Rogowo, Czewujewo, Izdebno, Złotniki, Niemiec, Polak, egzekucja

   
   
Znane są zbrodnie Niemców po wkroczeniu ich w 1939 roku do Rogowa. Rozstrzelanie Polaka za jeden strzał oddany do Niemców, zamordowanie przez oddział Selbschutzu Jana Zanto z Czewujewa, Jana Białasa z Izdebna, Stanisława Wesołowskiego ze Złotnik i Piotra Wajerta z Wiewiórczyna, zadenuncjowanie i rozstrzelanie w Bydgoszczy Kazimierza Ćwiklaka, Michała Bernarda, Stanisława Ratajczaka i Tadeusza Budzińskiego, śmierć Witolda Owisienkowskiego, kierownika szkoły w Rogówku. Mniej znane są egzekucje dokonane w 1945 roku na Niemcach.

Miejsce, w którym zagrzebano zwłoki niemieckich żołnierzy, zamordowanych w piwnicach banku w Rogowie. Ich kości spoczywają podobno metr pod ziemią, w miejscu oznaczonym torebką i foliową torbą. fot. Maria Warda

    W styczniu 1945 roku nadszedł dzień, w którym na mapie naczelnika poczty w Rogowie, Otto Blecha nie miał kto przesunąć szpileczek oznaczających front. Już od 4 rano Niemcy nerwowo szykowali się do ucieczki. Bardzo bali się Rosjan, w ciągu kilku godzin nie było po nich śladu. Została tylko jedna Niemka, która nie chciała wrócić do Niemiec. Mówiła, że ma już dosyć ucieczki, później podobno męczyli ją Rosjanie.
    Rosjanie wkroczyli do Rogowa 21 stycznia 45 r. Miejscowość bardzo im się spodobała, bo zobaczyli komin i byli pewni, że to gorzelnia. Zawiedli się srodze, był to komin mleczarni. Wchodzili do domów i zaraz żądali, aby piec był pusty. Wyciągali słoninę i rozgrzewali ją na piecu. Przegryzając ją chlebem i popijając spirytusem wracali do sił. Nocowali po domach, ale nie było słychać o rozbojach dokonywanych przez nich. Mówiono tylko o tej Niemce.
    W tym też czasie miała miejsce egzekucja, o której opowiedziała mi pani Zofia Mikulska, a potwierdzili to inni rogowianie.
    Kiedy nadeszli Rosjanie, od strony jeziora słychać było strzały (pani Zofia od urodzenia mieszka niedaleko jeziora, obok banku). Stwierdzono, że strzelali Niemcy - maruderzy, wśród nich był Polak. Kiedy zostali złapani, skazano ich na śmierć. Polak w niemieckim mundurze błagał, aby go nie zabijano, tłumaczył, że musiał walczyć w niemieckim wojsku, bo był mieszkańcem Niemiec; tu w Rogowie ma rodzinę, dlatego przyprowadził kolegów i chce zostać u rodziny.  
    Niestety - nie było dla niego litości, wszyscy - trzej Niemcy i Polak zostali rozstrzelani w piwnicy banku. Gdy ich ciała zostały wywleczone z piwnic, wyglądały strasznie. Zwłoki zamordowanych pochowano na polu Wojtasika, tam, gdzie dziś jest hydrofornia. Zostali zagrzebani w ziemi tak, jak ich zabito, nie starczyło dla nich trumien. Miejsce ich wiecznego spoczynku przedstawia zdjęcie powyżej.  
    O Polakach, którzy dokonali egzekucji mówi się, że robili to chętnie i wcale nie byli do tego zmuszani. Ich nazwiska są znane.
    Według pani Mikulskiej strzały, które słychać było od strony trzcin, pochodziły od innej grupy uciekinierów. Około 24 żołnierzy uciekało nad jeziorem tą stroną, którą nie szli Rosjanie. Z tej grupy oderwało się dwóch mężczyzn; zostali zabici na niemieckim cmentarzu. Ludziom, którzy wykonali rozkaz rozstrzelania, rodzina żołnierza proszącego o darowanie życia wytoczyła proces w sądzie w Żninie. Dalszego ciągu nie znam.
    Inną wersję tego zdarzenia (ewentualnie inne zdarzenie) przedstawił mi 80-letni Szczepan Bazułka. Według niego niemieccy żołnierze - maruderzy, którzy nie zdążyli odjechać ze swoimi, schronili się w opuszczonym gospodarstwie, tam gdzie teraz mieszka ogrodnik, przy ul. Bydgoskiej. Dowiedział się o tym ówczesny komendant Rogowa - Rosjanin, który wydał rozkaz rozstrzelania tych ludzi. Wyrok musieli wykonać Polacy.
    Mężczyzna, który był w 45 roku 17-letnim młodzieńcem opowiadał mi, że ci, o których opowiadał pan Bazułka, zostali rozstrzelani w piwnicach banku. Przed wyrokiem zostali rozebrani do naga - była to tak zwana rewizja - później na gołe ciała pozwalano ubrać im tylko mundury i tak zginęli. Zwłoki zawieziono na sankach do pobliskiego rowu, były to metrowej głębokości okopy. Ich kości widziano potem - ktoś je wykopał po latach (potem zakopał z powrotem w tym samym miejscu). Leżały płytko; na tej podstawie można dokładnie określić gdzie spoczywają.
    Trudno mi wywnioskować, czy te trzy relacje dotyczą jednej egzekucji, czy kilku, ponieważ różnią się w szczegółach. Gdyby ktoś z naszych czytelników mógł dostarczyć dodatkowych informacji, byłabym wdzięczna.

 Maria Warda
 Pałuki nr 152 (3/1995)

 

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry