Jedna z trzech trumien Skórzewskich. Pochowany w niej został Kazimierz Skórzewski. To jedyna w tym grobowcu cynowa bogato zdobiona trumna, która pozostała otwarta, ukazując szczątki nieboszczyka.
 fot. Magdalena Kruszka

Łabiszyn, krypta, franciszkanie, kościół
Historia zamknięta w kryptach
     Bracia franciszkanie reformaci, przedstawiciele szlachty i arystokracji oraz dziedzice Łabiszyna spoczęli w trzech kryptach znajdujących się pod kościołem św. Mikołaja w Łabiszynie. Zostały one otwarte, by uporządkować pochówki, i by zapewnić cześć zmarłym.

      Przed miesiącem pisaliśmy o otwarciu krypt kościelnych. Przypomnijmy, nastąpiło to 6 sierpnia 2008 roku, kiedy to kilku członków Akcji Katolickiej, po uzyskaniu aprobaty proboszcza parafii ks. Jerzego Wituckiego, zeszło do dwóch spośród trzech istniejących krypt. Inicjatorem penetracji podziemi był Maciej Banaś, członek Akcji Katolickiej i wychowawca świetlicy, który kiedyś uczył historii. Od zeszłego roku nadzoruje on uporządkowanie pochówków. Współpracuje z Konserwatorem Zabytków w delegaturze w Bydgoszczy. Ks. Jerzy Witucki zapowiada, że kiedy antropolog i archeolog skończą w kryptach swoje prace, zostaną one udostępnione zwiedzającym.
     Właściciele dóbr łabiszyńskich
     Na wielu trumnach zachowały się nazwiska i daty urodzeń, bądź śmierci. Wiele z nich zawiera napisy po łacinie. Na jednej widnieje data 1509. Całkiem możliwe wydaje się, że już w tym roku kościół istniał. W kronice parafialnej czytamy, że w XV wieku dziedzicem Łabiszyna był Jan Latalski, który majętność oddał w posiadanie swojemu bratu Januszowi. Po nim majątek przejął syn Stanisław. Kiedy ożenił się on z protestancką księżniczką Georgią w 1536 roku, przyjął religię kalwińską. Kronika parafialna szeroko opisuje jego heretyckie praktyki. Stanisław Latalski przejął drewniany kościół św. Tomasza wzniesiony na wzgórzu (obecnie kościół św. Mikołaja) i zamienił go na zbór kalwiński. Żadne źródła nie podają, od jak dawna przed przejęciem przez dziedzica Łabiszyna służył on katolikom.
     W 1597 roku Stanisław Latalski kazał zburzyć drewniany kościół, a na jego miejsce wznieść zbór. Kronika parafialna podaje, że rok później zmarł i został pochowany tu według obrzędu luterańskiego. Nie wiadomo kiedy zbór znowu stał się kościołem. Po śmierci Stanisława Latalskiego majętność łabiszyńską przejęła jego córka Marianna wraz z mężem Andrzejem Czarnkowskim, a następnie kolejno ich syn Jan Czarnkowski, jego córka Zofia Niemojowska, Jan Opaliński i jego krewni. To właśnie ten ostatni wybudował przy kościele na wzgórzu drewniany klasztor i sprowadził w 1627 roku do Łabiszyna ojców franciszkanów reformatów. Trzy lata później świątynia została konsekrowana, a jej patronem został ponownie św. Tomasz.
     W 1749 roku Opalińscy sprzedali Łabiszyn kasztelanowi gnieźnieńskiemu Krzysztofowi Gembickiemu, po którym dobra przejął jego syn Andrzej, a potem stryjeczny brat Andrzeja, Paweł Gembicki słynący z dbałości o kościoły. Po nim Łabiszyn odziedziczył syn z drugiego małżeństwa - Maciej. To właśnie Gembiccy uznawani są za pierwszych udokumentowanych właścicieli Łabiszyna, którzy najpierw w 1678, a potem drugi raz w 1687 roku zatwierdzili przywileje i określili powinności mieszkańców. Według kroniki parafialnej to właśnie Maciej Gembicki wydał miastu ordynację i przyznał mu samodzielność.

Kościół św. Mikołaja w Łabiszynie dziś fot. Magdalena Kruszka

     Miasto trawią pożary
     10 marca 1687 roku wybuchł pożar, jeden z wielu, które w tamtych czasach nękały miasto i zniszczył doszczętnie kościół na górce wraz z klasztorem ojców reformatów. Ponad rok później rozpoczęła się budowa nowej świątyni, która trwała 10 lat, a której fundatorką była Eleonora Gembicka, żona Pawła Gembickiego. Po raz pierwszy w miejscu drewnianego kościoła na górce stanął kościół murowany, wzniesiony w stylu barokowym przez włoskiego architekta Piotra Fontanę. W 1698 roku kościół został uroczyście poświęcony. Jego patronem pozostał św. Tomasz.
     W latach 1707-1711 w mieście panowała dżuma. Kronika parafialna powołując się na kronikę klasztorną podaje, że w tych latach nikogo nie chowano w podziemiach kościoła. Wzmianka ta każe domniemywać, że zarówno w poprzednich latach, jak i potem składanie umarłych do podziemi kościoła było praktyką powszechną.
     - Rok 1720 przyniósł z sobą kolejny pożar i kolejne zniszczenie znacznej części kościoła i klasztoru na górce. Nad jego odbudową czuwała Dorota z Grotów Gembicka, która niemal własnym kosztem doprowadziła do jego odbudowy. Kopia jej portretu trumiennego z 1911 roku do tej pory wisi w krużganku kościoła - opowiada Maciej Banaś, nauczyciel i inicjator otwarcia krypt znajdujących się pod kościołem. - Podejrzewam, że jej trumna znajduje się w tej krypcie pod ławkami. To jedyna trumna, która znajduje się na 30-40-centymetrowym podwyższeniu. A według źródeł to właśnie ona miała spocząć na murowanym podwyższeniu, swego rodzaju katafalku. Trumna, która tam się znajduje, jest zdobiona okuciami, więc to nie może być zakonnik ani przeciętny majętny mieszkaniec Łabiszyna. To są tylko moje podejrzenia, a czy faktycznie to ona tam leży, to przekonamy się dopiero wtedy, gdy szczątki zbadają fachowcy. Może, kiedy oni zaczną porządkować pochówki, to okaże się, że na tej trumnie jest tabliczka. To bardzo duża trumna. Ja patrząc na portret Doroty Gembickiej dziwiłem się, jak tak duży obraz może być portretem trumiennym, ale teraz wiem, że to możliwe.

Oprócz fragmentów odzieży, butów i kości w grobowcu pozostały także włosy. Znaleźć tam można kępkę rudych włosów, a także jasny długi warkocz. fot. Magdalena Kruszka

     Budowa klasztoru zakończyła się w 1724 roku. Do tej pory wyrytą datę można oglądać w salce katechetycznej kościoła. Natomiast świątynia była budowana do 1731 roku. W późniejszych latach była ona jeszcze wykańczana. W 1757 roku kościół został wyposażony w kamienną posadzkę i sklepienie, zegar w fasadzie i pięć ołtarzy, ambonę oraz konfesjonały ze zdobieniami barokowymi i rokokowymi, które przetrwały aż do II wojny światowej.
     W roku 1761 w Łabiszynie znów wybucha pożar. Pustoszy miasto, niezwykle bogato wyposażony kościół św. Mikołaja (obecnie kościół pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny), który był głównym - parafialnym kościołem Łabiszyna, wraz ze szkołą parafialną i plebanią. Nie ma żadnej wzmianki o pożarze kościoła św. Tomasza. Dwa lata później dobra łabiszyńskie przechodzą do rąk Skórzewskich, kiedy to Franciszek Skórzewski wykupuje od spadkobierców Macieja Gembickiego prawa do majętności, które pozostają w rękach Skórzewskich aż do 1939 roku. Po wielu latach od tego wydarzenia, w konsekwencji wielu starań i zabiegań Fryderyka Skórzewskiego, które trwały od roku 1829, patronem kościoła św. Tomasza na górce zostaje św. Mikołaj, a sam kościół w 1833 roku staje się kościołem parafialnym.
     Rządy Skórzewskich i wielka rozbudowa
     Kiedy Skórzewscy stają się właścicielami dóbr lubostrońskich i łabiszyńskich, przez cały czas pamiętają o wspieraniu kościoła. W 1911 roku według projektu architekta Sławskiego z Poznania kościół zostaje rozbudowany. Kronika parafialna podaje, że główna nawa została przedłużona w kierunku wschodnim, a ponadto dobudowana została kaplica i loża patronacka. Źródła podają, że w tym roku Witold Skórzewski ufundował dla kościoła parafialnego dwie nowe kaplice, jedną dużą w stylu neorokokowym i jedną mniejszą i skromniejszą, obydwie zaprojektowane przez inowrocławskiego architekta Franciszka Dźwikowskiego. Kościół po rozbudowie był w stanie pomieścić 1.500 parafian.

Kopia portretu trumiennego Doroty Gembickiej pochodząca z 1911 roku. Wisi on obecnie w krużganku kościoła św. Mikołaja.
            fot. Magdalena Kruszka

     Czas biedy i rządów okupanta
     Rok 1935 niesie problemy finansowe dla kościoła. W tym czasie pieczę nad Łabiszynem sprawuje Zygmunt Skórzewski, który także boryka się z problemami finansowymi i w 1934 roku pozbywa się dóbr łabiszyńskich, pozostając dziedzicem na Czerniejewie. Od tego roku kronikę parafialną pisze prawdopodobnie ówczesny proboszcz kościoła św. Mikołaja, Brunon Schmidt. Czytamy w niej: Niestety rosną trudności materialne w życiu parafialnym. Dach kościoła św. Mikołaja potrzebuje gruntownego remontu. Dach blaszany na farze w wielu miejscach uszkodzony. (...) Hrabia jako patron dać nie może, bo majętność upada coraz raptowniej. Parafianie mało okazują zrozumienia dla materialnych potrzeb parafii, nie są przyzwyczajeni do ofiarności, bo patron na wszystko płacił, póki mógł.
     Z II wojną światową przychodzi kolejne zniszczenie kościoła. W grudniu 1944 roku przez hitlerowców zostaje zniszczony wielki ołtarz główny z XVIII wieku oraz cztery ołtarze boczne wraz z amboną i wszystkimi ławkami. Po zakończeniu wojny msze odbywają się w kościele poniemieckim przy Nowym Rynku, ponieważ kościół św. Mikołaja w czasie działań wojennych uległ poważnemu uszkodzeniu.
     Powrót do świetności
     W 1947 roku powstaje komitet odbudowy kościoła, dzięki czemu w tym roku naprawiony zostaje dach i zegar, podmurowana wieża i otynkowana fasada. Rok później ukończono najważniejsze prace związane z odrestaurowaniem kościoła. We wnętrzu stanęły ławki przywiezione z kościoła poniemieckiego, wykonano prowizoryczny wielki ołtarz. W 1950 roku komitet rozwiązano.

Wiele spośród drewnianych trumien znajdujących się w krypcie Skórzewskich zostało połamanych. Leżą one jedna na drugiej odsłaniając swoje wnętrza.
    fot. Magdalena Kruszka

     W podziemiach kościoła
     Podczas II wojny światowej została także spustoszona przynajmniej jedna spośród trzech krypt, mieszcząca się w podziemiach kościoła. W czasach, kiedy przy kościele funkcjonował zakon, jego członkowie chowani byli pod posadzką świątyni.
     - Zakonnicy nie byli składani do grobu w trumnach, ale na drewnianych deskach, owiniętych w płótno wsuwano ich w podłużne półki w ścianach podziemia i zamurowywano - wyjaśnia Maciej Banaś. - W tej krypcie pod ławkami jest to bardzo widoczne. Większość otworów została rozkuta i splądrowana. Widać, że w miejscu, w którym pochowany był jeden człowiek, leżą dwie czaszki. Ale zakonnicy pochowani są także prawdopodobnie w krypcie pod chórem. Łuk sklepienia w pewnym momencie się urywa, a ściana go przedzielająca może skrywać kolejne ciała. Co do tego jednak nie można mieć pewności, dopóki specjaliści tego nie sprawdzą.
     Krypta Chmielewskich
     Krypta pod chórem, tuż przy głównych drzwiach kościoła, zwana kryptą Chmielewskich, skrywa w swoim wnętrzu kilkadziesiąt drewnianych trumien. - Wiele z nich to trumny dzieci. Są one w większości pozamykane, choć niektóre mają uchylone wieka i odsłaniają doskonale zachowane zwłoki i fragmenty odzieży. Te ciała, które są widoczne, sprawiają wrażenie zabalsamowanych. W tej krypcie pochowanych jest dziesięciu przedstawicieli rodu Chmielewskich, którzy administrowali dobrami łabiszyńskimi i byli fundatorami rozbudowy kościoła w XVIII wieku - tłumaczy Maciej Banaś.
     W krypcie tej znajduje się o wiele więcej trumien. To w tym miejscu na jednej z nich widnieje data 1509. Daty z pozostałych trumien sugerują wiek XIX. Wszystkie trumny są proste, większość z nich koloru drewna, niektóre natomiast czerwone i niebieskie. Na trumnach dzieci daje się zauważyć malowane zdobienia. Pomieszczenie nie jest wentylowane, więc daje się w nim odczuć charakterystyczny zaduch i stęchliznę. Choć nie wszystkie trumny są poukładane, to nie sprawiają wrażenia splądrowanych.
     Krypta Skórzewskich
     Zupełnie inaczej jest z drugą kryptą, znajdującą się po lewej stronie na początku przedniej części kościoła pod ławkami. Drewniany właz prowadzący do niej zasłonięty jest czerwonym dywanikiem i trzema klęcznikami. Tutaj już widać ewidentne ślady plądrowania. Po zejściu na dół po prawej stronie, w mniejszej części krypty znajdują się proste drewniane trumny ze skromnymi zdobieniami, ułożone jedna na drugiej. Wiele z nich jest roztrzaskanych i połamanych, a w ich wnętrzach można dostrzec czaszki i szczątki ludzkie. W jednej z nich oprócz wyraźnego szkieletu ludzkiego pozostał nawet drewniany różaniec i fragmenty obuwia. To w tej części znajduje się również wspomniane wcześniej podwyższenie, na którym mogłaby spoczywać Dorota Gembicka. Wieko tej trumny jest lekko uchylone, ale nie da się zajrzeć do jej wnętrza nie naruszając pozostałych trumien. Na jednej z nich widnieje wyraźnie napisane nazwisko Rogowski i data 1798.
     Na lewo od zejścia w dół widnieją katakumby, czyli tak zwane półki, w których chowani byli zakonnicy. Otwory ośmiu z nich są odsłonięte, natomiast jeden pozostał zasklepiony. Oprócz tego na podłodze na samym przedzie leżą trzy cynkowe, bogato zdobione trumny, w których spoczywają Maria Kazimiera Skórzewska, Zofia Skórzewska z Nasierowskich oraz Kazimierz Skórzewski. Tabliczki na trumnach są dość wyraźne i dobrze zachowane. Pozostałe trumny leżą, podobnie jak w pomieszczeniu obok, ułożone jedna na drugiej. Różnica polega jednak na tym, że w tym miejscu trumny są znacznie bardziej zdobione i solidniejsze. To już nie są proste drewniane skrzynie zbite z kilku desek. To rzeźbione trumny, z mosiężnymi okuciami i uchwytami, ozdobione frędzlami, które zachowały się do dziś. W miejscach, w których drewno nie przetrwało próby czasu widać, że pod nim znajdują się cynowe skrzynie i to w nich składani byli zmarli, a następnie skrzynie układane były dopiero w drewnianej trumnie. Tabliczki na tych trumnach są całkowicie nieczytelne, ale domniemywać można, że pochowani w nich są pozostali członkowie rodu Skórzewskich.
     Czwarta trumna cynowa, która się w tej krypcie znajduje, różni się od pozostałych. Znajdują się na niej jaskrawozielone zdobienia przy uchwytach, a za podstawę służą jej rzeźbione lwie nóżki. - Ja przypuszczam, że w tej trumnie może spoczywać hrabia Leon. Jak pierwszy raz tu zszedłem i zobaczyłem te wszystkie trumny, to ta jedna od razu rzuciła mi się w oczy. No i te zielone zdobienia od razu wydały mi się podejrzane. Krąży legenda, że hrabia Leon został pochowany na Dębiej Górze, a ja myślę, że na Dębiej Górze pochowano Tomasza Skórzewskiego. On popełnił samobójstwo, minęło kilka dni zanim go znaleziono, więc to ciało było już w nie najlepszym stanie i myślę, że najbardziej prawdopodobne jest, że to on spoczął w lasach. A hrabia Leon był przecież bardzo ściśle związany z kościołem, był fundatorem kościoła, poza tym był wielkim politykiem, nie dopuszczono by, by został po śmierci wywieziony. Ale to tylko przypuszczenia. Wszystko okaże się, kiedy do krypt zejdą naukowcy. Może okaże się, że na trumnie z drugiej strony jest tabliczka - mówi Maciej Banaś.
     Charakterystyczne jest, że z powodu spustoszeń, jakie poczynili w krypcie w czasie wojny Niemcy lub Rosjanie, do tej pory wiele szczątków nie ma swojego miejsca. Na ziemi leżą fragmenty odzieży, obuwia, a nawet kości. Stąpając po wnętrzach krypty trzeba zachować szczególną ostrożność, żeby nie zbezcześcić zwłok. Zachowała się także kępka rudych włosów oraz długi jasny warkocz. Znaleźć można resztki damskiego trzewika.
     Krypta Witolda Skórzewskiego
     Tuż przy ambonie blisko ołtarza znajduje się trzeci grobowiec, w którym spoczywa Witold Skórzewski. Hrabia Witold był człowiekiem bardzo gospodarnym i zapobiegliwym, szybko rozwijał swoje dobra. Kiedy podjął decyzję o rozbudowie kościoła, zadbał też o miejsce swojego pochówku. Po śmierci został złożony w grobowcu pod posadzką kościoła. Został on zasunięty mosiężną płytą nagrobną z wyrytym herbem Skórzewskich oraz mottem rodowym. Część płyty zasłania ambona, dlatego dostęp do tej krypty jest niemożliwy bez jej naruszenia. W latach osiemdziesiątych ówczesny proboszcz kościoła św. Mikołaja we Wszystkich Świętych udostępnił ten grobowiec dla wiernych. Wówczas każdy mógł do niego zejść i zobaczyć trumnę Witolda Skórzewskiego. Składa się ona z dwóch części: wewnętrzna jest drewniana, natomiast zewnętrzna metalowa, być może cynowa. W obydwu częściach wbudowana jest szybka, przez którą widać było twarz nieboszczyka. Trumna stoi na środku pomieszczenia, na sarkofagu, który można obejść z każdej strony.
     Na razie krypta ta jednak pozostanie zamknięta.
     - Jak w 1987 roku przyszedłem do tej parafii, to myśmy zajrzeli do dwóch krypt, które teraz zostały otwarte, ale tam nie było światła, był bałagan, więc zamknęliśmy je z powrotem - opowiada ks. Jerzy Witucki. - Kiedy Akcja Katolicka o tym usłyszała, zainteresowała się, zaoferowała pomoc, założenie oświetlenia. Pana Banasia jako historyka bardzo to zainteresowało. No i zeszli do dwóch krypt. Trzecia, ta pod amboną pozostanie zamknięta. Przykrywa ją ciężka płyta, na której stoi ambona. Musiałaby ona być przesunięta, potrzebny byłby dźwig, a potem płytę trudno byłoby ułożyć tak, jak to było, powstałyby nierówności. Widziałem w tym trudność i ja się już tego nie podejmuję. To, co się stanie ze szczątkami w dwóch otwartych kryptach to już zależy od antropologów. A kiedy skończą oni swoją pracę, to krypty będą udostępnione ludziom, jeśli się uda, to jeszcze za mojej bytności.
     Informacje dotyczące przeszłości Łabiszyna i kościoła pochodzą z: Kroniki Parafialnej kościoła św. Mikołaja; Z przeszłości Łabiszyna Ryszarda Nowickiego; Monografii cmentarza parafialnego przy kościele św. Mikołaja w Łabiszynie na tle historii miasta - autor Agnieszka Nawrocka; Dziejów parafii św. Mikołaja w Łabiszynie w latach 1920-1939 na tle historii miasta - autor Julita Kozłowska.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 895 (14/2009)

 

Inne teksty o Skórzewskich:

Ród Skórzewskich cz. 3

Ród Skórzewskich, cz. 4

Film z promocji książki o Leonie Skórzewskim (zakładka Filmy)

 

Ekspozycja krypt - tylko po konserwacji

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry