-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Czwartek, 26 Stycznia 2012
Krotoszyn, zarządca, dłużnik, sąd, zapłata
Zarządca skarży, dłużnik ripostuje
W Sądzie Rejonowym w Żninie rozpoczęła się pierwsza ze spraw z powództwa Spółdzielni Mieszkaniowej w Krotoszynie przeciwko dłużnikowi o nakaz zapłaty. Tymczasem pozwany oraz drugi mieszkaniec sąsiedniej wspólnoty, który przed sądem stanie w podobnej sprawie wkrótce, złożyli doniesienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez zarządcę spółdzielni i wspólnot. Przestępstwo ma polegać na sfałszowaniu umów. Sprawę wyjaśnia policja.
W poprzednią środę w I Wydziale Cywilnym Sądu Rejonowego w Żninie rozpoczęła się sprawa o nakaz zapłaty przeciwko Przemysławowi Staszakowi. Pozwany pozwala nam posługiwać się swoimi personaliami. Od dawna nie kwestionuje tego, że ma zadłużenie wobec zarządcy. Powtórzył to również przed obliczem sędziego Tomasza Michalaka, który sądzi w sprawie z powództwa spółdzielni przeciwko Przemysławowi Staszakowi. Przypomnijmy, że nie jest on formalnie członkiem spółdzielni, a mieszkańcem jednej ze wspólnot mieszkaniowych. Wspólnotami w Krotoszynie (każdy budynek, to inna wspólnota), jak i Spółdzielnią Mieszkaniową w Krotoszynie zarządza ten sam zarządca, a mianowicie Maria Z.
NIE CHCĄ PŁACIĆ PRZY ŁÓŻKU
Przemysław Staszak przed sądem bronił się wysuwając zastrzeżenia wobec zarządcy. Mówił, że nie wie, jakie ma zadłużenie i nie wie, ile musi zapłacić, ze względu na brak dostępu do dokumentacji związanej z zarządzaniem wspólnotą, której jest członkiem. Dlatego też chciał złożyć wniosek o przesłuchanie przez sąd świadka na okoliczność nieistnienia odrębnego rachunku obsługującego interesy wspólnoty. - Pani zarządca ostatnio była przez kilka miesięcy chora. Płacenie należności odbywa się do rąk własnych, bo nie ma rachunku dla wspólnoty. Ja pani Z. (zarządcy spółdzielni i wspólnot - przypis kg) oczywiście nie życzę źle, ale gdyby zdarzył się jej jakiś wypadek czy udar, to jak mamy płacić należności? Przy łóżku szpitalnym? - mówił sędziemu Przemysław Staszak.
Sędzia jednak podkreślił, że brane będą pod uwagę dowody pozwalające określić wysokość zadłużenia pozwanego wobec spółdzielni, a posiadanie konta przez wspólnotę nie ma w tej sprawie przełożenia na wysokość należności pozwanego.
NIE WIDZIAŁ UMOWY
Przemysław Staszak przed sądem poruszył też kwestię możliwego sfałszowania umowy między zarządcą a jego wspólnotą mieszkaniową. Otóż w 2005 r. zawarta została umowa, która gwarantowała członkom wspólnoty mieszkaniowej to, że zarządca nie może windykować należności z ich strony na drodze sądowej. Jednak w 2008 r. pojawiła się praktycznie taka sama wersja umowy, jak w 2005 r., z tą jedną różnicą, że w nowszej pojawiła się furtka do windykacji sądowej. Tyle tylko, że zdaniem Przemysława Staszaka żadnej umowy w 2008 r. wspólnota z zarządcą nie zawierała, bo on o tym by wiedział, gdyż był już członkiem wspólnoty. Pozwany nie przypomina sobie, by ktoś wtedy chodził od mieszkania do mieszkania, by informować o jakimś zebraniu, na którym miałyby zapaść decyzje o zebraniu wspólnoty. Pozwany wskazywał w ten sposób, że skoro nie było zebrania wspólnoty, to tym bardziej nie może być prawomocnej umowy, gdyż zawarcie takiej przekracza zakres uprawnień zarządu spółdzielni, bo wymagana jest właśnie uchwała wspólnoty.
Ponadto na rzekomej umowie z 2008 r. jest też podpis jednego z mieszkańców, Józefa Ch. Tymczasem, jak powiedział Przemysław Staszak, jego sąsiad Józef Ch. jest w takim wieku i takiej kondycji, że nie byłby w stanie przeczytać samodzielnie i ocenić treść umowy oraz się pod nią podpisać.
WSPARCIE DUCHOWE
Biorąc to wszystko pod uwagę pozwany Przemysław Staszak poddał w wątpliwość autentyczność umowy z 2008 r. Dodał również, że w tej sprawie jest prowadzone przez komisariat policji w Barcinie postępowanie sprawdzające. Jak się dowiedzieliśmy jeszcze przed rozprawą, do Prokuratury Rejonowej w Szubinie mieszkańcy innej wspólnoty w Krotoszynie, Marek Kustosz i Barbara Wądrzyk (również pozwolili posługiwać się swymi personaliami i wizerunkiem, gdyż podkreślają, że nie mają nic do ukrycia), także skierowali wniosek o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego w sprawie stwierdzenia autentyczności podpisów. Tym razem chodzi o umowę ze wspólnotą, w której mieszkają Marek Kustosz i Barbara Wądrzyk. Przypomnijmy, że Marek Kustosz jako właściciel mieszkania również posiada zadłużenie wobec zarządcy i też został pozwany przed sąd w Żninie, ale terminu rozprawy jeszcze nie wyznaczono.
Oboje w środę byli na sali sądowej, aby wspierać swego sąsiada duchowo i ewentualnie zeznawać jako świadkowie.
Przemysław Staszak złożył wniosek o przesłuchanie jako świadka Marka Kustosza. Pozwanemu chodziło o to, aby też inna osoba zeznała, że na osiedlu w Krotoszynie zarządzanie nie odbywa się w sposób jasny i czytelny, że np. nie wiadomo, czy pieniądze na opał do kotłowni ogrzewającej jedną wspólnotę nie są przypadkiem brane z puli wpłaconej przez wspólnotę inną na inny cel, np. na remont.
POLICJA SPRAWDZA
Powódki, czyli zarządcy spółdzielni i wspólnot w Krotoszynie, w sądzie nie było. Nie pojawił się również radca prawny Michał Szczerbiak, który jest jej pełnomocnikiem.
Sędzia Tomasz Michalak zdecydował o terminie następnego posiedzenia w tej sprawie. Odbędzie się ono w sądzie w Żninie - co również nie umknęło uwadze sędziego, bo normalnie sprawy z terenu Krotoszyna w gminie Barcin powinny być kierowane przez powoda do sądu w Szubinie - 6 lutego o 10:30. Wówczas sąd wysłucha Marka Kustosza i liczy na to, że zjawi się przynajmniej pełnomocnik strony powodowej. Sędzia nie wykluczył również, że sprawa zostanie w przyszłości zawieszona na czas postępowań sprawdzających podjętych przez policję w Barcinie pod kątem ewentualności sfałszowania dokumentów i podpisów.
Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, w celu sprawdzenia autentyczności dokumentów i podpisów policja skorzysta z pomocy grafologa.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1040 (3/2011)






