-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Czwartek, 12 Stycznia 2012
Barcin, Wiesława Kuzyk, nauczyciele, szkoła
Zdegradowani, bo zaprosili księdza
W dniu zakończenia roku szkolnego 1949/50 w Szkole Podstawowej w Barcinie (wówczas w mieście funkcjonowała tylko jedna szkoła - przy rynku) doszło do zdarzenia, które cieniem położyło się na karierach większości z nauczycieli, którzy tam pracowali.
![]() |
| Wiesława Kuzyk ur. 1911 r. zm. 2007 r. fot. z archiwum Janiny Drążek |
21 grudnia minęło 100 lat od urodzin Wiesławy Kuzyk, nauczycielki, która od 1946 r. do 1970 r. pracowała w szkołach w Krotoszynie i w Barcinie. Dzisiaj nie jest ona powszechnie pamiętana. W 1950 r. w jej karierze zawodowej nastąpiła długa, przymusowa przerwa. Stąd być może wzięło się dzisiejsze zapomnienie jej w Barcinie. Zresztą o tamtym zdarzeniu z czerwca 1950 r. też obecnym barcinianom niewiele wiadomo. Otóż Wiesława Kuzyk została wyrzucona z pracy z tego powodu, że po oficjalnym zakończeniu roku szkolnego z innymi pedagogami w szkole w Barcinie uczestniczyła w spotkaniu z księdzem proboszczem Bogdanem Pelcem. Ten przez ówczesne władze oświaty był zaliczany, jak każdy ksiądz katolicki, do wrogów Polski Ludowej. Dlatego ci, którzy się z nim spotkali, już następnego dnia mieli problemy.
Nauczycielka z obwodu lwowskiego
Wiesława Kuzyk związana była z pracą w oświacie od roku szkolnego 1930/31. Urodziła się w Stebniku w powiecie drohobyckim. Zachowała się legitymacja, z której wynika, że Wiesława Kuzyk 9 lutego 1931 r. wstąpiła do Związku Nauczycielstwa Polskiego. Do 1939 r. pracowała w Korostowie i Synowódzku Wyżnym w powiecie stryjeńskim. Od 1942 do 1944 r. była na terenie obwodu lwowskiego nauczycielką tajnego nauczania.
- Pani Wiesława o tym, co przeżyła zwłaszcza pod koniec wojny, nie lubiła opowiadać. Wiadomo, że traumatyczne przeżycia z tamtego czasu miały na nią duży wpływ. Wiem tylko, że była świadkiem eksterminacji ludności polskiej przez Ukraińców w którejś z miejscowości. Samej udało się jej uniknąć śmierci i przedostać na zachód. Tak trafiła do Barcina. Zamieszkała tutaj wraz ze swą matką, Stefanią. Miała jeszcze siostrę. Tamta trafiła do Wrocławia - opowiada Janina Drążek, nauczycielka barcińska, która później zaprzyjaźniła się z przybywającą do Barcina nauczycielką z kresów.
Wiesława Kuzyk podjęła od 1946 r. pracę w szkole w Barcinie. Jej kierownikiem był Leon Salkowski (ur. 1884 r., zm. 1963 r.). Kierownikiem szkoły w Barcinie był w latach 1928-39 oraz w latach 1945-50. W okresie okupacji niemieckiej przebywał na terenie Generalnej Guberni. W lutym 1945 roku Leon Salkowski wrócił z wysiedlenia i organizował oświatę w Barcinie. Oprócz kierowania szkołą nauczał też matematyki.
Ksiądz wrogiem władzy ludowej
Początkowo po zakończeniu II wojny światowej nauczanie religii odbywało się w Polsce w szkołach, jednak wraz z ugruntowaniem się władzy komunistycznego bezprawia katecheza została ze szkół państwowych wyrugowana. W roku szkolnym 1949/50 kończyła edukację w szkole w Barcinie klasa, która kilka lat wcześniej miała jeszcze lekcje religii w murach szkoły, a na koniec edukacji tamta młodzież uczęszczała już na katechezę do salki przylegającej do bocznej nawy kościoła św. Jakuba.
- Również z uwagi na to, że ksiądz proboszcz parafii św. Jakuba Bogdan Pelc (w późniejszych latach był proboszczem w kościele pw. św. Floriana w Żninie) uczył te dzieci religii, pan Leon Salkowski postanowił zaprosić księdza do szkoły. Ksiądz nie uczestniczył w oficjalnej uroczystości. Nie ma go zresztą, jak pan widzi, na tym zdjęciu, które zrobiono tamtego dnia. Dzień wcześniej zaproszeni zostali przedstawiciele władz lokalnych. Burmistrz, czy też jakiś jego przedstawiciel nie przybył. Ksiądz był, ale nie przemawiał. Przez moment był w sekretariacie pana kierownika Salkowskiego. Później tylko, gdy dzieci już się rozeszły, to wspólnie piliśmy z księdzem kawę, zjedliśmy jakieś ciasteczka. To było luźne spotkanie. Niestety, ktoś musiał donieść wyżej, że odwiedził nas kapłan. W tamtym czasie władza ludowa traktowała kapłanów jako swych wrogów i nie życzyła sobie, by uczestniczyli w życiu publicznym nawet na szczeblu lokalnym - opowiada Jadwiga Leszczyńska. To prawdopodobnie jedyna osoba z kadry pedagogicznej barcińskiej szkoły w 1950 r., która żyje obecnie. Wtedy była
wychowawczynią klasy siódmej, która kończyła edukację podstawową. Na zdjęciu z dnia zakończenia roku Jadwiga Leszczyńska rozpoznaje wśród kadry pedagogów oczywiście siebie, panią Wiesławę Kuzyk, kierownika szkoły, pana Marcińca, pana Wiśniewskiego (z rodziny barcińskich piekarzy). Przypomina sobie, choć nie może znaleźć jej na zdjęciu, że w szkole pracowała też Maria Krzyś, małżonka dr Stanisława Krzysia. Prawdopodobnie wtedy też i ona straciła pracę wskutek reperkusji, które spotkały nauczycieli po spotkaniu z kapłanem. Ponadto Jadwiga Leszczyńska przypomina sobie młodą nauczycielkę ze Żnina, która również po tamtym wydarzeniu straciła pracę w szkole w Barcinie. Jednak pani Jadwiga nie przypomina sobie imienia i nazwiska tej żninianki. Liczy na to, że będą potrafili je przypomnieć sobie jacyś uczniowie z 1950 r, którzy są na zdjęciu i może teraz czytają nasz artykuł.
Reperkusje
Już następnego dnia woźny szkolny pan Kotlarek zaczął obchodzić domy wszystkich nauczycieli. Ci zdziwieni, bo przecież był pierwszy dzień wakacji, dowiadywali się, że jest zwołana nadzwyczajna rada pedagogiczna. Musieli stawić się w szkole. Przyjechał urzędnik oświaty z Szubina (Barcin wówczas należał do powiatu szubińskiego), który skrytykował nauczycieli barcińskiej szkoły za to, że siedzieli przy jednym stole z wrogiem państwa. - Kilka dni później otrzymaliśmy komunikat Rady Powiatowej w Szubinie. Według niego mieliśmy się przenieść do różnych szkół wiejskich, gdzieś na peryferiach powiatu, daleko od Barcina, bez możliwości dojazdu, albo z przydziałem mieszkaniowym, który nie pozwalał na zamieszkanie z rodziną. To było ultimatum: albo się zgadzamy i lądujemy w takiej szkole na podrzędnym etacie, albo w ogóle musimy zrezygnować z pracy - wspomina Jadwiga Leszczyńska.
Kierownik Leon Salkowski nie otrzymał nawet takiego ultimatum. Miał 66 lat i został odesłany na emeryturę. Zmarł 13 lat później. Wraz z żoną Marią pochowany jest na cmentarzu w Barcinie. Jadwiga Leszczyńska nie zdecydowała się pracować w szkole na wsi pod Szubinem i zrezygnowała z pracy w oświacie. Mogła sobie na to pozwolić, gdyż jej małżonek miał pracę i mógł utrzymać rodzinę. Kilka lat zatem Jadwiga Leszczyńska poświęciła macierzyństwu i wychowaniu dzieci. - Choć w tamtym czasie, podobnie jak pani Wiesława Kuzyk, pracowałam też społecznie jako katechetka w salce przy kościele. Nawet raz odwiedził mnie tam jakiś typ. Był na pewno na usługach reżimu. Dopytywał się mnie, czemu uczę w tym kościele, skoro nie pracuję w oświacie. Odpowiadałam zgodnie z prawdą, że nie pracuję. Bo ja za to nie brałam pieniędzy, to było społeczne pomaganie księdzu. Nawet nie mogę powiedzieć, że cały kurs katechizmu z dziećmi przerobiłam - opowiada Jadwiga Leszczyńska.
| Kierownicy Szkoły Podstawowej przy placu 1 Maja od czasów niemieckich do Leona Salkowskiego: 1893-1918 Michał Lidtke (szkoła niemiecka), 1919-1928 Józef Wrzesiński 1928-1939 oraz 1945-1950 Leon Salkowski Józef Wrzesiński spoczywa na cmentarzu w Barcinie, ale w przeciwieństwie do Leona i Marii Salkowskich, którzy zmarli bezdzietnie, posiada potomków. (kg) |
Z niebytu do szkolnej biblioteki
Janina Drążek posiada dokumentację pracy Wiesławy Kuzyk, z którą się przyjaźniła. Wynika z niej, że 12 lipca 1950 r. nauczycielka z Kresów Wschodnich została zwolniona z pracy. - Pani Kuzyk nie była w stanie kontynuować pracy na wiosce pod Szubinem, której to alternatywę dla zwolnienia z pracy przedstawiono. Wtedy mieszkała jeszcze z mamą Stefanią, którą się opiekowała. Nie mogła jej zostawić. Z drugiej strony w 1947 r. przez księdza prymasa Augusta Hlonda miała potwierdzenie uprawnień do nauczania katechezy. Od 1952 r. takie potwierdzenie miała podpisane przez jego następcę na stanowisku prymasa, Stefana Wyszyńskiego. Dzięki temu mógł jej w trudnej chwili życia pomóc ksiądz Bogdan Pelc. Otóż zlecał on bezrobotnej kobiecie, pozostającej bez środków do życia, prowadzenie lekcji religii w salce przy kościele. Za to otrzymywała ona drobne pieniądze oraz wyżywienie od księdza. - W pewnym momencie pani Wiesława Kuzyk przeprowadziła się do siostry do Wrocławia. Niedługo później jednak siostra jej zmarła i pani Wiesława musiała wracać do Barcina. W naszym mieście mieszkała w tamtych latach u państwa Rydlewskich, barcińskich szewców. Dopiero po kilku latach pozwolono jej wrócić do pracy w szkolnej bibliotece. Pracowała w szkołach w Krotoszynie i w Barcinie - wspomina Janina Drążek. Pamięta ona, że Wiesława Kuzyk była osobą, po której widać było ciężkie przeżycia wojenne w okolicach Lwowa. Wtedy m.in. Wiesława Kuzyk była świadkiem eksterminacji ludności polskiej z rąk narodowych ugrupowań ukraińskich. Była świadkiem, jak w jednym z kościołów Ukraińcy spalili grupę Polaków, którzy się tam przed nimi schronili. Te przeżycia spowodowały, że Wiesława Kuzyk często bywała przestraszona, wyciszona, bała się np. nawet brzmienia języka rosyjskiego, który przecież po wojnie był w polskich szkołach codziennością.
Wiesława Kuzyk do 1970 r. wiodła życie szkolnej bibliotekarki. Wtedy przeszła na emeryturę i pozostała w Barcinie do śmierci 31 maja 2007 r. Nie miała męża, ani dzieci. Swoje oszczędności powierzyła ówczesnemu księdzu proboszczowi św. Jakuba w Barcinie Rajmundowi Kołodziejczakowi z prośbą o ufundowanie nagrobka dla niej oraz dla jej matki Stefanii Kuzyk, która zmarła w 1952 r. i też jest pochowana w Barcinie.
Apel o identyfikację
Kilku z nauczycieli, którzy zostali przeniesieni lub wyrzuceni z pracy w szkole w Barcinie (obecnie szkoła Podstawowa nr 1 im. Stanisława Krzysia) po spotkaniu z księdzem Bogdanem Pelcem na zakończenie roku szkolnego 1949/50, już do tej szkoły nie powróciło. Wróciła natomiast Jadwiga Leszczyńska, która pracowała tutaj jako nauczycielka matematyki aż do emerytury. Dzisiaj - podobnie jak i my - ma ona prośbę do czytelników, ażeby pomogli w identyfikacji nauczycieli na zdjęciu z zakończenia roku szkolnego w 1950 r., które publikujemy. Tym, którzy potrafią opisać grono nauczycieli siedzących w drugim rzędzie na fotografii (pomijając tych, których udało się zidentyfikować Jadwidze Leszczyńskiej) autor niniejszego artykułu będzie wdzięczny, wziąwszy pod uwagę historyczne znaczenie zdarzeń z czerwca 1950 r., gdy powoli zbliża się 120-lecie szkoły w Barcinie
Karol Gapiński
Pałuki nr 1038 (1/2012)








