-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Wtorek, 31 Stycznia 2012
Żnin, cukrownia, zakład pracy, KSC, protest
Trudne chwile rodzin
Przez jedenaście dni pracownicy cukrowni kontynuowali głodówkę protestacyjną. Dla ich rodzin był to czas próby, szczególnie w okresie świąt wielkanocnych, które nie były tak radosne jak w latach ubiegłych. Pomimo tego żony protestujących mężów mają nadzieję, że wszystko skończy się dobrze.
Przypomnijmy, że w nocy ze środy na czwartek (7-8 kwietnia) do publicznej wiadomości została podana decyzja zarządu Krajowej Spółki Cukrowej o wygaszeniu produkcji cukru w Cukrowni Żnin. Pracownicy zakładu podjęli decyzję o rozpoczęciu protestu. Piętnastu z nich podjęło w Wielki Piątek głodówkę.
TRZEBA BRONIĆ
Żona protestującego Mirosława Żychlińskiego, Renata, odprowadziła męża do zakładu. - "Decyzja o podjęciu przez męża głodówki była dla nas na początku nie do przyjęcia. Nie wierzyliśmy do końca w całą sytuację. Dopiero później to do nas dotarło" - mówi Renata Żychlińska.
Mariola Gutowska, żona protestującego Izydora Gutowskiego, powiedziała nam, że na wieść o likwidacji zakładu pracownicy i ich rodziny wiedzieli, że trzeba będzie podjąć działania w obronie miejsc pracy. - "Jak mąż zaczął się szykować do wyjście, to wzbudziło to we mnie wewnętrzny sprzeciw i bunt. Nie raz bywało, że na święta nie było go w domu, ale wtedy pracował, ponieważ trwała kampania. Ta sytuacja była zupełnie inna. Jak się z nami żegnał, to miał łzy w oczach i świadomość, że idzie na głodówkę" - powiedziała Mariola Gutowska. Powiedziała też, że boi się o zdrowie męża, gdyż bierze leki.
ŚWIĘTA TYLKO W KALENDARZU
Dla rodzin protestujących te święta były z pewnością inne niż wszystkie. Wielkanocne msze święte zostały odprawione w cukrowni. Oprócz głodujących pracowników obecne były na nich także ich rodziny. - "Dla nas święta były tylko w kalendarzu" - powiedziały Maria Wojciechowska i Renata Żychlińska.
- "Podczas mszy czuć było niecodzienną atmosferę. Na twarzach widziało się wzruszenie. Kazanie skierowane do prostego człowieka odniosło nadspodziewany skutek. Przeżywaliśmy w sposób szczególny każdą minutę mszy. Śpiew pieśni "Boże coś Polskę" sprawił, że przeżyliśmy to emocjonalnie. Po mszy w czasie rozmów wszyscy się pocieszali i dodawali otuchy" - mówiła Mariola Gutowska.
Po świętach, w czasie rozmowy z mężem Mariola Gutowska zauważyła pewne spowolnienie mowy i myślenia. Zastanawiał się nad udzieleniem odpowiedzi. Dla żon najbardziej denerwująca jest bezsilność i oczekiwanie na decyzję.
TRUDNY CZAS DLA DZIECI
Żony protestujących pracowników, z którymi rozmawialiśmy, podkreślały, że nieobecność ojców przeżywają także dzieci.
- "Szczególnie synowi brakuje ojca. Mieli wspólne tematy. Widzę, że Łukasz czasami nie ma co ze sobą zrobić. Córka docenia poświęcenie ojca" - kontynuuje Mariola Gutowska, natomiast Renata Żychlińska powiedziała, że nawet jej 5-letnia wnuczka na swój sposób przeżywa nieobecność dziadka.
WIĘCEJ OBOWIĄZKÓW
Na żony w trakcie nieobecności mężów przeszły dodatkowe obowiązki. Renata Żychlińska wspomina o konieczności uporania się z drobnymi naprawami, które dotychczas wykonywał mąż. Z kolei Mariola Gutowska zdradziła, że musi o pół godziny wcześnie wstać, aby nakarmić kury oraz króliki.
PEŁNA PODZIWU
Zapytaliśmy Marię - żonę Marka Wojciechowskiego, lidera grupy protestujących cukrowników - w jaki sposób odbiera obecność męża w mediach: radiu i telewizji.
- "Jestem pełna podziwu dla jego postawy, ponieważ wziął na siebie ciężar informowania o sytuacji cukrowni. Nawet w trakcie mojej rozmowy z mężem co chwilę odzywały się telefony. Taka jest potrzeba chwili i trzeba to zrozumieć" - powiedziała Maria Wojciechowska.
RODZINNA TRADYCJA
Wszystkie kobiety mówiły o konieczności obrony zakładu. Nawet jeden dodatkowy rok pozwoli przygotować cukrownię na alternatywną produkcję. Ich zdaniem, ze względu na wysokie bezrobocie w Żninie protest ma sens, bo gdzie mężowie znajdą pracę.
- "W cukrowni pracował ojciec mojego męża i siostra, a szwagierka i brat byli pracownikami sezonowymi w trakcie kampanii. Mąż jest Pałuczaninem i dla niego oraz jego rodziny ten zakład to historia" - mówi Mariola Gutowska i dodaje, że w przypadku pozostawienia cukrowni burmistrz i starosta powinni pomóc w utrzymaniu produkcji w cukrowni.
NADZIEJA NA HAPPY END
Małżonki pracowników cukrowni, którzy podjęli głodówkę, nie mogą zrozumieć okoliczności, w jakich podjęto decyzję o likwidacji cukrowni. Dla Marii Wojciechowskiej nieporozumieniem jest pozostawienie w powiecie inowrocławskim trzech cukrowni, praktycznie jedna obok drugiej. Natomiast Renata Żychlińska stwierdziła wprost, że bez poświęcenia głodujących o cukrowni nie byłoby tak głośno. Sukces będzie dopiero po gwarancji KSC przedstawionej na piśmie.
Pomimo trudnych chwil rodziny protestujących są pełne nadziei na końcowy sukces.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 636 (17/2004)





