-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Wtorek, 31 Stycznia 2012
![]() |
| Ksiądz kanonik. Jan Janik w 2001 r. fot. arch. |
Żnin, kanonik, ksiądz Janik, parafia, msza żałobna
Otwarty na człowieka
Dziś odbędzie się msza żałobna i doprowadzenie zwłok księdza kanonika Jana Janika, który w latach 1982-2001 był proboszczem parafii Najświętszej Marii Panny Królowej Polski w Żninie. W pamięci osób, które przyjaźniły się z księdzem pozostał obraz życzliwego i otwartego na ludzi kapłana.
Jan Janik urodził się 1 marca 1936 roku w Lednogórze. Jego ojciec był kolejarzem, a matka zajmowała się wychowywaniem dzieci - jego i siostry Marii. Przyszły proboszcz parafii pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Polski w Żninie po ukończeniu szkoły podstawowej podjął naukę w gnieźnieńskim Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława Chrobrego, które ukończył w 1955 roku. W tym samym roku rozpoczął studia na Wyższej Szkole Rolnictwa w Poznaniu. Wytrwał tam tylko półtora miesiąca, ponieważ poczuł powołanie kapłańskie i zdecydował się odpowiedzieć Panu Bogu "tak". Złożył dokumenty do Seminarium Duchownego w Gnieźnie, które ukończył sześć lat później. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk Prymasa Tysiąclecia ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego 20 maja 1961 roku. Na jego drodze kapłańskiej znalazło się Gniezno i Bydgoszcz. Pierwszą samodzielną placówka ks. Jana Janika była parafia w Kościeszkach (niedaleko Strzelna). W 1982 roku dekretem arcybiskupa został proboszczem parafii Najświętszej Marii Panny Królowej Polski w Żninie. Proboszczem w Żninie był przez prawie 20 lat - od 1 lipca 1982 do 30 czerwca 2001 r. Od dwóch lat przebywał w Domu Księży Emerytów w Gnieźnie. Od kilku lat zmagał się z wieloma chorobami. Zmarł w niedzielę 18 kwietnia.
Bliskim i długoletnim przyjacielem ks. Jana Janika był Stanisław Musiał. Powiedział nam jak wiele proboszcz zrobił dla parafii. To przede wszystkim za jego czasów oddano nową plebanię, która służyć także miała jako miejsce nauczania religii. Po przeniesieniu lekcji religii do szkół był jednym z tych księży, którzy rozumieli, że uczący religii katecheci i księża powinni być traktowani jak nauczyciele pracujący w danej placówce. Nie wykorzystane salki plebanii służyły uczniom Zespołu Szkół Ekonomiczno-Handlowych.
- "Za swoje motto życiowe przyjął służebną rolę wobec bliźniego. Nie patrzył kto i jakiego było koloru. Otwarty był na wszystkich. To był ksiądz z prawdziwego zdarzenia. On widział człowieka i nie potępiał go. Same kazania adresowane były do człowieka wierzącego. Nie było ludzi, którym by nie pomógł. Pod jego dachem znaleźli miejsce dwaj księża emeryci i chory ks. Piotr Wegner. Traktował ich jako wspaniałych kapłanów, a oni mu się odwdzięczyli" - wspomina Stanisław Musiał.
Pasją księdza Jana w tym czasie były podróże po Polsce. Rzadko wyjeżdżał poza granice kraju. Bardzo ciepło wspominał wizytę w Rzymie u Jana Pawła II na początku lat osiemdziesiątych. Papież pochwalił się wtedy znajomością Biskupina, Żnina i Sufraganii.
- "Nie unikał sytuacji humorystycznych, zabawnych, ale w określonych granicach, stosownie do jego pozycji. Nie przekraczał pewnych zasad. Dlatego miał autorytet" - mówi Stanisław Musiał.
Przez ostatnie lata ks. Jan Janik walczył z trapiącymi go chorobami: cukrzycą, zatorem mózgu i bezwładnością prawej strony ciała oraz zgorzelą lewej nogi, którą lekarze siedmiokrotnie operowali. Dla ludzi, którzy byli blisko niego, zadziwiające było to jak przyjmował chorobę. Nigdy się nie skarżył, a nawet pomagał innym poprzez rozmowy.
Przez ostatnie lata życia częste kontakty utrzymywała z ks. Janem Irena Starczewska, dyrektor Banku Spółdzielczego "Pałuki" w Żninie. Opowiedziała nam w jaki sposób znosił chorobę:
- "Należy podziwiać go za hart ducha, który utrzymywał mimo choroby. Pomimo tego, że był sparaliżowany potrafił przesiąść się z wózka na wózek elektryczny i jedną ręką nim kierować. Jestem pełna uznania. Nie okazywał choroby, a niejednokrotnie tryskał humorem. Służył nam radą i słowem, a przede wszystkim modlitwą".
- "Wiele się natrudziłem, aby przekonać księdza, że może żyć i funkcjonować dla bliźniego pomimo choroby i z jedną sprawną ręką. Udało nam się to. Gdy złożył wizytę w moim domu odwiedzali go parafianie, wtedy przekonał się, że ludzie w Żninie o nim nie zapomnieli" - mówił Stanisław Musiał.
Pasją księdza stał się ostatnio komputer i internet. Dzięki niemu pisał liczne listy i życzenia świąteczne, imieninowe i urodzinowe. Miał także własną skrzynkę e-mailową i można było do niego napisać.
Ks. kanonika Jana Janika ciepło wspomina także ks. kanonik Franciszek Misiewicz, proboszcz parafii w Wenecji: - "Poznałem go jeszcze w seminarium. Był bardzo serdeczny, przyjacielski i otwarty. Gościł nas kapłanów jak braci. W każdej chwili można było przyjechać, a on przyjmował nas z otwartymi ramionami. Zawsze był oddany parafii i pilnował swojej pracy. Umiał zachować się w cierpieniu. To był heroizm. Z cierpliwością i oddaniem nosił swój krzyż. Jednocześnie umiał pocieszyć innych".
O tym, że ks. Jan Janik był życzliwym, skromnym, odpowiedzialnym i otwartym człowiekiem, mówił także Andrzej Wybrański, który w Żninie stał na czele NSZZ "Solidarność" w latach osiemdziesiątych. Powiedział nam, że Żnin powinien być dumny z tego, że miał tak wspaniałego proboszcza.
- "W okresie stanu wojennego, a także po nim, kiedy byliśmy na tzw. cenzurowanym, to u księdza proboszcza Jana Janika odbywały się spotkania koła związkowego "Solidarności" działającego przy Liceum Ogólnokształcącym w Żninie i chętnych członków "Solidarności". Ksiądz proboszcz bez obaw udostępniał nam pomieszczenia domu parafialnego na wykłady, które prowadzili prelegenci zapraszani z zewnątrz, w tym także osoby duchowne. Podobnie, jak mieliśmy materiały, kasety wideo, które mówiły o działalności związku, to u niego mogliśmy je oglądać. Często także był razem z nami i prowadziliśmy rozmowy natury nie tylko politycznej, ale moralnej i społecznej. Dyskutowaliśmy, w jakim kierunku mają pójść przemiany. Ks. Jan Janik nie był członkiem "Solidarności", ale chętnie z nami rozmawiał i uczestniczył w naszych zebraniach"- wspomina Andrzej Wybrański.
Wczoraj jego zwłoki od 16:00 zostały wystawione w kościele NMPKP. Dziś o 11:00 rozpocznie się msza żałobna, którą odprawi ks. biskup Bogdan Wojtuś, kolega ks. Jana z seminarium, a po niej nastąpi odprowadzenie zwłok na cmentarz parafii św. Floriana.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 636 (17/2004)






