-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Czwartek, 02 Lutego 2012
Łukasz Dalka, a za nim zastoiska wody, mogą znów zniszczyć jego plony
fot. Sylwia WysockaGrocholin, Kcynka, woda, gospodarstwo rolne
Kcynka już zalewa
2 ha rzepaku, 5 ha pszenicy i 3 ha łąki znalazło się pod wodą. W konsekwencji trzeba było pola zaorać. Od października Kcynka wylewa na nowo, a rolnik boi się powtórki sprzed roku.
Młody rolnik Łukasz Dalka kupił w Grocholinie gospodarstwo rolne. Przed rokiem jego plony zdziesiątkowała rzeka Kcynka. W Grocholinie w ubiegłym roku woda z rzeki zalała pola nie tylko jego i sąsiadów. W zaniżeniu terenu przy torach kolejowych powstało zalewisko, które przypominało jezioro. Woda z rzeki wylewa, bo zaraz za przepustem pod torami koryto rzeki jest zarośnięte, rośnie tam drzewo, leżą gałęzie. Woda stoi spokojnie, wygląda jak zarośnięty staw. A woda powinna przepływać dalej przez las grocholiński w kierunku Chwaliszewa.
- W ubiegłym roku woda zalała nam 5 ha pszenicy, 2 ha rzepaku i całą ponad 3 ha łąkę, tu było jedno wielkie jezioro. Pszenica i rzepak wygniły, musieliśmy zaorać i siać zboże na nowo - opowiada rolnik gospodarujący na 16 ha, z czego 10 ha miał pod wodą. Łukasz Dalka wraz z ojcem Józefem Dalką opowiadają, że interweniowali w Biurze Terenowym Kujawsko-Pomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Nakle, które w utrzymaniu ma Kcynkę. Ich interwencje nie przynosiły skutku, złożyli więc wniosek o odnowienie i oczyszczenie biegu koryta rzeki, by umożliwić jej bieg. Wystąpili też o odszkodowanie. W odpowiedzi czytają, że przyczyną zalania były nadmierne opady. - I o odszkodowaniu możemy w takiej sytuacji zapomnieć. Z tego co widzimy, to w tym roku będzie jeszcze gorzej, bo woda już w październiku wylewała, teraz zalała już naszą łąkę, stoi na polu przy rzece, zapowiadają opady śniegu, niebawem nasze pola znajdą się pod wodą i powtórzy się sytuacja sprzed roku, albo jeszcze zastoisko zwiększy swój obszar - mówi ojciec rolnika.
Opowiadają, że jesienią, kiedy panowała susza, na łące pojawiały się zastoiska i idąc wzdłuż Kcynki dostrzegli, że do rzeki spuszczana jest woda z oczyszczalni, która podnosi stan w rzece. Henryk Grobelny, prezes Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Kcyni potwierdził, że oczyszczona woda z oczyszczalni, będąca pod stałą kontrolą względem parametrów, spuszczana jest do Kcynki podobnie jak woda deszczowa.
Józef Dalka udał się do burmistrza, ponieważ uważał, że skoro przy suszy rzeka z koryta wylewa, bo jej stan podnosi spuszczana woda z oczyszczalni, to stosowne kroki powinien podjąć włodarz gminy. Rolnik sądził, że swoimi częstymi wizytami zmobilizuje burmistrza do podjęcia działań w celu udrożnienia rzeki, jednak nie przyniosło to żadnych rezultatów.
Rolnicy mówią, że na tym odcinku nikt od lat rzeki nie czyścił, co zresztą widać. Na swe apele o oczyszczenie słyszą, że nie ma pieniędzy. Dla porównania pokazują rów, który na zakupionych przez nich gruntach widnieje jako rów prywatny, który poprzednik sam wykopał. - Rów jest oczyszczony, sami o niego dbamy, wykaszamy, czyścimy, a ze Spółki Wodnej w Kcyni dostajemy upomnienia, że mamy za niego płacić. Tak na prawdę, to tu nawet drenarka nie działa, bo pobudowano ją przed I wojną, jak więc niemodernizowana i nieczyszczona ma funkcjonować - zastanawia się rolnik.
Janusz Szablowski, dyrektor Kujawsko-Pomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych we Włocławku przyznał, że rolnik może nie płacić, ale musi w należytym stanie rów utrzymywać. Konserwacja należy do właściciela, a jeśli jest członkiem spółki wodnej, to konserwacja należy do spółki. Wówczas płaci składkę jako członek, a spółka świadczy usługi konserwacyjne. Indywidualną sprawą danej spółki jest to, czy rolnik płaci od metra rowu, czy od hektara zmeliorowanej działki.
W sprawie Grocholina Janusz Szablowski zapewnił, że problem zna i dotyczy on znacznie większych obszarów, a według jego rozeznania podstawową przyczyną problemu są działania bobrów. - Robimy co w naszej mocy, ale nie mamy ani możliwości finansowych, ani mocy przerobowych, by na bieżąco rozbierać tamy bobrowe. Tłumaczę rolnikom, by składali wnioski do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska o odszkodowania wypłacane na podstawie przedłożonej dokumentacji - tłumaczy dyrektor Zarządu z Włocławka.
Oznajmił, że w ubiegłym roku rozpoczęli inwestycję związaną z rozbudową rzeki Kcynki i prowadzili ją na odcinku 2 km. W tym roku prace zostaną wznowione. Od miejsca, w którym rozpoczęli pracę do Miastowic mają około 6 km. Podczas prowadzonych prac wykonywana jest wycinka drzew, by rozbudować przekrój poprzeczny rzeki. W ubiegłym roku, jak tłumaczy dyrektor, duża ilość opadów i stosunkowo wysoka temperatura spowodowała błyskawiczny porost roślin. - Wiemy o problemie, my do tego odcinka w Grocholinie dojdziemy i woda spłynie, znamy sytuację i działamy w tym zakresie - zapewnił Janusz Szablowski. Zapewniał też, że rozbiórka tam na tej rzece również przyczyni się do zwiększenia spływu wody.
Rolnik z Grocholina nie ma podstaw, by wystąpić do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska i tłumaczyć zastoisk na swych polach tamami bobrowymi. Gdyż tuż za zastoiskiem, które zniszczyło jego zasiewy, jest naturalna tama spowodowana roślinnością. W tej sytuacji próba pozyskania odszkodowania, uzasadniona winą bobrów byłaby formą wyłudzenia.Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1041 (4/2011)
Komentarz
Jezioro zamiast basenu
Słuchając rolnika z Grocholina, który musiał zaorać 7 hektarów zboża, bo wygniło ono pod wodnym zastoiskiem, będącym skutkiem wylania Kcynki, miałam wrażenie, że podobne argumenty już słyszałam. Zwłaszcza, kiedy rolnik mówił, że już od jesieni woda wylewa, że powtórzy się sytuacja sprzed roku, zapewniał, że pukał, interweniował, szukał pomocy, ale czeka go pewnie powtórka. Nie widzi pomocy, przez rok nic nie zrobiono, by oszczędzić nie tylko jego plony, ale przecież i innych rolników. I już wiem... Podobną wypowiedź słyszałam w telewizji.
Wręcz identyczne uwagi podnoszą rolnicy, u których powtórzyły się powodzie. Z całą świadomością przyznaję, że powodzie znane nam z telewizji, które zalewają domy, zrywają mosty, powodują obsuwanie się terenów i pochłaniają ludzki dobytek są ogromną tragedią, przy której sprawa młodego rolnika z Grocholina wydaje się zupełną pestką. Jednak kiedy pod wodą znajduje się 3/4 jego upraw, a ponad połowę swego areału obsiać musi na nowo, to nie ma wątpliwości, że rolnik w tym momencie nie może mówić o opłacalności, ale o poważnym problemie, jaki przed nim stoi.
Domagając się pomocy i odszkodowania dowiedział się, że pola zalało bo były nadmierne opady. Jednak woda, występująca z rzeki po kilku miesiącach suszy, dała mu do myślenia. Szedł, szedł i doszedł, że Kcynką spływa... woda z oczyszczalni. Na wysokości jego pól rzeka jest zarośnięta i woda szuka sobie ujścia w zaniżeniach na okolicznych polach.
Przy takim stanie rzeczy teren gminy Kcynia być może doczeka się jeziora. Były przymiarki do budowy basenu, być może są kolejne do budowy naturalnego zbiornika wodnego. Oprócz możliwości nauki pływania, powstanie i plaża dla mieszkańców. Ale wracając do rzeczywistości - nie sprzeczam się z faktem, że swój udział w tamowaniu spływu wody mają bobry, które na dalszym odcinku, jak mnie zapewniano, budują systematycznie zapory. Tylko wskazówka by rolnik domagał się odszkodowania za zniszczenia w uprawach, jako szkody spowodowanej działaniem bobrów, wydaje się tu niebezpiecznym zagraniem (równie dobrze można mu proponować, aby starał się o odszkodowanie bezpośrednio od bobrów). Jest zagraniem - w moim rozumowaniu - stojącym na granicy prawa z możliwością podciągnięcia pod próbę wyłudzenia.
Bo jak ten rolnik ma udokumentować, że woda wylała, bo bóbr zbudował tamę, skoro tamę zbudowała natura? Bujnie rozkrzewiająca się nam przyroda? Pochylone drzewo z gałęziami w wodzie, bujnie rozrośnięta roślinność i to nie tylko na brzegu, ale i w samym korycie, która sprawia, że ruch wody jest niewidoczny na tym odcinku rzeki, to raczej niedbałość zarządcy odpowiedzialnego za stan Kcynki i jej utrzymanie, a nie bezpośrednia wina bobra. Podać do sądu Naturę? Niech płaci, jak taka jest bujna.
A może - od czasu oddania wybudowanej za dwa i pół miliarda oczyszczalni - coś się zmieniło w ilości wypuszczanej przez nią wody? I nie Natura za to odpowiada, a Człowiek? Myślę, że nie należałoby tego rolnika zbywać i odsyłać do czorta (czy do bobrów), tylko rozwiązać ten problem.Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1041 (4/2011)






