenia i postawy oskarżonych, pełna odwołań do Boga oraz dekalogu i Pisma Św.
- Jakżesz gorzko musi zapłakać serce matki, iż takiego syna społeczeństwu dała. Jakżesz krwawić musi to serce, podobnie jak krwawymi być musiały łzy zbawiciela, kiedy sądził, iż nimi zmaże winy świata - zastanawiał się nad uczuciami matek oskarżonych prokurator Eimer.
- Cały czas rozprawy starałem się wniknąć w duszę tych ludzi, lecz zdaje się, że zbłądziłem w tym labiryncie wyrodnych instynktów - komentował szef prokuratury.
Dziennik Poznański z 18 stycznia w artykule z przebiegu procesu pisał: Przemówienie p. prokuratora dr. Eimera wywołało ogromne wrażenie. Sala przez cały czas przemówienia p. prok. dr. Eimera śledziła z ogromnym zainteresowaniem wygłaszanej przez niego z doskonałą swadą mowy. Po skończeniu, z chwilą zarządzenia krótkiej przerwy przez przewodniczącego trybunału, do p. prok. dr. Eimera podchodzą przedstawiciele sądownictwa, obrońca Bednarczyka, mec. Baranowski, naczelnik wydziału bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego p. Walcki, reprezentanci prasy i inni gratulując mu doskonałej mowy.
POPROSILI O ŁAGODNE WYROKI
Po przerwie swoje mowy wygłosili obrońcy oskarżonych.
Mec. Baranowski, obrońca oskarżonego Bednarczyka, przyznał, że nie jest cudotwórcą, żeby zrobić z czarnego białe. Uzasadniał, że to społeczeństwo jest winne zbrodni Bednarczyka, który wychowywał się w trudnych warunkach, a później poszedł w świat, zaczął żebrać i kraść a później na swej drodze spotkał Grelkę, który miał na niego zły wpływ.
Mówił również o konieczności zajęcia się przez księży rzeszami biednych i w ostrych słowach zaatakował duchowieństwo. Wtedy prowadzący rozprawę sędzia Kornicki przerwał jego przemówienie i prosił, żeby obrońca nie używał więcej takich zwrotów.
Mec. Baranowski poprosił o zasądzenie wobec Bednarczyka kary dożywotniego więzienia.
Obrońca Grelki mec. Łużyński podkreślił, że broni oskarżonego, który obciążony jest tylko przez zeznania Bednarczyka, które są pełne nieścisłości. Apelował do sądu, aby nie popełnił dużego błędu i poprosił o łagodną karę dla Grelki.
W swoich ostatnich słowach oskarżeni powtórzyli to, co powiedzieli wcześniej. Bednarczyk przysiągł, że zbrodni dokonał razem z Grelką i poprosił o łagodny wyrok.
Grelka oświadczył, że Bednarczyk chce go wciągnąć do zbrodni z zemsty. Przyznał się tylko do napadu na Leona Liedke i również poprosił o łagodny wyrok.
PRZED ŚMIERCIĄ: TORT I PĄCZKI
Wyrok zapadł po dwugodzinnej naradzie. Oskarżeni Bronisław Bednarczyk i Jan Grelka uznani zostali za winnych popełnienia zbrodni morderstwa ks. Masłowskiego i napadu na Leona Liedke. Sąd skazał ich za to na karę śmierci przez powieszenie i utratę praw obywatelskich na zawsze.
Obaj oskarżeni wyrok przyjęli spokojnie. Podczas czytania uzasadnienia wyroku Bednarczyk śmiał się do Grelki i pokazywał mu na migi, że i tak został on też skazany.
Obaj oskarżeni skorzystali z możliwości i zgłosili prośbę do prezydenta Rzeczpospolitej Ignacego Mościckiego o zastosowanie wobec nich prawa łaski. O 1435 obrońcy skazanych przekazali tę prośbę prezydentowi. W tym czasie skazani odprowadzeni zostali do odrębnych cel do więzienia na ul Młyńskiej.
O 20:10 pod adresem prezesa sądu przyszła depesza telegraficzna z odpowiedzią.
Brzmiała ona: Pan Prezydent Rzeczypospolitej odrzucił prośby łaski Bronisława Bednarczyka i Jana Grelki. Wyrok wykonać. Ministerstwo Sprawiedliwości.
O 21:30 skazańców zapytano o ostatnie życzenie. Poprosili o papierosy i słodycze: czekoladę, pączki i tort. Wkrótce do cel dostarczono im to, co sobie zażyczyli.
KACI SPIESZYLI SIĘ NA POCIĄG
Wieczorem na dziedzińcu więziennym przygotowano szubienicę. O 3:41 do Poznania pociągiem z Warszawy przyjechał kat Braun wraz z pomocnikiem Cukierskim. Początkowo przeprowadzenie egzekucji zaplanowano na 6:00. Kaci spieszyli się jednak na pociąg do Sosnowca na 7:00, gdyż w mieście tym mieli powiesić skazanego również przez sąd doraźny bandytę o nazwisku Knapik. Dlatego też zarządzono przyspieszenie egzekucji o 15 minut.
Pierwszego z celi z zawiązanymi oczami i rękami wyprowadzono Bronisława Bednarczyka. Za skazańcem szedł ksiądz. Bednarczyk powtarzał za nim modlitwy. Szubienica stała pod murem więzienia.
Obok szubienicy czekali już: prokurator, naczelnik więzienia, protokolant rozprawy doraźnej oraz lekarz. Przed samą szubienicą stali kat Braun ze swoim pomocnikiem, ubrani na czarno, w białych rękawiczkach. Bednarczyk, gdy wszedł na szafot pocałował podany mu przez księdza krzyż. Zawisł na szubienicy o 5:48. Gdy kat zameldował wykonanie wyroku, lekarz więzienny potwierdził śmierć skazańca.
Grelka nie chciał asysty księdza. W celi w ostrych słowach odmówił księdzu, gdy ten zachęcał go, by pojednał się z Bogiem. Idąc na szafot nie powtarzał słów modlitwy za księdzem. Tuż przed wykonaniem wyroku odmówił pocałowania krzyża i miał powiedzieć: - Nie chcę waszych bogów. Powieszony został o 6:13.
KRZYŻ Z TABLICĄ W MIEJSCU ZBRODNI
Do dziś w miejscu morderstwa sprzed 79 lat w wyłomie ogrodzenia przy ul. Lubrańskiego stoi kamienny krzyż z tablicą, która upamiętnia zabitego księdza. Pomnik odsłonięto w 1935 r. Na tablicy widnieje nazwisko księdza, data jego urodzin i śmierci oraz napis Prosi o modlitwę za duszę swoją i swoich zabójców.
Po likwidacji cmentarza przy ul. Bukowskiej grób ks. Masłowskiego przeniesiono na cmentarz przy ul. Samotnej, na Dębcu. Próbowaliśmy odszukać ten grób. Na cmentarz na ul. Samotnej od dawna nie są już chowani zmarli. Większość nagrobków jest zniszczona. Część nagrobków pozbawiona jest tablic informujących o tym, kto jest pochowany. Reporter Pałuk przez kilka godzin próbował odnaleźć pomnik księdza z Orchowa. Nie udało się jednak go odszukać. Prawdopodobnie jest on bardzo zniszczony i niemożliwa jest jego identyfikacja lub też wcale już nie istnieje.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1037 (52/2011)
Przy zbieraniu materiałów do artykułu nie udało nam się zdobyć zdjęcia ks. Zygmunta Masłowskiego. Gdyby ktoś z naszych czytelników takie zdjęcie posiadał, prosimy o kontakt.







