-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Ojciec zabił nożem syna
- Żnin pożegnał profesora
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Skowroński w miejsce Kussa
Artykuły
- Środa, 25 Czerwiec 2008
Kiedyś były tu owczarnie
Indyki z Nowego Dąbia
Jeszcze rok temu budynki po byłym Okręgowym Przedsiębiorstwie Obrotu Zwierzętami Hodowlanymi w Nowym Dąbiu wyglądały tak, jakby je nawiedziło trzęsienie ziemi, tornado lub wojna. Mimo to Irena i Mirosław Napierałowie oraz ich córka Katarzyna z mężem Tomaszem postanowili zainwestować i rozpocząć tu hodowlę indyków. Ryzyko opłaciło się. Pierwsze ptaki trafiły już do kontrahenta.
W sierpniu ub.r. podczas dożynek gminnych w Nowym Dąbiu odprawiający mszę św. proboszcz parafii św. Mikołaja w Łabiszynie ksiądz Jerzy Witucki wspomniał, że kiedyś w Nowym Dąbiu tętniło życie. Zwrócił się wówczas do władz gminnych i powiatowych, by zagospodarować niszczejące budynki. Nie przypuszczał, że niecałe pół roku później jego słowa okażą się prorocze i Nowe Dąbie znów będzie miało szansę zatętnić życiem kilkudziesięciu tysięcy indyków.
![]() |
| To oni spowodowali, że słowa księdza Jerzego Wituckiego stały się
prorocze. Po lewej Katarzyna i Tomasz Sawa oraz Irena i Mirosław
Napierałowie. fot. Arkadiusz Majszak |
ELDORADO W GRUZACH
W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Nowe Dąbie rzeczywiście
tętniło życiem. Okręgowe Przedsiębiorstwo Obrotu Zwierzętami
Hodowlanymi było dużym zakładem, w którym pracowało wielu mieszkańców
wsi. Sytuacja zaczęła zmieniać się po 89 roku. W okresie transformacji
OPOZH spotkał ten sam los co Państwowe Gospodarstwa Rolne. W drugiej
połowie lat dziewięćdziesiątych budynki po OPOZH przejęła Giełda
Bydgoska. Jej działalność nie trwała długo i nie przyniosła korzyści
gminie. Giełda doprowadziła do dewastacji budynków oraz pozostawiła
gminę z ogromnym długiem z tytułu podatków od nieruchomości. W
zbankrutowanej firmie pojawił się likwidator.
Jesienią ubiegłego roku pomieszczeniami po byłym OPOZH zainteresowało
się małżeństwo z gminy Złotniki Kujawskie, Irena i Mirosław Napierała.
Zadecydował o tym przypadek. Baza po byłym OPOZH rzuca się po prostu w
oczy. Każdy kto przejeżdżał przez Nowe Dąbie zastanawiał się, dlaczego
budynki są niezagospodarowane.
- "Szukaliśmy obiektów pod hodowlę indyka. Zwróciłam się do pani sołtys
z pytaniem, kto jest zarządcą pomieszczeń. Pani sołtys powiedziała, że
była baza OPOZH jest objęta procesem likwidacji. Postanowiliśmy więc
pod koniec listopada zeszłego roku nawiązać kontakt z likwidatorem. Był
zainteresowany sprzedażą tego terenu. O kupnie nie było jednak wówczas
mowy, gdyż baza była obciążona wierzytelnościami. Likwidator
zaproponował nam więc dzierżawę na 7 lat" - opowiada Irena Napierała.
Mogłoby się wydawać, że baza po byłym OPOZH to eldorado dla
potencjalnych inwestorów. Byłoby tak, gdyby nie dewastacja budynków,
która trwała przez lata. Powybijane okna, zniszczona elewacja
zewnętrzna oraz zrujnowane wnętrza. Brakowało również doprowadzenia
ujęć wody, kanalizacji i prądu. Pomimo zastanego pobojowiska, nowi
inwestorzy zdecydowali się przygotować pomieszczenia pod hodowlę
indyków.
- "To co zastaliśmy, to jest nie do pomyślenia, że takie budynki można
doprowadzić do takiego stanu. Tak jak mąż mnie tu przywiózł, tak szybko
chciałam wracać. Przewracaliśmy się o gruz. Wszystkie szyby były
powybijane. Były ślady po ognisku. Wszystko wskazuje na to, że była tu
melina. Blacha była zdjęta z dachu. Dewastację trzeciego piętra określa
się na 95%. Jest ono przeznaczone do rozbiórki. Ja mówiłam na to
budynek czeczeński, gdyż wnętrza przypominały zdjęcia z telewizji
relacjonujące wojnę w Czeczenii. Córka Kasia i zięć Tomek zdecydowali
jednak, że wspólnymi siłami doprowadzimy to do stanu użyteczności. Tym
bardziej łatwiej było nam podjąć decyzję o zakupie terenu. Pan
likwidator zaproponował nam kupno. Wygraliśmy przetarg, kupiliśmy
budynek i działamy z dziećmi jako współwłaściciele" - mówi Irena
Napierała.
CYKL HODOWLANY
Sprzedaż byłej bazy OPOZH w Nowym Dąbiu była możliwa dzięki
umorzeniu przez wierzycieli należności, które zalegała im Giełda
Bydgoska. Dzięki temu likwidator mógł zakończyć proces likwidacji, a w
konsekwencji sprzedać pomieszczenia. Gmina Łabiszyn umorzyła Giełdzie
Bydgoskiej 573.993,20 zł.
- "Umożliwiło to dokończenie likwidacji Giełdy Bydgoskiej i
wyczyszczenie obciążeń hipotecznych, których likwidator nigdy by nie
zaspokoił. Było to intencją wszystkich wierzycieli. Nie tylko gminy,
ale również Urzędu Skarbowego i ZUS. Każdy proporcjonalnie umorzył
pewną część należności. Nam bardzo zależało, by powstał nowy obiekt
gospodarczy. Ponadto budynkowi biurowemu groziła katastrofa budowlana"
- powiedział burmistrz Łabiszyna Jacek Kaczmarek.
Sołtys Nowego Dąbia Bożena Sika podkreśla, że budynki OPOZH stały i jedynie szpeciły wieś.
- "Na dzień dzisiejszy widać, że coś jest robione. Co prawda
chcielibyśmy, żeby te budynki z zewnątrz nie szpeciły, ale w krótkim
czasie nie są w stanie tego zrobić. Pierwsze rezultaty już są i myślę,
że w niedługim czasie będzie to widoczne. Myślę ponadto, że dzięki
zagospodarowaniu tych pomieszczeń ludzie znajdą pracę i będzie ogólne
zadowolenie" - dodaje pani sołtys.
Państwo Napierałowie zdecydowali się na uruchomienie hodowli indyków,
ponieważ Mirosław Napierała od 1992 r. zajmuje się drobiarstwem.
Ponadto przez wiele lat pracował jako zootechnik.
Obecnie w halach hodowlanych znajduje się około 10.000 piskląt, 10.000
indyczek w wieku 11 tygodni oraz tyle samo ptaków w wieku 15 tygodni.
Docelowo planuje się hodować około 80.000 indyków rocznie. Cykl
hodowlany trwa 16 tygodni. Temperatura w halach hodowlanych jest
sterowana automatycznie. W przypadku piskląt wymagana temperatura
wewnątrz hali wynosi od 30 do 31 stopni Celsjusza, a pod promiennikiem
(tzw. kwoka) 45 stopni. W przypadku gdy ptaki są już opierzone i
dojrzałe, wystarczy temperatura otoczenia, od 13 do 15 stopni
Celsjusza. Pasza dla zwierząt jest podawana automatycznie przez
paszociągi. Praca ludzka polega tylko na dozorze piskląt i starszych
osobników oraz utrzymaniu higieny w kurniku. W październiku kolejne
indyki z Nowego Dąbia trafią do kontrahentów. Pierwsze załadunki miały
miejsce we wrześniu.
Państwo Napierałowie współpracują z firmą z Dolnej Saksonii w
Niemczech, od której kupują pisklęta. Następnie tuczą ptaki. Dla
indyczki jest to okres 16 tygodni, a dla indora od 20 do 22 tygodni.
Mają podpisaną umowę kontraktacyjną z firmą z Łukty koło Ostródy. Jest
to piąta firma co do wielkości w Polsce w branży drobiarskiej. Indyki
ładowane są na specjalne samochody, które wysyła kontrahent.
PRACA DLA MIEJSCOWYCH
Hodowane w Nowym Dąbiu indyki są pod stałą kontrolą weterynaryjną.
Fermy regularnie odwiedza zarówno powiatowy lekarz weterynarii, jak
lekarze z gminy Łabiszyn. Hale, w których przebywają zwierzęta zostały
gruntownie wyremontowane. Wcześniej, za czasów OPOZH, służyły jako
owczarnie.
Obecnie dzięki rozpoczęciu hodowli indyków w Nowym Dąbiu pracę w fermie
znalazło 8 pracowników. W przyszłości będzie tu pracować 10, a może i
więcej osób. Właściciele fermy oraz współwłaściciele: Katarzyna i
Tomasz Sawa (córka i zięć) zamierzają w przyszłości stworzyć w Nowym
Dąbiu potężny zakład pracy. Warunki ku temu są doskonałe. Działka,
którą kupili ma 4,34 ha powierzchni. Powierzchnia budynków
produkcyjnych wynosi 5.200 m2. Budynek biurowy ma około 1.100 m2. Jego
część została zaadaptowana na biuro oraz mieszkania. W przyszłości cały
teren będzie zagospodarowany. W celu obniżenia kosztów produkcji
właściciele fermy zamierzają sami uprawiać zboże, by pozyskiwać słomę,
która stanowi ściółkę dla indyków.
Mirosław Napierała podkreśla, że hodowla indyków jest mało uciążliwa.
Choć początki były bardzo trudne, państwo Napierałowie kroczą drogą,
którą sobie wyznaczyli. Ich marzeniem jest praca i godne życie. Zamierzają modernizować i ulepszać fermę, którą kiedyś przekażą córce i zięciowi.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 711 (39/2005)






