-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Czwartek, 02 Lutego 2012
Jabłówko, Szubin, samolot, Armia Czerwona, styczeń roku 1945, desant
Niemcy - między katem a ofiarą
Kiedy 12 stycznia 1945 roku ruszyła wielka ofensywa zimowa na froncie wschodnim, hitlerowski okupant na terenie gminy Łabiszyn szykował swoją ostatnią zbrodnię. Władze niemieckie nakazały stawić się polskim mieszkańcom Łabiszyna i okolicznych wsi w parku miejskim, prawdopodobnie po to, aby ich wymordować.
![]() |
| Sołtys Jabłowa Pałuckiego Edmund Słomowicz z dumą staje przy pomniku-mogile upamiętniającym Rosjan wyzwalających ziemię łabiszyńską fot. Bartosz Woźniak |
Siła pięciu frontów Armii Czerwonej miała zniszczyć armie niemieckie między Bałtykiem a Karpatami, by dalej ruszyć na Berlin. Przewaga sił ofensywnych była bardzo duża, w związku z czym wiele terenów pozostawało bez poważnej obrony ze strony Niemców. Należała do nich także ziemia łabiszyńska.
DESANT NAD JABŁÓWKIEM
W tych dniach na niebie wokół Łabiszyna przelatywał niemiecki samolot, który zrzucał spadochroniarzy na teren kilku wsi. Mieli oni białe, maskujące mundury, co biorąc pod uwagę srogą i śnieżną zimę roku 1945, było formą ochrony i zabezpieczenia przed ewentualnym rozpoznaniem. Z żyjących świadków tamtego wydarzenia, nikt nie był jednak w stanie jednoznacznie stwierdzić, dlaczego Niemcy w obliczu nieuchronnej klęski zrzucali swoich spadochroniarzy na ten teren. Biorąc pod uwagę pewne okoliczności, można przypuszczać, iż była to część planu, którego cel stanowiła eksterminacja polskiej ludności.
Tymczasem do Łabiszyna zbliżały się oddziały Armii Czerwonej idące w kierunku Radziejów - Inowrocław - Gostynin - Szubin - Nakło. Na 20 stycznia planowano zajęcie rejonu Inowrocławia i Barcina, a następnie osiągnięcie rejonu Nakła, Gołańczy, Żnina i Łabiszyna. Za czołowymi jednostkami frontowymi szła 1. Armia Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Stanisława Popławskiego.
Wówczas trzech żołnierzy niemieckich zostało zrzuconych w Jabłówku. Jednego z nich udało się radzieckim snajperom zastrzelić jeszcze zanim wylądował na ziemi. Dwóm pozostałym, którzy zorientowali się, że wojska rosyjskiego frontu są już bardzo blisko, udało się zbiec.
Wydarzenie to miało miejsce w pobliżu miejscowego młyna, naprzeciw którego znajdował się stary kamienny dom gminny tzw. czworak, przeznaczony do zamieszkania dla czterech rodzin. Mieszkali tam wówczas m.in. Józef i Zofia (z domu Guzik) Nowakowie z pięciorgiem dzieci Marią, Jerzym, Haliną, Wandą i Praksedą. Po wojnie urodził się jeszcze syn Marek. Rodzina całą wojnę przeżyła w Jabłówku. Józef pracował w gospodarstwie u Niemca, Zofia natomiast w domu niemieckiego pastora, gdzie polscy robotnicy m.in. gotowali mydło i marmoladę, które były następnie pakowane w budynku zajętym przez oddział SS (obecnie rzeźnia) i wysyłane do niemieckich żołnierzy na front.
Wandzie Sommer (z domu Nowak), wówczas 5-letniej dziewczynce utkwiło dość dokładnie w pamięci zdarzenie z niemieckim spadochroniarzem, który poległ w pobliżu ich domu. - Jak to dziecko, z ciekawości poszłam w to miejsce. Z dokumentów, do których zajrzałam wraz z mamą, wynikało, iż był to 19-letni Niemiec z Poznania. Wśród dokumentów był jego list do matki. Moja mama czytała go i płakała - wspomina. Nie wie jednak, co się później stało z ciałem żołnierza i gdzie został pochowany.
ZBŁĄKANI NIEMCY
Mniej więcej w tym samym czasie dwaj zbłąkani żołnierze niemieccy, uciekający przed zbliżającymi się od strony Łabiszyna oddziałami Armii Czerwonej, trafili do jednego z gospodarstw w Ostatkowie, w którym mieszkali Polacy. Wyczerpani marszem chcieli się przespać. Byli to żołnierze frontowi, ubrani w maskujące mundury.
W pobliżu znajdowało się już jednak dowództwo kompanii piechoty wojsk radzieckich, które z Łabiszyna szły polami na zachód. Ktoś z Polaków poinformował Rosjan, iż w sąsiednim gospodarstwie znajdują się Niemcy. Żołnierze zostali przyprowadzeni do dowódcy, który stacjonował w pobliżu gospodarstwa Józefa Draheima. Jego bratanek, 15-letni wówczas Władysław Draheim, który przekazał nam tę relację, wspólnie z rodzicami Stanisławą i Piotrem oraz 2 lata starszą siostrą Heleną, wrócił w styczniu 1945 roku z Klotyldowa, gdzie na początku wojny zostali wysiedleni.
Niemcy przekazali broń Rosjanom, którzy po krótkim przesłuchaniu nakazali im oddalić się z gospodarstwa. Nie uszli jednak kilkunastu metrów, gdy w ich kierunku padły strzały ze strony żołnierzy rosyjskich. - Jeden z nich został trafiony w tył głowy, drugi zdążył się lekko odwrócić i kula trafiła go w okolicę skroni. Rosjanie po zabiciu Niemców odjechali, a ich ciała zostawili na podwórzu - wspomina Władysław Draheim, który był świadkiem zastrzelenia Niemców i wspólnie z innymi członkami rodziny i znajomymi uczestniczył w pochówku Niemców. Ich ciała trafiły na ewangelicki cmentarz znajdujący się w lesie po drugiej stronie drogi od gospodarstwa.
EKSHUMACJA ŻOŁNIERZY
Władysław Draheim przed ponad rokiem wskazywał miejsce pochówku przybyłym do Ostatkowa dwóm przedstawicielom jakiejś komisji, której nazwy nie pamięta. Wie tylko, iż jednym z nich był Niemiec, a drugim Polak. Wiemy jednak, iż tego rodzaju sprawami zajmuje się stowarzyszenie Pomost, które działa z upoważnienia polsko-niemieckiej fundacji Pamięć z polską siedzibą w Warszawie, zajmującej się od 1994 roku odnajdywaniem miejsc pochówków i zlecaniem ekshumacji żołnierzy niemieckich. Po naszym telefonie do fundacji okazało się, że nic o wydarzeniach z Ostatkowa nie wiedzą. - Być może byli tam jacyś urzędnicy. Mając teraz kontakt z panem Draheimem, przeprowadzimy wizję lokalną, a następnie wystąpimy o pozwolenie na prace ekshumacyjne. Jeśli wojewoda wyrazi zgodę, to przeprowadzimy całą procedurę - poinformowała Barbara Chlebus z fundacji Pamięć.
Według wspomnień świadków w okolicach Łabiszyna, wskutek działań Armii Czerwonej, miało zginąć na przełomie stycznia i lutego 1945 roku około 25 niemieckich żołnierzy.
Cmentarz w Ostatkowie jest zaniedbany i zarośnięty chaszczami, więc odnalezienie miejsca pochówku nie było łatwe. Po wskazaniu owego miejsca przez Władysława Draheima przedstawiciele komisji zapowiedzieli przyjazd wyspecjalizowanych osób, celem ekshumacji niemieckich żołnierzy. Ich szczątki byłyby wtedy przewiezione na cmentarz wojenny w Starym Czarnowie pod Szczecinem, chyba że znalazłaby się rodzina chcąca zabrać krewnych w rodzinne strony. Jednak, jak poinformował prezes stowarzyszenia Pomost Tomasz Czabański, rodziny poległych raczej się nie zgłaszają, dlatego pochówek odbywa się na cmentarzach wojennych w Polsce.
Podobnie było ze szczątkami ekshumowanego 3 października ubiegłego roku na ewangelickim cmentarzu w Wyrębie niemieckiego podpułkownika Wilhelma Kirchsteina, zabitego w styczniu 1945 roku przez Rosjan (pisaliśmy o nim w Pałukach nr 12/2011).
Orientacyjne miejsce pochówku wskazał stowarzyszeniu Pomost z Bydgoszczy zajmującemu się ekshumacjami Franciszek Grądziel, który pogrzebał oficera na wspomnianym cmentarzu. Poszukiwania trwały półtorej godziny, po których na głębokości około 60 cm szczątki Kirchsteina znaleziono. Co ciekawe, podczas prac ekshumacyjnych w mogile znaleziono maszynkę do golenia na żyletki i plastikową szczoteczkę do zębów. Oprócz tego były też tam guziki z niemieckiego munduru z hitlerowskimi symbolami. Szczątki podpułkownika, jak i znalezione przy nim przedmioty, zostały zapakowane do osobnych foliowych worków i przewiezione do stowarzyszenia Pomost w Poznaniu, gdzie trafiły do trumny. Stamtąd trumnę przetransportowano na cmentarz w Starym Czarnowie.
WĄTPLIWE WYZWOLENIE
Wojska radzieckie, zajmując Łabiszyn właściwie bez walki, nie zatrzymały się w mieście, lecz ze względu na większy dostęp do żywości i dużą przestrzeń dla ciężkiego sprzętu wojskowego stacjonowały poszczególnymi kompaniami w pobliskich wsiach. Tam nie oszczędzali polskiej ludności i ich dobytku, co można po części tłumaczyć głodem i wycieńczeniem po wielotygodniowych walkach. - Jak weszli od razu wydarli mi chleb z ręki, a mieszkanie splądrowali. Tata schował się przed nimi w piwnicy, a kiedy go znaleźli zabrali mu wszystkie rzeczy, w które był ubrany. Żeby wyjść z domu, musieliśmy przejść przez rosyjski czołg, gdyż zatarasował całe wejście, aby nikt nie uciekł - wspomina Wanda Sommer.
Radzieckie oddziały, zanim dalej ruszyły na zachód w kierunku Berlina, spędziły pod Łabiszynem około 2 tygodni. - U nas w Jabłowie Pałuckim obok budynku, w którym znajdowały się kościół i szkoła, został zorganizowany nawet dużej pojemności skład paliwa dla czołgów - stwierdza sołtys Edmund Słomowicz, miłośnik lokalnej historii, który przez wiele lat zbierał informacje o II wojnie światowej na podstawie rozmów ze świadkami ówczesnych wydarzeń.
Dodał jednocześnie, że nie wszędzie upamiętnienie żołnierzy radzieckich jako wyzwolicieli Polski, którzy uratowali wielu ludzi przed pewną śmiercią ze strony hitlerowskich zbrodniarzy, wygląda jak należy: - W Łabiszynie pomnik ku czci poległych Rosjan nikomu nie przeszkadza, a władze dbają o jego wygląd, a w Szubinie, gdzie zginęło ich dużo więcej, napis upamiętniający Rosjan z pomnika usunięto. W ten sposób niepotrzebnie zmienia się historię lub próbuje się ją okroić z faktów.
EWAKUACJA CZY EGZEKUCJA
Łabiszyn nie musiał być zdobywany, ponieważ Niemcy wobec wielkiego rozmachu ofensywy radzieckiej wycofali się z miasta. Około 9 rano 21 stycznia do Łabiszyna od strony Jeżewa wjechał czołg. Co dziwne uczynił to bez osłony transporterów z piechotą i bez motocyklistów, jak wymagała tego sztuka wojenna. W jego kierunku z wieży kościoła św. Mikołaja, gdzie znajdował się magazyn wojskowy, padły strzały. Czołg oddał dwie salwy w kierunku kościoła, niszcząc część dachu i wycofał się. Na tym akcja militarna w Łabiszynie się zakończyła.
Zanim do tego doszło Niemcy zarządzili 2 tygodnie wcześniej zbiórkę ludności polskiej w parku miejskim, prawdopodobnie w celu ewakuacji, a być może wymordowania. Ta druga wersja jest o tyle możliwa, iż około miesiąca wcześniej w parku Polakom nakazano kopać rowy pod przyszłe mogiły dla zabitych, a zrzucani spadochroniarze być może mieli dopilnować stawienia się opornych Polaków w Łabiszynie. Takie informacje przekazywali Edmundowi Słomowiczowi świadkowie tamtych wydarzeń. Niemcy mieli też wcześniej spisywać listy osób, które miały się stawić na miejscu. Według relacji świadków poszczególne wsie miały wyznaczone konkretne godziny, na które mieli przybyć do Łabiszyna ich mieszkańcy. Ludność z Obielewa miała się stawić o 8:00, z Jabłówka o 10:00, a z Jabłowa Pałuckiego o 11:00.
Ostatecznie, niezależnie od zamiarów wobec polskiej ludności, niemieckie plany legły w gruzach, dosłownie i w przenośni, wskutek szybkiego marszu wojsk radzieckich. Wyzwolenie spod okupacji niemieckiej stało się faktem, choć wypadki kolejnych miesięcy i lat, związane z ekspansywną polityką Związku Radzieckiego w Europie i na świecie, sprawiły, iż wyzwolenie Polski spod władzy niemieckiego okupanta przemieniło się w zniewolenie jej na kilkadziesiąt lat przez wielkiego sąsiada ze Wschodu.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1041 (4/2011)







