-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Ojciec zabił nożem syna
- Żnin pożegnał profesora
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Skowroński w miejsce Kussa
Artykuły
- Czwartek, 10 Wrzesień 2009
W lunecie kłusownika
Nawiązując do martwego koziołka pod płotem we Włoszanowie, i do rozmów, jakie na ten temat prowadziłam, dochodzę do wniosku, że spacerujący wieczorami polnymi drogami czy nawet jadący rowerem naraża się na kulę. A przecież często widać rolnika na polu. Kiedy zapada zmrok ma on czas na sprawdzenie upraw, wówczas wsiada na rower albo wędruje polami. Nie staram się tu negować działań myśliwych z janowieckiego koła, ale jak się okazuje zagrożenie stwarzają również przyjezdni czy inne osoby posiadające broń.
Prezes Rogacza Wojciech Zajączek opowiedział mi o sytuacjach, gdzie polują turyści bądź osoby nie zrzeszone w kole. A są i tacy, którzy na broń nie posiadają zezwoleń. Prezes zapewnia też, że każdy wyjazd na polowanie jest wpisywany. Jednak w sytuacji, kiedy myśliwy chce w okresie ochronnym upolować koźlaka, to nie będzie wpisywał się na listę. Sam na siebie bata kręcić nie będzie, zrobi to po cichu, i bez notatek.
Myśliwi robią kawał dobrej roboty i nie chodzi tu o dożywianie w czasie zimy zwierzyny w lesie, a głównie o zachowanie równowagi wśród dzikiej zwierzyny. Przypadek znalezienia rannego zwierzęcia rzuca jednak w pierwszej kolejności cień na miejscowe koło. Jednak w sytuacji, gdzie broń posiadają osoby bez przygotowania i zezwolenia na nią, czy strzelają przyjezdni, wszystko idzie na konto miejscowych myśliwych. A przecież i oni wędrują po zmroku i przed wschodem słońca po polach i lasach, i sami mogą zostać postrzeleni przez kłusowników, czy wędrujących z bronią turystów. Trudno też wymagać, by w takich lasach jak nasze, prowadzić kontrolę myśliwych przez upoważnione do tego służby mundurowe.
Nie zakładam tu też na pewno, że okrągła dziura w ciele koźlaka nad zainfekowaną raną była po kuli, bo przyczyn urazu mogło być wiele. Jeśli był koźlak postrzelony, to kłusownik, bo inaczej nazwać nie potrafię strzelającego do zwierzaka w okresie ochronnym, z pewnością po przeczytaniu artykułu pluł będzie sobie w brodę jeszcze bardziej, że postrzelone zwierze zostało zutylizowane, a nie zalega w jego zamrażarce.
Gdybać można tu długo, jednak fakt jest taki, że lepiej po zmroku siedzieć w domu, i zrezygnować ze spacerów na łonie natury, bo kłusujący może wziąć nas na cel.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 914 (33/2009)





