Artykuły

     W lunecie kłusownika
    Nawiązując do martwego koziołka pod płotem we Włoszanowie, i do rozmów, jakie na ten temat prowadziłam, dochodzę do wniosku, że spacerujący wieczorami polnymi drogami czy nawet jadący rowerem naraża się na kulę. A przecież często widać rolnika na polu. Kiedy zapada zmrok ma on czas na sprawdzenie upraw, wówczas wsiada na rower albo wędruje polami. Nie staram się tu negować działań myśliwych z janowieckiego koła, ale jak się okazuje zagrożenie stwarzają również przyjezdni czy inne osoby posiadające broń.
     Prezes Rogacza Wojciech Zajączek opowiedział mi o sytuacjach, gdzie polują turyści bądź osoby nie zrzeszone w kole. A są i tacy, którzy na broń nie posiadają zezwoleń. Prezes zapewnia też, że każdy wyjazd na polowanie jest wpisywany. Jednak w sytuacji, kiedy myśliwy chce w okresie ochronnym upolować koźlaka, to nie będzie wpisywał się na listę. Sam na siebie bata kręcić nie będzie, zrobi to po cichu, i bez notatek.
     Myśliwi robią kawał dobrej roboty i nie chodzi tu o dożywianie w czasie zimy zwierzyny w lesie, a głównie o zachowanie równowagi wśród dzikiej zwierzyny. Przypadek znalezienia rannego zwierzęcia rzuca jednak w pierwszej kolejności cień na miejscowe koło. Jednak w sytuacji, gdzie broń posiadają osoby bez przygotowania i zezwolenia na nią, czy strzelają przyjezdni, wszystko idzie na konto miejscowych myśliwych. A przecież i oni wędrują po zmroku i przed wschodem słońca po polach i lasach, i sami mogą zostać postrzeleni przez kłusowników, czy wędrujących z bronią turystów. Trudno też wymagać, by w takich lasach jak nasze, prowadzić kontrolę myśliwych przez upoważnione do tego służby mundurowe.
     Nie zakładam tu też na pewno, że okrągła dziura w ciele koźlaka nad zainfekowaną raną była po kuli, bo przyczyn urazu mogło być wiele. Jeśli był koźlak postrzelony, to kłusownik, bo inaczej nazwać nie potrafię strzelającego do zwierzaka w okresie ochronnym, z pewnością po przeczytaniu artykułu pluł będzie sobie w brodę jeszcze bardziej, że postrzelone zwierze zostało zutylizowane, a nie zalega w jego zamrażarce.
     Gdybać można tu długo, jednak fakt jest taki, że lepiej po zmroku siedzieć w domu, i zrezygnować ze spacerów na łonie natury, bo kłusujący może wziąć nas na cel.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 914 (33/2009)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry