Artykuł tygodnia
-
Przez rynek nie ma przejazdu
Do 21 czerwca żniński rynek jest wyłączony z ruchu samochodowego. Zmiany w organizacji ruchu obowiązują także w Szubinie, a z utrudnieniami kierowcy muszą liczyć się w Gąsawie. Szczegóły poniżej.
Najczęściej czytane
- Qumple na trzecim miejscu
- Winni dokonania gwałtów
- Wyrok: zgwałcili nastoletnie koleżanki
- Śmiertelna dekompresja w szmaragdowym raju
- Układ rodzinny w Szkole Podstawowej nr 2
- Wielka muzyczna majówka
- Ojciec zabił nożem syna
- Żnin pożegnał profesora
- 650.000 zł straty na basenie w zeszłym roku
- Komendant Lukstaedt zamyka posterunki
- Wola Kożuszkowa z pucharem
- Skowroński w miejsce Kussa
Artykuły
- Piątek, 02 Lutego 2007
Starając się poskładać raz jeszcze w jedną logiczną całość sprawę wycinki drzew w lesie państwowym w Rogowie nasuwa mi się pomysł na podsunięcie tego materiału na kolejną kasową komedie polskiego kina.
Jedna ze scen jest jak żywcem wyjęta z komedii "U Pana Boga za piecem", którą po raz kolejny oglądałam przed kilkoma dniami w telewizji. Z tym jednak, że tam gminą rządził proboszcz, wójt i komendant, a w Rogowie w sprawy polityczno-społeczne nie ingeruje proboszcz.
Oto owa scena. W czasie, kiedy odkryta została nielegalna wycinka drzew w sąsiedztwie powstającego parku jurajskiego, a dokładnie w korytarzu, jaki powstał po wycince, wkopane zostały słupy i pociągnięta linia energetyczna na czas budowy do kompleksu inwestycyjnego - akurat w tym czasie w biurze wójta odbywa się narada, a na jej koniec czeka dziennikarz, czyli ja.
Podczas tego oczekiwania w pewnej chwili otwierają się drzwi biura wójta i pojawia się w nich inwestor, który wychodzi na zewnątrz i prowadzi ze sobą do biura kolejnych trzech pracowników. Po zakończonej naradzie, która trwała długo, z biura wójta oprócz ekipy inwestora wychodzi komendant posterunku, wójt i tylko proboszcza zabrakło, by scena przypominała dokładnie filmowa projekcję.
Tu warto zrobić zbliżenie na twarz dziennikarza, który dowiaduje się, że na żaden z tematów, o jakie w związku z jurajskimi gadami chce zapytać - mimo obecności tylu kompetentnych osób - odpowiedź udzielona nie zostanie.
No i na domiar wszystkiego gdzieś jest sprawca z siekierą, nazwijmy go Rębalski, który drzewa ściął i ukradł z lasu, a miejscu wycinki tak starannie maskował. Ów Rębalski (kto obliczy prawdopodobieństwo szczęśliwego splotu przypadków?) był na tyle genialny, że powycinał drzewa w poprzek lasu, tak by udrożnić korytarz, który akurat przydał się inwestorowi pod pociągnięcie linii tymczasowego zasilania na czas budowy. Zakładamy oczywiście, że nikt nas nie oszukuje i że rzeczywiście inwestor nie ma nic wspólnego z wycinką.
Jest i wątek humorystyczno-kryminalny. Ów Rębalski pozostawił w lesie porzucony toporek. We wtorek rano policja ten toporek widziała (musiała widzieć, bo nie sposób się było o niego nie potknąć), a po południu leżał sobie nadal na miejscu. Właśnie w komediach nikomu w takich sytuacjach nie przychodzi do głowy, że toporek może mieć coś wspólnego z wycięciem drzew.
No i na koniec mamy mieszkańca, który ma takie hobby, że lubi wiedzieć, co się gdzie dzieje, ma aparat cyfrowy i uwiecznił kilka akcji z wycinki drzew w karcie pamięci aparatu.
Jaki byłby najśmieszniejszy finał tej całej komedii? Że to on będzie winnym wycinki!
A życie w gminie w harmonii toczyło się będzie dalej. Nasz Rębalski napali w kominku drewnem z kradzieży. Wójt wygra następne wybory. Park rozpocznie działalność na docelowej linii energetycznej. Tę po zakończeniu budowy zwinie się, zaś tam, gdzie biegła, powstanie piękny skrót przez las do siedziby dinozaurów.
Sylwia Wysocka Pałuki nr 749 (25/2006)





