Artykuły

* Piotr Mazurkiewicz w podróży dookoła świata * Potęga Majów * Cypryśnik Montezumy * Stadion Azteków
     6 dni w Meksyku

     W małej wiosce El Tule znajduje się największa roślina świata. Jest nią cypryśnik Montezumy mający obwód pnia 35,8 metra przy 41 metrach wysokości. Drzewo to robi ogromne wrażenie, a także sprawia niemały problem, gdy chce się je objąć aparatem w całej okazałości.


Ulica meksykańska jest wielobarwna i cały czas tętni życiem  
      fot. Piotr Mazurkiewicz
Na ulicy stolicy kraju Mexico City nie trudno o taki obrazek. Obok zachodnich samochodów na chodnikach siedzą indianki.  
      fot. Piotr Mazurkiewicz
Policjanci na koniach w meksykańskich sombrero  
      fot. Piotr Mazurkiewicz
Kobieta sprzedająca na ulicy prażynki 
     fot. Piotr Mazurkiewicz
Monte Alban, to jedne z najlepiej zachowanych starożytnych ruin po potędze Majów  
       fot. Piotr Mazurkiewicz
Wokół największego kościoła Mexico City - katedry metropolitalnej tętni cały czas potężne targowisko  
    fot. Piotr Mazurkiewicz

   DO STOLICY MEKSYKU TYLKO AUTOBUSEM
   27 KWIETNIA, DZIEŃ 180

   Na granicy jesteśmy wczesnym rankiem. Amerykanie nie sprawdzają wyjeżdżających, a Meksykanie - mimo tego że Polacy nie potrzebują wizy - zmuszają nas do kupna tzw. karty turystycznej w cenie 21 dolarów. Dla nas to kompletny absurd, ale jak już czytaliśmy wcześniej, w Ameryce Środkowej trzeba być przygotowanym do tego typu wydatków. W meksykańskim miasteczku granicznym Nuevo Lorego pytamy się o dworzec kolejowy, bo do Mexico City autobus jest bardzo drogi. Chcemy więc dotrzeć tam koleją, która z reguły jest tańsza. I tu kolejne zdziwienie. Dworzec jest - to znaczy był - ale pociągi pasażerskie już tu nie jeżdżą. Jesteśmy zmuszeni wrócić na stację autobusową. Po krótkich targach kupujemy bilet do Montarey, z nadzieją, że tam złapiemy jakiś pociąg do stolicy. Po kilku godzinach jazdy drogą biegnącą przez totalne pustkowia dojeżdżamy do metropolii jaką jest Montarey. I tu kolejna niespodzianka. Pytane o stację kolejową osoby potwierdzają informację, że kilka lat temu zlikwidowano w Meksyku pociągi pasażerskie, bo nie przynosiły dochodu i teraz można poruszać się po kraju tylko autobusami. Nie pozostaje nic innego jak wrócić na stację autobusów i targować cenę biletu do Mexico City. I tak wsiadamy do kolejnego autobusu i ruszamy na spotkanie ze stolicą Meksyku.           
   METROPOLIA MEXICO CITY
   28 KWIETNIA, DZIEŃ 181

   Dojeżdżamy na dworzec o 400 rano. Brak przewodnika po mieście utrudnia nam dojazd do centrum. Postanawiamy czekać do świtu na dworcu, jednak po kilkunastu minutach pojawiają się trzy białe dziewczyny. Po krótkiej rozmowie okazuje się, że pochodzą ze Szwecji. One również nie maja przewodnika, ale posiadają kilka sztuk ksero z mapami tej największej na świecie metropolii. Taksówka, której opłatę dzielimy na pięć osób dojeżdżamy do centrum i rozpoczynamy nocny rajd po hotelach. Zmęczone dziewczyny decydują się zostać w pierwszym, który odwiedzamy. My trafiamy do znacznie tańszego leżącego kilkanaście metrów dalej. I tu szok. W hotelu, w centrum miasta gość z recepcji nie zna ani słowa po angielsku. Jest tuż przed 500 rano, więc kończymy sen zaczęty w autobusie. Zwiedzanie zaczynamy koło południa. Mexico City to największa metropolia świata, ma ponad 20 milionów mieszkańców. Tego dnia odwiedzamy Plac Konstytucji, na którym powiewa ogromna meksykańska flaga oraz jedziemy zobaczyć stadion Azteków - będący jednym z największych na świecie. Od naszej przewodniczki dowiadujemy się, że mieści on ponad 100.000 osób. Podziwiamy galerię sław, które tu gościły. Jest wśród nich i Polak - Jan Paweł II.
   DOM Z KAFLI
   29 KWIETNIA, DZIEŃ 182

   Dziś podziwiamy starą cześć miasta. Ulice wyglądem przypominają te z miast europejskich, a szczególnie hiszpańskich. Wysokie kamienice z wieloma małymi balkonikami, w oknach których zamontowane są okiennice. Jedna z kamienic - to słynny w Mexico City "Dom z kafli", którego ściany pokryte są pięknie zdobionymi, kolorowymi kaflami. Tego dnia odwiedzamy również licznie znajdujące się w centrum kościoły, w większości zbudowane w czasach hiszpańskiej ekspansji. Meksykanie są bardzo religijni, często wchodzą na krótka modlitwę, a przechodząc koło kościoła czynią znak krzyża. Ruch na ulicach jest ogromny, niemal na każdym skrzyżowaniu pomimo zainstalowanej sygnalizacji świetlnej stoi policjant kierujący ruchem. A ruch jest tu ogromny. Jednym z symboli Meksyku są zielonobiałe "garbusy" służące jako taksówki, w których przednie siedzenie zostało z nich usunięte, a drzwi zamyka kierowca ciągnąc za sznurek.
Wieczór kończymy w towarzystwie poznanych Szwedek, które właśnie kończą swą trzymiesięczną podroż po Ameryce Południowej i Środkowej.
   AKDEWUDKT I KATEDRA    
   30 KWIETNIA, DZIEŃ 183

   Plan na dziś to wyjechać nocnym autobusem z Mexico City do Oaxaca. Wiemy, że autobus odjeżdża o 2200, więc mamy cały dzień na zwiedzanie. Decydujemy się na osobne zwiedzanie. Paweł udaje się do muzeum antropologicznego leżącego w południowej części miasta. Zwiedza również park leżący w jego okolicy oraz Akwedukt Azteków.
Piotr odwiedza wielkie targowisko położone tuż przy katedrze metropolitarnej. Poza handlarzami i kupującymi można też spotkać szamanów ubranych w tradycyjne indiańskie stroje. Za opłatą odprawiają oni modły powiązane z rytualnym tańcem oraz wróżą z kości. Jedzie również zobaczyć słynny aztecki akwedukt, który nie jest niczym szczególnym. Potwierdza to również Paweł. Razem odwiedzamy wspomniana katedrę metropolitarną. Jest to największy kościół w stolicy Meksyku. Poza pięknie zdobionymi ołtarzami, chlubą kościoła jest chór z ogromnymi organami. Wieczorem nasze szwedzkie koleżanki zapraszają nas do świetnej knajpki z meksykańską muzyką na żywo. Atmosfer jest cudowna, ale mamy dziś autobus do Oaxaca, więc musimy wyjść wcześniej. Szybkie pożegnanie z dziewczynami, następnie zabieramy plecaki z hotelu i udajemy się na dworzec. I tu wielkie zaskoczenie. Brak biletów na autobus. No nic to już nie Azja, gdzie zawsze znajdzie się jakieś miejsce. Szybko kupujemy bilety na jutro rano i wracamy do naszego hotelu.
   DROGA DO OAXACA
   1 MAJA, DZIEŃ 184

   Wczesna pobudka i rannym autobusem jedziemy do Oaxaca. Droga znów biegnie przez pustkowia przerywane od czasu do czasu małymi miasteczkami, gdzie dworcowi handlarze oblegają przyjeżdżające autobusy i sprzedają napoje i przekąski. Do Oaxaca dojeżdżamy po południu. Już idąc do hotelu miasteczko przypada nam do gustu. Kolorowe, niskie domki i spokojne, niemal senne życie mieszkańców tej niewielkiej będącej centrum administracyjnym tej części Meksyku robi niesamowite wrażenie. Również hotel, w którym się zatrzymujemy ma kolorowe patio z mnóstwem roślin oraz niewielki taras na dachu, z którego rozciąga się wspaniały widok na okolice. Wieczór kończymy rozmowami z innymi podróżnikami planując tym samym jutrzejszy dzień. 
   POZOSTAŁOŚCI PO IMPERIUM MAJÓW
   2 MAJA, DZIEŃ 185

   Rannym autobusem ruszamy zobaczyć ruiny Monte Alban, położonego kilka kilometrów od Oaxaca. To jedne z lepiej zachowanych pozostałości po imperium Majów. W ich skład wchodzą dwie wielkie piramidy położone po dwóch stronach Wielkiego Placu i kilkanaście mniejszych leżących po bokach. Każda z piramid ma szerokie, strome schody z bardzo wysokimi stopniami, co bardzo utrudnia dostanie się na szczyt budowli. Wielki Plac będący miejscem spotkań służył również jako miejsce do gry podobnej do naszej dzisiejszej piłki nożnej. Kolejnym punktem na dzisiejszy dzień jest mała wioska El Tule, w której znajduje się największa roślina świata. Jest nią mianowicie cypryśnik Montezumy mający obwód pnia 35,8 metra przy 41 metrach wysokości. Drzewo to robi ogromne wrażenie, a także sprawia niemały problem, gdy chce się je objąć aparatem w całej okazałości. Z El Tule wracamy lokalnym autobusem. Dzisiejszego dnia mija pół roku od czasu naszego wyjazdu więc szukamy odpowiedniego trunku by wznieść toast. I ku naszemu ogromnemu zdziwieniu znajdujemy polską wyborową wodę ognistą, którą oblewamy naszą wyprawę.
   ZBLIŻAMY SIĘ DO GWATEMALI
   3 MAJA, DZIEŃ 186

   Pierwszą rzeczą dzisiejszego dnia jest kupno przewodników australijskiego wydawnictwa Lonley Planet o Ameryce Środkowej i Południowej, których nie mogliśmy dostać w Mexico City. Bez dobrego przewodnika podróżowanie jest znacznie trudniejsze. Resztę dnia spędzamy na przyglądaniu się życiu miasteczka i jego mieszkańców. Odwiedzamy również targowisko leżące tuż przy stacji autobusowej, gdzie mieszkańcy okolicznych wiosek sprzedają swoje płody rolne. Po południu nocnym autobusem ruszamy do Tapachula miasteczka leżącego przy granicy z Gwatemalą.

Paweł Maczel
Piotr Mazurkiewicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 649 (30/2004)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry