Artykuł tygodnia
-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Ojciec zabił nożem syna
- Żnin pożegnał profesora
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Skowroński w miejsce Kussa
Artykuły
- Środa, 31 Stycznia 2007
Zakład poprawczy na ławie sądowej
Zakład Poprawczy w Kcyni, który błędnie naliczał pracownikom nadgodziny, ma jeszcze im wypłacić 43.657 zł. Paweł Rohnka, który zwrócił uwagę PIP na problem, pożegnał się z pracą. Dziś zamierza wytoczyć dyrektorowi sprawę o stosowanie mobbingu w czasie pracy.
Chociaż w warunkach dużego bezrobocia dla wielu kcynian praca w miejscowym Zakładzie Poprawczym jest marzeniem, trzeba przyznać, że do łatwych nie należy. Pracownicy są narażeni na stres. Szczególnie strażnicy i wychowawcy, którzy z wychowankami muszą przebywać przez większość dnia i nocy.
- "Praca jest bardzo specyficzna. Trzeba uważać na każde słowo" - wyjaśnia były strażnik Paweł Rohnka.
Wychowankowie swoim zachowaniem i swoimi wypowiedziami prowokują pracowników. Ci muszą przestrzegać obowiązujących procedur i w żadnym wypadku nie mogą dać się sprowokować.
Dla części pracowników relacje z przełożonymi, a dokładniej, z kierownictwem zaczęły zmieniać się trzy lata temu - po zatrudnieniu nowego kierownika internatu i jego zastępcy.
Dla części pracowników relacje z przełożonymi, a dokładniej, z kierownictwem zaczęły zmieniać się trzy lata temu - po zatrudnieniu nowego kierownika internatu i jego zastępcy.
DOBRZY WUJKOWIE KOSZTEM STRAŻNIKÓW
Jeśli w zakładzie lub w szkole między stronami dochodzi do spięć, wówczas pracownik musi czuć wsparcie ze strony kierownika. W przeciwnym wypadku traci w oczach wychowanka autorytet. Młodociany wie, że może wygrać coś dla siebie, wykorzystując stosunki między pracownikami. Dochodziło w zakładzie do sytuacji, w których kierownik podważał i zmieniał decyzje wychowawcy - twierdzi nasz rozmówca, były strażnik - jak chociażby podarcie na oczach wychowanka raportu karnego spisanego wcześniej przez wychowawcę. Nie lepiej mieli strażnicy, do których przełożeni mieli pretensje np. o to, że piją kawę w dyżurce, podczas, gdy wychowankowie prosili o kawę na lekcje. I dostawali ją.
- "Tam wychowanek jest lepiej traktowany niż pracownik" - kwituje Paweł Rohnka.
- "Kierownicy kreują się na dobrych wujków. Przy takiej postawie autorytet pracownika w oczach wychowanków leci na łeb na szyję" - dodaje inny nasz rozmówca.
Dla niektórych pracowników trudne było także to, że nie byli odpowiednio motywowani do lepszej pracy. I nie chodzi im tylko o pieniądze, ale o zwykłą pochwałę, której z ust przełożonych nie słyszeli. Ewentualne uwagi, czy kary przełożeni kierują w stronę wychowawców na apelach, publicznie. Sama atmosfera wśród wychowawców jest zła. Nie wszyscy są równo traktowani. Ci bliżsi sercu dyrektora albo kierowników są faworyzowani. Był przypadek, że jeden z wychowawców nie radził sobie w trakcie pracy z trudniejszą grupą, został opluty. Następstwem tego incydentu było przeniesienie do pracy z grupą łagodniej usposobionych wychowanków. Natomiast do trudnej młodzieży przełożeni skierowali pracownika mniej doświadczonego.
- "To, że jesteśmy ludźmi trzeciej kategorii było mówione wprost" - twierdzi były strażnik. - "Relacje między pracownikami a kierownictwem były takie jakby zaciągnął pan konia do wozu i wio".
Nasz rozmówca ujawnił, że strażnikom były zwracane uwagi przy wychowankach. Później negatywnie wpływało to na pracę strażników i relacje z wychowankami. Jedyną osobą, która przekazywała uwagi na oobności był zastępca kierownika.
WŁASNYM SAMOCHODEM
Były strażnik zaznacza też, że zanim podpisał umowę, przez dwa tygodnie dojeżdżał do Zakładu Poprawczego i pracował, ale nie otrzymał za to żadnego wynagrodzenia.
Strażnicy oprócz tego, że wykonywali swoje obowiązki musieli wykonywać prace dodatkowe.
- "Niektórzy pracownicy byli zmuszani do pracy dodatkowej w czasie wolnym. Typową pracą było dbanie o zieleń, pilnowanie wychowanków, czy remontowanie pomieszczeń. Dyrektor przed przełożonymi chwalił się oszczędnościami i wykazywał koszty na zakup materiałów. Były przypadki, że mówiło się wprost, że w czasie służby i w czasie wolnym trzeba zrobić to i to. Ja myślałem, że czasy czynów społecznych minęły. Najwyraźniej myliłem się" - powiedział Paweł Rohnka.
Niepisanym prawem jest także mobilizacja pracowników w trakcie ucieczki któregoś z wychowanków. Chociaż oficjalnego pościgu nie ma, to każdy pracownik, który dysponuje samochodem musi pojawić się w Kcyni i objechać okolicę. Za benzynę nikt im nie zwraca. W czasie takich poszukiwań jednemu z wychowawców został uszkodzony samochód.
- "Jeśli wychowanek zostaje złapany tej samej nocy, to sprawa nie wychodzi na zewnątrz. Stąd te poszukiwania. Stawić się musiał każdy. Nikt z wychowawców nie odważył się sprzeciwić. Każdy kto otworzył usta był później w różny sposób represjonowany" - ujawnia nasz informator.
NADGODZINY
Nadgodziny w zakładzie w przypadku strażników wynikają z konieczności lub sytuacji w danym dniu w pracy. - "Duża liczba nadgodzin wynikała z nieracjonalnego gospodarowania zasobem ludzkim" - powiedział były strażnik. Na przykład lepiej opłacane nocki nie były przydzielane sprawiedliwie.
Błąd w naliczaniu nadgodzin, a co za tym idzie mniejsze od przysługujących wynagrodzenia, Paweł Rohnka zauważył praktycznie od razu. Kontakty z innymi zakładami uświadomiły mu, że błąd leży po stronie pracodawcy. Na zebraniu postanowił zwrócić uwagę dyrektorowi na ten fakt, ale dyrektor uważał, że wszystko jest w porządku.
W połowie 2004 doszło do kontroli Państwowej Inspekcji Pracy i pracodawca został zobowiązany do uregulowania błędnie naliczonych nadgodzin 3 lata wstecz od zakończenia kontroli.
ZWOLNIENIE
Umowa o pracę Pawła Rohnki wygasała z końcem września 2005 roku. Kiedy zbliżał się ten termin, chciał dowiedzieć się czy zostanie ona przedłużona. Zapytał o to kierownika, który po kilku dniach poinformował go, że dyrektor nie przedłuży z nim umowy o pracę. - "Powiedziano mi, że chodzi o sprawy personalne. Domyśliłem się tylko, że chodziło o PIP" - relacjonuje były pracownik. Dodał, że po jego zwolnieniu do pracy zostało przyjętych dwóch nowych strażników.
W najbliższym czasie Paweł Rohnka zamierza wytoczyć dyrektorowi sprawę o stosowanie mobbingu w czasie pracy.
ZAKŁAD W SĄDZIE
Obecnie w Sądzie Pracy w Szubinie przeciwko dyrektorowi Zakładu Poprawczego w Kcyni otwarta jest jedna sprawa sądowa o wynagrodzenie za pracę w nadgodzinach. Dodatkowo trwa postępowanie w sprawie pobicia jednego z wychowanków. W sprawie zwolnienia jednego z wychowawców przed Sądem Pracy toczył się przewód sądowy, który zakład poprawczy przegrał - chodziło o dyskryminowanie pracownika i podpisanie błędnej umowy o pracę. Sąd zobowiązał pracodawcę do wypłacenia odszkodowania, uznając, że umowa miedzy byłym pracownikiem a zakładem była błędna. Wyrok nie jest prawomocny, a zakład poprawczy odwołał się od niego.
DO ZAPŁATY JESZCZE 43.657 ZŁ
Nadzór nad zakładami poprawczymi sprawuje Okręgowy Zespół Nadzoru Pedagogicznego przy Sądach Okręgowych. Wiceprezes sądu Danuta Flinik powiedziała nam, że w jednostce nadzorującej prace zakładu wiadomo o kontroli i jej wynikach. Wiceprezes powiedziała nam, że pół Polski naliczało nadgodziny tak, jak dyrektor w Zakładzie Poprawczym w Kcyni. Sąd nawet zwrócił się o dodatkową interpretację przepisów do Ministerstwa Sprawiedliwości - z odpowiedzi wynikało, że należy wypłacać zgodnie z zaleceniami pokontrolnymi PIP.
Zastępca Okręgowego Inspektora Pracy Beata Gołębiewska powiedziała, że kwestia uregulowania wypłaty nadgodzin dotyczy 18 strażników i 5 pracowników obsługi. Z ogólnej kwoty 87.169 zł pozostało do wypłaty 43.657 zł.
OPINIA POZYTYWNA
W Sądzie Okręgowym zapytaliśmy jaką opinią cieszy się kcyński zakład. - "Pozytywną" - odpowiedziała Danuta Flinik.
Dyrektor Benedykt Wiśniewski nie chciał odpowiadać na nasze pytania dotyczące poruszonych powyżej spraw. - "Dla dobra sprawy nie będę odpowiadać. Chciałbym mówić o tym co służy pozytywnemu odbieraniu placówki" - powiedział dyrektor. Jedyną informacją jaką udało nam się uzyskać od dyrektora jest to, że Zakład Poprawczy w Kcyni istnieje od 1938 roku, z sześcioletnią przerwą, spowodowaną wybuchem II wojny światowej.
Remigiusz Konieczka
Kcyńskie Pałuki nr 1 (5/2006)
Kcyńskie Pałuki nr 1 (5/2006)





