Artykuły

Występ Teatru im. Alberta Tison w Bydgoszczy
    Zwierzenia Charona
    Z okazji 400-lecia bydgoskiej mennicy i 75-lecia Powszechnej Kasy Oszczędności Jerzy Lach i Teatr im. Alberta Tison zaproszeni zostali do stworzenia widowiska plenerowego, które miałoby upamiętnić tę ważną dla stolicy województwa rocznicę. Scenariusz powstał w parę minut. Tytuł też się sam nasunął "4 wieki i 3/4". Całej reszty trzeba było dopilnować osobiście na miejscu.

   
W przeddzień
    Zachmurzona Bydgoszcz. Zakwaterowanie w hotelu. Okazuje się, że mój pokój to magazyn żelastwa. Interwencja w recepcji dużo wyjaśnia. Wydział Kultury Urzędu Wojewódzkiego. Centrum Dowodzenia. Natłok ludzi, telefonów i rzeczy do zrobienia. Wizytacja wyspy. Jeszcze pusto. Tylko naszpikowany elektroniką reporter Lutogniewski. Nie ma wątpliwości. Węszy. U brzegu jakaś wycieczka bawi się padliną. Coś wisi w powietrzu. Nieco dalej w dół Brdy stacjonuje M/S Bzura. Panowie, to mają być te obiecane 10-osobowe łodzie? Te czółna? Kapitan Wesołowski milczy. Zaproszenie na wieczór artystyczny w Węgliszku. Sztuka degrengoluje. Tymczasem przy naszym stoliku dekonspiruje się kolejny reporter. Nie uda się wykręcić od wywiadu. Już noc. Nocna narada strategiczna. Już jutro...
   
W dzień
    Pobudka. Czerstwe śniadanie. Do Centrali. Jest śmigłowiec! Szkoda, że nie obiecany bojowy. Minister nie zezwala. Melduje się Obywatel Sierżant. Przywiózł Eskadrę Oświetlenia Lotnisk i Pirotechników. Bombowo. Trzeba coś zrobić z łodziami. Podobno motorówki ma Policja. Bezskuteczna seria telefonów na Komendę. Gdzie Oni są? Przyjechało nagłośnienie z Poznania. Ściana dźwięku. Krew w uszach? Jeszcze głośniej! Opera drży w posadach. Kto demontował ten parkan? Fuszerka. Do poprawy! Co z trapem? Ma być. Na razie jest obiad. Co to wczoraj pływało tu u brzegu? No i przyjechali artyści cyrkowi. Jest clown, mim, żonglerzy i połykacz ogni. Niezła załoga. Nie można wejść na najwyższy poziom dachu. Co to znaczy, że nie można? Trzeba to udowodnić? Proszę bardzo. Sami wchodzimy. 30 metrów w dół. Ekstaza. I tu masz pan zamontować stroboskop. Bez dyskusji. Zjawiła się Policja Wodna. Będą motorówki! Nareszcie. Jest i 4 metrowej średnicy Koło Fortuny. Potoczy się. Najpierw trzeba znaleźć dźwig, by je podnieść. Łączności radiowej nie będzie. Policja i Straż Miejska boi się dyspozytora. Dobrze, że jest kontakt ze śmigłowcem. Zaczyna się pętać telewizja. Co z dymami? To ma starczyć? Coś by się spaliło. A straż pożarna? Która godzina? Jazda przebierać się! Ciągle za jasno. Zaczniemy pół godziny później. No to po pochodnie i na stanowiska! Się ściemnia. Nareszcie! Panowie, co tak tajemniczo petują, będą wiosłować? Naturalnie. To do łodzi i odpalić teraz pochodnie. Panowie Władza, może by tak ich na hol? A jak się wkręci w śrubę? To się potem będziemy martwić. Śmigłowiec kołuje coraz niżej... A wy dokąd? Jeszcze się nie zaczęło! Nerwy już puszczają, nawet Policji... Się pan nie pyta, panie Wesołowski. Rzucić cumy i czekać. Ja tu jeszcze wrócę! Przepraszam, to oni mają w tym tańczyć? No myślę! Zaraz, zaraz, co to za łoskot? Zaczęło się!!! Inwokacja po łacinie. Schodzący coraz niżej śmigłowiec powoli tłumi muzykę. Sypie się złoty pył. Ruszamy! Jak to, silnik się zapchał? Sabotaż? Zaciskam pięść... Odetkał się. No to szpula! Oświetleni niebieskim pulsującym światłem motorówki prujemy fale. Trzeba trochę nadrobić. Uff, jesteśmy idealnie. Chóry i bębny. Charon przybywa! Ale ludzi... Wsiadać mi tu zaraz do łodzi. Ociągają się. Mają stracha! He, he... Każdy by miał. Co robi ta ekipa telewizji w mojej łodzi? Posunąć się! Płyniemy na Bal u Króla Midasa. Dobrze, że nasi są u świateł. Wiedzą od czego są punktowce. No tak, a gdzie jest obiecany trap? Obiecanki, cacanki... Niech ich spali! Nie możemy być wszędzie. Trzeba się teraz gramolić. Są jakieś ofiary? Zbliżają się złote twarze. Witajcie u Króla Midasa! Zaczynają się Bachanalia. Budynek Opery oświetlony jak nigdy. Cyrkowcy dają z siebie wszystko. Gdzie jest ten specjalista od stroboskopu? Panowie od łodzi tu zostają. Czekać na statek. My - nazad! Pełen gaz! Z kołem sobie poradzili. Przetoczyli je już z mostu na wyspę. Nawet się nie rozpadło. Parada połykaczy ognia. Gra orkiestra. Płoną drzewa. Koło Fortuny staje u końca swej drogi.  Za chwilę pogrąży się w odmętach. Nie można czekać. Zaczęły się ognie sztuczne. Panie Wesołowski, cała naprzód! Zrozumiał. Wypływamy spod mostu. Stawiam maszt i wspinam się na dach. Tańczyć! Gasną powoli ognie na niebie. Oświetlony statek z tańczącą na pokładzie parą mija wystające z topieli resztki Koła. Powoli wraz z muzyką nikniemy w oddali. Słyszę oklaski za plecami. Udało się!  
PAWEŁ HAŁABURDZIN
Pałuki nr 136 (39/1994)

    Następnego dnia Teatr Alberta Tison grał już w Warszawie "Ratujcie nasze dusze" na festiwalu "Korczak-dzisiaj".
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry