-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Piątek, 22 Lutego 2008
Żnin
Z bombardowanego Belgradu do Żnina
W żnińskim hotelu "Martina" od 15 marca mieszka trzyosobowa rodzina, która uciekła z bombardowanego Belgradu. O przyjęcie uchodźców właściciela hotelu Mirosława Walczaka prosiła dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie Maria Zwolenkiewicz. Pan Mirosław dał prześladowanym przez los ludziom dwupokojowe mieszkanie i wyżywienie. Uchodźcy mieli przebywać w hotelu do końca tego tygodnia, jednak najprawdopodobniej zamieszkają tam dłużej, ze względu na kłopoty mieszkaniowe w mieście. Mirosław Walczak zapewnia, że nie będzie ich ponaglał, aby się wyprowadzali. Poczeka, aż samorząd poszuka dla tej rodziny mieszkania.
![]() |
| Bożena Cukteras ma w Żninie wielu znajomych fot. Maria Warda |
Dlaczego Żnin?
Państwo Cukteras uciekają przed wojną od 1992 roku. Kiedy zaczęto bombardować Belgrad, w którym ostatnio mieszkali, nie czekali na rozwój wypadków, tylko zabrali synka oraz najpotrzebniejsze rzeczy i postanowili uciekać. Ponieważ pani Bożena jest Polką, a Żnin jest jej miastem rodzinnym, zdecydowali, że tu przyjadą.
- "Wróciliśmy do mojego rodzinnego miasta - opowiada pani Bożena - a tu następna tragedia, gdyż po śmierci moich rodziców nie mam się gdzie podziać. Zameldowana jestem u brata, który mieszka na 24 metrach kwadratowych. Jest to człowiek schorowany, dlatego szukałam pomocy w Centrum Pomocy Rodzinie".
Prześladowani przez wojnę
Pani Bożena poznała męża, kiedy pracowała na kontrakcie w Jugosławii. Pobrali się na początku roku 1981. Na początku grudnia przyjechała do kraju, aby spędzić Boże Narodzenie z rodzicami. Mąż Sreten miał przyjechać przed samymi świętami. - "Niestety" - mówi - "13 grudnia moja mama obudziła mnie z wiadomością o stanie wojennym. Mąż nie mógł przyjechać. Tak to całe nasze życie - rozważa - prześladuje nas wojna".
Pierwsza ucieczka
| Koło Charytatywne działające przy parafii świętego Wawrzyńca w Gołańczy 11 kwietnia przeprowadziło przed kościołem zbiórkę pieniędzy na pomoc dla uchodźców z Kosowa. Jak poinformował parafian 18 kwietnia podczas mszy świętej ksiądz proboszcz Leonard Kowalczyk zebrano 1.385 złotych. Kwota ta przekazana została na konto "Caritas" Polska. Harcerze I Wodnej Drużyny im. Adama Mickiewicza z Barcina 18 kwietnia wzięli udział w zbiórce pieniędzy zorganizowanej przez kościół na pomoc dla Kosowa. Kwestowali przy parafii św. Jakuba na barcińskiej starówce. Harcerze zebrane pieniądze przekazali proboszczowi parafii św. Jakuba. W zeszłym tygodniu zorganizowano w Damasławku z inicjatywy wójta Grzegorza Jakubiaka zbiórkę pieniędzy dla poszkodowanych albańskich Kosowian. Wystosowano pisma do sołtysów i na 18 sołectw znajdujących się w gminie Damasławek, na apel odpowiedziało 10. Ogółem udało się zebrać 2.715 zł. Pieniądze przekazano Gminnemu Ośrodkowi Pomocy Społecznej. Jego pracownicy przesłali je na konto Zarządu Głównego PCK w Warszawie. Pieniądze zostały zwolnione przez miejscowy Bank Spółdzielczy od opłaty manipulacyjnej. (kon, pał, am) |
Spokojnie żyli do 4 kwietnia 1992 roku. Tego dnia uciekali z rodzinnej miejscowości. Zostawili tam cały swój dobytek. - "Uciekaliśmy jak najdalej - mówi cichym głosem moja rozmówczyni - aby tylko ratować swoje życie. Niestety, teściowa nie zdążyła i została zamordowana. Nie wiadomo nawet, gdzie spoczywają jej kości".
Uciekali do Belgradu, gdzie mieszkał jedyny brat Sretena. Był on studentem i niewiele mógł pomóc. - "Wreszcie - wspomina dalej - dostaliśmy status uchodźców z Bośni i Hercegowiny. Początkowo było ciężko, bo los uchodźcy jest ciężki, smutny i monotonny. Były dni, że jedliśmy tylko jedną kanapkę dziennie. Potem szczęście się uśmiechnęło, gdyż mąż dostał pracę w Unii Europejskiej. Nasze życie zaczęło się normalnie toczyć".
Małżonkowie powoli dorabiali się po raz drugi. W 1994 roku urodził im się syn Dorde. Cały czas mieli status uchodźców. Krótkotrwałe szczęście zostało przerwane w marcu tego roku. Pierwsi wyjechali pracownicy Unii. Kiedy zaczęły się bombardowania Belgradu, postanowili uciekać do kraju rodzinnego Bożeny, do Polski, do Żnina.
Już wiedzą, bo dzwonili do Jugosławii, że domu, w którym mieszkali w Belgradzie nie ma, został zbombardowany. Nie mają tam po co wracać. Ciągle oglądają wiadomości i przeżywają koszmar. Pani Bożena mówi: - "Już jestem zmęczona tą ciągłą ucieczką od wojen. Pragnę, aby to wszystko już się skończyło dla nas i dla wszystkich ludzi, którzy giną i cierpią".
Wierzy, że znajdzie ten spokój w rodzinnym mieście. Na początku jednak jej rodzina potrzebuje wsparcia, a przede wszystkim mieszkania.
Pałuki nr 374 (16/99






