Artykuł tygodnia
-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Ojciec dwuletniej Wiktorii na wolności
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Żnin pożegnał profesora
- Ojciec zabił nożem syna
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
Artykuły
- Piątek, 22 Lutego 2008
Jeśli ktoś myśli, że handel to tylko pieniądze a klient - Nasz Pan, to ma kiepskie pojęcie o sprawie. Zdarzają się bowiem różni klienci. Potrafią sprzedającemu zatruć cały dzień. A to towar nieświeży, a to chleb niedopieczony, albo za bardzo spieczony. A to znów za mało wydał, rzadziej za dużo. Oj niełatwy jest los kupca, a jak już przyjdzie taka paniusia co to zaplanowała okraść sklep to okradnie, bez dwóch zdań.
![]() |
| A towary kuszą fot. Dominik Księski |
Ludzi w sklepie nie brakowało, z zaangażowaniem oglądali towar, który chcieli kupić i jak się okazało, nie zwracali większej uwagi na kobietę, która zgarniała ze sklepowych regałów co się dało. Większe rzeczy ładowała do reklamówki, mniejsze do kieszeni. Najpierw - wiem to na pewno - włożyła do kieszeni małą puszkę pasztetu, pojechała kawałek dalej, władowała do torby ściereczki do mycia naczyń, do których dodała woreczki foliowe na sprzątanie, podeszła do półek ze środkami myjącymi. Zniknął z półki Ajax i kilka dezodorantów, dwa mydełka i pasta do zębów, której nie udało się ukryć zupełnie w kieszeni - widać nie była zbyt głęboka.
Nikt jednak z dość licznie przybyłych klientów nie zwrócił uwagi na złodziejkę, która ponownie okrążyła pawilon, na półkę odłożyła chrzan i ciasteczka, które wcześniej miała w koszyczku.
Podjechała ponownie do miejsca ze sprzętem domowym, skąd wzięła długą szczotkę do mycia pleców. Kij wystawał z torby, na co nikt nie zwrócił uwagi. Tylko trzy nastolatki jakoś spoglądały w kierunku złodziejki, pochichotały się z tego, jak to nastolatki, ale nikomu nie powiedziały - może same miały ochotę skorzystać ze złego przykładu?
Kobieta tymczasem juz najwidoczniej sie nasyciła, bowiem skierowała się ku wyjściu. Przy kasie wskazała tylko na pusty koszyk i po oznajmieniu, że nic nie kupiła, odstawiła koszyczek i spokojnie wyszła ze sklepu.
Nie minęło jednak nawet pół minuty, kiedy wróciła. Czyżby sumienie nie dało jej spokoju? Ale gdzież tam, okazało się, że jeszcze jej było mało i dalej już bezczelnie, jakby chciała aby zwrócono na nią uwagę, ładowała do torby mandarynki, kaszę, do kieszeni zupy w proszku. Nikt jednak nie zwrócił uwagi na nikczemną babę. Wydawało się wręcz, że ta plastikowa reklamówka powinna się rozlecieć na kawałki od ciężaru; ludzie przechodzili spokojnie.
Dwie panie jakoś dziwnie patrzyły na jeżdżącą w te i wewte kobietę. Być może ona sama poczuła, że juz więcej władować ani do torby ani do kieszeni nie da rady, więc ponownie skierowała się ku wyjściu. Tu jednak przeliczyła się, bowiem wysoki chłopak - raz siedzący w kasie, innym razem pilnujący towaru - już zdążył się zorientować, jakie ziółko miał w sklepie. Złapał kobietę za rękawy płaszcza i nie ukrywając przed nikim kogo ma - złapał i z obrzydzeniem wyprowadził na zaplecze.
Nie wiedział, że akcja została wyreżyserowana, a wszystko działo się po uprzednim uzgodnieniu z szefami sklepu.
Nie wiedzieli też o tym klienci, więc ze zdumieniem odprowadzali mnie (ponieważ to ja usiłowałam okraść sklep) wzrokiem. Czułam się fatalnie, ale jednocześnie poczułam ulgę, że nareszcie moja rola się skończyła.
Bo zbieram materiał do reportażu. W ten nietypowy sposób usiłowałam dowiedzieć się, jak nasze społeczeństwo reaguje na kradzieże w sklepach. Jak się okazuje - nie reaguje w ogóle. Nikt z tych, którzy widzieli co robię, nie przeszkodził mi w kradzieży, nikt nie poinformował personelu, co dzieje się w sklepie.
Jestem pewna, że wielu widziało, co wyprawiam, bowiem starałam się, aby było to aż nadto widoczne. Ba, w pewnym momencie zaczęłam sama obawiać się, że wspomniane wcześniej dziewuszki same za moim przykładem zaczną zgarniać towar z półek, więc zwróciłam uwagę miłej szefowej, aby miała baczenie.
Solidarni ze złodziejem
W kilku zaprzyjaźnionych sklepach żnińskich powiedziano mi, że żaden klient nie zawiadomił personelu, że w sklepie ktoś kradnie. W żnińskiej "Biedronce" zdarzyło się to tylko raz. Tak więc personel zdany jest tylko na siebie i swoją pomysłowość. A złodziei niestety nie brakuje.
Kradną dzieci, dorośli, a nawet ludzie w podeszłym wieku. Z tak zwanych porządnych domów i biednych. Są nawet całe rodziny złodziejskie. Jak przyjdą "kupować" to nieraz takiej rodzinki pilnuje pół personelu. Magdalena z "Biedronki" mogłaby o tym długo opowiadać. Mówi: - "Pytam chłopaka, czy zapłacił za wódkę, którą wetknął za pasek od spodni. Okazało się, że nie miał wcale pieniędzy, ale ukradł nie najtańszą, tylko markową Smirnowa. Inna kobieta znów wpakowała do koszyczka dziesięć wódek, a przy kasie okazało się, że płaci za osiem. Dwie miała w reklamówce. Ludzie kradną, kradną bezczelnie. Przyjdą, słodko gadają, jakby chcieli uchodzić za przyjaciół i pakują do kieszeni lub torby. Właśnie taka ukradła nam kawę Jakobs. A znów jeden alkoholik to idzie prosto do chłodni, bierze puszki i idzie do wódek. Jak mu się nie uda, to klnie: "k... pilnują" i odchodzi. Nie przejmują się wcale, że zostali przyłapani na gorącym uczynku. Jedna, kiedy musiała oddać co wyniosła, odchodząc powiedziała głośno, że tu już nie przyjdzie kupować, bo obsługa nieprzyjemna".
Magdalena mówi, że tylko raz zdarzyło się, iż klientka zwróciła uwagę na kradnącego. W tej dziedzinie personel zdany jest na własną intuicję. - "Pilnować trzeba, niestety" - mówi. Wiadomo, że klient nie lubi, jak mu się patrzy na ręce, kiedy wybiera towar. W sklepach panie, z którymi rozmawiałam, też najchętniej nie pilnowałyby kupujących, ale jak wiedzą z doświadczenia - jest to konieczne. Bo odpowiedzialność spada na personel. Dlatego każdy sklep ma inny sposób na złodziei. W jednym zawiadamia się policję, w wypadku dzieci także rodziców i szkołę. Tak jest na przykład w żnińskiej "Lusi", której klienci juz niejednokrotnie odpowiadali przed kolegium do spraw wykroczeń. W innych sklepach pilnuje się, jak tylko to możliwe, odbiera się towar.
Ale na odwagę cywilną klientów, którzy reagowaliby na wyczyny złodziei, nikt w sklepie nie liczy.
Maria Warda
Pałuki nr 368 (10/1999)
Pałuki nr 368 (10/1999)






