-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Wtorek, 30 Październik 2007
Ponad 20 kg mniej Alfreda Lewandowskiego
Rygorystyczna dieta i treningowy reżim spowodowały, że dyrektor szkoły w Piechcinie obniżył masę ciała ze 121 kg do 94 kg fot. Karol Gapiński
Dyrektorska dieta
Alfred Lewandowski w dzieciństwie jadł tyle samo, co młodszy o 3 lata brat, Janusz. Miał jednak mała słabostkę: lubił ciasto i słodycze. Mama też starała się, by synowie mieli satysfakcję z życia. Gdy studiowali, do akademika przygotowywała im weka. Starszy syn kilka lat temu przytył do ponad 120 kg. Teraz jednak wziął się za siebie i chudnie niemal w oczach. Mama jest zadowolona, ale troszkę się boi o pierworodnego syna.
Zdziwieni sytuacją uczniowie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Piechcinie zapytywali mnie: "czy nasz pan dyrektor nie jest przypadkiem chory? On schudł w tak widoczny sposób" Dyrektor tej placówki, Alfred Lewandowski ma 178 cm wzrostu. W połowie października zeszłego roku ważył przy tym 121 kg. Źle czuł się z taką masą. Postanowił coś z tym zrobić.
Jadł tyle, co i brat
- "W dzieciństwie nie miałem żadnych problemów z wagą. Byłem normalnie rozwijającym się dzieckiem. Nie jadłem wcale więcej, aniżeli młodszy brat Janusz. Przyznam, ze tylko bardziej od niego lubiłem słodycze, ciasta, wypieki mamy. Nie byłem ani za szczupły, ani za gruby. Byłem w tzw. - mówiąc kolokwialnie - normie. Przyznam, że jadam więcej, niż zwykle, gdy się denerwuję" - opowiada pan dyrektor.
Jego mama, pani Krystyna Lewandowska jest pełna szacunku do pierworodnego syna. Podziwia go za konsekwencję. - "Na początku jego intensywnej diety nie byłam zadowolona. Bałam się, jak to mama o syna. Myślałam, że może mu się coś stać złego. Nawet próbowałam go podejść. To znaczy, gdy przychodził do nas prowokowałam go kuszącymi potrawami, ale przyznam, że był konsekwentny. Nie poddał się" - opowiada pani Krystyna Lewandowska.
Ponadto mama braci dodaje, że w czasach ich studiowania przyrządzała im weka, z reguły z bigosem, zupą, leczo itp. Jeżdżąc na uczelnie zaopatrywali się na cały tydzień. I nawet wówczas Janusz Lewandowski nie jadł więcej, niż starszy brat.
Murzynek na miodzie
- "Obecnie jestem tak bardzo zawzięty, że zdarza mi się nawet biegać dookoła sali gimnastycznej w naszej szkole przez 45 minut w kółko. Nie jestem zwolennikiem bardzo forsownych ćwiczeń. Wolę z mniejszymi hantlami przy drabinkach" - mówi Alfred Lewandowski.
Tata dyrektora też jest mile zaskoczony konsekwencją swej latorośli. - "Kiedy przyszedł Alfred do nas chciałem go poczęstować kawą ze śmietaną. On oznajmił, że wypije jedynie taką z 1,5%-owym mlekiem, a nie śmietaną" - stwierdza tata odchudzającego się.
Kalorie
- "Nie spożywam normalnego śniadania, a właśnie tylko pijam kawę z mlekiem. Moja dieta, to 700 - 900 kalorii na dzień. Żadnego mięsa. Żona (Małgorzata - przypis kg) jest zadowolona i twierdzi, że przypominam jej wreszcie chłopaka, którego poznała dwadzieścia kilka lat temu i trafiła z nim na ślubny kobierzec" - mówi dyrektor.
Dodaje, że wcześniej delektował się drobiem, zwłaszcza indykami, gęsiami i kurami, a także lubił wędzonkę. Ale takie to były czasy, że Polacy hodowali własną zwierzynę, by ją następnie ubić, gdyż w sklepach tego wtedy nie było.
Pan dyrektor lubi i umie - jak twierdzi - gotować. Teraz jednak wolał zarzucić tę czynność w domu, by nie prowokować zmysłów. - "Brat też mi zazdrościć już powoli chyba zaczyna, że stanę się chudszy, niż on" - dodaje. Obecnie dyrektor piechcińskiej placówki zdołał zrzucić wagę ze 121 kg do 94 kg. Od połowy października. - "Ale to nie koniec, bo planuję i będę do tego dążył, by zbić masę do 87/88 kg. Mój brat ma 174 cm i jest postrzegany jako chudy, ale to nie do końca tak" - dodaje dyrektor.
Schabowy i golonka
Zapytuję go, o czym marzy w kwestiach kulinarnych? - "Chciałbym zjeść dobrego schabowego z kapustą, albo golonkę po bawarsku z ładną musztardą. Pomarzyć można, ale idzie się do domu, a tam czeka na człowieka cieńka zupka z reguły warzywna".
Zapytałem również dyrektora, czy nie obawia się efektu jo-jo. Alfred Lewandowsiki powiedział, że nie pozwoli sobie na ten efekt. - "Jeśli się człowiek stara, by schudnąć, przez tak długi czas, to oczywiste jest, że osiągnąwszy taki efekt nie podda się i na powrót popuści pasa" - oznajmił.
Ponadto dyrektor zbadał się ostatnio w ramach badań okresowych w pracy w oświacie. Jest zdrowy. Tylko 10% przekroczył limit dla swego wieku jeśli chodzi o ciśnienie, a cukier wskutek m.in. diety mocno mu się obniżył.





