Artykuły

     Każdy dobry uczynek

    zostanie w dwójnasób ukarany
     Mam pole. Ale mam też nieszczęście - mój grunt muszę oddać, bo jest to miejsce, przez które pójdzie obwodnica. Mój sąsiad ma jeszcze większe nieszczęście - ładne pole inwestycja podzieli mu na trzy części - środkową pójdzie asfalt, z bocznymi - w zasadzie nie wiadomo, co zrobić. Rzeczoznawca wycenił mój grunt na trzy i pół złotego za metr - śmiech. Wszyscy wiemy, że nawet za 6 złotych kupcy się będą o ten grunt zabijać. Oto punkt widzenia właścicieli gruntów pod obwodnicę Mogilna. Ponieważ miasto się rozwija, to od chwili zatwierdzenia projektu obwodnicy ich prawo dysponowania własnością jest mniejsze, niż wcześniej. Jeśli nie dojdą do ugody z burmistrzem - zostaną w świetle prawa wywłaszczeni. Mam 3 miliony nie swoich pieniędzy. Pieniędzy, które spadły Mogilnu z unijnego nieba. Pieniędzy, które mogę wydać na wykup gruntów od 21 obywateli mojego miasta. Mogę wydać mniej - wtedy kto inny te pieniądze dostanie. Ale chcę, aby je dostali moi obywatele. Niech się cieszą. Niech mają. Rzeczoznawca zaproponował trzy i pół złotego za metr - śmiech. Ja dam 13 złotych. Nie! Dam 15 złotych. A niech tam - dam 16 złotych! Oto rozumowanie burmistrza. Chce być dobry. Chce  jak najlepiej. Chce być wzorowy. Rozumie ludzi i nie chce traktować ich niesprawiedliwie. Chce jawności, otwartości. Żadnych zakulisowych transakcji. Nie będzie tym, co są pokorni, płacić 13 zł, a drugim - którzy się targują i nie boją zasłużyć na miano zakały miasta - 20 zł. Chce też jak ognia uniknąć wywłaszczeń.
     Wydawałoby się, że tych dwóch punktów widzenia nic nie dzieli. Że czterokrotne przebicie ceny sprawia, iż mogą się one pokryć. Okazuje się, że nie. Z jednej strony bowiem przeszkadza  naturalna i zrozumiała chęć sprzedania swego mienia jak najdrożej. Z drugiej - bojaźń burmistrza, że będzie odebrany nie jako dobry ojciec, a jako nieczuły krzywdziciel. 
     Właściciele gruntów chcą więcej, ale to „więcej” to już nie są pieniądze z nieba, ale z budżetu gminy. Budżetu, z którego oczywiście może dać 22 obywatelom nawet 10 razy więcej, niż żądają. Ale z pieniędzy wydawanych z tego budżetu musi się tłumaczyć już dwunastu tysiącom i trzysta dwunastu osobom - pozostałym obywatelom swojego miasta, w imieniu których i z nadania których rządzi.
     Burmistrz nie odrobił lekcji z techniki negocjacji. Że inna jest kwota, którą proponujemy, a inna (nieznana drugiej stronie) - jaką chcemy naprawdę uzyskać. I burmistrz  ma kłopot. Boi się, że twarde jego stanowisko może zaowocować wywłaszczeniami. Czy bojaźń ma podstawy - nie wiemy. Jeśli w końcu dojdzie do procesu - może to być spowodowane nie tyle niską kwotą, co nieumiejętnością rozmowy i urażeniem partnera - jesteśmy wszak Polakami, dla których honor droższy od pieniędzy.
     Burmistrz boi się, bo nie chce awantur. Każda awantura przecież zmniejsza jego szanse na powtórny wybór. Już widzi oczyma duszy te tytuły: „Duszyński wywłaszcza własnych obywateli”; „Rzuciła własne dziecko pod gąsiennicę spychacza”; „Nieczuły potwór bez sumienia”. Dlatego wszedł na ścieżkę ustępstw. A to ścieżka bardzo długa. Burmistrz wszedł na nią, bo nie odrobił także lekcji ze sztuki wojennej. Że wygrywa ten, kto się nie boi. Efekt - pieniądze z budżetu miasta to już jest budżet marketingu politycznego. Każdy marketing polityczny skierowany jest na grupę docelową. Tu pół miliona wyda na poparcie 21 osób i ich rodzin. Pozostaje dwanaście tysięcy mieszkańców.
     Zgodnie z dzisiejszą modą - burmistrz dba o swój wizerunek. Ale zgodnie z żelazną logiką demokracji - powinien dbać o interes ogółu obywateli. Interes, skupiony w budżecie miasta. Gdyby tak zrobił - automatycznie budowałoby mu to także wizerunek. Zacząłby jako srogi strażnik budżetu, groźnie strasząc wywłaszczeniem - skończyłby jako dobry ojciec, który płaci 13 złotych za metr. Zaczął jako dobry ojciec - i ma wszelkie szanse, by zarobić na opinię nieczułego krzywdziciela.  
Kiepski interes. Leszek Duszyński najwyraźniej nie zna bowiem jeszcze jednej reguły, rządzącej życiem społecznym w Polsce: każdy dobry uczynek zostanie ukarany w dwójnasób.

Dominik Księski
Pałuki nr 917 (36/2009)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry