Artykuły

     Ku przestrodze

     Publikujemy dziś tekst autorstwa Rafała Gratkowskiego wydrukowany w 49 numerze Tygodnika Podhalańskiego  na s. 3. Zdarzenie w nim opisane miało miejsce daleko poza Pałukami, jednak każdy z nas może znaleźć się w podobnej sytuacji. Zachowajmy więc trzeźwy umysł i nie dajmy się oszukać.

     Ograbiona na "bratanka"
     Szajka naciągaczy podstępnie wyłudziła od emerytki z Zakopanego 38 tys. zł. Kobieta straciła wszystkie oszczędności. Jest przerażona i wciąż boi się wychodzić z domu. Dobre serce emerytki i chęć niesienia pomocy najbliższym zostały brutalnie wykorzystane przez naciągaczy.
     Pani Regina odebrała telefon około godz. 9. Męski głos przywitał ją serdecznie, a zwracając się do niej „ciociu", wypytywał o zdrowie, jak się czuje najbliższa rodzina.  Odpowiadałam, że wszystko dobrze, wszyscy zdrowi. Ale nie rozpoznałam, kto to dzwoni. Zapytałam: czy to ty Marianku, bo myślałam, że to syn brata, mieszkający na drugim końcu Polski   opowiadając o zdarzeniu sprzed tygodnia, kobieta ma łzy w oczach. Mężczyzna potwierdził, że oczywiście. I że ma problem. Bo akurat jest w Nowym Targu i robi interes życia. Ma bowiem szanse na przejęcie likwidowanego sklepu komputerowego, i to razem z towarem, który zostanie wyceniony przez właściciela po okazyjnych cenach. Pod warunkiem, że dziś zostaną wpłacone pieniądze.  Ciociu, niech mi ciocia pożyczy, ile może. Ja tu mam otwarty rachunek na 38 tys. Ile dacie rady, to pożyczcie. Mama wam wszystko odda  zachęcał „bratanek". Tłumaczył, że okazja jest niepowtarzalna, a przelew z banku idzie za długo. Podkreślał, że nie może opuścić sklepu. Że po pieniądze przyśle spisanego z dowodu kierowcę.  Nie wiem, co mnie zaćmiło. Poprosił jeszcze, żeby nie dzwonić do jego matki, bo to niespodzianka. Że jak wszystko pozałatwia, to od razu przyjedzie do nas na nocleg  pani Regina ociera łzy.
     Z segmentu wyjęła wszystkie oszczędności, jakie miała przeznaczone na własny pogrzeb. Do tego odłożone pieniądze córki i środki, które miały pozwolić wiosną na remont w domu. Kontrolnie zadzwoniła do swojej siostry pod Nowym Targiem.  No coś ty! Jak Marianek robi interes, to jeśli ty mu nie pożyczysz, to ja mu pożyczę!  stwierdzenie, jakie usłyszała w słuchawce, tylko upewniło ją, że robi dobry uczynek.
     Nie wzbudził w niej niepokoju fakt, że „Marianek" dopytuje, czy jest sama w domu, że nie chce, aby dzwonić do jego rodziny, że nie zjawi się sam, tylko przyśle kierowcę. W dodatku prosił, żeby wyjść przed dom, żeby kurier łatwiej trafił. Po chwili na podwórku pojawił się dobrze zbudowany mężczyzna w okularach i czapce.  Wszedł za mną do domu. Przez moment widziałam, jak się zadziwił, że mąż jest w pokoju. Przystanął, ale po chwili wszedł głębiej i potem wszędzie już za mną chodził. Weszłam do kuchni po pieniądze, a on tuż za mną. Teraz widzę, że byliśmy zagrożeni. Policja powiedziała, że gdybyśmy się z mężem zawahali i nie oddali tych przygotowanych pieniędzy, to mogliśmy nawet zostać zabici  drżącym głosem opowiada kobieta. Dodaje, że kurier cały czas prawą rękę trzymał w kieszeni kurtki. Niewykluczone, że w dłoni miał nóż, paralizator lub pistolet.
Gdy kobieta przekazała przygotowaną kwotę, mężczyzna natychmiast wyszedł z mieszkania. Kobietę opanował nieokreślony lęk. Po dwóch godzinach zadzwoniła na domowy numer Marianka. Doznała szoku, gdy w słuchawce usłyszała głos bratanka, który potwierdził, że jest w domu. Na drugim końcu Polski.
      Boimy się o mamę. Załatwiamy jej psychologa. Minął tydzień, a ona nie wychodzi z domu. I płacze. Jest przerażona. A ojciec się obwinia, że nie sprzeciwiał się tej pożyczce  mówi Monika, córka poszkodowanej. I dodaje, że rodzice nigdy nie jeździli na wakacje, całe życie ciężko pracowali, zawsze wspierali najbliższych.
     Policja przestrzega przed grasującą na Podhalu szajką oszustów. I apeluje, by każdy, kto odbierze nietypowy telefon od „bratanka", „wnuczka" czy innej podszywającej się pod krewnych lub znajomych osobę, powiadomił o tym funkcjonariuszy. Należy zadzwonić pod nr 907 lub (0 18) 20 23 404.

Rafał Gratkowski

Ps. Imiona poszkodowanych zostały na ich prośbę zmienione.

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry