Artykuły

Kolumna protestujących zbliża się do skrzyżowania ul. Dworcowej i Mickiewicza, aby zablokować drogę krajową nr 5
    fot. Remigiusz Konieczka

Żnin, manifestacja, blokada, telewizja, cukrownia
     Gorący czwartek
     Koniec minionego tygodnia przebiegał pod znakiem ratowania żnińskiej cukrowni. Zaczęło się i skończyło na demonstracji przed zakładem. Przedstawiciele KSC nie będą mile wspominać nagrania programu TVP "Na żywo", bo zaraz po zakończeniu nagrania zostali wygwizdani i obrzuceni jajkami.
     Już po godzinie dziewiątej w miniony czwartek na parkingu obok przychodni zaczęli gromadzić się pracownicy i ich żony oraz plantatorzy i zwykli przechodnie, aby wyrazić swój protest przeciw likwidacji cukrowni. 
     DRUGI ŚLĄSK
     - "Mój mąż jest jedynym żywicielem rodziny. Straci pracę, to my głodujemy. W Żninie nie ma pracy, a po czterdziestce nikt praktycznie już niej nie dostanie. Całe rodziny tu są. Jak nie będzie cukrowni, to nic nie będzie, tylko drugi Śląsk" - mówiła nam jedna z protestujących.
     - "Dyrektor zakładu pracy nie broni. Zamknął bramy i mediów nie wpuszcza. Na taczkę i wywieźć go" - krzyczała starsza pani.
     - "Nie znajduję już słów na to, co się dzieje. Z decyzją o likwidacji moglibyśmy się pogodzi,ć gdyby zakład ledwie zipał, ale wszystko było OK. Polska słynie z tego, żeby zlikwidować coś, a później oprawić to w szklane ramki i pokazywać jako skansen" - mówiła Katarzyna Książkiewicz.
     BALCEROWICZ MUSI ODEJŚĆ
     Kilka minut po 9:30 na parking wjechała limuzyna, z której wysiedli posłowie "Samoobrony" Renata Beger, Stanisław Łyżwiński i Lech Kuropatwiński. - "Każdy naszej cukrowni jest teraz potrzebny. Jak "Samoobronie" uda się uratować cukrownię, to mogę na nich oddać swój głos w wyborach. Jesteśmy w stanie zrobić prawie wszystko, aby zakład stał dalej" - twierdzi Katarzyna Książkiewicz.
     Jako pierwszy z przedstawicieli "Samoobrony" głos zabrał Lech Łyżwiński, który stanowczo powiedział, że zamykanie polskich zakładów musi się skończyć. Powiedział, że cukrownię można uratować, a jeżeli jej dyrektor myśli inaczej, to jego miejsce jest gdzie indziej. 
     Stanisław Łyżwiński skrytykował politykę poszczególnych rządów, Leszka Balcerowicza i wejście Polski do Unii Europejskiej. Po nim głos zabrała Renata Beger, która przekazała pozdrowienia od Andrzeja Leppera, wyraziła uznanie dla głodujących i zapewniła protestujących o wsparciu jej partii, po czym przedstawiła program gospodarczy "Samoobrony".
     WYGWIZDANY PĘZIAK
     Tadeusz Mądry z grupy producenckiej "Zorza" powiedział, że w początkowych planach miało być zablokowanie drogi krajowej nr 5, ale zgoda na to nie została wyrażona przez wojewodę. Informacja ta nie zrobiła wrażenia na pośle Lechu Kuropatwińskim, który przez głośnik namawiał protestujących do zablokowania drogi: - "Nie musicie się niczego bać. Co to znaczy, że nie ma zezwolenia, a czy oni mieli zezwolenie, aby zamykać cukrownię? Jednym podpisem chcą zamknąć zakład. Nie damy zamknąć cukrowni" - krzyczał poseł.
     Kiedy cała grupa szykowała się do wymarszu, głośnik przejął wicestarosta Michał Pęziak. Wyraził ubolewanie, że nie ma posłów z innych ugrupowań, a później zaapelował do demonstrantów, żeby zaniechali blokady, ponieważ do Warszawy udał się na rozmowy starosta Zbigniew Jaszczuk, który poprzez rozmowy będzie się starał załatwić sprawę. Protestujący nic sobie nie zrobili ze słów wicestarosty i wygwizdali go, aby następnie udać się ul. Dworcową pod żniński browar, żeby zablokować ruch.
     W KÓŁKU
     Początkowo sami protestujący nie wiedzieli jak blokować, ale posłowie "Samoobrony" wskazali im, w jakim kierunku mają chodzić i tak rozpoczęła się godzinna blokada drogi krajowej nr 5.
     W czasie blokady "Pałukom" udało się porozmawiać z Renatą Beger. Zapytana, jakie posłowie "Samoobrony" podejmą działania zmierzające do zmiany decyzji zarządu Krajowej Spółki Cukrowej, posłanka odpowiedziała, że jest do dyspozycji protestujących i służy im wsparciem. Dodała, że poseł Łyżwiński skontaktuje się telefonicznie z przewodniczącym Lepperem, który z mównicy sejmowej poruszy sprawę cukrowni. Dla posłanki Beger decyzja o zamknięciu cukrowni jest niezrozumiała. Jeżeli "Samoobrona" wygra wybory, to zrealizuje plan gospodarczy, który zapewni funkcjonowanie wielu zakładom, w tym cukrowniom i żadna z nich nie zostanie zlikwidowana.
     SAMOCHÓD Z KOŁAMI DO GÓRY
     Uczestniczący w blokadzie pracownicy sceptycznie wypowiadali się na temat propozycji KSC dotyczącej pracy w innych zakładach. Ich zdaniem, ościenne cukrownie mają własnych pracowników, którzy będą bronić swoich miejsc pracy. Jeden z pracowników powiedział, że nie chciałby pracować w innej cukrowni, bo po pracy jego samochód zostałby przewrócony na dach. Dodatkowy rok pozwoliłby na uzyskanie potencjalnego inwestora i utrzymanie miejsc pracy.
     Poza tym KSC nie ma na wypłaty dla plantatorów, a co dopiero na odprawy dla pracowników. Pracownicy mówili także o wysokich odprawach dla byłych członków zarządu Polskiego Cukru, który zmieniano jak rękawiczki. Wyrazili także negatywne stanowisko wobec poczynań władz samorządowych, a w szczególności burmistrza.
     Żnińska policja prowadzi czynności w związku z przeprowadzeniem blokady bez zezwolenia. W przypadku potwierdzenia, że naruszone zostało prawo, a dokładniej art. 52 Kodeksu Wykroczeń, do Sądu Grodzkiego w Żninie zostaną skierowane wnioski o ukaranie organizatorów.
     ZŁODZIEJE, ZŁODZIEJE...
     Po zakończeniu blokady posłowie partii Andrzeja Leppera zdążyli jeszcze zjeść obiad w towarzystwie radnego Andrzeja Kujawy i odjechali.
     O 18:00 sprzed cukrowni rozpoczęła się emisja programu "Na żywo". Z ramienia krajowej Spółki Cukrowej w programie wzięli udział: Grzegorz Kowalski - dyrektor działu techniczno-produkcyjnego, Artur Olkowicz - dyrektor wykonawczy i Łukasz Wróblewski - rzecznik prasowy Polskiego Cukru. Ze strony pracowników wypowiadał się Leszek Kujawa, a plantatorów Mieczysław Gęsicki. W studiu w Warszawie gośćmi byli Katarzyna Duczkowska-Małysz ze Szkoły Głównej Handlowej i Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich.
     W czasie trwania programu zebrani na placu plantatorzy i pracownicy głośno wyrażali swój protest przeciw argumentom przedstawicieli KSC krzycząc "złodzieje" i "kłamstwo". Po zakończeniu programu wygwizdano przedstawicieli KSC i obrzucono ich jajkami w drodze do biurowca cukrowni. Odjeżdżającą ekipę telewizyjną pożegnano oklaskami.
     WŚCIEKŁE BABY Z JAJAMI
     Przed bramą zakładu zebrali się pracownicy cukrowni i ich rodziny. Żony pracowników czekały na wyjście pracowników Polskiego Cukru, aby dokończyć dzieła obrzucenia ich jajkami. Oczekiwanie na wyjście trwało kilka godzin. Wśród oczekujących krążyła pogłoska, że boją się wyjść, ponieważ przed płotem czekają "wściekłe baby z jajami". Jajka wylądowały na masce samochodu przedstawicieli KSC, a ok. 22:00 na ich marynarkach. Pomimo tego rzecznik KSC powiedział, że z programu jest zadowolony, ponieważ udało się powiedzieć między innymi o gwarancjach zatrudnienia dla pracowników czy gwarancji odbioru surowca od plantatorów.
     NIE JA PODEJMOWAŁEM
     W czwartek do Warszawy pojechali: dyrektor zakładu Tadeusz Stolarek z protestującymi (rozmawiali z przedstawicielami KSC), a także starosta żniński Zbigniew Jaszczuk (zabiegał o poparcie polityczne dla cukrowni). Jako pierwszy ze stolicy powrócił starosta, ale nie mógł nic konkretnego powiedzieć: - "Nie ja podejmowałem tę decyzję, więc nie mogę przekazać żadnych informacji". Około 23:00 przyjechali przedstawiciele cukrowni i powiedzieli, że rozmowy nie zakończyły się powodzeniem.
     W piątek w Bydgoszczy w Urzędzie Wojewódzkim odbyło się posiedzenie Prezydium Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego. Prezydium zaapelowało do protestujących pracowników o zawieszenie głodówki. Z kolei do zarządu KSC wnioskowano o ponowne rozważenie zasadności i celowości decyzji z 7 kwietnia o zamknięciu cukrowni.
     Protest głodowy w piątek był kontynuowany przez 15 pracowników cukrowni.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 636 (17/2004)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry