Artykuły

Żnin
   
Z bombardowanego Belgradu do Żnina
    W żnińskim hotelu "Martina" od 15 marca mieszka trzyosobowa rodzina, która uciekła z bombardowanego Belgradu. O przyjęcie uchodźców właściciela hotelu Mirosława Walczaka prosiła dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie Maria Zwolenkiewicz. Pan Mirosław dał prześladowanym przez los ludziom dwupokojowe mieszkanie i wyżywienie. Uchodźcy mieli przebywać w hotelu do końca tego tygodnia, jednak najprawdopodobniej zamieszkają tam dłużej, ze względu na kłopoty mieszkaniowe w mieście. Mirosław Walczak zapewnia, że nie będzie ich ponaglał, aby się wyprowadzali. Poczeka, aż samorząd poszuka dla tej rodziny mieszkania.

ucho.jpg
Bożena Cukteras ma w Żninie wielu znajomych
fot. Maria Warda

    Dlaczego Żnin?
    Państwo Cukteras uciekają przed wojną od 1992 roku. Kiedy zaczęto bombardować Belgrad, w którym ostatnio mieszkali, nie czekali na rozwój wypadków, tylko zabrali synka oraz najpotrzebniejsze rzeczy i postanowili uciekać. Ponieważ pani Bożena jest Polką, a Żnin jest jej miastem rodzinnym, zdecydowali, że tu przyjadą.
- "Wróciliśmy do mojego rodzinnego miasta - opowiada pani Bożena - a tu następna tragedia, gdyż po śmierci moich rodziców nie mam się gdzie podziać. Zameldowana jestem u brata, który mieszka na 24 metrach kwadratowych. Jest to człowiek schorowany, dlatego szukałam pomocy w Centrum Pomocy Rodzinie".
    Prześladowani przez wojnę
    Pani Bożena poznała męża, kiedy pracowała na kontrakcie w Jugosławii. Pobrali się na początku roku 1981. Na początku grudnia przyjechała do kraju, aby spędzić Boże Narodzenie z rodzicami. Mąż Sreten miał przyjechać przed samymi świętami. - "Niestety" - mówi - "13 grudnia moja mama obudziła mnie z wiadomością o stanie wojennym. Mąż nie mógł przyjechać. Tak to całe nasze życie - rozważa - prześladuje nas wojna".
    Pierwsza ucieczka
    Koło Charytatywne działające przy parafii świętego Wawrzyńca w Gołańczy 11 kwietnia przeprowadziło przed kościołem zbiórkę pieniędzy na pomoc dla uchodźców z Kosowa. Jak poinformował parafian 18 kwietnia podczas mszy świętej ksiądz proboszcz Leonard Kowalczyk zebrano 1.385 złotych. Kwota ta przekazana została na konto "Caritas" Polska.   
    Harcerze I Wodnej Drużyny im. Adama Mickiewicza z Barcina 18 kwietnia wzięli udział w zbiórce pieniędzy zorganizowanej przez kościół na pomoc dla Kosowa. Kwestowali przy parafii św. Jakuba na barcińskiej starówce. Harcerze zebrane pieniądze przekazali proboszczowi parafii św. Jakuba.   
    W zeszłym tygodniu zorganizowano w Damasławku z inicjatywy wójta Grzegorza Jakubiaka zbiórkę pieniędzy dla poszkodowanych albańskich Kosowian. Wystosowano pisma do sołtysów i na 18 sołectw znajdujących się w gminie Damasławek, na apel odpowiedziało 10. Ogółem udało się zebrać 2.715 zł. Pieniądze przekazano Gminnemu Ośrodkowi Pomocy Społecznej. Jego pracownicy przesłali je na konto Zarządu Głównego PCK w Warszawie. Pieniądze zostały zwolnione przez miejscowy Bank Spółdzielczy od opłaty manipulacyjnej.    (kon, pał, am)
    Od 1981 roku Bożena i Sreten mieszkali w Bośni i Hercegowinie, w rodzinnej miejscowości Sretena, który jest Jugosłowianinem. - "Mój mąż - opowiada Bożena - jest wyznania prawosławnego, nie interesuje go polityka, chce tylko spokojnie żyć".
    Spokojnie żyli do 4 kwietnia 1992 roku. Tego dnia uciekali z rodzinnej miejscowości. Zostawili tam cały swój dobytek. - "Uciekaliśmy jak najdalej - mówi cichym głosem moja rozmówczyni - aby tylko ratować swoje życie. Niestety, teściowa nie zdążyła i została zamordowana. Nie wiadomo nawet, gdzie spoczywają jej kości".  
    Uciekali do Belgradu, gdzie mieszkał jedyny brat Sretena. Był on studentem i niewiele mógł pomóc. - "Wreszcie - wspomina dalej - dostaliśmy status uchodźców z Bośni i Hercegowiny. Początkowo było ciężko, bo los uchodźcy jest ciężki, smutny i monotonny. Były dni, że jedliśmy tylko jedną kanapkę dziennie. Potem szczęście się uśmiechnęło, gdyż mąż dostał pracę w Unii Europejskiej. Nasze życie zaczęło się normalnie toczyć".
    Małżonkowie powoli dorabiali się po raz drugi. W 1994 roku urodził im się syn Dorde. Cały czas mieli status uchodźców. Krótkotrwałe szczęście zostało przerwane w marcu tego roku. Pierwsi wyjechali pracownicy Unii. Kiedy zaczęły się bombardowania Belgradu, postanowili uciekać do kraju rodzinnego Bożeny, do Polski, do Żnina.
Już wiedzą, bo dzwonili do Jugosławii, że domu, w którym mieszkali w Belgradzie nie ma, został zbombardowany. Nie mają tam po co wracać. Ciągle oglądają wiadomości i przeżywają koszmar. Pani Bożena mówi: - "Już jestem zmęczona tą ciągłą ucieczką od wojen. Pragnę, aby to wszystko już się skończyło dla nas i dla wszystkich ludzi, którzy giną i cierpią".  
    Wierzy, że znajdzie ten spokój w rodzinnym mieście. Na początku jednak jej rodzina potrzebuje wsparcia, a przede wszystkim mieszkania.

MARIA WARDA
Pałuki nr 374 (16/99


Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry