Artykuły

Cena - tak, waga - nie
     Zgłoszenie - tak, dochodzenie - nie
     Hodowca z Laskowa nawiązał już współpracę z kilkunastoma rolnikami, którzy tak jak on czują się poszkodowani przy skupie bydła. Hodowcy krytykują policję za to, że ich zdaniem nie prowadzi rzetelnego dochodzenia; mają żal, że lekceważy się ich powiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa.
     Dwa tygodnie temu pisaliśmy o problemie hodowcy bydła z Laskowa, który czuje się oszukany przez skupującego bydło przedstawiciela firmy Mateusza Klaka z Osieczna, który oferował cenę za kilogram wyższą nawet o 60 groszy od innych skupujących, i pieniądze wypłacał od ręki. Hodowca przed ostatnią sprzedażą zważył byka, a gdy waga skupującego pokazała ciężar o ok. 100 kg niższy - rolnik powiadomił policję i w tym zakresie prowadzone są czynności wyjaśniające.
     STRACIŁ WIARĘ WE WŁASNĄ WAGĘ
     Pierwszą osobą, która w marcu tego roku zgłosiła się w żnińskiej komendzie podejrzenie oszustwa przez zaniżanie wagi przez skupującego bydło, był Jerzy Andrzejak z Miniszewa. Jak opowiada, firma Mateusza Klaka przyjechała po bydło do sąsiada, nie zastali go i szukając hodowcy trafili do niego. W trakcie rozmowy okazało się, że płacą więcej niż inni skupujący w okolicy. Do sprzedaży miał dwa byki, pokazał je i umówili się na odbiór następnego dnia.
     Hodowca wcześniej zważył byka na swojej wadze na podwórzu. Kiedy byk wszedł na wagę elektroniczną, miał 100 kg mniej. - Początkowo tak w żartach powiedziałem, że coś mi ta waga nie pasuje. Skupujący jednak, że jest to elektroniczny sprzęt z atestami. Powiedziałem mu, że ważyłem byka na swojej wadze, to się śmiał, że takie wagi są mało precyzyjne, że pewnie nawiało śniegu i w końcu straciliśmy wiarę w naszą wagę. Tak nas omotał - mówi rolnik z Miniszewa. Te 100 kg różnicy nie dawało mu jednak spokoju i nie tyle chodziło tu o pieniądze, jak o fakt, że mógł zostać oszukany. Mówi, że niemal każdego dnia kontrolował swoją wagę i działała właściwie.
     - Trzy miesiące z tym chodziłem, pojechałem po pomoc do ARiMR. Tam podali mi, gdzie została odstawiona, po numerze kolczyka doszliśmy, ile ważyła. Jak miałem wszystkie informacje odnośnie wagi, zadzwoniłem, że jednak jego waga źle pokazała. Zapewniał, że to niemożliwe, że sprawdzi i oddzwoni; Już nie zadzwonił, nie było z nim kontaktu - opowiada hodowca. Ostatecznie w marcu złożył zawiadomienie w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie. Otrzymał jednak postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia w sprawie oszustwa poprzez celowe zaniżenie wagi z uwagi na brak danych ostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa.
     - Uważam, że gdyby wówczas policja przeprowadziła dokładne dochodzenie, to ten proceder nie trwałby do dnia dzisiejszego. Rzeźnik po masie ćwiartki po uboju poda wagę sztuki i odwrotnie, może pomylić się o kilka kilogramów, ale nie o 100. Są dokumenty w Agencji. To nieprawda, że po sprzedaży nie ma wglądu do papierów; ja dostałem nawet kiedyś wezwanie do złożenia wyjaśnień, gdzie sprzedałem byka, bo trafił gdzieś do rzeźni i po numerach doszli do mnie jako poprzedniego właściciela, więc wszystko da się tu zweryfikować - tłumaczy hodowca.
     TYLKO RAZ
     Rolnik z Kołdrąbia zapewnia, że tylko raz odstawił dwie krowy i byka do Mateusza Klaka. Od razu miał wrażenie, że waga, jaką skupujący wykazał, jest za niska.
     Udał się do ARiMR, by w paszportach zwierząt sprawdzić dane z rzeźni i okazało się, że na dwóch krowach różnica w wadze wyniosła 200 kg, a byk w rzeźni było o 103 kg cięższy niż na jego podwórzu. - Każdy hodowca przyzna, że po ponad dwóch latach chowu danej sztuki i doświadczeniu, jakie się posiada w tym zakresie, jest się w stanie określić przybliżoną wagę - zapewnia rolnik. 20 grudnia br. złożył zawiadomienie na policji informując, że został oszukany przez skupującego bydło.
     Z TEGO WZGLĘDU NIE MA WGLĄDU
     Andrzej Ratajczak z Gącza też zgłosił się na policję i - podobnie jak rolnik z Miniszewa - otrzymał odmowę wszczęcia dochodzenia. Hodowca zapewnia, że mając wagę poubojową procentowo można obliczyć wagę danej sztuki. Próbował z rzeźni otrzymać te dane. Bezskutecznie, gdyż - jak mu tłumaczyli - kilka godzin wcześniej przestał być właścicielem tego bydła i z tego względu nie ma już wglądu w dokumenty. - Nie dałem za wygraną, sprawdziłem wagi poubojowe w Agencji, to Mateusz Klak się odgrażał, że osoba, która mi takie dane udostępniła, straci pracę - opowiada Andrzej Ratajczak.
     W CZASIE SUSZY
     Marek Zieliński, hodowca z Padniewa, kontakt z firmą Mateusza Klaka nawiązał przez organizatora skupu na rzecz tej firmy z Niestronna. Tu była umowa, że - aby nie ważyć każdej z 8 sztuk oddzielnie - w Centrali Nasiennej w Mogilnie zważony zostanie pusty samochód i później - w tym samym miejscu ten sam samochód z załadowanym bydłem. - Pojechał samochód, ja za nim swoim autem, w Centrali został zważony, wróciliśmy, załadowaliśmy bydło i ponownie do Centrali. W czasie tej drogi samochód z bydłem skręcił niespodziewanie w inną drogę i przyjechał po chwili. Usłyszeliśmy, że omyłkowo nie tu skręcił. Zważyliśmy, wypłacili od ręki i odjechali - opowiada hodowca.
     Jednak waga wydawała się mu za niska. Zabłądzenie wydawało mu się podejrzane. Pojechał drogą, na której zawracali i zauważył na niej dużo wody. A była susza. Skąd woda? Zadzwonił do organizatora skupu, by wrócili i ponownie zważyli sztuki. - Rozłączył się, próbowałem jeszcze kilka razy bez efektu, aż sam oddzwonił i przyjechał swoim samochodem osobowym. Pokazałem mu wodę, która została spuszczona ze zbiorników. Przekonywał, że to się wychlapała woda z poideł, której miał raptem 200 litrów i od ręki wypłacił za to 1.500 zł, żeby uniknąć cofania wozu z trasy i powtórnego ważenia - opowiada hodowca.
     - Więcej nic już z tą firmą nie chciałem mieć wspólnego. Wziąłem te półtora tysiąca, bo lepsze to niż nic, ale i tak wiem, że później wyśmiewał się ze mnie, że dałem się naciągnąć - mówi Marek Zieliński.
     ZGŁOSIŁ, CZEKA
     Po publikacji naszego artykułu na policję w Szubinie zgłosił się rolnik z Rzędowa, który uważa, że mógł zostać oszukany w podobny sposób. - Zgłosiłem to na policję 19 grudnia i czekam - mówi rolnik.
     CENA - TAK, WAGA - NIE
     Skupujący bydło w powiecie mogileńskim opowiedział nam, jak zamierzał nawiązać współpracę z firmą Mateusza Klaka. - Cenę dawał dobrą, więc wpadłem na pomysł, że będę pośredniczył i dalej mu sprzedawał trochę drożej na sztuce. Zadzwoniłem, na początku był zadowolony, chciał współpracy. Umówiliśmy się na drugi dzień rano. Do odbioru miał u mnie 9 sztuk. Wszystko było OK, dopóki mu nie powiedziałem, że przeważymy u mnie sztuki, bo mam legalizowaną wagę elektroniczną stacjonarną. To mu nie pasowało, przestał odbierać, zerwał kontakt - opowiada skupujący. Ponadto uważa, że ceny, jakie proponuje firma Mateusza Klaka, są nierealne. Zapewnił, że gotów jest iść do sądu przedstawić swoją wersję wydarzeń.
     OSTATNIE SŁOWO - DO ROLNIKA
     Firmą skupującą od 20 lat od rolników zwierzęta rzeźne na naszym terenie jest Zakład Handlowy Jóźwiakowski Damasławek. Firma ta skupuje bydło bezpośrednio od rolników i dalej sprzedaje żywe sztuki do zakładów mięsnych, z którymi prowadzi współpracę. Maciej Kotliński zajmujący się skupem w damasławskim zakładzie, tłumaczy, że najlepiej jest, jeśli rolnik sprzedający żywiec do nieznanej firmy zna wcześniej wagę swojej sztuki. Zdarza się, że odczyty z wag rolników, z uwagi na brak legalizacji,  odbiegają od właściwych, jednak  nie aż o sto kilogramów. Mówi, że każdy hodowca na sześćsetkilowej sztuce zauważy różnicę 100 kg w wadze. Pomyłki mogą się zdarzać przy sztukach większych 700 - 800 kg.
     Niewłaściwy pomiar zdarza się też czasem, jeśli waga w czasie transportu uszkodzi się lub byk wskoczy na nią tak silnie, że ją rozreguluje. Radzę by w sytuacji kiedy rolnik nie zgadza się z odczytem wagi zaraz to reklamował i jeśli wciąż nie zgadza się z odczytem nie sprzedawał danemu podmiotowi, do którego nie ma zaufania. Waga  powinna być systematycznie tarowana i sprawdzana prawidłowość jej działania żeby eliminować możliwość wystąpienia błędu pomiaru wagi.
     Podczas skupu przez firmę Jóźwiakowskiego każda sztuka bydła ważona jest oddzielnie. - Ważymy oddzielnie każdą  sztukę, za nią idzie jej waga i kolczyk. Można zidentyfikować daną sztukę, sprawdzić ile się wybiła w rzeźni, zakłady posiadają szczegółowe wydruki, niektóre z nich takie wydruki przesyłają również do sprzedającego bydło do rzeźni, inne mają je w swojej dokumentacji i nie przesyłają - tłumaczy skupujący. Ale to wszystko jest. Zawsze można sprawdzić.
     - Jest tak -  mówi dalej Maciej Kotliński -  że ze względu na koszta odmawiamy dojazdu po 1 czy 2 sztuki bydła. Proponujemy wtedy, by rolnik sam ją dostarczył do naszego skupu. I słyszymy od niezadowolonego rolnika, że skoro my nie chcemy przyjechać 30 kilometrów, to ktoś inny przyjedzie 150 kilometrów i jeszcze da wyższą cenę. Dziwię się, że dla rolnika nie jest już sygnałem fakt, że pośrednik przejedzie taką odległość i da jeszcze wyższą cenę o kilkadziesiąt groszy niż rynkowa w regionie. Jednak ostatnie słowo należy zawsze do rolnika. Sprzedaje - gdzie chce, namawiam do sprawdzania wiarygodności potencjalnego skupującego.  Na pytanie o gotówkę Maciej Kotliński odpowiada, że jako zakład dają termin wypłaty, odstawionych do ich firmy sztuk, w ciągu 3 dni; najczęściej pieniądze przelewają w dniu skupu i następnego dnia są one na koncie rolnika.
     JEST ICH KILKUNASTU
     Hodowca z Laskowa nawiązał już kontakt z kilkunastoma rolnikami, którzy czują się poszkodowani przy skupie bydła przez pracowników Mateusza Klaka. - Proszę o kontakt pod numerem 665-753-709 kolejnych pokrzywdzonych rolników. Zamierzamy dochodzić naszych praw - mówi.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1037 (52/2011)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry