Artykuły

Jak wyglądają warunki pracy za zamkniętymi drzwiami i zakratowanymi oknami Zakładu Poprawczego w Kcyni? Choć w Sądzie Okręgowym zakład cieszy się pozytywną opinią, byli pracownicy zarzucają zwierzchnikom szykanowanie i nierówne traktowanie.  
    Zakład poprawczy na ławie sądowej  
    Zakład Poprawczy w Kcyni, który błędnie naliczał pracownikom nadgodziny, ma jeszcze im wypłacić 43.657 zł. Paweł Rohnka, który zwrócił uwagę PIP na problem, pożegnał się z pracą. Dziś zamierza wytoczyć dyrektorowi sprawę o stosowanie mobbingu w czasie pracy. 
    Chociaż w warunkach dużego bezrobocia dla wielu kcynian praca w miejscowym Zakładzie Poprawczym jest marzeniem, trzeba przyznać, że do łatwych nie należy. Pracownicy są narażeni na stres. Szczególnie strażnicy i wychowawcy, którzy z wychowankami muszą przebywać przez większość dnia i nocy.
- "Praca jest bardzo specyficzna. Trzeba uważać na każde słowo" - wyjaśnia były strażnik Paweł Rohnka.

    Wychowankowie swoim zachowaniem i swoimi wypowiedziami prowokują pracowników. Ci muszą przestrzegać obowiązujących procedur i w żadnym wypadku nie mogą dać się sprowokować.  
    Dla części pracowników relacje z przełożonymi, a dokładniej, z kierownictwem zaczęły zmieniać się trzy lata temu - po zatrudnieniu nowego kierownika internatu i jego zastępcy.  

    Dla części pracowników relacje z przełożonymi, a dokładniej, z kierownictwem zaczęły zmieniać się trzy lata temu - po zatrudnieniu nowego kierownika internatu i jego zastępcy.  
    DOBRZY WUJKOWIE  KOSZTEM STRAŻNIKÓW
    Jeśli w zakładzie lub w szkole między stronami dochodzi do spięć, wówczas pracownik musi czuć wsparcie ze strony kierownika. W przeciwnym wypadku traci w oczach wychowanka autorytet. Młodociany wie, że może wygrać coś dla siebie, wykorzystując stosunki między pracownikami. Dochodziło w zakładzie do sytuacji, w których kierownik podważał i zmieniał decyzje wychowawcy - twierdzi nasz rozmówca, były strażnik - jak chociażby podarcie na oczach wychowanka raportu karnego spisanego wcześniej przez wychowawcę. Nie lepiej mieli strażnicy, do których przełożeni mieli pretensje np. o to, że piją kawę w dyżurce, podczas, gdy wychowankowie prosili o kawę na lekcje. I dostawali ją.
    - "Tam wychowanek jest lepiej traktowany niż pracownik" - kwituje Paweł Rohnka.
    - "Kierownicy kreują się na dobrych wujków. Przy takiej postawie autorytet pracownika w oczach wychowanków leci na łeb na szyję" - dodaje inny nasz rozmówca.
    Dla niektórych pracowników trudne było także to, że nie byli odpowiednio motywowani do lepszej pracy. I nie chodzi im tylko o pieniądze, ale o zwykłą pochwałę, której z ust przełożonych nie słyszeli. Ewentualne uwagi, czy kary przełożeni kierują w stronę wychowawców na apelach, publicznie. Sama atmosfera wśród wychowawców jest zła. Nie wszyscy są równo traktowani. Ci bliżsi sercu dyrektora albo kierowników są faworyzowani. Był przypadek, że jeden z  wychowawców nie radził sobie w trakcie pracy z trudniejszą grupą, został opluty. Następstwem tego incydentu było przeniesienie do pracy z grupą łagodniej usposobionych wychowanków. Natomiast do trudnej młodzieży przełożeni skierowali pracownika  mniej doświadczonego.
   - "To, że jesteśmy ludźmi trzeciej kategorii było mówione wprost" - twierdzi były strażnik. - "Relacje między pracownikami a kierownictwem były takie jakby zaciągnął pan konia do wozu i wio".  
    Nasz rozmówca ujawnił, że strażnikom były zwracane uwagi przy wychowankach. Później negatywnie wpływało to na pracę strażników i relacje z wychowankami. Jedyną osobą, która przekazywała uwagi na oobności był zastępca kierownika.

    WŁASNYM SAMOCHODEM
    Były strażnik zaznacza też, że zanim podpisał umowę, przez dwa tygodnie dojeżdżał do Zakładu Poprawczego i pracował, ale nie otrzymał za to żadnego wynagrodzenia.
Strażnicy oprócz tego, że wykonywali swoje obowiązki musieli wykonywać prace dodatkowe.
    - "Niektórzy pracownicy byli zmuszani do pracy dodatkowej w czasie wolnym. Typową pracą było dbanie o zieleń, pilnowanie wychowanków, czy remontowanie pomieszczeń. Dyrektor przed przełożonymi chwalił się oszczędnościami i wykazywał koszty na zakup materiałów. Były przypadki, że mówiło się wprost, że w czasie służby i w czasie wolnym trzeba zrobić to i to. Ja myślałem, że czasy czynów społecznych minęły. Najwyraźniej myliłem się" - powiedział Paweł Rohnka.
    Niepisanym prawem jest także mobilizacja pracowników w trakcie ucieczki któregoś z wychowanków. Chociaż oficjalnego pościgu nie ma, to każdy pracownik, który dysponuje samochodem musi pojawić się w Kcyni i objechać okolicę. Za benzynę nikt im nie zwraca. W czasie takich poszukiwań jednemu z wychowawców został uszkodzony samochód.  
- "Jeśli wychowanek zostaje złapany tej samej nocy, to sprawa nie wychodzi na zewnątrz. Stąd te poszukiwania. Stawić się musiał każdy. Nikt z wychowawców nie odważył się sprzeciwić. Każdy kto otworzył usta był później w różny sposób represjonowany" - ujawnia nasz informator.

    NADGODZINY  
    Nadgodziny w zakładzie w przypadku strażników wynikają z konieczności lub sytuacji w danym dniu w pracy. - "Duża liczba nadgodzin wynikała z nieracjonalnego gospodarowania zasobem ludzkim" - powiedział były strażnik. Na przykład lepiej opłacane nocki nie były przydzielane sprawiedliwie.  
    Błąd w naliczaniu nadgodzin, a co za tym idzie mniejsze od przysługujących wynagrodzenia, Paweł Rohnka zauważył praktycznie od razu. Kontakty z innymi zakładami uświadomiły mu, że błąd leży po stronie pracodawcy. Na zebraniu postanowił zwrócić uwagę dyrektorowi na ten fakt, ale dyrektor uważał, że wszystko jest w porządku.  
W połowie 2004 doszło do kontroli Państwowej Inspekcji Pracy i pracodawca został zobowiązany do uregulowania błędnie naliczonych nadgodzin 3 lata wstecz od zakończenia kontroli.

    ZWOLNIENIE
    Umowa o pracę Pawła Rohnki wygasała z końcem września 2005 roku. Kiedy zbliżał się ten termin, chciał dowiedzieć się czy zostanie ona przedłużona. Zapytał o to kierownika, który po kilku dniach poinformował go, że dyrektor nie przedłuży z nim umowy o pracę. - "Powiedziano mi, że chodzi o sprawy personalne. Domyśliłem się tylko, że chodziło o PIP" - relacjonuje były pracownik. Dodał, że po jego zwolnieniu do pracy zostało przyjętych dwóch nowych strażników.
    W najbliższym czasie Paweł Rohnka zamierza wytoczyć dyrektorowi sprawę o stosowanie mobbingu w czasie pracy.  

    ZAKŁAD W SĄDZIE
    Obecnie w Sądzie Pracy w Szubinie przeciwko dyrektorowi Zakładu Poprawczego w Kcyni otwarta jest jedna sprawa sądowa o wynagrodzenie za pracę w nadgodzinach. Dodatkowo trwa postępowanie w sprawie pobicia jednego z wychowanków. W sprawie zwolnienia jednego z wychowawców przed Sądem Pracy toczył się przewód sądowy, który zakład poprawczy przegrał - chodziło o dyskryminowanie pracownika i podpisanie błędnej umowy o pracę. Sąd zobowiązał pracodawcę do wypłacenia odszkodowania, uznając, że umowa miedzy byłym pracownikiem a zakładem była błędna. Wyrok nie jest prawomocny, a zakład poprawczy odwołał się od niego.
    DO ZAPŁATY JESZCZE 43.657 ZŁ
    Nadzór nad zakładami poprawczymi sprawuje Okręgowy Zespół Nadzoru Pedagogicznego przy Sądach Okręgowych. Wiceprezes sądu Danuta Flinik powiedziała nam, że w jednostce nadzorującej prace zakładu wiadomo o kontroli i jej wynikach. Wiceprezes powiedziała nam, że pół Polski naliczało nadgodziny tak, jak dyrektor w Zakładzie Poprawczym w Kcyni. Sąd nawet zwrócił się o dodatkową interpretację przepisów do Ministerstwa Sprawiedliwości - z odpowiedzi wynikało, że należy wypłacać zgodnie z zaleceniami pokontrolnymi PIP.  
    Zastępca Okręgowego Inspektora Pracy Beata Gołębiewska powiedziała, że kwestia uregulowania wypłaty nadgodzin dotyczy 18 strażników i 5 pracowników obsługi. Z ogólnej kwoty 87.169 zł pozostało do wypłaty 43.657 zł.

    OPINIA POZYTYWNA
    W Sądzie Okręgowym zapytaliśmy jaką opinią cieszy się kcyński zakład. - "Pozytywną" - odpowiedziała Danuta Flinik.
Dyrektor Benedykt Wiśniewski nie chciał odpowiadać na nasze pytania dotyczące poruszonych powyżej spraw. - "Dla dobra sprawy nie będę odpowiadać. Chciałbym mówić o tym co służy pozytywnemu odbieraniu placówki" - powiedział dyrektor. Jedyną informacją jaką udało nam się uzyskać od dyrektora jest to, że Zakład Poprawczy w Kcyni istnieje od 1938 roku, z sześcioletnią przerwą, spowodowaną wybuchem II wojny światowej.  

 Remigiusz Konieczka
   Kcyńskie Pałuki nr 1 (5/2006)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj.
Copyright 2006-2010 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry