Artykuły

Barcin, mieszkaniec, koszmar, rozbój, kradzież, groźby, zdarzenia
     Łukasz Cudo jak w thrillerze
     Łukasz Cudo jest 26-letnim mieszkańcem Barcina, który od kilku tygodni przeżywa koszmar seryjnych rozbojów, wymuszeń, kradzieży i gróźb, a nawet zamachów na życie, jakich ofiarą pada. Koszmarny serial trwa od drugiej połowy grudnia, a ostatnie dramatyczne zdarzenia spotkały barcinianina w weekend i na początku bieżącego tygodnia.

Sprawca porwania samochodu Łukasza Cudo uciekał obwodnicą Barcina prawdopodobnie w kierunku Krotoszyna. Wpadł w poślizg, samochód wypadł z drogi i okręcił się wokół własnej osi.
             fot. Karol Gapiński

     Wszystko zaczęło się jednak podczas jednej z imprez w klubie Midori w Żninie pewnego wieczoru w połowie grudnia. Tam bawił się Łukasz Cudo (pozwolił nam posługiwać się swoim pełnym nazwiskiem) w towarzystwie kilku znajomych. Czas zabawy płynął mu przyjemnie. W pewnym momencie przez kolegów poznał Sławomira K., wtedy mieszkańca Inowrocławia, pochodzącego z Parlina niedaleko Mogilna. Początkowo nic nie wskazywało na to, że nowa znajomość wkrótce przysporzy Łukaszowi Cudo tylu nieprzyjemności.
     Młodzi mężczyźni spędzali grudniowy wieczór w klubie i rozmawiali ze sobą. Gdy było już późno, Sławomir K. powiedział do Łukasza Cudo, że razem z dwoma kolegami z Inowrocławia nie mają środka transportu i nie mogą wrócić na noc do domów. Poprosił o nocleg w domu nowego kolegi w Barcinie. Łukasz Cudo zgodził się i mężczyźni pojechali samochodem barcinianina do jego mieszkania.
     Łukasz Cudo w bloku na ul. Lotników w Barcinie mieszka wspólnie ze swoją dziewczyną Agnieszką i 8-miesięcznym synkiem Oskarem. Matka i dziecko potrzebowali nocą spokoju, tymczasem goście Łukasza Cudo zachowywali się bardzo głośno. Nie dostosowywali się do próśb o ciszę, które kierował do nich gospodarz.
     - W tej sytuacji zadzwoniłem po mojego ojca, bo liczyłem na to, że będzie on w stanie uspokoić moich hałaśliwych gości. Ci, kiedy zobaczyli mojego tatę wchodzącego do mieszkania, uciekli skacząc przez balkon i zniknęli w ciemnościach - opowiada Łukasz Cudo.
     Tamtego wieczoru Łukasz Cudo podał numer swego telefonu nowo poznanemu inowrocławianinowi. Mimo to zdziwił się, gdy Sławomir K., kilka lat od niego starszy nowy znajomy, zadzwonił zaraz następnego dnia. - Powiedział, że kiedy uciekli z mego mieszkania, to na ulicach Barcina zatrzymała go do rutynowej kontroli policja. Mówił mi, że ponieważ okazało się, iż jest ścigany przez stróżów prawa, to został aresztowany i następnie musiał zapłacić 1.000 zł adwokatowi za to, że ten wyciągnął go zza kratek. Wtedy o tym nie wiedziałem, ale to było kompletne kłamstwo. Żadnej kontroli i żadnego zatrzymania Sławomira K. wtedy nie było. W każdym razie ten człowiek do mnie dzwonił z wyrzutem, że to przeze mnie wpadł i stracił 1.000 zł, żeby wyjść na wolność. Jednocześnie wśród moich znajomych w Barcinie Sławomir K. zaczął budować wokół siebie legendę, że jest nie wiadomo jakim watażką w świecie przestępczym Inowrocławia.      Mnie też nękał telefonami przez następne dni, grożąc, że zabije mi synka i Agnieszkę, jeśli mu nie dam pieniędzy, które rzekomo przeze mnie stracił. Wydawało mi się, że mój prześladowca jest wielką szychą w półświatku i bałem się, a później okazało się, że ten Sławomir K. nie jest wcale żadną gwiazdą przestępczego podziemia. Siedział wprawdzie za coś w zakładzie w Inowrocławiu w jednej celi z inowrocławianinem znanym pod ksywką „Mecyk”, ale niedawno wyszli z tego więzienia i wcale nie trzęśli tak miastem i okolicą, jak się przedstawiali - opowiada nam Łukasz Cudo.
     Łukasz w tamtym czasie dużo rozmawiał z Agnieszką na temat, czy groźby Sławomira K. są realne i czy lepiej mu zapłacić. Para doszła do wniosku, że lepiej te pieniądze dać, jeśli dzięki temu wydzwaniający do nich mężczyzna i jego znajomi dadzą im święty spokój.
     Tymczasem Sławomir K. i jego kolega Mecyk zjawili się pewnego grudniowego dnia, około tygodnia przed świętami w Barcinie na klatce schodowej Łukasza Cudo. - „Mecyk” pokazał mi nóż i mówi, że mam wyskakiwać z kasy, bo zaraz wszystkich on pozabija. Sławomir K. stał za nim. Wróciłem do mieszkania po pieniądze i dałem im 1.000 zł. Wtedy „Mecyk” stał się przyjacielski, powiedział, że teraz mam już spokój, a jak będę miał jakieś problemy z kimś albo z czymś, to mam do niego zadzwonić, a on mi w razie potrzeby pomoże - kontynuuje Łukasz Cudo.
     Jednak już po kilku dniach zaczęły się na nowo telefony od Sławomira K. do Łukasza Cudo. Inowrocławianin prosił o spotkanie. Na razie niczego nie wymuszał. Mimo to Łukasz Cudo odmawiał spotkania. Dzień przed wigilią Bożego Narodzenia Mecyk i Sławomir K. znów przyjechali do Barcina. Tym razem przyszli do sklepu - serwisu z telefonami komórkowymi, który Łukasz Cudo prowadzi na ul. 4 Stycznia w Barcinie. Było około południa. Inowrocławianie zachowywali się spokojnie, nie grozili właścicielowi sklepu. Wreszcie poprosili go o to, by ich zawiózł do Inowrocławia, bo oni nie mają transportu. Łukasz Cudo uprzejmie się zgodził. Zaprosił mężczyzn do swego audi. Łukasz Cudo zasiadł za kierownica, Sławomir K. na przednim fotelu pasażera a Mecyk z tyłu, za kierowcą. Łukasz Cudo pokierował auto do stolicy Kujaw Zachodnich. Przez około pół godziny pilotowany przez mężczyzn Łukasz Cudo kluczył po Inowrocławiu. Jego pasażerowie kogoś wypatrywali. W międzyczasie za 40 zł z kieszeni inowrocławian kupione zostało na jednej ze stacji paliwo do samochodu. W pewnym momencie Sławomir K. odebrał telefon. Zamienił z kimś kilka słów, po czym powiedział do Łukasza Cudo, że jednak muszą wracać do Barcina, bo mają tam się z kimś spotkać.
     Zamierzali wracać przez Kościelec, zatem wyjeżdżali z Inowrocławia mijając tamtejszy basen. W pewnej chwili Sławomir K. wyjął z kurtki broń.- Powiedział mi, że dostał na mnie zlecenie za 10.000 zł, i że jeśli chcę przeżyć, to mam wyskakiwać z większej forsy. Ja się początkowo nie bardzo bałem. On tymczasem mówił, że ta broń to nie jest zabawka. Wyciągnął z tego pistoletu magazynek, pokazał naboje, ponownie zaciągnął, przeładował. Następnie przycisnął mi lufę do boku. Zrobiło mi się gorąco, ale to nie był koniec tego terroru - relacjonuje Łukasz Cudo.
     Siedzący za nim Mecyk złapał go ręką za czoło i przyciągnął głowę kierowcy do nagłówka, a następnie nóż przystawił do szyi barcinianina. Kierowca był w ten sposób przez długie sekundy terroryzowany przez napastników. Prowadzenie samochodu Łukaszowi Cudo nie tylko utrudniał stres, ale też po prostu trudno było fizycznie utrzymać kierownicę i patrzeć na drogę. Mimo to napastnicy nie pozwalali zatrzymać auta.      Jednocześnie Łukasz Cudo zapewniał, że da im pieniądze, ale na razie tylko część, którą ma w domu, a później resztę, jak polikwiduje swe rachunki i pobierze gotówkę. Tak naprawdę Łukasz Cudo wtedy blefował, bo w skrytce samochodu, którym jechali, a która była zamknięta na klucz, miał właśnie 10.000 zł w gotówce. Oczywiście napastnicy o tym nie wiedzieli.
     Sławomir K. kategorycznie chciał całe 10.000 zł, ale mimo to razem z kolegą schowali broń palną i nóż. Tymczasem w audi kończyło się już paliwo. Samochód jest na gaz, ale dużo pali. Dlatego wjechali na stację Olkop w Zalesiu Barcińskim. Łukasz Cudo chciał być sprytniejszy od prześladowców. Zamierzał, idąc na stację, zabrać kluczyk i jakoś zawiadomić obsługę, że jest ofiarą terroru. Liczył, że może nawet zdoła zadzwonić po pomoc. Przeliczył się jednak. Mecyk sam poszedł zapłacić za paliwo, a jego kompan pozostał w audi razem z Łukaszem Cudo. Kilka minut później byli już w Barcinie.
     Napastnicy kazali Łukaszowi Cudo podjechać na ulicę koło kościoła św. Maksymiliana Kolbego tyłem. Tak, żeby jego samochód był gotowy do błyskawicznego odjazdu. Właściciel samochodu musiał zostawić napastnikom kluczyki. Ci wysłali go po pieniądze. Łukasz Cudo jeszcze liczył przed wyjściem z auta, że zgasi silnik i uda mu się włączyć niewidocznym guziczkiem automatyczną blokadę zapłonu. Jego nadzieje były płonne, bo napastnicy nie pozwolili wyłączyć silnika.
     Łukasz Cudo poszedł do domu. Była tam już Agnieszka. Wezwali policję, a Łukasz Cudo instruował funkcjonariuszy przez telefon, że napastników jest dwóch, mają nóż i pistolet i stoją w taki sposób, że można zablokować im wyjazd stając przed nimi. - Jednak policjanci najpierw przyjechali nieoznakowanym samochodem i obserwowali, a później na sygnale przyjechały 2 radiowozy i stanęły za moim autem. Dlatego „Mecyk” i jego kumpel zdołali odjechać - opowiada Łukasz Cudo.
     Samochód napastnicy tego samego dnia porzucili w Złotnikach Kujawskich, gdy skończyło się paliwo. Właściciel pojechał na miejsce. Okazało się, że sprawcy nie domyślili się, że w schowku są pieniądze. Całą kwotę 10.000 zł Łukasz Cudo odnalazł bezpieczną w samochodowym schowku. Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Żninie kilkanaście dni później zatrzymali w Inowrocławiu sprawców rozboju. Obaj trafili już do aresztu w Potulicach i czekają na postępowanie sądowe przeciwko nim.
     Zanim jednak zostali ujęci, 29 grudnia w nocy ktoś wybił szybę w witrynie sklepu Łukasza Cudo na ul. 4 Stycznia. Nagranie monitoringu wskazuje, kto może być sprawcą, bo widać na tym nagraniu mężczyznę zmierzającego ulicą w kierunku sklepu z narzędziami i kamieniami. Była to osoba znana Łukaszowi Cudo. Póki co jednak, dla dobra śledztwa, nie mają być ujawniane inicjały podejrzanego. W każdym razie szyby zostały wybite i do dzisiaj zakrywa te dziury baner zawieszony na witrynie. Straty wyniosły 1.000 zł.
     14 stycznia Łukasz Cudo wybierał się swoim audi do szpitala w Żninie, by odwiedzić dziewczynę i synka. Wsiadając do samochodu rzucił jeszcze okiem na stojącego obok a należącego również do niego volkswagena transportera. Z samochodem było wszystko w porządku. Jednak po powrocie ze Żnina Łukasz Cudo stwierdził, że w transporterze wybite są wszystkie szyby i z auta skradziono radio. W tym przypadku również trwa dochodzenie policji. Straty oszacowano na 2.000 zł.
     To nie był koniec nieprzyjemnych zdarzeń, które spotkały Łukasza Cudo na przełomie roku. Otóż od pewnego czasu do jego sklepu przychodził 16-letni Kamil G. z Barcina. Chłopak ma smykałkę do elektroniki i lubi naprawiać komórki. Pomagał w sklepie Łukaszowi Cudo i starał się, by ten przyjął go tutaj na praktyki uczniowskie. Praktyk wprawdzie oficjalnie jeszcze nie miał, ale pomagał sprzątając sklep oraz przy aparatach telefonii komórkowej.
     - W ten weekend Kamil G. opowiadał mi, że ma problemy w domu i prosił, bym go przenocował u siebie. Ponieważ Agnieszka i Oskar byli w szpitalu, to zgodziłem się. Kamil nocował u mnie z niedzieli na poniedziałek i z poniedziałku na wtorek. Pierwszej nocy wszystko było w porządku. Drugiej do późna razem naprawialiśmy komputer. Było około północy. Popijałem colę prosto z butelki półtoralitrowej. Nagle zrobiłem się całkiem śpiący i położyłem się. Kamil został przy robocie. W środku nocy, o czym dopiero przypomniałem sobie po około 20 godzinach, Kamil próbował mnie obudzić. Chciał, żebym mu podał do ręki swój palec, bo on musi otworzyć laptop i potrzebuje wczytać na pasku czytnika moje linie papilarne.      Bezwiednie to zrobiłem. Wieczorem następnego dnia, gdy otwierałem laptopa, ta sytuacja przypomniała mi się. Sprawdziłem pamięć w komputerze. Okazało się, że Kamil wykasował historię przeglądanych stron w Internecie poza wejściem na „naszą klasę” i rozmową tutaj z siostrą. Ta rozmowa jednak w żadnym stopniu nie wyjaśniała, co się stało w nocy - mówi Łukasz Cudo.
     W tym miejscu musimy wyjaśnić, że od kilku nocy Łukasz Cudo zostawiał audi na parkingu przy stacji Orlen w Barcinie. Robił to dla bezpieczeństwa samochodu, bo teren objęty jest monitoringiem. Otóż pewnego dnia Łukasz Cudo jechał do szpitala w Żninie do bliskich i zobaczył, że z przedniego koła ściągnięto pokrywkę. Sprawdził, czy nie skradziono śrub mocujących koło, ale te tkwiły na miejscu. Dlatego ruszył w podróż. Jednak w drodze w pewnym momencie koło się zablokowało i Łukasz Cudo omal nie wpadł przy dużej prędkości do rowu. Po chwili koło się odblokowało. Później u mechanika w Barcinie Łukasz Cudo dowiedział się, że wykręcona została centralna śruba od przegubu, której nie widać, ale której wykręcenie mogło być próbą zamachu na Łukasza Cudo.
     We wtorek nad ranem o tym nie było jeszcze wiadomo, bo Łukasz Cudo był przed wizytą u mechanika. Rano o 7:00 do Agnieszki, dziewczyny Łukasza, zadzwoniła do szpitala jej siostra i powiedziała, że widziała właśnie samochód jej chłopaka w rowie na obwodnicy Barcina.
     Agnieszka zadzwoniła do Łukasza i ten się dopiero wtedy obudził. Kamil G. był w mieszkaniu. Gdy Łukasz usłyszał relację dziewczyny, zaczął wypytywać swego gościa, gdzie jest samochód i gdzie jest 4.500 zł, które były w domu. Nastolatek udawał, że nie wie, o co chodzi. Dopiero zaprowadzony na policję przyznał się, że ukradł samochód. Jak wskazują ślady, jechał audi Łukasza Cudo w kierunku Krotoszyna obwodnicą i być może właśnie z powodu wspomnianej usterki koła nagle zjechał z drogi, uderzył w skarpę rowu, po czym samochód obrócił się o 180 stopni. Kamil G. wysiadł i wrócił do domu pozostawiając samochód. Podczas przesłuchania na policji znaleziono w kieszeni kurtki młodzieńca 3.000 zł. Nie wiadomo, co z resztą sumy, bo Agnieszka, partnerka Łukasza, jest przekonana, że w domu było schowane 4.500 zł.
     Łukasz Cudo jeździ odzyskanym samochodem, ale naprawy będą go kosztowały około 8.000 zł. Kamil G. odpowie przed sądem dla nieletnich za kradzież samochodu i pieniędzy.
     Komisarz Piotr Kliczkowski z Komendy Powiatowej Policji w Żninie powiedział nam, że dopiero sprawca, który ukończył 17 lat, może odpowiadać jako dorosły. - Wcześniejszy rozbój i wybicia szyb w samochodzie i sklepie oraz ostatnia kradzież nie wiążą się ze sobą. Co najwyżej mogą wiązać się ze sobą same wybicia szyb. Trwa dochodzenie - powiedział komisarz.
     Łukasz Cudo wczoraj miał zanieść na policję butelkę coli, z której pił w nocy z poniedziałku na wtorek, do zbadania na okoliczność, czy nie dosypano czegoś do napoju. Ponadto miał oficjalnie zgłosić policjantom, wcześniej tylko sygnalizowane im, odkręcenie przez kogoś centralnej śruby od przegubu, jako przestępstwo przeciwko jego zdrowiu i życiu, bo nie ma wątpliwości, że to był zamach na jego osobę.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1040 (3/2012)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry