Artykuły

Piotr Mazurkiewicz w podróży dookoła świata * Więzienie Alcatraz * Most Golden Gate
Ulice San Francisco
   Ulice wspinają się na wzgórza, by następnie opaść w stronę zatoki. Stojąc na jednym z nich, widać całą ulicę i ruch na niej panujący oraz dachy budynków przy niej stojących. Robi to niesamowite wrażenie.

Widok na dumę i symbol San Francisco - czerwony most Golden Gate. Ma długość 2.700 m i wznosi się nad falami oceanu na wysokość 227 m. 
       fot. Piotr Mazurkiewicz

   ZOSTAJEMY W AMERYCE NA DŁUŻEJ

  10 KWIETNIA, DZIEŃ 162
   Pierwsze kroki na amerykańskiej ziemi stawiamy w kierunku kontroli paszportowej. Standardowe pytanie celnika to: "Ile chcemy zostać w Stanach?" My odpowiadamy, że trzy godziny, ponieważ mamy łączony lot do Mexixo City. W tym momencie Piotr dostaje wizę B2, a Paweł B1. Ciągle jeszcze myślimy, że po przejściu odprawy jesteśmy na terminalu tranzytowym, jednak gdy wyjeżdżają nasze bagaże zaczyna nam świtać, że to nie jest już terminal tranzytowy, a my swobodnie możemy zostać w USA. Wiza B1 uprawnia do pobytu trzy miesięcznego, a B2 o trzy miesiące dłużej. Szybka decyzja i po kilkunastu minutach siedzimy już w metrze wiozącym nas do centrum San Francisco. Jutro święta Wielkanocne, które miło byłoby spędzić z Polakami. Zaczynamy szukania polskiego kościoła. Po kilku godzinach trafiamy do tego, gdzie uczęszczają Polacy. Spotkany przed kościołem ksiądz Polak, na początku wydaje się miły, ale na pytanie o możliwość spędzenia Świąt Wielkanocnych w polskim gronie, kategorycznie odmawia tłumacząc się brakiem możliwości. Jesteśmy zszokowani jego odpowiedzią. Po pięciu miesiącach podróżowania i uzyskaniu pomocy od buddystów oraz hindusów, z którymi nieraz nie szło się porozumieć, Polski ksiądz nie udziela nam żadnej pomocy. Trudno nam w to uwierzyć. Znów zdani na siebie, trafiamy do polskich Delikatesów, gdzie mili właściciele słysząc o naszej podróży są pod wielkim wrażeniem. Goszczą nas kanapkami i herbatą. Kupujemy u nich również polską kiełbasę na jutrzejsze śniadanie wielkanocne. W jednej z miejskich bibliotek znajdujemy adres hostelu. Prowadzony jest on przez miłego irlandczyka. Ten dzień był dla nas bardzo długi i męczący, więc szybko padamy z nóg.
   WIELKANOCNA JAJECZNICA
   11 KWIETNIA, DZIEŃ 163

   Wielkanoc, a więc rano idziemy do kościoła i tam ten sam ksiądz, który odmówił nam jakiejkolwiek pomocy wygłasza piękne kazanie, aż żal go słuchać. Po mszy świętej wracamy do hostelu i tam uczta wielkanocna. Paweł przyrządza tzw. jajecznicę lutolską, którą nauczyli go jego rodzice. Pachnie tak świetnie, że ludzie z hostelu zaglądają nam do gara. Hostel ten różni się od tych w Azji, jest w nim duża kuchnia z jadalnią, o czym nie było mowy na Wschodzie, gdzie jedzenie jest tak tanie, że nie opłaca się gotować. Ciekawą rzeczą jest również to, że część osób mieszka w tym hostelu na stałe. Po obfitym śniadaniu z miejsca zasypiamy, ciągle dokucza nam różnica czasu. Wieczorem krótki spacer po San Francisco oraz długie opowieści w jadalni naszego hostelu, gdzie wieczorami spotykają się jego mieszkańcy.
   MIASTO NA WZNIESIENIACH
   12 KWIETNIA, DZIEŃ 164

   Pierwszy dzień świąt poświęcamy na zwiedzanie starej części miasta. Ulice przecinają się do siebie prostopadle tworząc tzw. bloki. Jest to typowa zabudowa w USA, bardzo ułatwiająca poruszanie się po tym ogromnym mieście. Centrum "San Fran" - jak nazywają je jego mieszkańcy - położone jest na wielu wielkich wzniesieniach. Ulice wspinają się na wzgórza, by następnie opaść w stronę zatoki. Stojąc na jednym z nich, widać całą ulicę i ruch na niej panujący oraz dachy budynków przy niej stojących. Robi to niesamowite wrażenie. Chodząc tymi uliczkami można dostać niezłej zadyszki, niektóre chodniki to nic innego jak normalne schody. Tego dnia docieramy również nad zatokę, gdzie znajduje się centrum rozrywkowo-turystyczne z knajpkami i mnóstwem sklepów z pamiątkami. Widzimy również położone na jednej z wysp na zatoce San Francisco słynne więzienie Alkatraz, gdzie więziono takich gangsterów jak Al Capone. Podziwiamy także słynny czerwony most Golden Gate, który jest wizytówką miasta. Wieczorem znów snujemy opowieści o naszym podróżowaniu po Azji, młodzi Amerykanie są w głębokim szoku naszych przeżyć. My również jesteśmy zdziwieni, że ludzie z tak rozwiniętego i bogatego kraju mają mgliste pojęcie o Azji.
   MIASTO RÓŻNORODNE ETNICZNIE
   13 KWIETNIA, DZIEŃ 165

Dzisiejszego dnia trafiamy do China Town, mieszczącego się również w starej części miasta. Mnóstwo tu restauracji i małych knajpek. Handel uliczny kwitnie pełną parą, klimat podobny do tego widzianego w chińskiej dzielnicy stolicy Malezji. San Francisco jest miastem bardzo zróżnicowanym etnicznie, poza wspomnianymi wcześniej Azjatami, mieszkają tu duże grupy ludności pochodzenia murzyńskiego oraz Ameryki Łacińskiej. Udajemy się również na aleje Kolumba, będącą jedną z głównych ulic starej części San Francisco. Znajdują się przy niej liczne restauracje i kafejki w większości wysokiej klasy, prowadzone głównie przez Włochów. Odwiedzamy również kilka irlandzkich pubów, atmosfera przypomina tą znaną nam z Londynu.
   ZWIEDZAMY PORT RYBACKI
   14 KWIETNIA, DZIEŃ 166

   Rankiem udajemy się nad zatokę San Francisco. Trafiamy do muzeum miasta, położonego na przystani rybackiej. Znajdują się w nim eksponaty związane z budową mostu Golden Gate oraz wiele maszyn rozrywki bawiących turystów na przystani kilkadziesiąt lat temu. Później zwiedzamy port rybacki oraz położone w jego pobliżu stare doki.
   JAK DOSTAĆ SIĘ DO HUSTON
   15 KWIETNIA, DZIEŃ 167

   Kontaktujemy się z naszym kumplem "Słabym" będącym aktualnie w Londynie. On będąc kilka lat temu w Stanach wraz ze swoja dziewczyną korzystał z jednej z firm zajmujących się usługą AutoDrive. Usługa ta mało znana jest w Polsce, a nawet w Europie. Polega na tym, iż osoby przeprowadzające się do innego stanu wysyłają dobytek ciężarówką, a swoje auto oddają do tej firmy. Ona szuka młodych ludzi, głównie podróżników, którzy tym autem przejadą setki mil pod nowy adres właścicieli auta. W umowie zastrzeżony jest czas na dostarczenie auta i ilość mil, jakie możemy nim pokonać. My taką firmę znajdujemy w internecie, w czym pomaga nam właściciel hostelu Irlandczyk. Ma on samochód do przeprowadzenia z San Francisco do Houston. To właśnie trasa jaką planowaliśmy jechać. Wieczorem wychodzimy zwiedzać San Francisco nocą. Wygląda ono całkiem inaczej niż za dnia.
   PODRÓŻ SYSTEMEM AUTODRIVE
   16 KWIETNIA, DZIEŃ 168

   Dziś dzień związany z załatwieniem formalności dotyczących auta. Aby załatwić wszystko sprawnie postanawiamy, że jeden z nas zajmie się autem, a drugi bankami. Tak więc Paweł udaje się podpisać umowę i zobaczyć samochód, którym przetniemy południową część USA. Płacąc jedynie 10 dolarów za ubezpieczenie, 300 dolarów zwrotnego depozytu oraz koszty paliwa dostajemy samochód na osiem dni. Piotr załatwia formalności w banku związane z czekami na dalszą część wyprawy.
   CZERWONY MOST GOLDEN GATE
   17 KWIETNIA, DZIEŃ 169

   Spokojni o transport przez USA, jedziemy zobaczyć będący chlubą miasta czerwony most Golden Gate. Most łączący San Francisco z hrabstwem Marin został otwarty 27 maja 1937 roku. Przed i w czasie jego budowy spekulowano, że nie da się go wybudować, jednak upór oraz trud inżynierów i robotników zwyciężył z falami oceanu, silnymi prądami i przypływami oraz gęstą mgłą. Most ma długości 2.700 metrów i wznosi się 227 metrów nad taflą wód zatoki. Koszt budowy mostu to 35 mln dolarów. Dziennie przejeżdża nim 120 tysięcy samochodów. Ma on również ścieżkę dla rowerzystów oraz chodnik, którym udaliśmy się na drugi brzeg zatoki. Czerwony kolor mostu to wynik dodania do farby minii, czyli substancji antykorozyjnej. Widok na miasto i zatokę pełną windsurfingowców oraz żeglarzy, jest spektakularny. Drugi brzeg to miejsce typowo rekreacyjne. Pełne ścieżek i miejsc na niedzielny piknik. My również urządzamy sobie mały piknik w oczekiwaniu na zachód słońca i widok miasta nocą. Podświetlony most Golden Gate i w jego tle rozświetlone San Fran zwala z nóg. To jeden z piękniejszych widoków, które możemy podziwiać. Z braku autobusu do centrum wracamy na stopa. Niezłego mamy farta, bo koleżka którego zatrzymaliśmy ma nic innego jak - Hummera. Tymże autem, dumnie wracamy do centrum.
   OSTATNI DZIEŃ W SAN FRANCISCO
   18 KWIETNIA, DZIEŃ 170

   Dziś ostatni dzień w San Francisco. Pogoda niestety nie dopisuje, ale i tak wsiadamy w słynny linowy tramwaj, kolejną atrakcję miasta. Jego trasa zaczyna się nieopodal naszego hostelu, a kończy na przystani rybackiej, gdzie znajduje się odwiedzone przez nas kilka dni temu muzeum miasta. Z nabrzeża wracamy do hostelu. Tam małe pakowanie i przygotowanie do ruszenia w trasę samochodem przez Stany. Przed nami takie miasta jak Los Angeles, Las Vegas, słynny Grand Kanion, kultowa droga 66 oraz Dallas - stolica kowbojów. Już nie możemy się doczekać jutrzejszego dnia. Wieczorem podczas rozmowy z naszymi koleżankami z Irlandii dowiadujemy się, że i one również wybierają się jutro do Los Angeles. Proponujemy, by pojechały jutro z nami. Z dziewczynami na pokładzie zawsze raźniej.

Paweł Maczel

Piotr Mazurkiewicz

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 647 (28/2004)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry