Artykuły

Po przedstawieniu przez starostę nowego dyrektora przedstawiciele załogi szpitala z zainteresowaniem słuchają, co ma do powiedzenia
    fot. Remigiusz Konieczka

Żnin, szpital, dyrektor, starosta
     - "Od starosty będę oczekiwał samodzielności dla mnie"
     W miniony piątek nowy dyrektor żnińskiego szpitala Leszek Wójtowicz został przedstawiony części załogi lecznicy oraz przedstawicielom związków zawodowych. Na razie dyrektor nie chce zdradzić, jaką ma receptę na uzdrowienie szpitala.
     Przypominamy, że 19 marca przesłuchiwani byli kandydaci na dyrektora żnińskiego szpitala. Komisja przesłuchała 11 kandydatów: Andrzeja Berę, Janusza Brzyka, Michała Ekkerta, Dariusza Guziaka, Macieja Kiełbratowskiego, Jana Kowalczyka, Ewę Kraczlę, Franciszka Nowaka, Józefa Marka Pieczarę, Tomasza Stopińskiego i Leszka Wójtowicza. Dwunasty z kandydatów Jarosław Tyszka przed konkursem poinformował telefonicznie, że nie weźmie udziału w rozmowach kwalifikacyjnych. Do drugiej tury komisja wytypowała czterech kandydatów: Michała Ekkerta, Macieja Kiełbratowskiego, Janusza Brzyka i Leszka Wójtowicza.
     29 marca Leszek Wójtowicz został powołany na stanowisko dyrektora szpitala w Żninie. Podpisano z nim umowę na czas nieokreślony.
     W miniony piątek starosta Zbigniew Jaszczuk przedstawił nowego dyrektora części załogi oraz przedstawicielom związków zawodowych.
     - "Pan Wójtowicz jest absolwentem Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. Jest też absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. [...]. Ma II stopień specjalizacji z medycyny rodzinnej, II stopień z reumatologii i I stopień specjalizacji z chorób wewnętrznych. Przez 5 lat - od 1997 do 2002 roku - był dyrektorem szpitala w Kołobrzegu. Był ordynatorem dwóch oddziałów oraz kierownikiem ośrodka zdrowia. W ubiegłym roku wybór dyrektora był ograniczony. [...] Tą decyzją Zarząd Powiatu wywołał III wojnę światową w Węgorzewie. Byliśmy wczoraj (przed tygodniem w czwartek - am) w Węgorzewie z wicestarostą i z jednym członkiem Zarządu. Tamtejsze władze powiedziały: - "Toście nam kawał wykręcili". Jestem usatysfakcjonowany tą decyzją. Wybraliśmy najlepszego z możliwych kandydatów. Nie było żadnych gierek politycznych, a były takie próby. Sytuacja szpitala w Żninie jest dużo gorsza niż szpitala w Węgorzewie" - uzasadnił wybór Leszka Wójtowicza, nie kryjąc zadowolenia Zbigniew Jaszczuk.
     GEHENNA DYREKTORA
     Leszek Wójtowicz zapewnił pracowników, że nie będzie na samym początku wykonywać jakichkolwiek gwałtownych ruchów.
     - "Ja również nie jestem cudotwórcą. Chcę po prostu pracować i to wszystko. Do czterdziestego któregoś roku życia byłem lekarzem, ale koniecznie chciałem być dyrektorem. Wygrałem konkurs na dyrektora szpitala w Kołobrzegu. To bardzo duża placówka, którą zarządzałem 5 lat. Tam odnosiłem sukcesy" - powiedział dyrektor.
     Leszek Wójtowicz uważa, że jeśli człowiek odnosi sukcesy i zdobywa szczyty, to musi z nich spaść.
     - "Zaproponowałem moim koleżankom i kolegom w szpitalu w Kołobrzegu obniżkę płac. Dałem to do konsultacji. Byłem wówczas skonfliktowany z prezydentem miasta, a że jestem człowiekiem bezpartyjnym i nie należę do żadnej partii, stąd wzięła się moja gehenna" - twierdzi dyrektor.
     Konflikt z byłym prezydentem Kołobrzegu Zbigniewem Błaszczukiem polegał na tym, że Leszek Wójtowicz nie chciał słuchać władzy, której nie był podporządkowany. Uważa, że były już prezydent Kołobrzegu i ówczesny szef tamtejszego SLD ze swoim zastępcą zrobili wszystko, by opuścił miasto. Zdaniem Leszka Wójtowicza, Urząd Miasta w Kołobrzegu zalegał szpitalowi 3 mln zł. Dlatego on postanowił oddać władze miasta do sądu, gdyż nikt nie zaplanował w budżecie miasta 3 mln zł.
     - "Mimo wygranych wyroków nie chcieli mi tych pieniędzy dać. Wszedłem na konto miasta. Powygrywałem procesy. Prezydent mówił, że da pod warunkiem, że ja zostanę odwołany ze stanowiska. Były prezydent Kołobrzegu starał się o immunitet posła. Byłem postrzegany jako człowiek zły, bo nie współpracowałem z tą opcją co trzeba. Ponadto w przetargu na druki w szpitalu stanęła firma prezydenta Kołobrzegu, którą w momencie gdy został prezydentem zapisał na syna. Ja nie wiedziałem, że to jego drukarnia, a on ten przetarg przegrał. Ja tam byłem strasznie nielubianą osobą. Sfabrykowano pewne pisma dotyczące mojej działalności" - opowiada dyrektor.
     Nowy dyrektor żnińskiego szpitala twierdzi, że w Kołobrzegu nie zaproponowano mu mieszkania oraz pracy dla żony. To również był jeden z powodów poszukiwania pracy w innym miejscu.
     ZAGRAŻAŁ POLITYKOM
     Leszek Wójtowicz uważa, że z Kołobrzegu odszedł z wilczym biletem. Nie miał szans na objęcie funkcji dyrektora w szpitalach w Poznaniu i Bydgoszczy. W ubiegłym roku postanowił wziąć udział w konkursie na dyrektora w Węgorzewie. Zostawia go bez strat, a nawet z zyskiem. W styczniu bieżącego roku żona Leszka Wójtowicza zachorowała na serce. Biorąc pod uwagę to, że Żnin jest bliżej Kołobrzegu postanowił wziąć udział w konkursie. Zdaniem dyrektora, okazało się, że konkurs nie był ułożony. A tego się najbardziej obawiał.
     - "Odchodzę ze szpitala, który nie ma kłopotów, a ma się dobrze. W Węgorzewie zacząłem zagrażać pewnym politykom. Boję się, czy nie spotka mnie to za rok czy dwa w Żninie i czy też nie będę musiał uciekać" - mówi dyrektor. W Węgorzewie Leszek Wójtowicz również trafił na człowieka, z którym nie mógł się porozumieć - wiceprzewodniczącego Rady Powiatu Tadeusza Ciborskiego, który jest jednocześnie dyrektorem Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Węgorzewie. Jego i Leszka Wójtowicza nieraz dzieliła różnica zdań. Wiceprzewodniczący nieraz podważał działania nowego dyrektora szpitala w Żninie.
     Leszek Wójtowicz twierdzi, że załoga szpitala w Węgorzewie, gdy dowiedziała się, że zamierza opuścić ich szpital, chciała protestować i oflagować szpital.
     - "Zarząd Powiatu wstępnie zgodził się na moje odejście z Węgorzewa. To co robię, traktuję bardzo podmiotowo. Mam pewne swoje nawyki, które pracownicy będą musieli akceptować. Mam nadzieję, że załoga mnie zaakceptuje, a później wspólnie coś zrobimy. Nie jestem wrogiem związków zawodowych. Ja nie jestem od programów, kiedy nie znam szpitala. Dopiero jak go poznam, to będę mógł tworzyć program. W tej chwili nie mam żadnego programu" - wyjaśnił dyrektor.
     Leszek Wójtowicz doradzał kilku ministrom zdrowia. Jak mówi, pozbawiono go stanowiska doradcy w momencie przejęcia resortu przez ministra Łapińskiego.
     PO CZYNACH POZNACIE GO
     Były prezydent Kołobrzegu Zbigniew Błaszczuk powiedział nam, że stwierdził, iż Leszek Wójtowicz działa na szkodę kołobrzeskiego szpitala. Dodał, iż cała załoga lecznicy i związki zawodowe były za zdymisjonowaniem dyrektora. Zbigniew Błaszczuk wyjaśnił ponadto, że były zaległości sięgające okresu sprzed przekazania SPZOZ przez ówczesnego wojewodę koszalińskiego miastu. To zadłużenie sięgało wówczas około 5 mln zł. W wyniku zabiegów poprzednika Zbigniewa Błaszczuka oraz wojewody doszło do oddłużenia.
     - "10 miesięcy po oddłużeniu okazało się, że pan Wójtowicz nie uwzględnił odsetek, które dobiły do 3 mln zł. Pan Wójtowicz nie tyle ze mną był skonfliktowany, co z całą załogą. Ja widząc tę sytuację nie chciałem wysupłać z kasy miejskiej pieniędzy dla szpitala, który szedł na dno. Być może pan Wójtowicz odebrał to tak, że jeżeli odejdzie, to ja te pieniądze przekażę. Został odwołany ze stanowiska w wyniku wyraźnej presji sześciu związków zawodowych. W końcu września 2002 r. przekazałem szpitalowi tę kwotę. Nigdy nie kierowałem się osobistymi animozjami ani prywatną oceną osoby, tylko musiałem dbać o dobro gminy i szpitala" - dodał Zbigniew Błaszczuk.
     Były prezydent Kołobrzegu, obecnie radny Rady Miasta, odnosząc się do kwestii udziału w przetargu na druki medyczne dla szpitala stwierdził, że firma jego syna dostarczała do szpitala druki. Była to umowa obowiązująca pewien czas. Dlatego Leszek Wójtowicz ogłosił przetarg.
     - "Mój syn nie wziął udziału w tym przetargu, gdyż otrzymałem sygnał, że został już wybrany człowiek, przewodniczący Rady Wojewódzkiej AWS, który miał swoją firmę w Nowogardzie. Program naprawczy, który przygotował, godził w osoby najbiedniejsze, które zarabiały po kilkaset złotych. Dlatego program naprawczy przygotowałem ja ze związkami zawodowymi. Po odejściu pana Wójtowicza w ciągu pierwszych trzech kwartałów szpital zaczął osiągać zysk. Pan Wójtowicz znany jest z tego, że jest mocny w pysku. Gorzej jest z realizacją. Parafrazując "Pismo Święte" powiem: - "Po czynach poznacie go" - podsumował Zbigniew Błaszczuk.
     Dyrektor Szpitala Psychiatrycznego w Węgorzewie, wicestarosta powiatu węgorzewskiego Tadeusz Ciborski wkłada serce w walkę o powiat i przejawia troskę o szpital.
     - "Czemu pan Wójtowicz tak wrażliwie to przedstawia, to trzeba go o to zapytać" - dodaje Tadeusz Ciborski.
     Wicestarosta węgorzewski wyjaśnia, że Rada Powiatu przejęła zadłużenie szpitala powiatowego, by działał bez zadłużeń. Wynosiło ono 3.900.000 zł.
     - "Przejęliśmy to zadłużenie z odsetkami, a szpitalowi daliśmy szansę działać od zera. Stary szpital, czyli SPZOZ postawiliśmy w stan likwidacji i utworzyliśmy Mazurskie Centrum Zdrowia. Życzę panu Wójtowiczowi powodzenia, żeby było mu lepiej niż w Węgorzewie. Życzę również mieszkańcom waszego powiatu, żeby szpital funkcjonował. Jeśli dług waszego szpitala wynosi 9 mln zł, to jeżeli starostwo tego długu nie przejmie, to szpital wasz nie ma szans" - dodał Tadeusz Ciborski.
     CO ZAMIERZA DYREKTOR?
     Przed tygodniem pisaliśmy, że swoją decyzją Leszek Wójtowicz zaskoczył władze powiatu węgorzewskiego. Dyrektor miał zawartą umowę menadżerską ze starostwem w Węgorzewie na 5 lat. Istniała nawet możliwość nieprzyjęcia przez Zarząd Powiatu w Węgorzewie rezygnacji dyrektora. Wówczas Leszek Wójtowicz wyznaczyłby swojego zastępcę na okres 1 miesiąca. Wszystko jednak wskazuje na to, że zastępca nie będzie potrzebny. Starostwo w Węgorzewie nie zamierza blokować drogi dyrektorowi.
     - "Temat ten już został przez nas omówiony. Pan Wójtowicz przez dwa lata zrobił kawał dobrej roboty. Wyraziliśmy jednak zgodę na jego odejście. Nie ma bowiem problemu z kierowaniem szpitalem, który jest w bardzo dobrej kondycji. Kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron" - powiedział starosta węgorzewski Jerzy Litwinienko.
     Leszek Wójtowicz nie ma na razie planów, które będzie chciał wdrożyć w żnińskiej lecznicy, gdyż jest na to za wcześnie. Uważa, że jest osobą, która mocno stąpa po ziemi. Jest realistą. Jak mówi - minie parę tygodni zanim przedstawi program, który powinien być zaakceptowany przez społeczeństwo oraz przez Zarząd Powiatu.
     - "Będę prosił władze powiatu o to, czy nie uznaliby za stosowne i słuszne, żeby szpital został skontrolowany i żebym wiedział od czego zaczynam. Chcę, żeby to była informacja dotycząca sytuacji finansowej. Chciałbym, żeby szpital przede wszystkim się bilansował. Chylę czoło w kierunku moich poprzedników, którzy dbali o image, czyli o to, że oddziały są ładne i czyste. Na temat finansów się nie wypowiadam. Od starosty będę oczekiwał bardzo dużej pomocy i samodzielności dla mnie. Po konsultacjach główne decyzje ja będę podejmował" - dodał Leszek Wójtowicz.
     Dyrektor zapytany, czy będzie zmierzał ku prywatyzacji szpitala, czy też będzie chciał utrzymać status lecznicy publicznej wyjaśnił, że przedstawi jeden kierunek działań w stronę przekształcenia oraz kierunek działania jako jednostki publicznej.
     - "Wierzę, że spółki użyteczności publicznej nie wejdą w życie. Jeśli nie będzie zgody na komercjalizację, to będę dążył, by szpital nie zwiększał długu i jego pozycja nie była gorsza niż jest. Sytuacja szpitala jest dla mnie martwiącą" - wyjaśnia dyrektor.
     Leszek Wójtowicz zapytany o zastępcę nie ukrywa, że chciałby współpracować z dotychczasowym p.o. dyrektora Jackiem Koszkiem.
     - "Okazuje się, że jest kolegą moich kolegów" - dodał dyrektor.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 634 (15/2004)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry